— Pats i podziwiaj moją sielść! Tak, dobse? — zapytał czekając na opinię Szczawiowego Liścia.
Wojownik dopiero teraz zwrócił uwagę na swojego młodszego brata. Musiał chyba bardziej zająć się maluchem, który należał do jego rodziny. Dopóki Żywiczna Mordka nie wróci, rola pana domu należała do niego, jako oczywiście pierworodnego.
— Bardzo dobrze, Zimorodku. — pochwalił. — Tak właśnie masz się zachowywać. Zwłaszcza przy innych klanach. Głowa wysoko do góry, ogon dumnie uniesiony, niech blask bijący z twojej czystej sierści wszystkich olśni!
— O tak? — kocurek próbował ustawić się w dumniejszej pozycji, rozstawiając łapki, unosząc ogonem i łebek. To wyglądało trochę komicznie.
Szczawiowy Liść ogonem dotknął jego grzbietu.
— Powiedzmy. A jak będziesz już duży, starszy brat nauczy cię podrywać samice! — mruknął kocur. — Nauczę cię też walczyć, bo musisz to umieć doskonale, żeby godnie reprezentować naszą rodzinę.
— Ja jusz umiem walcyc! — pochwalił się maluch.
Zanim liliowy się zorientował, skoczył w jego kierunku, łapiąc go ząbkami za przednią łapę. Wojownik wpatrywał się chwilę w kocurka zdziwiony, zanim strzepnął go z łapy i szybko odgrodził ogonem, zanim ten znowu by go zaatakował.
— Mówiłem żebyś mojej sierści nie tykał, Zimorodku. Głupi nie jesteś, powinieneś to zapamiętać. — miauknął Szczawik.
Zimorodek pokiwał łebkiem.
— Nie jestem, ale Mesek tak nasywa Losę.
— Meszek to niezłe ziółko. — mruknął liliowy. Te małe kulki futra różniły się od siebie bardzo. W przeciwieństwie do pierwszego miotu, który miał podobne charaktery i wspólnie się wspierali. Ciekawe co z takich wyrośnie. Zniesie wszystko, byle byli wierni Klanowi Klifu i go wielbili.
— Cio to siolko?
— To... um... nie ważne, Zimorodku. Może zmienimy temat i pokaże ci kilka bitewnych ciosów? — uśmiechnął się szeroko. To było znacznie lepsze od jakiś berków, chowanego, czy innych kociakowych zabaw.
<Zimorodku? Wybacz, że taki trochu gniocik>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz