*tw abusive relationship*
*ciąg dalszy poprzedniego opka ale kilka godzin potem*
– Miło było znowu zobaczyć znajome twarze. Jednakże ja i moja Ambrozja będziemy już iść. Spotkamy się ponownie jutro, przyjaciele! – oznajmił Maximus. Szczerze nie wiedziała czemu ci samotnicy go słuchali. Przecież był zwykłym pieszczochem. Pewnie nie umiał za dobrze walczyć. Chodziło tylko o jego wzrost? Bo (przynajmniej według niej) charyzmy nie miał za grosz. Kocur zeskoczył z kamiennego podwyższenia, a ona za nim. Samotnicy ponownie rozstąpili się i skłaniając głowy poczekali na ich wyjście. W drodze powrotnej nic nie mówiła. Miała dużo zastrzeżeń, ale wolała rozmówić się z kocurem sam na sam. Nie wiedziała czy nie było tu jakichś samotników, którzy mogliby coś podsłuchać. Bezpieczniej było rozmawiać na własnym terenie. Weszli do ogrodu pod obluzowaną deską i od razu zaczęli zakładać obroże. Czarny najpierw założył swoją, a potem chciał założyć jej jednak ona syknęła:
– Oddaj to.
Niebieskooki zamachał ogonem. Nigdy wcześniej nie widziała, żeby rzeczywiście był zły. Myślała, że pieszczochy potrafią być tylko słodziusie i milusie. Współlokator nie posłuchał jej i założył jej obrożę.
– Co jest?! – syknęła zirytowana – Z tobą i z tym dziwnym gangiem?! Nie jesteśmy partnerami i dobrze o tym wiesz!
– Nigdy nie powiedziałem, że jesteśmy partnerami – powiedział dziwnie niskim głosem. Zazwyczaj brzmiał dużo inaczej. – Powiedziałem tylko, że jesteś wybranką mego serca. To, co ty o tym myślisz nie bardzo ma znaczenie w tej sytuacji.
– Zakochałeś się we mnie?! To dlatego tak ciągle za mną łaziłeś?!
Maximus zaśmiał się cicho. Nie był to jednak szczery śmiech. Bardziej złowrogi…
– Ambrozjo, nie zakochałem się w tobie. Wybrałem cię. Wybrałem cię jako moją kotkę. Własność, którą mogę się chwalić. Jedyne co od ciebie potrzebuję to żebyś nie wtrącała się w moją idealną wizję i będziesz miała wszystko czego potrzebujesz.
On był nienormalny. Psychol. Manipulator. Traktował ją jak rzecz?! Nie chciała wrócić do klanu, by nie mieć kontaktu z ojcem. Okazało się jednak, że trafiła na kocura, który myślał i zachowywał się podobnie.
– Nie
Nawet ten udawany uśmiech zszedł z jego twarzy.
– Co to znaczy “nie”?
– Nie będę twoją zabawką. Nie będę twoją kotką. Nie będę Ambrozją! Nazywam się Pożar!
Złapał ją za brodę i popatrzył na nią swoimi zimnymi niebieskimi oczami.
– Będziesz robić to co ci każę. Mogę w każdej chwili kazać komuś zamordować cię, po czym zatrzeć ślady. Albo po prostu kazać moim dwunożnym wyrzucić cię z domu. Wiem, że nie jesteś rasową kotką. Zachowujesz się jak dzikuska, pod futrem masz blizny, próbowałaś wspinać się na drzewo i byłaś dziwnie zafascynowana obrożą jakbyś widziała takie coś pierwszy raz w życiu. Mogę wszystko udowodnić dwunożnym, a wtedy oni zostawią cię na pastwę krwiożerczych bestii w betonowym świecie. Więc albo zachowujesz się jak piękna kotka, albo już tu nie mieszkasz.
To niemożliwe by to zrobił! Ale… To on mieszkał z dwunożnymi bardzo długo… Równie dobrze mógłby po prostu pokazać, że jej nie lubi. Nagle kocur puścił ją i wymierzył cios w jej policzek. Z pazurami. Syknęła z bólu. On jednak popatrzył na nią tylko przez chwilę po czym zniknął w środku gniazda dwunożnych. Wpakowała się w sytuację bez wyjścia. Musiała szybko wytrzeć krew, żeby dwunożni niczego nie zauważyli…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz