Aktualnie liderka ucięła sobie pogawędkę z jednym z synów Bursztyna.
— Ja zrozumiałem wiele rzeczy — powiedział cicho. — Otarłem się o śmierć... i wiem, że kiedyś źle postępowałem. Żal mi teraz swojego zachowania. Przepraszam cię.
Poruszyła z zainteresowaniem wąsami. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw, chociaż nie ukrywała, że cieszy się z "przemiany" Czermienia. Znała kocura odkąd był kociakiem, chciała nauczyć go dobrego zachowania i chociaż nie z jej łap, to przynajmniej się poprawił. Muszelka musiała być zadowolona. Oczywiście Szyszka na razie nie domyślała się, jaka była ta zmiana i że wcale nie była aż taka dobra. Pewnie z biegiem czasu zacznie go uważniej obserwować, na razie jednak nie miała powodu do zwątpienia.
— Przyznam, że się tego nie spodziewałam. Byłeś kłopotliwym kociakiem, pamiętam jak warczałeś i gryzłeś członków własnej rodziny, doprowadzając matkę do łez. — zmrużyła oczy. To był nieprzyjemny czas.
— To już przeszłość. — mruknął Czermień.
Był taki spokojny. Zupełnie inny Czermień. Poprzednik rzuciłby się już na nią z obelgami. Co w tym Klanie Nocy musiało go spotkać?
— Jeśli się zmieniłeś na lepsze, to pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że już nie będziesz więcej narażał się naszym pobratymcom. — miauknęła liderka.
Czarny kocur kiwnął głową.
Zapadła długa cisza. Głównie spowodowana tym, że Szyszka zajęła się obserwacją obozu, czy aby na pewno wszystko jest na swoim miejscu. Teraz była bardziej czujna. Czermień natomiast błądził we własnych myślach, do których ona dostępu nie miała.
— Urosłeś. — miauknęła, przerywając milczenie. — Pewnie bez problemu, będziesz się wspinał na drzewa.
Nie oczekiwała odpowiedzi. Każdy lisiak będzie musiał znać tą umiejętność.
— Opowiesz mi coś o waszym życiu w Klanie Nocy, gdy was pojmali? — mruknęła, kierując spojrzenie żółtych oczu na Czermienia. Czy raczej Czermieniowy Gniew. Zdecydowanie będzie zwracała się do niego dawnym imieniem, jakoś te klanowe były dziwne.
<Czermieniu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz