Wyruszyła ona w stronę najbliższego wrzosowiska. Tam fauna była na tyle bujna, że na pewno znajdzie tam dla siebie jakiś syty kąsek. Po drodze zaczęła odczuwać, jak ciepło zamienia się w gorąco, a słońce niemiłosiernie świeciło w jej oczy. Po dotarciu szybko wyczuła zapach królika, a następnie podążyła tropem, jaki za sobą zostawił. Gdy wreszcie go zobaczyła, przypadła do ziemi i zaczęła swoje skradanie. Stawiała łapy na ziemi lekko, starając się być cichszą od myszy. Gdy królik się odwrócił niespodziewanie w stronę Kasjopei, oboje się poderwali w bieg. Podczas niedługiej pogoni samotniczce udało się przygnieść zwierzątko do ziemi, uniemożliwiając dalszą ucieczkę. Spojrzała mu w oko, po czym natychmiast wgryzła się w krtań zdobyczy. Przez moment się miotało, ale gdy kocica poczuła gorzki smak krwi, natychmiast wyzionęło ducha. Zdobycz zabrała na niewielki zalesiony skrawek obok pola lawend, w którym spała i tam zajęła się jedzeniem w cieniu drzew.
Po posileniu się natychmiast wyruszyła dalej, by zawędrować jak najdalej, póki nie było jeszcze pełnego słońca. Szła wzdłuż rzeki, która teraz przez upał bardziej przypominała niezgrabny strumyk. Co jakiś czas robiła sobie postoje na napicie się, a jedyne ukojenie od słońca przynosiły okazjonalne cienie rzucane przez bialutkie chmury. Po drodze wróciła myślami do rodziny. Jak się czuli po jej odejściu? Czy w ogóle powinno ją to przejmować? Możliwe, że nie, ale zachowanie jej rodziny wciąż sprawiało, że pręguska stawiała sobie kilka pytań. Czy od zawsze Andromeda donosiła na Kasjope, czy tylko ten jeden raz? A ojciec to chyba w ogóle nie wiedział, w jakiej kwestii bronił matkę. Nie zdziwiłaby się, więc gdyby okazało się to prawdą. Kocur był tak zaślepiony starszą kotką, że od razu bezwarunkowo stawał po jej stronie, nie ważne, jakie bzdury ona by opowiadała. Zielonooka aż westchnęła z irytacją i przystanęła na niewielkim wzniesieniu, obserwując teren przed sobą.
Widziała miks lasu i łąk, gdzieniegdzie przerywane rzekami czy strumieniami. Może tam kogoś znajdę - pomyślała, po czym zawęszyła. Poczuła, jak wiatr zwiewa w jej stronę mieszankę zapachów kotów. Na pewno trafiła w dobre miejsce. Najpierw musi jednak znaleźć cień, bo słońce zaczęło już piec ją w cielsko.
Zaszła do lasu, który wprowadzał do terenów Klanu Wilka, o którym Kasjopeja jeszcze nie miała pojęcia. Na skraju zalesienia i pól spotkała niskiego szarego kocura, który na swój sposób przypominał kotce jej ojca.
— Przestrzegam cię, nie zaszywaj się dalej! — rzekł kocur, gdy tylko spotkali się wzrokiem. — Tam samotnicy, gdy wejdą raz, to więcej nie wyjdą!
Kasjopeję zaintrygował fakt znikających kotów. Zastanowiła się przez moment.
— A wiadomo, dlaczego tak jest? I jeśli tak jest, po co tu jesteś? — zapytała zaciekawiona.
— Klan tutejszy jest wrogi kotom z zewnątrz. Gdy w dzień tam zaszedłem, uszedłem z życiem, ale mój brat przedtem wlazł i nie wylazł, a była noc — opowiadał kocur, widocznie wzdrygając się na wspomnienie o krewnym. — Jestem tu, bo o cień nie łatwo, a w tym miejscu tu jest jeszcze bezpiecznie. Granica jest głębiej w las. Aczkolwiek trzyma mnie tu nadzieja o spotkanie brata.
Pręguska wsłuchiwała się w każde słowo kota, zastanawiając się, czy może lepiej byłoby pójść gdzie indziej. Ryzykować życiem czy może odpuścić?
— Rozumiem. Jest więcej klanów?
— Oj tak, kilka. Nie znam ich dobrze, powierzchownie tylko. Tu najgroźniej, lecz o cień najlepiej. Gdy pogoda przestanie gotować mi skórę, opuszczę to miejsce, bo na razie życie mi miłe — skwitował i natychmiast zaszył się w zaroślach, prędko pozostawiając Kasjopeję samą.
Samotniczka zastanowiła się przez moment. Może dołączyłaby do tego klanu? Skoro w ciągu dnia da się ujść z życiem, to może warto spróbować. Najwyżej straci życie. I tak nikt na nią nie czekał. Najpierw musiałaby zapolować. Ptactwa powinno tu być wystarczająco. Srebrna pręguska w takim razie zabrała się do polowania. Weszła nieco głębiej w las i zaczęła nadsłuchiwać. Tu i ówdzie usłyszała dzięcioła, tam gołębia, a gdzieś indziej jeszcze brzmiał śpiew sikory przerywany okrzykami kosa. Bardzo dobrze szło jej rozpoznawanie dźwięków ptaków, ale z polowaniem na nie szło jej nieco ciężej. Przypadła do ziemi między krzewami z widokiem na jałowce i kopiec mrówek. Oset uczył, że przy krzewach z owocami można się spodziewać wielu ptaków, ale to Andromedzie najlepiej szło polowanie na nie. Kasjopeja raczej wolała myszy czy inne gryzonie, do tego zajęczaki.
Kotka czekała na idealny moment, ale większość potencjalnych zdobyczy niemal natychmiast uciekała. Po długim oczekiwaniu przyleciał dzięcioł i zajął się wyskubywaniem mrówek. Był obrócony do kotki plecami, idealnie, by ta mogła się podkraść. Zanim poderwał się do lotu, ta szybko zajęła się przygwożdżeniem ptaka do ziemi, łamiąc przy tym jego kręgosłup. Spojrzała na niebo i zauważyła, że przybiera ono już nieco złotawą barwę, oznaczając nadciągający zachód słońca. Może teraz nie powinna iść do klanu. Raczej lepiej dla niej czekać do rana. Kotka westchnęła i przekąsiła dzięcioła, a następnie wybrała się, by znaleźć miejsce na sen.
Wyszła ona na nieco bardziej otwarty teren. Teraz gdy słońce schowało się za horyzontem, mogła spędzić wieczór w chłodnym, otwartym miejscu. Znalazła polankę ukwieconą rumiankiem, na co się uśmiechnęła. Nie była to lawenda, lecz jego zapach był dla niej równie kojący. Położyła się i wytarzała w białym kwieciu i przeciągnęła się. Po długim dniu wreszcie czas na wypoczynek.
***
Zbudziły ją ciepłe promienie porannego słońca, zapraszając ją do ucieczki w cień. Na niebie nie dało się zaobserwować żadnej chmury, zapowiadając dzień o bardzo ostrym i nieprzerwanym słońcu. Kotka wytrząsnęła z futra wszystkie kwiecia lawendy, by zastąpić je rumiankiem, uprzednio na szybko porządkując swoją już skołtunioną sierść. Następnie wybrała się z powrotem w las i zawęszyła. Wyczuła różnorodne zwierzęta. Cały ranek spędziła na polowaniu. Udało jej się złapać gołębia i ryjówkę, którą zjadła na pierwszy posiłek, a ptaka zostawiła jako prezent dla członków klanu. Gdy spojrzała w niebo, zaobserwowała słońce, które ledwo co się wspięło na szczyt. Czas najwyższy jest odnaleźć granicę klanu.
Po drodze zastanawiała się nad możliwymi pytaniami zadanymi w jej stronę. Na przykład: po co chce dołączyć do klanu? Najlepszym wytłumaczeniem byłaby potrzeba należenia do jakiejś grupy kotów, bo samotne życie nie było ambicją Kasjopei. A dlaczego akurat ten klan? Może po prostu lubi przesiadywanie w lesie, a poza tym tylko o tym klanie cokolwiek wie na ten moment. Westchnęła i się skupiła na drodze. Co chwilę stawała w miejscu, odkładając gołębia na bok, by móc wyczuć jakiekolwiek oznaczenia granicy. Po kilku takich postojach wywęszyła punkt, w którym zapach innych kotów stał się intensywniejszy niż gdziekolwiek indziej na drodze pręguski. Przystanęła i wzięła głęboki oddech. Teraz gdy już stała na granicy potencjalnych morderców samotników, nie było odwrotu. Jej poduszki łap zaczęły swędzieć przez nerwowe pocenie się. Dreptała w tę i z powrotem, próbując się opanować. Po kilku chwilach udało jej się przestać tak stresować i tylko oczekiwała jakichkolwiek kotów. Wtedy usłyszała szelest. Kotka stała z wiatrem, więc to koty czuły jej zapach, nie na odwrót. Usiadła i zaczekała cierpliwie. Zza drzew wyszła trójka kotów: dwa szylkrety i jeden bury kocur. Kasjopeja cofnęła lekko uszy, lecz w jej oczach wciąż było widać spokój i opanowanie.
— Czego tu szukasz, samotniku? — syknęła kotka o ciemnorudym zabarwieniu z czarnymi oraz białymi smugami. Spoglądała na liliową z uniesioną brodą i wyraźną pogardą w brązowych ślepiach.
— Jeśli jesteś tu tylko z kaprysu, radzę odejść — mruknął kot o kremowo-czarnym szylkretowym futrze, będąc raczej z tyłu grupy. Bury kocur zaś jedynie analizował Kasjopeję wzrokiem od góry do dołu.
— Chciałabym do was dołączyć — rzekła.
Odpowiedziała jej cisza i szybkie jakby obrzydzone spojrzenia między nieznanymi jej kotami.
— Taa, po to, by zapchlić nam klan — warknął wreszcie czarny pręgus, a reszta pozostała milcząca.
— Nie mam pcheł — parsknęła liliowa pręguska. — I mówię poważnie.
Przez kilka uderzeń serca trwała nieprzyjemna cisza między patrolem rzucającym pogardliwe spojrzenia w stronę samotniczki.
— To się okaże — skwitowała szylkretka, wbijając swój wzrok w oczy Kasjopei z niesmakiem.
<Ognikowa Słoto?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz