— Tato, zjemy razem? — zapytała Kobczyk, siadając przed ojcem dumna z siebie, że udało jej się przenieść gryzonia w jednym kawałku.
— Nie, to dla ciebie, zjedz ją sobie — powiedział Wilczy Skowyt, głaszcząc ją łapą po łebku.
Futro na czubku głowy Kobczyka zmierzwiło się, wyglądała teraz tak, jakby zrobiono jej nieumiejętnie swego rodzaju fryzurę. Na jej kufie wymalował się czysty smutek. Jak to? Czemu tata nie chciał zjeść z nią?
— Tato, ale ja cię tak bardzo proszę… Proszę, zjedz ze mną, nie chcę jeść sama — miauknęła smutno, patrząc mu prosto w oczy.
Wilczy Skowyt zamyślił się na moment, jednak po paru uderzeniach serca przysunął mysz bliżej siebie, rozdzielając ją na dwie nierówne części. Czekoladowa przyglądała się całemu procesowi, pełna podziwu, że tacie przyszło to z taką łatwością. Większą część podarował córce, a mniejszą wziął dla siebie. Już po chwili gryzienia całość zniknęła w jego pysku, sama brązowooka nie zdążyła dobrze się wgryźć we własną.
— Jesteś niesamowity tato, wiesz? — powiedziała między gryzami, dokładnie przeżuwając każdy kęs.
— No pewnie — odparł, unosząc brodę do góry i mrużąc oczy w żartobliwym geście. — A wiesz, kto jeszcze jest niesamowity? — zapytał, patrząc na nią z uśmiechem na mordce.
— Mama i Wąsatka? — zgadywała, poruszając ogonkiem z emocji.
Wilczy Skowyt energicznie pokiwał głową. — I ty też — dopowiedział, na co Kobczyk rozszerzyła oczka, patrząc na niego ze zdziwieniem. Ona naprawdę również była wspaniała? Nie, przecież nie potrafiła rozdzielić tak dobrze myszy, ani nie umiała jeszcze na nie polować, chociaż się starała. Nie mogła być wspaniała, prawda? Bo gdyby była, to by wiedziała dużo więcej i by umiała też niemało.
<Tato, co o tym myślisz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz