*f uj dawno temu*
Zbożowa Łapa westchnęła cicho. Czy Biegnąca serio myślała, że cokolwiek przydatnego wyniosła z lekcji tego spaślaka? Jedyne, czego się na nich uczyła, to jak wybrać tłustą rybę, żeby ten spaślak zamknął mordę i przestał jęczeć, że zaraz żołądek się mu skurczy i łolaboga zaraz skona śmiercią tragiczną. Serio nie wiedziała, jak bardzo Pstrągowa Gwiazda miała nasrane we łbie, najwidoczniej jednak dość sporo, skoro sądziła, że ten tłuścioch nauczy ją czegokolwiek. To przez to musiała doczepiać się do niektórych uczniów i mentorów, by jakkolwiek potrafić polować czy się obronić.
— Myślisz, że Bobrza Kłoda nauczył mnie czegoś więcej, niż połykania ton żarcia? — prychnęła, mimo to na jej pysku gościł uśmiech. Co jakiś czas zerkała na Konopię, której półdługie futerko powiewało na wietrze. Kotka była zwyczajnie prześliczna i Zboże mimo silnego wzbraniania swych myśli, musiała to przyznać.
— Nie marudź, tylko pokazuj, pierdoło — Biegnąca pacnęła ją łapą w bark, na co młodsza kotka wytknęła jej rozbawiona język. Uwielbiała spędzać z buraską czas za dzieciaka, dlatego też korzystała z jakiekolwiek okazji, by trochę się przy niej pokręcić, gdy nadarzała się taka okazja — Myślisz, że nie widziałam jak lałaś się z Zawilcem? — młoda wojowniczka uniosła brew ku górze, wyczekując odpowiedzi.
— Dostała po mordzie, bo jest głupią pindą — żachnęła się Zboże, robiąc obrażoną minę, zaraz jednak poczuła, jak zalewa ją fala wstydu, słysząc śmiech Konopi. Dopiero wtedy bez zbędnego szemrania wykonała polecenie Biegnącego Potoku.
— Nie gadaj, tylko sio, pokazuj. Bo ostatni raz biorę cię na trening
Zboże wywróciła ślepiami, ignorując słowa przyjaciółki. Jakoś specjalnie nie miała ochoty na trening. Zdecydowanie bardziej wolała jakoś bliżej zapoznać się z szylkretową koteczką, a nie miała pewności, czy po powrocie do obozu ta będzie chciała z nią rozmawiać, czy mieć jakikolwiek wspólny kontakt.
— Hej, a może zrobisz sobie dzisiaj wolne o tego całego mentorowania i pobędziesz trochę ze Szczupakiem? — bengalka uniosła kącik pyska w znaczącym uśmieszku, trącając kocicę w bark. Widać było, że ta zastanawia się przez chwilę i dosłownie już jest na skraju powiedzenia "tak".
— Będziemy grzeczne, obiecujemy — wtrąciła się Konopia, najwidoczniej podłapując, jak blisko są usłyszenia werbalnej zgody. Biegnący Potok przyglądała im się uważnie, zerkając to na jedną, to na drugą.
— Zgoda. Jednak jak coś odwalicie to obedrę was ze skóry. Macie być grzeczne, pilnujcie siebie nawzajem i nie wpadajcie w kłopoty, wy cholerny jedne — mówiąc to, wnuczka Łzawego Tańca odbiegła na wschód, gdzie miał znajdować się patrol złożony z jej chłoptasia.
— Po co się jej pozbyłaś, hm? — Konopia uniosła brew ku górze, wlepiając swoje śliczne ślepka w uczennicę, której umysł dosłownie krzyczał i panikował.
— Cóż... — zająknęła się, nie wiedząc, jak wyjaśnić. Bo co miała powiedzieć? Ładna jesteś to chcę z tobą pogadać? Raz dwa by w ryj dostała — Jaaaa tylko chciałam cię lepiej poznać — miauknęła zmieszana — Idziemy nad rzekę? — zaproponowała, przełykając ślinę. Gdzieś z tyłu głowy tańcowała jej myśl, że zwyczajnie mogła się zauroczyć, jednakże szybko ją odgoniła, twierdząc, że kotka z kotką to jakaś fanaberia i dziwactwo.
< Konopia? :3 Wybacz, że tak długo ;-; >
aaa jak uroczo
OdpowiedzUsuń