Zerknął na szybko na swoje futerko. Zostało na nim trochę mchu, jednak kocurek nie przywiązywał aż takiej wagi do wyglądu, a co za tym szło, nie lubił się myć. Z wysoko uniesionym do góry ogonkiem, ruszył w stronę wyjścia z obozu. Tam miał czekać patrol, tak? Na widok Wieczornikowego Wzgórza, uśmiechnął się lekko. Pamiętał wojownika jeszcze za czasów, gdy był kociakiem. Zrobili psikusa Bobrzej Kłodzie. Ciekawe czasy.
— Cześć Króliczku! Oh, to znaczy, chciałem powiedzieć Królicza Łapo. Jak ci się żyje jako uczeń? — zapytał lekko, z uśmiechem na pysku.
Królicza Łapa podszedł bliżej, stając praktycznie obok większego kocura.
— D-dobrze. M-mam codziennie trening i moim me-mentorem z-został Jesionowy Wicher. — miauknął niebieski kocurek. Wieczornikowe Wzgórze poznał już wcześniej, zatem nie musiał bać się kocura, a kto wie, czy nie odnajdzie w nim kumpla? Nie opuścił swojego celu znalezienia przyjaciół.
— To świetnie. Zanim się obejrzysz zostaniesz wojownikiem. — mruknął starszy kocur. Królicza Łapa odpowiedział jedynie skinieniem głowy. Chciałby ukończyć szkolenie, ale sądził, że przed nim jeszcze duża droga, zanim do tego dojdzie. — Witaj, Karasiowa Łusko!
Kocurek odwrócił szybko pyszczek. W ich stronę zmierzała młoda kotka. Nie znał jej jeszcze, ale chociaż dowiedział się, jakie nosiła imię i zdecydowanie należała do Klanu Nocy.
— Wybaczcie za spóźnienie. — powitała ich miłym uśmiechem.
Króliczek od razu ją polubił. Miauknął cichutkie "dzień dobry", zanim całą trójką skierowali się do wyjścia. Przekraczając próg obozu, niebieski zachował czujność. Nigdy nie wiadomo, co czekało poza bezpiecznym obozem. Podążył nieśmiałym krokiem za wojownikami, starając się dotrzymać ich szybkiego tempa, żeby się nie zgubić. Tereny jego klanu, też miały swoje tajemnice. Jakieś dzikie zwierzę mogło zaatakować i co wtedy, jeśli Króliczek nie umiał walczyć? Drgnął na samą myśl. Miał całe życie przed sobą, tak łatwo nie zamierzał ginąć.
Wieczornikowe Wzgórze obejrzał się przez ramię. Jego spojrzenie zetknęło się z tym Króliczej Łapy.
— Widziałeś już nasze tereny, prawda?
— T-tak. — miauknął syn Żółwiego Brzasku. Nagle przypomniał sobie, że powinien spytać co słychać u kocura. Tak mówiły dobre maniery i on sam był ciekawy. — Co u ciebie słychać, Wieczornikowe Wzgórze?
— W porządku.
Przez część drogi pewnie by szli w ciszy, gdyby nie Karasiowa Łuska. Kotka rozgadała się, opowiadając o wszystkim i niczym. Królicza Łapa słuchał jej, chociaż niektóre sprawy były dla niego niezrozumiałe. Po co rozmawiać o klifiakach? Albo pływaniu w rzecze?
— Wieczornikowe Wzgórze? — miauknął wreszcie. — Jest jakiś sekret, by zdobyć przyjaciół?
Taka rada mogłaby mu się przydać. Widywał kocura często ze Zbożowym Kłosem i Jaskrowym Pyłem. Królicza Łapa nie miał wielu przyjaciół, a naprawdę zależało mu, by mieć jak najwięcej.
<Wieczorniku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz