Kolejna noc, podczas której co chwilę się budziła, a potem nie potrafiła zasnąć. Kolejne natłoki myśli. O Bukowej Koronie, o Foczej Fali, o Psotnym Nietoperzu, o jej mentorce i o niej samej. W skrócie — nie było dobrze. Kiedy wstała rano może i nie czuła się zmęczona fizycznie, ale jej głowa prosiła o odpoczynek. Myślała nawet przez chwilę o ukryciu się z piszczką gdzieś w jakimś ciemnym zakamarku obozu, ale nie zdążyła podjąć tej decyzji.
— W-Wzorzysta Łapo… M-może pójdziesz zapolować? — zapytała Gołębi Puch. Sprawiała wrażenie bardziej zestresowanej niż zwykle. Uczennica zmarszczyła brwi. To nie powinno być pytanie. Zawsze wstawała rano i szła z mentorką na polowanie, a potem jadła swój pierwszy posiłek danego dnia. Czemu dzisiaj nagle miało to być wielkie wydarzenie?
— Ja jestem gotowa — mruknęła tylko. Czarno-biała podrapała się po głowie.
— Wiesz… ja teraz mam coś innego do zrobienia… pójdź sama…
Głodnej niebieskookiej nie trzeba było dłużej powtarzać. Czy nie uważała tego zachowania za dziwne? Owszem. Ale miała teraz lepsze rzeczy do roboty niż słuchanie mentorki, która próbuje się wykręcić od porannego polowania. Szczególnie że nie robiła się ani trochę bardziej najedzona, stojąc w jednym miejscu. Strzepnęła ogonem i wyszła z obozu.
***
Mimo że nie było to najbliższe miejsce od obozu, Wzorek zdecydowała się na polowanie na Złotych Kłosach, a raczej rozwalonych resztkach. Logika w tym rozumowaniu była taka, że jeżeli jej się nie uda, prędzej znajdzie drugą mysz tutaj niż gdziekolwiek indziej. Otworzyła pysk, żeby posmakować powietrze. Tak jak się domyślała, wyczuła zapach gryzonia około długości zajęczego skoku przed sobą. I… zanim zdążyła się zastanowić, co robi, gryzoń już wisiał w jej pysku. Konkretne techniki łowieckie znała na pamięć, a ta do myszy była u niej szczególnie wyćwiczona. Obróciła się za siebie w celu powrotu do obozu i… zobaczyła Gołębi Puch. “Co ona tam robi?” — zapytała się w myślach. “Podobno nie mogła przyjść”. Mentorka podeszła do niej bliżej i dopiero wtedy młodsza zauważyła uśmiech na jej pysku. To był chyba pierwszy raz, kiedy go widziała.
—B-Brawo! W-Wzorzysta Łapo! Udało ci się!
Po tych słowach liliowa była jeszcze bardziej skonfundowana.
— Porozmawiam dzisiaj z Judaszowcową Gwiazdą. Prawdopodobnie zostaniesz wojowniczką jeszcze dzisiaj.
Serce szylkretki podskoczyło ze szczęścia. Udało jej się! Wreszcie jej się coś udało! Nie będzie już pokraką w legowisku uczniów!
***
Nie była tak podekscytowana od księżyców, a może nawet nigdy. Na pewno nie na ceremonii uczniowskiej, bo o niej zapomniała i Jastrzębi Zew musiała jej przypominać. Większość kotów w takiej sytuacji pewnie układałoby sobie futro, żeby wyglądać ładnie, ale Wzorek była zbyt zaaferowana tym wszystkim, żeby nawet o tym pomyśleć. Jedyne co zdążyła zrobić od powrotu z polowania to powyrywać pióra z sójki, żeby rozładować emocje, a później ją zjeść. Więc kiedy usłyszała krzyk Judaszowcowej Gwiazdy zwołującego klan na spotkanie, nie mogła posiąść się z radości. Mimo tego potruchtała pod wysoką półkę.
— Wzorzysta Łapo, wystąp.
Kotka prześlizgnęła się przez tłum i stanęła tuż pod punktem przemówień.
— Ja, Judaszowcowa Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika. Wzorzysta Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Z drżącymi łapami, ale pewnym głosem potwierdziła:
— Przysięgam.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Wzorzysta Łapo, od tej pory będziesz znana jako Wzorzysta Dal. Klan Gwiazdy ceni twoją sumienność i zaangażowanie, oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Klifu.
W tym momencie entuzjazm nowej wojowniczki doszczętnie opadł. Nie słuchała nawet, jak tłum skandował jej imię. Wzorzysta Dal… To nie było to, czego chciała… Brzmiało, jakby Judaszowcowa Gwiazda wypominał jej, że jej prawdziwy dom jest daleko stąd albo że jest daleka od ideału. Siedziała ze spuszczoną głową w tym samym miejscu, dopóki klan się nie rozszedł.
[616 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz