— Sprawa, jaką miała do mnie moja babcia? Nie przypominam sobie, by to było coś na tyle ważnego, co mogłem ci przekazać, Tropiąca Łasko.
Czy ona miała na myśli to, że po czuwaniu nad ciałem Trzcinniczkowej Dziupli był u Zalotnej Gwiazdy? Jeśli coś podejrzewała, to nie mogła zbyt dużo się dowiedzieć. To była sprawa tylko jego i jego rodziny, co stało się ze starszym. Większość myślała, że zmarł ze starości i Tęgosz raczej by nie chciał, by ktoś to z nim łączył. Bo nie będzie się gryzł z mysi móżdżkami, że kaleki należało tępić i, mimo że nie on był obdarzony tytułem Powiernika Cienia, to termin ważności vana i tak minął po wojnie z Klanem Klifu.
— Przed innymi możesz udawać, że nie wiesz, co mam na myśli. Inni nie znają cię tak dobrze, jak ja znam swoich uczniów! — Z jej gardła wyrwał się przeciągły, niezadowolony pomruk. — Jeśli myślisz, że możesz mnie okłamać, to pójdź to lasu, nazbieraj giętkich pędów wierzby i okładaj się nimi, aż nabierzesz rozumu. Coś zrobił ze starszym?
Nabierać rozumu to on nie musiał. Byli w wejściu do obozu, nie chciał gadać przy innych, co zrobił z Trzcinniczkową Dziuplą. Spojrzał na nią, udając zdziwienie.
— Co zrobiłem? Umarł ze starości, nic nie miałem z tym wspólnego. Co do spaceru po lesie, to możemy chętnie się przejść. Jakiś mech by się przydał jeszcze starszym na posłania, żeby im się lepiej spało. — Kotka nie była głupia, ale on też nie był na tyle, żeby spowiadać się w obozie.
Pręguska pokręciła głową, jej grzywa dramatycznie zafalowała. Przeniosła wzrok na wyjście z obozu i z powrotem na młodego wojownika.
— Ściółkę dla starszyzny pozbierasz ty. Ja nie kiwnę łapą w ich interesie. Na dodatek nie kiwnę łapą w ich interesie, bo mój były uczeń mi każe. — Wojowniczka zmrużyła oczy w dwie cienkie szpary.
— Ruszajmy nim całkiem zajdzie słońce. — Kocur nie planował zbierać niczego, po prostu stwierdził, że jeśli poruszy ten temat poza obozem, to będzie miał pewność, że nie będzie nigdzie ciekawskich, nieproszonych uszu nieopodal.
— Znakomicie, nie powinno to nam zająć długo — powiedział to, uśmiechając się pewnie i arogancko. Wilczacy ruszyli z obozu w las, gdzie mieli "ponoć" zbierać pędy wierzby. Choć czy na pewno?
***
Rudzielec rozglądał się po okolicy. Nie wyczuwał, ani nie słyszał, by ktoś szedł za nimi. Tylko on i Tropiąca Łaska oraz te iglaste drzewa, bez wierzb. Cętkowany Tęgosz się zatrzymał i spojrzał na byłą mentorkę.
— Czemu tak bardzo cię interesuje, co mogłem lub nie mogłem mu zrobić? Myślałem, że nie przejmujesz się staruchami — podjął.
Tropiąca Łaska nie kryła zaskoczenia, któremu się przyglądał kocur.
— Przede wszystkim chcę wiedzieć, co zyskałeś na jego śmierci — rzuciła ostro. — Los starszyzny mało mnie obchodzi, ale jest ogromna różnica między kocurem, który robi nam przysługę i umiera ze starości, a sytuacją, w której mój własny wychowanek macza w tym łapy!
Na Mroczną Puszczę, czy ona chciała, żeby on teraz się popłakał, że on nie żył, czy co?
— Satysfakcje, że nie żyje. Jego termin przydatności dawno się zużył. Był ślepy jak kret! W klanie nie powinniśmy wykarmiać darmozjadów, a o Trzcinniczkowej Dziupli i tak większość zapomni, gdy na świat przyjdą kociaki Kruczego Pióra i Kwaśnej Kocanki oraz ta reszta Miodowego Ula i Jesionowej Szadzi. Szczególnie że, gdy zostaną uczniami, ktoś będzie ich musiał wytrenować. Także cała uwaga skupi się na szkoleniu armii wyrośniętych bachorów. Także, jak widzisz, nie będę miał żadnych problemów na barkach, tak, jak i ty. — Jego była mentorka, po tym, co powiedział, osłupiała, nie umiejąc przez chwilę wydusić żadnego słowa.
— Narodziny kociąt Kruczego Pióra nie mają żadnego związku z tym, że śmierć Trzcinniczkowej Dziupli nie była dziełem byle przypadku — rzuciła ostro. — To, że uwaga klanu przeniosła się na coś innego, nie zmienia faktu, że bezczelnie, perfidnie kłamiesz. Łżesz bez mrugnięcia okiem, bo wydaje ci się, że bliska relacja z Zalotną Gwiazdą zapewni ci całkowitą bezkarność.
— Powiedziałem Ci prawdę, czego więcej chcesz? — odparł, nadal arogancko stojąc, jakby go zupełnie nie ruszyło, co mu kotka powiedziała. Zrobił to dla własnej satysfakcji, była ona tylko chwilowa, bo to, co myślał o starszym, było kłamstwem, wciśniętym przez kogoś innego. Nie mógł jednak pokazywać, że dał się oszukać swojej rywalce, Seradelowemu Nektarowi.
— Już mam nałożoną karę, więc w świetle moralności nie jestem bezkarny, skoro już posiadam jedną. — Rudy, dopiero jak skończył, zdał sobie sprawę, że zamiast jej dopiec, udowodnił jej racje.
— Zrobiłeś to. — rzuciła twardo czekoladowa szylkretka. — Skoro Zalotna Gwiazda cię ukarała, to znaczy, że miała niezbitą pewność. Ona zna prawdę. I ja też ją znam. — Wydawała się to mówić z mieszanką złości i pewności siebie.
— I co z tym zrobisz? — Przewrócił oczami, chociaż powinien się bać, że ona wyjawi to innym. Jednak czy ona by to zrobiła?
<Tropiąca Łasko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz