Z Zimorodkiem poszło łatwo. Braciszek był już jego, teraz liliowy uczył go bycia narcyzem. Z Rosą dalej łapał wspólny kontakt. Został więc Meszek. Ah, Mech. Kocurka poznał jako pierwszego, gdy ten wykrzyczał w pyski zgromadzonych w żłobku kotów, dość brzydkie przekleństwo. Od tego czasu niewiele się zmieniło. Z tego co Szczawiowy Liść słyszał, mały sprawiał wiele problemów Berberys, niczym diabeł w kociakowej skórze. Przydałaby mu się twarda łapa wychowawcza. Jak na złość, Bluszczowy Poranek nie zamierzał się angażować. Lisi bobek z tego wujka.
Szczawik upuścił obok szylkretowej zastępczyni złapaną nornicę. Trwała jeszcze Pora Nowych Liści, chociaż zbliżała się ku końcowi. Wraz z pojawieniem się Pory Zielonych Liści, będzie znacznie większa obfitość zwierzyny. Będą jednak dalej musieli być ostrożni, bo Dwunożny z farmy tak łatwo nie odpuści. Nie mógł się już doczekać aż nadejdzie większa susza. Kałuże błota wcale mu się nie podobały.
Berberysowa Bryza posłała mu czułe spojrzenie.
— Dziękuję, synku. Jak idzie szkolenie Piaskowej Łapy?
Usiadł, owijając ogon wokół łap.
— Bardzo dobrze. Robi ogromne postępy. Ma wszak najlepszego mentora. — nieskromnie miauknął Szczawiowy Liść, prostując się z dumą.
— Nie minie dużo czasu, a sam zostanie wojownikiem. — miauknęła Berberys.
Jego mama była cudowna. Miał do niej ogromny szacunek.
Kocur otworzył pysk, gotowy kontynuować mówienie o treningu Piaskowej Łapy, gdy ktoś z drugiego końca żłobka mocno się wydarł. Znajome "Kulwa" spowodowało, że westchnął ciężko. Berberysowa Bryza poderwała się na równe łapy.
— Meszku, co ja ci mówiłam o używaniu brzydkich słów? — mruknęła niezadowolona.
Biedna mama, musiała mieć strasznie ciężko z trójką kociąt. Zwłaszcza gdy jedno ciągle sprawiało problemy.
— Nie bede slucal glupih bab!
Zastrzygł uszami ze zdziwieniem. No co za kocurek. Żeby tak ich matkę obrażać? Wywrócił oczami. Zirytowanie na pysku Berberys przybrało na sile. Dotknął jej koniuszkiem ogona w bok, zwracając na siebie uwagę matki.
— Pogadam z nim.
Berberysowa Bryza najwyraźniej nie była przekonana do tego pomysłu, znając charakter obu synów. Nie miała jednak większego wyboru, widząc harce Zimorodka i Rosy. Musiała pilnować dzieci. Pokiwała więc głową na znak zgody. Szczawik nie czekając aż zmieni zdanie, ruszył pewnym krokiem do kocurka.
— Cego, lisie lajno?
— A witam, z tej strony twój wielki, cudowny brat. — mruknął. — No mały, czemu tak klniesz jak jakiś pies?
— Nie twoj saslany inteles, kulwa.
Oho, tego było już za wiele zdaniem liliowego. Chwycił kociaka za luźną skórę na karku, unosząc trochę wyżej i skierował się do wyjścia z kociarni. Wypuścił go przed błotną kałużą, przyciskając jego ogon od razu łapą do ziemi, by mały nie próbował uciec.
— No to słuchaj, Meszku, za każde brzydkie słowo, lądujesz pyskiem w błocie. — oznajmił z powagą. Przemocą też zyskuje się szacunek. Przynajmniej zdaniem wojownika. — To jak ci minął dzień, braciszku?
— Lisie lajno, kul...
Zanim zdążył dokończył, pyszczek Meszka znalazł się w błocie. Szczawik wywrócił oczami niezadowolony, unosząc łapę, żeby młody mógł podnieść łebek. Był cały ubrudzony.
— Potem się umyjesz. — skrzywił się liliowy. Dbanie o wygląd było bardzo ważne, chociaż nie każdy mógł mieć taką piękną sierść jak on.
<Meszku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz