— Ach… przepraszam — wydukała cicho, jakby każde słowo musiało przedrzeć się przez gęstą warstwę niepewności. — Czy… czy potrzebujesz pomocy? — dodała po chwili, zbierając w sobie resztki odwagi. — Pomogę tyle, ile będę w stanie.
Niebiańska Łapa westchnęła niemal bezgłośnie, nim uniosła głowę i skinęła nią krótko, ruchem bardziej wyuczonym niż spontanicznym. Jej brązowe oczy, zwykle czujne i ostre, teraz na moment utkwiły się w delikatnej sylwetce Jagnięcej Łapy, jak gdyby próbowała przeniknąć wzrokiem przez jej futro i odnaleźć tam odpowiedź, której sama nie potrafiła w sobie znaleźć. W jej piersi coś ścisnęło się nieprzyjemnie — uczucie zmęczenia, które od dni, a może nawet księżyców, narastało jak cień wydłużający się o zmierzchu.
— Ostatnio wszystko jest dość monotonne — odezwała się wreszcie, a w jej głosie pobrzmiewała szorstka nuta dystansu, podszyta ledwie skrywanym rozczarowaniem. — Ciągłe treningi z moją mentorką stały się… nieciekawe. — Zawahała się, jakby sama nie była pewna, czy wolno jej tak myśleć. — Zastanawiam się, czy istnieje na to jakieś lekarstwo — dodała ciszej, a w jej spojrzeniu przemknął błysk nadziei, słaby niczym poranna rosa. — Jest?
Starsza kotka odpowiedziała jej delikatnym, nieco zakłopotanym uśmiechem, który tylko podkreślił jej nieśmiałość, po czym wolno, z wyraźnym żalem, pokręciła głową. Jej uszy drgnęły nerwowo, a ogon zwinął się bliżej łap, jakby chciała stać się mniejsza wobec ciężaru cudzych oczekiwań.
— Niestety… to, co opisujesz, wygląda mi na zwykłe znudzenie — wyszeptała Jagnięca Łapa, a jej głos był tak cichy, że niemal ginął w szumie wiatru. — A na to… jeszcze nie ma lekarstwa. — Urwała na moment, spuszczając wzrok na rozsypane u jej stóp liście. — Przykro mi, Niebiańska Łapo, ale chyba nie będę w stanie ci z tym pomóc.
Pysk uczennicy skrzywił się w kwaśnym grymasie, ostrym jak sok z niedojrzałej cytryny, jednak powstrzymała się od kąśliwych uwag. Wiedziała, że Jagnięca Łapa była delikatna niczym źdźbło trawy wystawione na pierwszy przymrozek, a ostatnią rzeczą, jakiej pragnęła, było sprawienie, by ich przyszła medyczka stała się jeszcze większym kłębkiem nerwów, niż dotychczas.
— W porządku — odparła więc po chwili, a jej głos złagodniał, choć w oczach wciąż czaiło się zmęczenie. — Brakuje ci może jakichś ziół? — Zrobiła krok bliżej, jakby gotowa była zaraz wyruszyć w las. — Z chęcią pomogę w poszukiwaniach, jeśli będzie trzeba.
<Jagnięca Łapo?>
[357 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz