BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Samotników!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

03 kwietnia 2018

Od Ciernistej Łapy C.D Błądzącej Łapy

Poranny patrol odbył się w towarzystwie Ćmiej Łapy, oraz Kaczeńcowego Pazura. Ciernista Łapa całkiem lubiła patrole, w jakiś sposób ją odprężały. No dobrze – nie był to co prawda spacerek po granicach, ot co, jednak bura po prostu lubiła szybkim tempem otaczać, granice, kontrolując, czy wszystko w porządku. Ostatnie dni dawały jej się jednak we znaki, przez co była nieznacznie za resztą grupy. W ogóle jej się to nie podobało. Miała być lepsza, nie wolniejsza. Ignorując narastający ból, pomknęła przed siebie, przyspieszając. W żadnym razie nie chciała, aby reszta patrolu zdała sobie sprawę, że idzie jej gorzej. Kiedy w końcu czwórka kotów zakończyła poranny patrol, bura podeszła do swojej mentorki.
– Rdzawy ogonie, mogłabym… nie wracać jeszcze do obozu? Chciałabym się przespacerować – zapytała. Pręgowana była typem samotniczki, lubiła czasem się przejść, bez kogokolwiek obok, więc nie zdziwiło to szczególnie szylkretowej. Uśmiechnęła się lekko do uczennicy.
– Przynieś coś do stosu, dobrze? – zaproponowała. Córka Białej Sadzawki pokiwała głową, zadowolona z takiego stanu rzeczy. To nawet lepiej! W takim wypadku mogła odbyć swój „nadprogramowy” trening bez zmartwień, że co miałaby zrobić z pożywieniem, jeśli w jego trakcie coś upoluje. – I zajrzyj do starszych, jak będziesz wracać – przypomniała jej jeszcze wojowniczka, na odchodnym. Ciernista Łapa ruszyła w swoim kierunku, rozglądając się po otwartym terytorium klanu. Postanowiła udać się do Północnego Zbocza, gdzie w norkach mogły poukrywać się króliki. Kiedy oddaliła się wystarczająco od obozu, zaczęła biec, odbijając śnieg od łap. Było to średnio przyjemne, acz bura była pewna, że jeśli będzie ćwiczyć więcej, pozytywnie zaskoczy swoją mentorkę. Chyba niczego nie pragnęła bardziej, od zadowolenia Rdzawej. Dotarłszy na miejsce, koteczka rozejrzała się z uśmiechem. Na tle białego puchu mogła dostrzec wyróżniające się, czarne oczka. Idealnie! Pochyliła się, aby jej ciało prawie stykało się z ziemią, ale na tyle, aby nie wydawać najcichszego dźwięku, co przez śnieg wcale nie było takie łatwe. Musiała zachować pełną dyskrecję, tak, jak uczyła jej tego Rdzawy Ogon. Powolnym krokiem ruszyła więc do swojej zdobyczy, która jeszcze niczego się nie spodziewała. Im była bliżej, tym wyraźniej widziała dość dorodnego osobnika. Królik co prawda nie był jakoś bardzo otyły, w Porę Łysych Drzew ciężko było jednak na takowego natrafić. Pewnym było jednak, że do najchudszych nie należał. Będąc dostatecznie blisko, aby z łatwością przechwycić zwierza, skoczyła, szybko i prawie bezboleśnie odbierając mu życie. Na oczach istotki malowało się wciąż zaskoczenie, zdawały się być lekko wytrzeszczone. Wziąć coś do stosu – odhaczone. Klan musi zostać nakarmiony pierwszy, uśmiechnęła się pod nosem, słysząc w uszach frazę, którą kiedyś usłyszała od Brzoskwiniowej Łapy. Jej przyjaciółka dużo czasu spędzała ze starszymi i niejednokrotnie powtarzała znane mniej lub bardziej zdania, zasłyszane od nich. Ciernista nie zamierzała jednak zaprzestać swojego treningu na złapaniu uszatka. Odłożyła swoją zdobycz na bok, aby zadecydować o przebiegnięciu jeszcze paru, nieznacznych dystansów, a może przy okazji, złapaniu jakiejś myszy.


~*~


Wracała do obozu dość szybkim krokiem, chociaż zmęczenie dawało jej w kość, a poduszki łap piekły okropnie, w czym nie pomagało nawet zetknięcie raz za razem z chłodną, śnieżną warstwą. Dobrze, może uważała puszek za piękny, ale zaczynała mieć go serdecznie dość, szczególnie, że już niejednokrotnie poślizgnęła się właśnie z jego winy. Bywała czasem niezdarna i to w zupełności wystarczyło, nie potrzebowała jeszcze super śnieżnej niezdarności, ani innych durnych czarów natury. Wstąpiła do domostwa, dzierżąc w pyszczku jedną myszkę za ogon, oraz swego wcześniejszego króliczka, który nie wyglądał już, jakby przeżywał właśnie największy szok w swoim życiu. Cóż, nawet jeśli w chwili śmierci tak było, był to zdecydowanie jego ostatni szok. Odłożyła należne do stosu, po czym udała się do legowiska starszych.
– Dzień dobry – rzuciła grzecznie, chociaż dość formalnie, wchodząc. Mysi nos uśmiechnęła się serdecznie, widząc niewielką koteczkę.
– Witaj, Ciernista Łapo! – zawołała wesoło. Pręgowanej nie zdziwił za bardzo ten entuzjazm. Tyle razy, ile miała do czynienia ze starszą, ta zawsze była pogodna. Zaskoczona jednak poczuła się, gdy niebieska kotka podeszła do niej, zagajając. – Ostatnio często widuję Cię z moim wnukiem. Dobrze się dogadujecie?
Uczennica zamrugała dwukrotnie, powstrzymując się od przechylenia łebka. W jej głowie pytanie pojawiło się powtórnie. Dobrze się dogadujecie?
Cóż – zdecydowanie czuła się miło w towarzystwie Błądzącej Łapy, chociaż nigdy specjalnie się nad tym nie zastanawiała. Był jej przyjacielem, za razem jednak wydawał się odległy. Na pewno wzbudzał w niej ciekawość, może też trochę onieśmielał?
Nie widziała jednak potrzeby rozgadywania się na ten temat, dlatego jedynie uśmiechnęła się lekko, odpowiadając kotce.
– Tak, Błądząca Łapa to świetny przyjaciel.
W oczach pręgowanej zabłysł dziwny blask.
– Przyjaciel? – zapytała, a sposób, w jaki wypowiedziała to słowo sprawił, że Ciernista pomyślała o Burzowej Łapie, chociaż wcale nie chciała. Myśli o asystencie medyka pojawiały się w jej głowie zupełnie znikąd i zawsze towarzyszyło im dziwne, wręcz kołujące ciepło. Bura zdawała sobie sprawę ze swoich uczuć do kocura, jednak nie znaczyło to wcale, że je akceptowała. Przeciwnie wręcz, niejednokrotnie zaklinała samą siebie, jaka to ona nie jest głupia. Bo co w ogóle znaczyły jej uczucia, w obliczu planów, jakie zielonooki miał na przyszłość? Tyle co nic i obojgu im o wiele łatwiej żyłoby się bez nich, nawet jeśli Burza o nich nie wiedział. Była dla niego jak mała, trochę szalona siostrzyczka, której trzeba pilnować, aby nie zrobiła sobie przypadkiem kuku. Nawet będąc wojownikiem nie zobaczyłby w niej kotki.
– Tak, myślę, że można to tak nazwać – odparła – w każdym razie, przyszłam sprawdzić, czy niczego wam nie potrzeba. Więc, jeśli jest coś, w czym mogę pomóc, chętnie się do tego zabiorę – zadeklarowała. Mysi nos pokręciła głową, uśmiechając się wciąż. Kwiecisty Wiatr obdarzyła Ciernistą jedynie przelotnym spojrzeniem. Po epizodzie, gdy Brzoskwiniowa Łapa i Ciernista Łapa zaczęły głośno kłócić się w legowisku wtedy jeszcze medyczki, szylkretowa raczej nie przepadała za ową uczennicą. Zresztą, burej również nie zależało zbytnio na zdaniu kocicy o niej. Gdyby mogła cofnąć czas i tak zrobiłaby cętkowanej aferę o jej stosunku do samej siebie.
– Ostatnio strasznie doskwierają mi stawy – westchnęła Blady Świt. To tak, jak mi, pomyślała Ciernista, uznała jednak za nie na miejscu wypowiedzenie tego na głos. Nawet teraz, jej łapki błagały o pomstę do nieba, mimo że nie wykonywała za bardzo żadnej czynności. Starość musi być do bani, jeśli jest tak cały czas, niezależnie czy trenujesz, czy nie. – Mogłabyś przynieść mi coś od Gradowej Mordki i Burzowej Łapy?
– Nie ma sprawy – zapewniła koteczka, odwracając się do wyjścia z leża – zaraz będę, dobrze?
Zastała obojga medyków w ich legowisku, gdzie objaśniła sytuację. Gradowa Mordka sięgnął po roślinkę, którą Ciernista rozpoznała – stokrotka, a następnie polecił Burzowej Łapie, aby ten przeżuł to. Kocury zawinęły wytwór w liść i kazały Ciernistej wetrzeć to w bolące miejsca arlekinki. Bura podziękowała i z niejaką ulgą opuściła ich legowisko, aby powrócić do Bladego Świtu i spełnić swą powinność.


~*~


W końcu mogła udać się na spoczynek, o który jej ciało wręcz BŁAGAŁO. Nie widziała nic złego w naginaniu swoich możliwości, co jednak odgrywało się na jej samopoczuciu. Uważała, że da sobie radę, to tylko kwestia przyzwyczajenia. Ruszyła do leża terminatorów, gdzie dostrzegła znaną jej sylwetkę, obróconą tyłem. Point prawdopodobnie się nad czymś zastanawiał. Bura przez moment zastanawiała się, czy wypada mu przerywać, po czym stwierdziła, że raczej się nie obrazi. Cichym krokiem podeszła do kocura, pochylając się nad jego zupełnie
– Bu – powiedziała cichutko, zupełnie odbiegając od zwyczajowego okrzyku, jaki miałby na celu „przestraszyć” odbiorcę. Kocur lekko zdziwiony obrócił głowę, uśmiechnął się jednak lekko, widząc ją, a ona nawet nie zdała sobie sprawy, gdy jej pyszczek przyjął podobny grymas.
– Słaby z ciebie postrach – zaśmiał się, na co buraska przewróciła oczami.
– Powiedział, co wiedział – skwitowała – Gdybym chciała, przestraszyłabym Cię jak nikt nigdy.
– Jasne, jasne. W takim wypadku czekam, może Ci się uda.
– Zdziwisz się – zadeklarowała z poważną miną, z którą… cóż, wyglądała dość śmiesznie. Kocur poruszył nieprzejęty ogonem, co tylko utwierdziło ją w chęci przestraszenia go. Gdzieś na dnie jej umysłu tworzył się już jako-taki plan, czekający na dogodny moment. Co jak co, ale Ciernista nieczęsto rzucała słowa na wiatr.
– Gdzie byłaś? Można odnieść wrażenie, że potrafisz się rozpłynąć w powietrzu. Raz wszędzie Cię pełno, a innym razem z mniejszym trudem przyszłoby znalezienie kamyka pod tą całą warstwą śniegu.
Ciernista zeszła z poważnej miny i zaśmiała się, słysząc tę wypowiedź.
– No wiesz, lubię sobie czasem wparować, poukładać pewne sprawy – odparła, siadając. Poczuła dziwną ulgę, nie musząc już stać. – Jak tam trening ze Złotą Melodią? Dzisiaj też „padasz z łap”?
– Niekoniecznie… za to złapałem swoją pierwszą zdobycz – poinformował z zadowoleniem. Bura uśmiechnęła się szeroko słysząc ową nowinę.
– No proszę… co to takiego? – zapytała. Kocur uśmiechnął się pod nosem.
– Nornica – poruszył ogonem. Ciernista z uznaniem pokiwała głową. Czasem zapominała, że Błądząca Łapa dopiero zaczął swój trening. Przebywając przy nim czuła się, jakby był w jej wieku, a może nawet trochę starszy? Co ciekawe, przy Burzowym sytuacja miała się zupełnie na odwrót. Był starszy od Ciernika i często uważał, aby nic jej się nie stało, jednak bura miała wrażenie, że to ona jest tą doroślejszą.
– Szybko Ci poszło – skomplementowała. Mimo zmęczenia, postanowiła spędzić z nim jeszcze trochę czasu, nim pozwoliła sobie na drzemkę.


~*~


Mijały kolejne wschody słońca, a ona z każdym następnym czuła coraz dobitniejszy ból i zmęczenie, a w dodatku zaczynała popadać w jadłowstręt, a jej chęć do jakichkolwiek aktywności malała. Mimo to szła jednak w zaparte i wykazywała się na treningach ze Rdzawą, jak i bez niej. I wszystko byłoby świetnie, gdyby nie ten cholerny śnieg. Poślizgnęła się po raz kolejny, lecąc przed siebie, a jej łapy zabolały o wiele dobitniej, niż dotychczas. Próbując się podnieść wydała z siebie dobitny pisk, co zwróciło uwagę mentorki.
– Ciernista Łapo? – Podbiegła do niej, przystając obok. – Nie wygłupiaj się, na pewno nic Ci się nie stało od zwykłego potknięcia.
Koteczka pokiwała głową i podniosła się, jej pyszczek wykrzywił się jednak w dziwnym grymasie. Czyżby jej wytrzymałość osiągnęła szczyt?
– Co Ci jest? – Rdzawa przechyliła łeb, bacznie obserwując uczennicę.
– Rdzawy Ogonie… ja… chyba muszę Ci się do czegoś przyznać – powiedziała niepewnie koteczka. Możliwe, że całe te „nadprogramowe treningi” trochę jej zaszkodziły.


~*~


Wychodząc z leża medyków, czuła się wręcz zawstydzona. Gradowa mordka stwierdził, że nadwyrężyła swoje mięśnie i definitywnie zabronił jej treningów w najbliższym czasie. Stwierdził, że potrzebuje regeneracji, oraz że niewiele brakowało, a powikłania mogłyby być o wiele gorsze, chociaż jej kończyny i tak należycie odpokutują kotce przesyt, jakim je obdarzyła. Nie jednak ból, ani nie jej samopoczucie były najgorsze. Zawiodła Rdzawy Ogon, a ta świadomość sprawiała, jakby na plecach dzierżyła ogromny głaz, który lada moment miał ją zgnieść.
– Co Ci strzeliło do łba? – warknęła poirytowana kotka – Twoje ciało ma swoje granice, na ostry i ciernie! Niby czemu uczniowie między treningami mają „wolne” dni, w których opiekują się tylko starszymi?
Bura położyła po sobie uszka.
– Nie myślałam, że to będzie poważny problem – powiedziała cichutko. Rdzawy Ogon prychnęła.
– Czy Ty W OGÓLE myślałaś, Ciernista Łapo? Daję słowo, że do końca swojego treningu nie wystawisz sama nosa poza teren obozu. – Bura westchnęła cichutko, patrząc na kotkę.
– Chciałam tylko, abyś była ze mnie zadowolona – wyznała, chyba nawet ciszej, niźli by chciała.
– Zawsze byłam z ciebie zadowolona, Ciernista Łapo – powiedziała chłodno – nie musiałaś się katować, aby zdobyć moje uznanie.
Ciernista powoli, niepewnie pokiwała głową. Szylkretka westchnęła głęboko, jakby chcąc się uspokoić. Wiele mogła się spodziewać po swej ambitnej uczennicy, ten wybryk jednak zaskoczył ją niebywale. Zresztą, nie tylko ją. Nawet Gradowa Mordka uznał, kręcąc głową, że bura jest niemożliwa. Sama delikwentka bała się zaś, że przez swoją głupotę pogorszą się jej umiejętności, czego by sobie nie wybaczyła. Jak ona niby ma teraz „odpocząć”, skoro wciąż będzie zadręczać się straconym czasem? Spojrzenia mentorki i uczennicy zetknęły się, a widząc strapienie w oczach Ciernistej, Rdzawy Ogon spokorniała trochę i dotknęła ogonem jej policzka.
– Przepraszam – niewielka koteczka przygładziła łapą śnieg przed nią.
– Wiem – mruknęła Rdzawa, po czym odsunęła się od uczennicy – wracaj szybko do zdrowia, będę Cię mieć na oku – poleciła, a Ciernista obiecała sobie gdzieś w środku, że już nigdy nie zdenerwuje tej szylkretowej kotki. Nawet nie zauważyła idącego w jej kierunku pointa, a gdy ten się odezwał, podskoczyła lekko.

< Błądząca Łapo? Troszku się rozpisałam >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz