Stałam w kręgu już prawie całkiem połysiałych drzew. Próbowałam wyostrzyć wszystkie swoje zmysły do granic możliwości. Nasłuchiwałam każdego szelestu suchych liści, którymi teraz był pokryty cały las, tak jakby nigdy na ziemi nie było trawy... tylko te liście. Zimny wiatr chulał między drzewami i od czasu do czasu wznosił ku niebu kolorową kupę, która później powoli spadała. Ciągle stałam na ziemi w napięciu, ignorując te chmary początkujących lotników. Spomiędzy drzew ciągle nie mogłam dostrzec burej sierści. Pewnie teraz niemożliwej do wypatrzenia spomiędzy burobrązowych drzew. W końcu, po jak mi się wydawało całych kwartałach, usłyszałam cichutki szelest za sobą, niewiele myśląc, wykonałam gwałtowny skręt wokół własnej osi i rzuciłam się na osobę, która zakradła się do mnie od tyłu. Pod łapami wił mi się rudy ogon. Zaskoczona o mało nie odskoczyłam, a korzystając z tego, wiewiórka pobiegła w prostą na najbliższe drzewo. Na jej nieszczęście szybko oprzytomniałam, zrobiłam dwa duże susy i złapałam stworzonko, nim to wspięło się na drzewo. W Porę Spadających Liści nie można było przecież tracić okazji do złapania piszczki na Porę Nagich Drzew, choć właściwie drzewa już były w większości nagie. Ledwo zatopiłam zęby w rudym zwierzątku, poczułam jakiś nagły ruch z boku. Instynktownie spłaszczyłam się do ziemi, ledwo unikając szybkich łap kota, który w końcu zdecydował się ruszyć ze swojej kryjówki! Kot chybiąc celu odskoczył do tyłu przygotowany na kontratak. Szybko stanęłam wyprostowana, nadal jednak trzymając dopiero co upolowaną piszczkę w pyszczku. Przeciwnik, widząc, że dopiero wstaję, wykonał duży sus w moją stronę. Niedużo myśląc, rzuciłam mu piszczką w twarz, kiedy ten znajdował się w skoku tuż nad mną (osobliwy atak, ale ważne, że zadziałał). Zdezorientowana ledwo co wylądowała na cztery łapy. Nie czekając, przejęłam inicjatywę ataku. Atak, unik, atak, unik. Wymieniałyśmy się tak ciosami, lecz żadna z nas nie zdobywała przewagi. Próbowałam kilka razy wyburzyć z rytmu przeciwniczkę, lecz ta tylko zręcznie unikała ataku i powracała do dawnego rytmu. Straciłam już dawno impet i czułam, jak powoli opadam z sił. Moje ciosy były już mniej trafne, a kotka zdobywała powoli przewagę, kilka razy próbowałam odskoczyć od niej na momenty, by z łapać oddech, lecz ta po kilku biciach serca do mnie podbiegała.
Już nieźle zdyszana próbowałam coś wymyślić. Choć bura też zaczynała powoli sapać, było pewne, że prędzej ja padnę z wycieńczenia lub wykonam jakiś błąd niż ona. Mogłam spróbować, symulować jeszcze większe zmęczenie niż odczuwałam naprawdę, a z zuchwalstwa wróg mógłby wykonać jakiś błąd, który bym mogła wykorzystać. Szybko jednak odrzuciłam ten pomysł, przecież doświadczona wojowniczka nigdy nie da się nabrać na tę starą jak świat sztuczkę! Muszę wymyślić coś innego. Nagle poczułam mocne uderzenie z prawej strony. Przeleciałam niezłą długość ogona, o mało nie przywalając w łyse drzewo. No przecież! Drzewo! Już omal instynktownie wskoczyłam na najniższą gałąź. Czując chropowatą korę wielkiej gałęzi pod opuszkami łap, od razu poczułam się pewniej w swoim żywiole! Przestałam się już namyślać, postanawiając skupić się na walce. Póki byłam na drzewie, miałam sporą przewagę przed kotką. Ta zaskoczona z trochę kwaśną miną skoczyła wysoko i... wylądowała na ziemi. Zaskoczona prychnęła niezadowolona, a ja otworzyłam pyszczek ze zdumienia. To ona tak nisko skacze? Nie zastanawiałam się jednak nad tym długo, bo ta już przygotowała się do kolejnego skoku. Niewiele myśląc, uderzyłam ją łapą z całą siłą w głowę, gdy ta tylko znalazła się w moim zasięgu. Teraz skoczyła już wyżej. Lekko się chwiejąc, łapałam ogonem równowagę, po tym, jak zbyt mocno się schyliłam, by uderzyć kotkę, lecz ta nie czekając na to, aż stanę pewniej, już atakowała z drugiej strony. Szybko przeskoczyłam na gałąź obok, unikając ciosu i po raz drugi zdumiona otworzyłam pyszczek. Kocica trzymała się właśnie przednimi łapami gałęzi i tylnymi odbijała się od pnia drzewa, próbując wejść. Już ciężko dysząc, nie wiele myśląc (a właściwie to w ogóle) prawie desperacko, skoczyłam na plecy kotki. Przez chwilę leciałyśmy obydwie w powietrzu, kręcąc się we wszystkie strony. Ledwo utrzymałam się na jej plecach, ściskając mocno powieki. Poczułam nagłe szarpnięcie, gdy kotka twardo wylądowała na ziemi i jeszcze drugie mniejsze po tym, jak się od ziemi odbiła. W końcu jednak stanęła, a raczej rozpłaszczyła się bez ruchu na ziemi. Otworzyłam w końcu oczy i sapiąc już teraz gorzej, niż cały orszak potworów dwunogów wydusiłam z siebie:
- Wy... gra... łam.
Gdy tylko kotka pode mną to usłyszała, jakby się obudziła i spróbowała się wyrwać. Stara sztuczka. Okropnie zmęczona przycisnęłam ją jeszcze mocniej do ziemi i jeszcze raz pewniej powiedziałam:
- Wygrałam
- Na to wygląda, a teraz ze mnie zejdź - odpowiedziała mi mentorka. Uśmiechnęłam się szeroko. Pierwszy raz pokonałam dorosłego wojownika, który nie dawał mi żadnych forów. Zmęczona, ale szczęśliwa zeszłam z buro-rudej kotki i stanęłam obok niej.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz