Futro Pomroku nastroszyło się jeszcze bardziej. Co za rude ścierwo! Parsknęła pod nosem, jej wargi wygięte w grymasie. Jej łapy, zesztywniałe, wbite jednak były w jedno miejsce, jakby nie była pewna, czy rzeczywiście może zostawić dwójkę samą i dać nogę do obozu.
— Hm? —powtórzyła się medyczka, przekrzywiając głowę w bok, na jej pysku drwiąca mina.
Nie, nie wytrzyma już z nią dłużej! Syknęła krótko, gwałtownym ruchem odwracając się tyłem do kocicy. Dała susa w zarośla, znikając patrolowi z pola widzenia; jej nogi uderzające o ziemię z impetem, a oczy przymrużone. Jeszcze jej pokaże!
Nie zdążyła nawet zaszyć się w legowisku uczniów, gdy napatoczyła się pod łapy Bladego Lica. Kocur wyglądał bardziej na zdezorientowanego, niż złego – chociaż, to tam zawsze mogło się jeszcze zmienić…
— Jarzębinowy Żar powiedziała, że nie chce mnie w swoim patrolu — miauknęła, wzruszając barkami. Nie jej wina, że medyczka miała kija pod ogonem. — Odesłała mnie do obozu. Nie wiem, co jej przeszkadzało, ale dla mnie nawet lepiej.
Teraźniejszość…
Nie odczuła zniknięcia całej gromady kotów. Po obozie nadal przewijała się masa innych wojowników, tych, których znała i tych, których nie lubiła – a w nieszczęsnej grupie uciekinierów nie znalazł się nikt, z kim miałaby jakikolwiek kontakt. No, może poza Stroczkową Łapą…. Czasami… Albo Jarzębinowym Żarem.
Nie brakowało jej przybranej siostry. O jeden irytujący kleszcz mniej! W legowisku medyków taka zmiana była na pewno powodem do zmartwień, ale ona dalej żyła sobie beztrosko. Ciekawe, czy Zalotka też tak myślała? Czy tęskniła za swoją córką?
Przekręciła łeb w bok, spoglądając na kotłujące się po obozie koty. Na pewno nie. Patrząc na te wszystkie okropne słowa, które wojowniczka o kocicy im wciskała… Nie było takiej opcji. Jej wąsy zadrżały. Co takiego okropnego Jarzębina musiała zrobić, że matka nie przejmowałaby się jej brakiem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz