BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Samotników!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

15 lipca 2017

Od Kruczego Wąsa "Pora rozpocząć panowanie Kruczej Gwiazdy"

Był zimny, ponury dzień. Śnieg dało się wytrzymać. Jednak już od rana pada również deszcz, co sprawia, ze nikomu nie chce się opuszczać legowisk. Dobrze, że patrole wyznaczyłem już wczoraj. Z obozu właśnie wychodzili Pręgowany Grzbiet, Spadający Liść i Piaskowa Burza. Wiedziałem, że nie mogę cały dzień przesiedzieć tutaj, muszę wyjść z Osmoloną Łapą na trening.Chce jak najszybciej zakończyć trening i popatrzeć jak mój syn zostaje wojownikiem. Kocurek był pełen energii i zapału do nauki. Jednak wolałem być dal niego oschły, chce przygotować go do dorosłego życia. Oraz nie chce, żeby domyślił się co do swojego pochodzenia. Leniwie wywlokłem się z legowiska i podszedłem do czarnego ucznia siedzącego razem z bratem pod rozłożystym krzakiem. Kiedy tam dotarłem zdążyłem już cały przemoknąć. Machnąłem ogonem i zawróciłem, terminator zrozumiał rozkaz i posłusznie poszedł za mną, wcześniej jeszcze posłał błagalne spojrzenie w stronę brata, który jednak nie zareagował. Razem z uczniem postanowiłem udać się na trening pod klify.
* * *
Cała droga przeleciała nam w milczeniu. Kiedy za drzewami zaczęły wyłaniać się potężne obiekty skalne przyśpieszyłem, chciałem żeby jak najszybciej znaleźć się w suchym miejscu. Zobaczyłem w ziemi lekkie zgłębienie, znajdowało się pod wysuniętą skalną półką, więc było dobrym miejscem do ukrycia się przed deszczem. Zeskoczyłem w dół, a Osmolona Łapa zjechał powoli na mokrej ziemi. Usiadłem na mokrej ziemi, mierząc chłodnym wzrokiem młodego. Potem otrzepałem się z nadmiaru wody, uczeń poszedł w moje ślady. Kiedy skończył odsunąłem się trochę od niego.
- Dziś masz wykazać się jako wojownik, a każdy wojownik musi umieć walczyć. - powiedziałem doniośle. W oczach terminatora zaświeciły iskierki determinacji. Przybrałem bojową pozycje, kocurek chciał ją odwzorować, poniekąd mu się to udało. Terminator machał niecierpliwie ogonem, czekał aż zaatakuje. Zmarszczyłem nos, tak jakbym poczuł coś nieświeżego. - Na co czekasz?! Zaatakuj mnie!
Wytrącony z równowagi kocur zaczął biec w moją stronę, kiedy był blisko wyskoczył. Od razu zrobiłem unik, kociak upał i poturlał się kilka lisich długości dalej. Wstała chwiejąc się na łapach, dalej z zdeterminowaniem na pyszczku. Powtórzył swój atak, tym razem udało mu się chwycić mnie pazurkami, na początku uczepił się mojego grzbietu, jednak strącenie go nie było trudne. Osmolona Łapa upadł niezgrabnie na grzbiecie.
- Pamiętaj, nigdy nie pokazuj przeciwnikowi swojego brzucha i szyi, jeśli to zrobisz, wykorzysta to i tam skieruje swój atak. To najgorsze miejsce, gdzie można zostać zraniony. Koty, które popełniają ten błąd i o tym zapominają, zazwyczaj giną wykrwawione na polach walki. Nie jest to wtedy walka sprawiedliwa, ale na pewno skuteczna. Podczas bitwy, zawsze staraj się zmusić swojego wroga do odsłonięcia tych bardzo ważnych miejsc. - rzekłem schodząc z nad ucznia. Kocurek pokiwał łepkiem, na znak, że zrozumiał. Następnie znów przybrał pozycje bojową, chciał kolejny raz ruszyć w moją stronę, z zamiarem ataku, jednak przerwałem mu - poczekaj. Najlepszą możliwością jest atak z zaskoczenia. Kiedy wróg cie widzi, trudno go zaskoczyć. Jeśli jednak ukryjesz się w krzakach, a do tego wiatr nie będzie niósł twojego zapachu w stronę wroga jesteś na wygranej pozycji. Przeciwnik nie będzie się spodziewał, że zaatakujesz właśnie z tej strony. Możesz go wtedy przewrócić na grzbiet i zaatakować w miękki brzuch. Jednak, jeśli nie zależy ci na bohaterskiej potyczce, możesz go od razu udusić, gryząc w szyje. - uczeń lekko przestraszony odsunął się. Spojrzałem na niego ukosem, nawet nie zauważyłem, że przestało padać. Pewnie jakiś dobry znak od Klanu Gwiazd. Słońce już zachodziło, trzeba wracać. - Idziemy Osmolona Łapo. Może coś upolujemy po drodze. Musimy się pośpieszyć, jeśli chcemy zdążyć przed całkowitym zmrokiem. Szybko!
* * *

Po drodze udało nam się upolować dwie chude nornice i starego gila (ale to pięknie brzmi). Już przed wejściem do obozu wiedzieliśmy, że stało się coś złego. Lekko poddenerwowany wszedłem do obozu. Każdy był dziwnie zabiegany i wytrącony z równowagi, niektórzy widocznie przygnębieni, a inni wręcz w żałobie. Miałem właśnie zapytać się siedzącej nie daleko w bezruchu Lisiej Duszy co się stało, jednak ta nawet kiedy podniosłem głos, dalej sprawiała wrażenie głuchej na moje wołanie. Wpatrzona w jeden punkt przed nią szeptała coś niesłyszalnym głosem. Nagle podbiegła do mnie cała zziajana Fenkułowe Serce, w jej oczach mieniły się łzy. Kotka powstrzymywała się, żeby nie wybuchnąć płaczem. Jej oddech był nierówny, a bicie serca przyśpieszone. Widząc stan medyczki, spojrzałem na wystraszonego ucznia po mojej prawej.
- Osmolona Łapo, idź znaleźć swoją matkę. Pewnie jest w legowisko, nie wysyłałem jej na patrol. - powiedziałem, a kocurek od razu pobiegł w kierunku gdzie spali wojownicy. Znów skierowałem wzrok na córkę Spopielonej Gwiazdy. Zmierzyłem ją chłodnym spojrzeniem, coś się stało, a ja jeszcze nie wiem co.
- Powiesz mi co się dzieje?! - nie wytrzymałem napływu emocji. Pod naciskiem mojego głosu, po policzku medyczki spłynęła samotna łza. Przez chwile cicho powtarzała coś pod nosem, nie umiałem dokładnie zrozumieć. W końcu cierpliwość się skończyła - Głośniej!
- Nie żyje! Agrestowa Gwiazda nie żyje! - wykrzyczała kotka. Na początku myślałem, że to jedne z jego żyć. Jednak nie zgadzało się to z atmosferą panującą w obozie. Jakby stracił jedno z sześciu pozostałych, nikt by się tak nie zachowywał. Jak on mógł tak szybko stracić wszystkie?!
- Jak to?! Przecież powinien mieć jeszcze pięć żyć! Rozumiem jedno lub dwa, ale jak mógł stracić wszystkie sześć?! To nie jest możliwe! - wykrzyczałem. W moich oczach palił się ogień, nie potrafiły go zgasić łzy, które same napływały mi do oczu i powoli spływały po pysku. Połowa mnie już zaakceptowała złą nowinę, jednak ta druga chciała jak najdłużej pozostać przy dawnym życiu, gdzie musiałem jedynie wybierać koty na patrole i pilnować względnego spokoju. Czy jestem godzien stanąć na czele klanu?
- Czarny kaszel. Nigdy nie słyszałam o tak paskudnym przypadku. Rano stracił swoje szóste życie. Chciałam ci powiedzieć ale właśnie wychodziłeś na trening, nie mogłam go zostawić i biec za tobą. Poszłam tylko po zioła i nawet nie podłożyłam mu ich pod pysk, zaczął się dusić i kasłać krwią, tak się wystraszyłam. Nie mogłam się ruszyć, on przestał oddychać, umarł znowu. Potem nawet nie chciał zjeść ziół, nie miał siły. Tak samo wyglądały wszystkie kolejne zgony. Przepraszam, jestem koszmarnym medykiem. Nie umiałam nawet uchronić lidera przed śmiercią, a miałam tyle szans. - kotka pociągnęła nosem. Pozwoliła by kryształowe łzy same spływały po białym pyszczku i skapywały z ciemnej brody.
- Czy ktoś jeszcze umarł z powodu czarnego kaszlu? Jest więcej martwych - zapytałem. Mój głos łamał się w kilki momentach, byłem przygnębiony jednak nie chce pokazywać swojej słabości.
- Tak. Wilcze Futerko. - wyszeptała medyczka. Teraz rozumiem zachowanie Lisiej Duszy, w tak krótkim momencie straciła wszystko co miała, dwa koty, które pozostały. Dołączyli do Kwiecistego Strumienia, a ona musi polować tutaj, a nie razem z nimi w Klanie Gwiazd. To musi być straszne. - Zauważyłam, że leży bez życia kiedy szłam po zioła dla Agrestowej Gwiazdy, ona też nie chciała zjeść tych, które jej przygotowałam. Chciałam ją zmusić, ale kiedy przysunęłam je bliżej podrapała mnie w łopatkę, krzyknęła jedynie zachrypłym głosem, że nie potrzebuje ziół, bo jest silną wojowniczką.
Pokiwałem głową. Odgoniłem wszystkie złe myśli. Nawet jeśli ma prawo panować w pewnym sensie, żałoba wolałem tego uniknąć. Trzeba pokazać, że nawet w trudnych chwilach Klan Klifu pozostanie silny. Otarłem łapą łzy i pociągnąłem nosem. W moich oczach zaświeciły się ogniki determinacji. Ominąłem Fenkułowe Serce i podszedłem do starego drzewa. Wskoczyłem na niską gałąź i zwołałem koty. Klanowicze powlekli się smętnie pod drzewo. Poczułem jak wzbiera się we mnie odwaga.
- Klanie Klifu, dziś straciliśmy Agrestową Gwiazdę oraz Wilcze Futerko. Wielu z was może pomyśleć, że Klan Gwiazdy zesłał na nas kare. Jednak według mnie jest zupełnie na odwrót. Przodkowie uchronili resztę klanu przed zarazą, gdyby nie oni mogliśmy stracić wiele innych kotów. Nie ma więc na co czekać. Niech Niedźwiedzi Pazur, Zakręcony Wąs, Pręgowany Grzbiet oraz Borsuczy Cień wezmą ciała zmarłych i zakopią. Potem przyjdziecie i razem w szacunku na jaki zasłużyli pozwolimy im odejść do Klanu Gwiazd. Teraz niech każdy odpocznie, to był bardzo długi dzień. - zakończyłem i zeskoczyłem z gałęzi. Koty rozeszły się do legowisk. Wyznaczona czwórka wzięła ciała i wyszła z obozu. Lisia Dusza i Fenkułowe Serce były najbardziej przygnębione wydarzeniami. Nie miałem sił teraz ich pocieszać. Udałem się do legowiska wojowników, z myślą, że to moja ostatnia noc tutaj.
Sen jednak nie potrwał za długo. Po dłuższej chwili wróciła grupa kotów wyznaczona do zakopania zwłok. Zebrałem klan i za Zakręconym Wąsem ruszyliśmy na ceremonie pochówku. Okazało się, że wybrali miejsce, nieopodal miejsca gdzie leżały takie koty jak Spopielona Gwiazda, Borsucza Łapa, Gromowy Ogon i Kwiecisty Strumień. To na pewno odpowiednie miejsce. Świeżo zakopane ciała nie zwabiły jeszcze drapieżników.
* * *

Po powrocie wszystkie koty chciały udać się do swoich legowisk i kontynuować sen. Jednak dla kilku z nich miałem innych plan. Znowu wskoczyłem na gałąź, zniecierpliwione koty niechętnie usiadły przed nim. Czekały tylko na odrobinę snu.
- Wojownicy, wiem, że jesteście zmęczeni i macie do tego prawo, jednak nie można pokazywać, że Klan Klifu jest słaby, a ja nie chce odkładać tego na inny dzień. Sami zadecydujcie, który chce mi towarzyszyć w drodze do Księżycowej Zatoczki? - umilkłem. Zebrane koty zaczęły szeptać między sobą. Nagle z tłumu usłyszałem głos kotki, była to Zabluszczone Futerko.
- Ja będę ci towarzyszyć! - mimo zmęczenia w jej oczach dalej były widoczne ogniki fascynacji i buzującej w głębi jej serca energii. Potem usłyszałem głos, znów należący do płci pięknej
- Ja również - ku mojemu zdziwieniu należał on do Piaszczystej Mgły, zrozumiałem, że pewnie chce być blisko, kiedy będę pierwszy raz dzielił sny z Gwiezdnymi. Nagle z tłumu zebranych kotów poznałem młody głos Osmolonej Łapy i ciche uciszanie Miętowej Łapy.
- Czy my też możemy iść? Proszę - pomyślałem, że będzie to dobra lekcja da młodych uczniów. Pokiwałem głową. Odczekałem jeszcze chwile ale nikt się nie zgłosił. Pozwoliłem kotom rozejść się i odpłynąć w błogi sen. Podeszła do nas Fenkułowe Serce, poprosiła Zabluszczone Futerko żeby przyniosła zioła.
Po chwili kotki wróciły, w pyskach miały zawiniątka zrobione z jakiś liści, jagód i traw. W smaku były paskudne, jedynym narzekającym był Osmolona Łapa, jednak kiedy Piaszczysta Mgła dała mu po uszach zjadł szybciej niż Miętowa Łapa. Po chwili wszyscy wyruszyliśmy.
Droga mijała względnie spokojnie. Nikt nie zaczynał żadnego tematu, bo po co. Szedłem na przodzie, obok mnie stąpała Piaszczysta Mgła, która zapewniała, że zna pewien skrót przez klify. Przy jej łapach pałętała się Osmolona Łapa, Miętowa Łapa kroczył za matką, razem ze swoją mentorką. Nikt nie miał zamiary się odezwać, na pewno nie w najbliższym czasie. Jednak po krótkiej chwili odezwał się czarny uczeń.
- Mamo, a co to tak w ogólne jest księżycowa zatoczka? - zapytał. Kotka przez chwile zastanawiała się co powiedzieć. Po chwili odpowiedziała.
- To miejsce gdzie zastępca po śmierci lidera udaje się, żeby przyjąć imię z członem "Gwiazda". Koty, które przywódcami są już od dawna mogą dzielić w tym miejscu sny z Klanem Gwiazd. Wtedy w śnie mogą spotkać martwe już koty, albo te koty mogą im ukazać przepowiednie. - odpowiedziała pręgowana kotka. Nie uszło jej uwadze, że nie tylko Osmolona Łapa słucha jej wypowiedzi. Miętowa Łapa oraz Zabluszczone Futerko równie zaciekawieni wyłapywali każde słowo starszej wojowniczki.
- A co jeśli jakiś inny kto chciałby dzielić sny z przodkami. No wiesz mamo taki, który nie jest ani liderem ani jego następcą - zapytał młodzik. Był na prawdę żądny wiedzy, to dobrze. Taki kot szybciej się uczy i ma większe szanse na szybkie mianowanie i zdobycie imię wojownika.
- Zapewne ściągnie na siebie gniew Gwiezdnych, a uwierz ich nie chcesz mieć jako wrogów. - kotka uśmiechnęła się i polizała kociaka za uszami. Wtedy odezwał się Miętek
- A czy my nie narazimy się na gniew Klanu Gwiazd? Przecież jesteśmy razem z Kruczym Wąsem, będziemy blisko Księżycowej Zatoczki - trochę przestraszony uczeń skierował swój wzrok najpierw na matkę, potem na mnie, a na końcu na Zabluszczone Futerko.
- Spokojnie kochanie. Nie będziemy obok Kruczego Wąsa, kiedy stanie się Kruczą Gwiazdą . Będziemy czekać w bezpiecznej odległości, wszystko będzie dobrze, nie masz się czego bać, obiecuje - kocica odwróciła się i dotknęła kociaka nosem w jego pyszczek. Młode zamruczało cicho liżąc rodzicielkę po policzku. Lekko uśmiechnąłem się, było mi przykro, że nie mogłem w taki sposób traktować tej dwójki, obiecaliśmy sobie, że nikt się nie dowie. Mam zamiar dotrzymać tą tajemnice. Wojowniczka nagle skręciła w bok. Wskoczyła na jedną z półek skalnych, czyli to jej ten jej skrót. Miauknięciem nakazała nam iść za sobą. Przodem puściłem Zabluszczone Futerko i dwójkę uczniów. Droga nie była za długa, trochę niebezpieczna ale Piaszczysta Mgła wybierała możliwie najlepsze drogi. Kiedy zeszliśmy z klifów przed oczami mieliśmy skalną plaże. Za horyzontem malował się obraz ciemnego morza. Cała moja grupa została tutaj, ja ruszyłem w stronę 
Księżycowej Zatoczki.
Pora rozpocząć panowanie Kruczej Gwiazdy...

1 komentarz: