Nawet wiewiórki nie były tak głupie, żeby wychodzić na gałęzie podczas podobnej pogody. Cała wyprawiona grupa kotów była skazana na porażkę... A klan na coraz mniejsze zapasy.
— To besz szenszu — mruknęła pod nosem, nie spodziewając się niczyjej obecności. Słońce dopiero co budziło się, a promienie, które wpadały do obozu przez ścianę zmarzniętego wodospadu, były ogniście pomarańczowe. Słyszała wprawdzie, że matka i brat już też się obudzili, ale wydawali się być zajęci. Łuna powiedziała im, że to dzień ich mianowania, że zostaną uczniami i rozpoczną trening pod okiem jakiegoś zdolnego wojownika, że w końcu uwolnią się z ciasnej kociarni i poczują smak wyczekiwanej przestrzeni.
— Tak uważasz? — odezwał się zmęczony głos Jastrzębiego Zewu, która niespodziewanie pojawiła się za jej plecami. Pointka odwróciła się i zmrużyła niebieskie ślepia.
— Tak... — burknęła, ale już nie tak pewnie. Miała mieszane uczucia co do wiecznej królowej. Wiedziała, że była kiedyś szanowaną wojowniczką, że to ona konkurowała z Pikującą Jaskółką o rangę zastępczyni, że to wszystko stało się nieosiągalne po wojnie z Klanem Wilka, która wciąż ciężko spoczywa w pamięci większości kotów.
— A chcesz swój pierwszy trening spędzić z pustym brzuchem? — Podniosła jedną brew, wpatrując się przenikliwie w mordkę kociaka. — Wojownik nie poluję jedynie, gdy słońce grzeje w grzbiet, a bryza niesie trop zwierzyny prosto pod jego nos.
— Wiem! Nie jesztem głupia! — warknęła, marszcząc nos.
— Nie, nie jesteś... Ale jesteś naiwna i wygodna. Ale to się skończy... — miauknęła, schylając się nieco, aby złapać koteczkę za karczek i przyciągnąć bliżej. Posadziła ją między przednimi łapami i zaczęła wylizywać sterczące niesfornie futro na grzbiecie. — Wiatr jest zmienny i niemożliwy do opanowania, więc są szansę, że tak prędko, jak się wzburzył, tak prędko stanie się łagodny i pomocny. Ciesz się z tego. Być może twój pierwszy trening nie będzie niczym walka z samą naturą. — Przejeżdżała szorstki językiem po pyszczku kotki, a ta krzywiła się z każdym ruchem coraz mocniej. Nie rozumiała tego wszystkiego. Czy atrybutem wojownika jest piękne futro? Nie wydawało jej się, ale gryzła się w język. O ile Źródlana Łuna nie była przez nią zbytnio szanowana, tak nie mogła tego samego powiedzieć o szylkretcę, której ułożony charakter i przemyślane słowa faktycznie robiły na Szronce wrażenie. Milczała więc i pozwoliła doprowadzić się do jakiegokolwiek ładu.
Kościste, zmęczone ciało lidera wdrapało się z trudnością na mównice. Kocur trząsł się, nie wiadomo czy z zimna, czy z wysiłku. Wydawał się zagubiony, jakby nie do końca wiedział, dlaczego się fatygował. W końcu jednak jego oczy trafiły na dwójkę maluchów, stojących na dole, wciąż jednak otoczonych przez inne koty. Ich niecierpliwe spojrzenia przyciągnęły go do rzeczywistości. Odchrząknął ciężko i zaczął:
— Sztrzępku, Szron, wstąpcie. — Głos rozniósł się po obozie, próbując walczyć z hukiem wiatru. Jego wnuki zrobiły kilka kroków do przodu. Brat zatrzymał się idealnie pośrodku, ale koteczka zrobiła jeden dodatkowy sus, chcąc wymusić zaczęcie od niej. Wiedziała, że w tym momencie musi zacząć walczyć o pewien rodzaj dominacji.
"To zaczyna się teraz, już... To zaczyna się od małych rzeczy. Nie będę jak Jastrzębi Zew. Żałosna, smutna i roztrzaskana Jastrzębi Zew. Nie skończę zagoniona do żłobka jak ona czy nawet matka. Nie pozwolę się traktować w taki sposób." — pomyślała, wpatrując się w posiwiały pysk dziadka. Nie zareagował szczególnie na czyn pointki.
— Szron, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś wkroczyła w szeregi uczniów. Od tego momentu, do kiedy otrzymasz imie wojownika, będziesz nazywana Oszronioną Łapą, a twoim treningiem zajmie się Trójoki Zając. Niech nauczy cię wszystkiego, co sam umie. — Na moment zrobił przerwę, aby uspokoić starczy kaszel, który nagle go zaatakował. Kontynuował w końcu, zwracając się tym razem do kremowego kocura, który również wyszedł z szeregu i stał teraz kilka kroków od swojej bratanicy. — Trójoki Zającu, jesteś już gotowy, aby zająć się pierwszym uczniem. Miejmy nadzieję, że przekażesz Oszronionej Łapie swoją pokorę i doświadczenie, abyś wyrosła na lojalną i zasłużoną wojowniczkę Klanu Klifu. — Zakończył, a klan kilka razy wykrzyknął jej nowe imie. Odwróciła się w stronę swojego nowego mentora. Nie wiedziała, czy cieszy się, czy nie, że został nim wuj. Nie wiedziała, czy wolałaby kota, którego znała, czy kogoś, kogo może widziała jeden raz, kiedy przemykał przez obóz. Mimo wszystko nawet ona był świadoma, że mogło być znacznie gorzej. W końcu zielonooki zbliżył się na tyle, że mogli dotknąć się nosami; słyszała, jak ten cicho pomrukuję. Razem z nim odeszła na bok, gdzie stał ojciec, a kilka kroków dalej, nieco na osobności, matka. Nie chciała łapać z nikim kontaktu wzrokowego, nie potrzebowała pochwał. Niczego jeszcze nie osiągnęła. To, co stało się teraz, nie było niczym wyjątkowym. Dopiero pokaże im, co potrafi.
Nie zwracała szczególnej uwagi na mianowanie brata, przynajmniej nie do momentu, kiedy nadano mu mentora, który raczej nie był na ten moment dysponowany i zdolny do przeprowadzania treningów. Na słowa, że rodzeństwo przez jakiś czas będzie dzielić się Trójokim Zającem... poczuła dreszcz ekscytacji. To była jej pierwsza szansa, jej pierwsza rywalizacja. Do momentu, kiedy Bukowa Korona nie zostanie zwolniony z legowiska medyków, będą spędzać czas razem, będą uczyć się od tego samego kota dokładnie tych samych rzeczy, a więc to, kto będzie lepszy, będzie zależeć tylko od ich własnego zaangażowania i wrodzonego talentu. To była szansa, której Oszroniona Łapa nie mogła zaprzepaścić.
[975 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz