Rudzik zauważył, że Mały Synek coraz częściej przychodził do legowiska Bluszczu, żeby popatrzeć jak pracują razem z mentorką i często nawet ofiarował pomoc. Uczniowi wcale to nie przeszkadzało, czego jednak nie dało się do końca powiedzieć o medyczce. Kotka lubiła marudzić i często narzekała na to, że ostatnio kociaki kręcą się jej pod łapami i utrudniają pracę. Na szczęście dzisiaj medyczka nadal spała, więc Rudzik miał chwilę odpoczynku. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego mentorka jest już w podeszłym wieku i potrzebowała więcej odpoczynku, na dobrą sprawę to aż dziwne, że trzymała się na tyle dobrze żeby wychowywać ucznia, zwłaszcza taką fajtłapę jak on. Z drugiej strony nie miała wyboru, bo po jej śmierci klan zostałby bez medyka co znacznie utrudniłoby jego funkcjonowanie. Kocurek ziewnął cicho i przeciągnął się, próbując odgonić senność. Dzisiaj było wyjątkowo zimno i w tej chwili naprawdę marzył, żeby zdrzemnąć się wtulony w ciepłą siostrę, jednak życie nie było dla niego takie łaskawe. Bluszcz zanim zasnęła, poprosiła go, żeby uporządkował lekarstwa według zastosowania i poszedł po trochę pajęczyn. Rudzikowi nie podobała się wizja opuszczenia ciepłego kąta, więc przełożył zbieranie pajęczyn na później i powoli zaczął przenosić różne zioła na prowizorycznie półki. Nie znał jeszcze wszystkich roślin, ale większość nieuporządkowanych był w stanie rozpoznać. Zaczął od liści używanych do przenoszenia mieszanek ziół, czyli buku i bluszczu. Z tego co wiedział nie miały żadnych właściwości leczniczych, ale wciąż były potrzebne. Potem skrzyp i nagietek, te zioła Rudzik też znał. Na pyszczku kocurka mimowolnie zagościł uśmiech, gdy zbliżył się do stosiku z lawendą. Lubił jej zapach i ładny, fioletowy kolor. W chwili gdy sięgnął po nią pyszczkiem, zza rogu wychyliła się znajoma mordka i Mały Synek wszedł do legowiska z uśmiechem.
— O co chodzi? — zapytał cicho Rudzik, widząc, że kociak rozgląda się wokoło.
— Mógłbym wam w czymś pomóc? — wymruczał Mały, nadal wodząc spojrzeniem po pomieszczeniu.
Rudzik domyślił się, że chodzi o Bluszcz, bo normalnie już by było słychać jej marudzenie.
— Ah, Bluszcz śpi, więc będziemy musieli być cicho, żeby jej nie obudzić.
Kociak pokiwał głową na zgodę, jednak wciąż oczekiwał odpowiedzi na swoje pytanie. Rudzik chwilę się zastanawiał, po czym postanowił poprosić go o przyniesienie nawłociu.
— A co to nawłoć? — spytał od razu Mały Synek.
Rudzik westchnął cicho, przypominając sobie, że nie mówił mu jeszcze nic o tej roślinie. Potrząsnął głową i postanowił zadać kocurkowi trochę łatwiejsze zadanie.
— Nie ważne. W takim razie, czy mógłbyś podać mi wszystkie korzenie łopianu? Powinny być koło stosu ze zwierzyną, ale jakby co wiesz jak wyglądają.
Kociak pokiwał szybko głową i zniknął z pola widzenia ucznia. Rudzik uśmiechnął się mimowolnie, z pomocą Małego Synka na pewno szybciej skończy swoją pracę i będzie mógł odpocząć. Podszedł do okna, żeby zobaczyć czy od wczoraj spadło więcej śniegu. Przez biały puch znalezienie odpowiednich roślin było znacznie trudniejsze, można powiedzieć, że w tej chwili razem z Bluszczem musiał polegać na zapasach zgromadzonych podczas Pory Opadających Liści. Z tego też powodu na razie zbierał wiedzę teoretyczną, a także uczył się podstaw walki, co niestety marnie mu szło. Od ciągłego upadania na pysk miał zadrapany nos, a od chodzenia po zimnym podłożu opuchnięte poduszki, dlatego dzisiaj zdecydował się zostać w stodole, w której mimo, że było parę dziur to jednak temperatura była wyższa niż na zewnątrz. Rudzik z westchnięciem odszedł od okna, po czym wrócił do ustawiania lawendy, gdy usłyszał cichy tupot łapek i koło niego pojawił się Mały Synek z pyszczkiem pełnym łopianu, który szybko wypluł i położył obok. Biało-rudy arlekin, mimo że wiedział, że nie jest mentorem kociaka to jednak widząc, że ten przyniósł właściwą roślinę nie mógł powstrzymać wypełniającej go dumy. Jednocześnie poczuł jednak drobne ukłucie żalu, bo pomyślał, że Mały bardziej nadaje się na ucznia medyka niż on sam, miał więcej entuzjazmu i energii a przy tym chętnie się uczył.
— Bardzo dobrze, to jest właśnie łopian — pochwalił Małego Synka, odrzucając na tę chwilę wszystkie dręczące go niepewności.
— Smakuje ochydnie. A co on robi?
Rudzik zmrużył lekko oczy, próbując sobie przypomnieć czy kiedyś nie mówił już o jego zastosowaniu, ale uznał, że po prostu było to na tyle dawno, że kociak o tym zapomniał.
— Jeśli przeżujesz korzeń i nałożysz go na ranę, to leczy ugryzienia szczurów i zapobiega infekcji.
— Szczury to te większe myszy, prawda? — kociak ponownie zadał pytanie.
Rudzik pokiwał głową, mimo że Mały Synek nie widział jeszcze szczura, to musiał słyszeć o nich od starszych.
— Tak, mogą wydawać się podobne do myszy, ale są dużo bardziej niebezpieczne, bo ich ugryzienia mogą spowodować zakażenie i różne choroby. Żyją głównie blisko Dwunożnych.
<<Mały Synek?>>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?W Klanie Nocy
Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot u Samotników!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz