Podczas spotkania medyków
Chłód jasnej nocy owiewał pyszczek Ćmiego Księżyca, kiedy kotka czekała na swoją uczennicę, która dołączyła do niej chwilę później.
— Wybacz, już jestem — miauknęła Jagienka, ale sądząc po niej, była naprawdę poddenerwowana. To miało być jej pierwsze spotkanie medyków. Nie była pewna czy bardziej się bała, niepokoiła czy trochę też ekscytowała. Jednak chyba to ostatnie w jej przypadku brzmiało dość absurdalnie. Bladooka wstała powoli. Wskazała rudzince kierunek, ale sama ruszyła jako pierwsza. Jagienka odczuła cichą ulgę. Cieszyła się, że nie musiała iść przodem. W zasadzie to byłoby, na razie niemożliwe. W końcu nie znała drogi, więc zapewne nie dotarłaby tam. Niebieskooka uczennica ruszyła za swoją mentorką chwilę później. Tym razem bez słowa na pyszczku. Zresztą i tak chciała skupić się na drodze i ją spamiętać. Była tuż za Ćmą.
— Trzymaj się blisko i spróbuj skupić się wszystkich zakrętach, które obiorę. Nie wiesz, kiedy los każe ci przyjść tutaj bez mojej osoby — poleciła Jagience młodsza kotka. Kiedy rudo futra dostrzegła tunel, zawahała się na moment. Czuła obawy przed tą ziejącą ciemnością. Nie wiedziała, czego powinna się spodziewać.
— Dobrze Ćmi Księżycu. Będę uważna — odpowiedziała cicho po dłuższej chwili. Da radę prawda? Przecież przeżyła już gorsze rzeczy. Ćma kiwnęła głową na jej słowa, wkraczając w gęste ciemności. Medyczka kroczyła uważnie, ale nie guzdrała się niepotrzebnie. Jagienka starała się za nią nadążyć, a jednocześnie skupić się na drodze. Końcówka ogona Ćmiego Księżyca dotykała cały czas piersi Jagnięcej Łapy, aby rudaska nie zgubiła się między korytarzami. Kobaltowe oczka przyszłej medyczki cały czas śledziły drogę. Zapamiętywała każdy skręt. Smakowała powietrze nosem, wyczuwając wiele nowych zapachów. Doceniała, że jej mentorka cały czas utrzymuje z nią jakiś kontakt fizyczny, bo przynajmniej czuła się pewniej.
— Och — wyrwało jej się, gdy zobaczyła miejsce, które było ich celem. Rozejrzała się dookoła, a następnie przeniosła spojrzenie na Ćmi Księżyc. Chwilę później dotarł do nich zapach leśnej żywicy i igieł. Jagienka przeniosła wzrok na przybyłe koty. Klan Wilka. Poczuła nieprzyjemny chłodny dreszcz. Skinęła lekko łebkiem w ich stronę na powitanie. Zdecydowanie nie były to koty, które wprawiały swoją obecnością komfort w duszyczce i serduszku rudej. Wkrótce do zebranych już kotów dołączyły pozostałe. Dostrzegła ruch kątem oka i przeniosła tam spojrzenie. Jej mentorka właśnie się podniosła, więc pewnie spotkanie miało się zacząć lada chwila.
— Witam was wszystkich — zaczęła medyczka Klanu Klifu omiatając spojrzeniem wszystkich zebranych.
— Aby nie odkładać niepotrzebnie w czasie naszego wspaniałego spotkania z Przodkami, pozwolę sobie zacząć... — głos Ćmy rozległ się w powietrzu. Jagienka podniosła bardziej uszka.
— Jak zapewne widzicie, moja siostra Wieczne Zaćmienie nie towarzyszy nam na dzisiejszym spotkaniu. Z własnej woli i z pogarszającego się stanu zdrowia — kontynuowała kocica. Jagienka owinęła łapy ogonem, obserwując w skupieniu swoją mentorkę. Zawsze jej słuchała.
— Postanowiła oddać role głównej medyczki mnie, a sama udała się na przedwczesną emeryturę — dodała Ćmi Księżyc. Po skończonej wypowiedzi medyczka przerwała tylko na moment.
— Mamy jednak również ze sobą dobrą nowinę. Przyprowadziłam dziś ze sobą kotkę, którą, chociaż widzicie w tym gronie po raz pierwszy, mam zaszczyt już uhonorować... — Ćma odwróciła się od Sadzawki i stanęła naprzeciwko Jagnięcej Łapy.
— Ja, Ćmi Księżyc, medyczka Klanu Klifu wzywam moich wspaniałych Przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała wytrwale, aby poznać drogę medyka i pod waszym okiem nieść pomoc kotom w Klanie Klifu. Jagnięca Łapo, czy przysięgasz wiernie podążać ścieżką kodeksu medyka, trzymać się z daleka od rozlewu krwi i nieść pomoc wraz z ukojeniem, nawet za cenę swojego życia? — spytała srebrna. Rudzinka była nieco zaskoczona takim obrotem spraw, ale nie zamierzała zbyt długo się nad tym rozwodzić. Ufała swojej mentorce jak nikomu innemu. Podniosła się na drobne łapki. Zwalczyła niepewność.
— Przysięgam — miauknęła pewnie, ale wciąż ciepłym głosem.
— Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię medyka. Jagnięca Łapo, od dzisiaj będziesz zwana Jagnięcym Ukłonem. Wielcy Przodkowie doceniają twoją opiekuńczość i dobre serce oraz witają cię jako pełnoprawnego medyka Klanu Klifu. Noś swoje imię z dumą, aby nigdy nie zbrukać go, swojego klanu, a co najważniejsze, nie zawieść Gwiezdnych, którzy tej nocy spoglądać będą na ciebie po raz pierwszy — powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie. Jagnięcy Ukłon. Bardzo podobało się jej imię. Było delikatne i ładnie brzmiało.
— Nie zawiodę — miauknęła niemal bezgłośnie, a następnie usiadła obok Ćmy. Tak, teraz klan będzie pewnie jeszcze bardziej cięty. No cóż. Przetrwa to. Musiała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz