Przeszłość, niedługo po mianowaniu kocura na wojownika
— Algowa Struga dużo mnie chwali, ale nie wiem, czy nie robi tego, abym poczuł się pewniej. Mógłbym zapytać mojej mamy, wiesz, ją też uczyła. Na pewno umiem już dłużej pozostawać pod wodą i łapie lepsze ryby. Ostatnio złowiłem taką, której łuski mieniły się jak tęcza. Była bardzo ładna... Chciałbym zobaczyć wszystkie ryby na świecie, albo żaby i węże… — przyznał van, a na pysku wojownika pojawił się niewielki uśmiech.
— Ciekawe marzenie Klekocząca Łapo oraz pełne odwagi. Ja będąc niewiele młodszym od ciebie, żem chciał zostać ogrodnikiem w klanie, lecz Mandarynkowa Gwiazda zdecydowała inaczej. Początkowo było mi to w niesmak, gdyż w jednej chwili cała nadzieja została zgaszona, jednakowoż teraz jestem dumny z tego, kim jestem — mruknął Konwalia. — Choć może to dzięki Zmierzchającej Fali. Algowa Struga zapewne też jest wspaniała jako mentorka, dlatego też, jeśli się zastanawiasz czy te pochwały są jedynie, byś poczuł się lepiej, to zapytaj ją. Na pewno udzieli Ci odpowiedzi.
Teraźniejszość
Od patrolu w towarzystwie Algowej Strugi, Klekoczącej Łapy i Zmierzchającej Fali minęło parę księżyców, a w tym czasie nieco się pozmieniało w Klanie Nocy. Odejście dwójki starszych, przybycie samotniczki w ciąży, narodziny trójki kociąt oraz mianowanie nowych uczniów, a także śmierć jednego z nich.
Konwaliowa Mielizna w zamyśleniu obserwował kołysane na wietrze pędy, które w porze nagich drzew nie miały na sobie fioletowych kwiatostanów. Kocur miał wrażenie, że cała przyroda przybrała szare i ponure szaty, próbując także zarazić koty dołującym nastrojem — w przypadku liliowego było to zauważalne, choć ukrywał to pod niechęcią do wychodzenia z obozu oraz zanurzania się w lodowatej wodzie. W taką pogodę o wiele łatwiej się przeziębić przez mokre futro oraz przemarznąć do szpiku kości.
Wraz z kolejnym powiewem wiatru, poczuł, jak zimne powietrze szczypie go w nos — był to minus posłania zaraz przy wyjściu, lecz wojownik nie miał zbytnio, co narzekać. Lubował się w większy odosobnieniu niż inni, dlatego też był gotów ponieść skutki tego, włącznie z warunkami pogodowymi, które częściej go dotykały.
Wtem na widok znajomego vana, podniósł głowę z gęstego ogona, w którym przed chwilą schował swój nos.
— Klekocząca Łapo! — zawołał, czując nagła potrzebne ucięcia krótkiej rozmowy z uczniem. Był ciekaw jak sobie radzi w nowej roli oraz czy młodszy tego chciał, czy może była to decyzja Mandarynkowej Gwiazdy — w końcu tylko koty z rodu mogły zostać medykami, więc każdy potomek był wręcz na wagę złota.
<Klekocząca Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz