— Widzę, że wstałaś. To dobrze — wymruczał kocur.
— Tak! Słońce mnie obudziło — odparła koteczka, uśmiechając się w jego stronę.
— Jak się podoba w legowisku uczniów? — zapytał, zerkając w stronę wcześniej wspomnianego legowiska, spoglądając na śpiące koty w środku. — Mam nadzieję, że nie miałaś problemów z zaśnięciem…
— Jest tam super! Wiesz, jakie ładne są tam legowiska? Takie kolorowe… Każdy ma tam piórka i błyskotki! Super to jest, bardzo chciałabym zebrać jakieś piórka na treningu… — rozmarzyła się koteczka, przeciągając swoje drobne ciałko.
— Cieszy mnie to, jednak piórka muszą poczekać. Najpierw musisz opanować wiele umiejętności, które bycie wojownikiem wymaga. Wiedz, że trening ze mną będzie ciężki — zawiadomił Mątwę kocur.
— Spoko, dam radę! — odpowiedziała beztrosko, widocznie niezmartwiona faktem, że przez następne kilka księżyców będzie wracać wyczerpana.
— Pfft, widzę, że się wyspałaś… — zaśmiał się, komentując ilość Energi koteczki. — Weź sobie coś ze stosu, a za chwilę wychodzimy. Musisz mieć pełen żołądek, bo czeka nas wiele pracy — wytłumaczył Błękitna Laguna.
— Wiele pracy? Co będziemy dzisiaj robić? — miauknęła, przekrzywiając łeb i stawiając swoje uszy do góry zaciekawiona.
— Cóż, zaczniemy od szybkiego kursu pływania w rzekach, muszę zobaczyć, jak sobie radzisz na wodzie. Myślę, że szybko to załapiesz, bo wcześniej wspomniałaś, że już jako maluch pluskałaś się w wodzie. Później oprowadzę cię po terenach Klanu Nocy i wzdłuż granicy, będzie dużo chodzenia… Co dalej… — mruknął kocur, spoglądając na swoje łapy, aby zebrać myśli. — Opowiem ci odrobinę o patrolach i przedstawie kodeks wojownika. Będę oczekiwać, że nauczysz się go na pamięć. Jako księżniczka musisz go znać jak własną łapę, jeśli kiedyś będzie ci pisane wypełnianie ważnej roli w Klanie Nocy — odparł, a po chwili poprowadził Mątwią Łapę pod sam stos, pokazując jej, aby coś z niego wybrała. — Zjedz coś, musisz mieć siły.
Mątwa zerknęła w kierunku stosu, wybierając z niego pierwszą lepszą rybę, która rzuciła jej się w oczy. Była ona średnich rozmiarów, a jej płetwy były czerwone.
— Płoć? Dobry wybór — mruknął wojownik, przysiadając na uboczu, czekając, aż uczennica usiądzie przy nim.
— To jest płotka? Fajna! Ładne ma płetwy… — miauknęła koteczka, zabierając się za jedzenie, jednak gdy zauważyła, że Błękitna Laguna nic nie zabrał, ta podniosła wzrok zakłopotana. — Nic nie będziesz jeść? — zapytała.
— Nie, jeszcze nie. Zjem, jak wrócimy z naszej wyprawy. Mimo iż już polowałem, jako pierwsi mają zjeść starsi, karmicielki i kocięta. Zjeść można dopiero wtedy, gdy reszta klanu się naje. Uczniowie jedzą dopiero wtedy, gdy oni sami zapolowali dla klanu, chyba że jeszcze nie potrafią tego robić, bo dopiero byli mianowani tak jak ty — wytłumaczył wojownik, zachowując spokojny i opanowany ton głosu, jednak docenił troskę młodszej.
— Och, rozumiem! — odpowiedziała, wpychając resztę ryby do pyska i pożerając ją w jednym gryzie. — Już jestem gotowa! Możemy już iść? — zapytała, wycierając pyszczek łapą.
— Dobrze, zaczniemy twoją naukę od pływania — odparł kocur, kierując się w stronę wyjścia z obozu, a Mątwia Łapa zaraz za nim, podskakując podekscytowana.
⊹ * ⊹ * ⊹
Gdy dwójka znalazła się przy wyjściu z obozu na krańcu wyspy, Mątwa się zawahała. Fakt, może woda przy samym brzegu nie była aż tak głęboka, ale myśl, że ta zaraz będzie musiała przepłynąć na drugą stronę, sprawiała, że ta czuła odrobinę… Strachu. Koteczka zatrzymała się przed wodą, a Błękitna Laguna, który już stał w wodzie, spojrzał na nią zakłopotany nagłym przystanięciem kotki.
— Coś się stało? — zapytał Błękitna Laguna, robiąc krok w stronę kotki.
— Trochę się… Boję. Co jeśli coś pójdzie nie tak? — miauknęła, drżącym głosem, a spojrzenie kocura złagodniało.
— Hej, nie martw się. Będę obok w wodzie, dobrze? Dasz radę. Prąd tutaj przy wyjściu nie jest aż tak silny, a ja nie jestem złym pływakiem. Gdy coś się stanie, to popłynę po ciebie — odpowiedział.
Mątwia Łapa pomyślała chwilę. To był fakt, Błękitna Laguna był całkiem dobrym pływakiem, a w Klanie Nocy była masa kotów, która byłaby w stanie jej pomóc, gdyby coś się stało… Czarna po chwili zastanowień skinęła głową, i zrobiła krok do przodu, mocząc swoje łapy. Woda była chłodna, ale przyjemna. Podobało jej się. Uczennica zerknęła niepewnie w kierunku Błękitnej Laguny, a gdy ten skinął głową, Mątwa zrobiła kolejny krok do przodu. Gdy woda zaczęła sięgać brzucha kotki, zatrzymała się, a wojownik do niej dołączył.
— Co teraz..? — zapytała niepewnie.
— Teraz musisz mi zaufać — powiedział, ustawiając się tak, aby prąd rzeki spychał uczennicę na niego. Mątwia Łapa była jeszcze drobna i delikatna, więc nie było to wyzwaniem, aby prąd zabrał uczennicę ze sobą. — Będziesz musiała trzymać głowę wysoko nad wodą. Wykorzystaj swój ogon do kierowania, za to łapami musisz machać szybko i mocno — wytłumaczył, a Mątwa skinęła głową. — Teraz powoli oderwij swoje łapy od dna, jesteś lekka, to woda powinna cię utrzymywać na powierzchni sama z siebie — wymruczał. Mątwia Łapa delikatnie się zawahała, niepewnie zerkając na kocura, a gdy wojownik nic więcej nie powiedział, uczennica wzięła głęboki wdech, i oderwała swoje dwie tylne łapy od dna. Poczuła, jak woda ją unosi, a Błękitna Laguna przytrzymuje jej ciało, aby prąd jej nie zabrał i nie poszła na dno jak kamień przypadkiem.
— Oderwałam moje tylne łapy od dna.. Dobrze tak? — zapytała.
— Tak, jest dobrze. Pozwól sobie zapoznać się z wodą, rozluźnij swoje łapy, nie możesz być sztywna jak patyk — odpowiedział kocur, a Mątwa cicho się zaśmiała. — To nie są żarty, mówię poważnie. Jeśli będziesz tak mocno spinać mięśnie, to podczas pływania może złapać cię skurcz w łapie, a to nie jest ani przyjemne doświadczenie, ani wygodne pod względem pływania. Łatwo jest wtedy się utopić — wytłumaczył Błękitna Laguna, delikatnie poprawiając kotkę tak, aby ta nie odpłynęła mu przypadkiem.
— Myślę, że jest już dobrze — miauknęła Mątwa, poruszając swoimi tylnymi łapami.
— To teraz następna część… Ona może być mniej przyjemna, ale musisz oderwać swoje przednie łapy od dna. Weź głęboki wdech, a gdy będziesz gotowa, zrób to. Będę cię trzymać łapą — miauknął kocur. Mątwa niepewnie się rozejrzała na boki. Czy była na to gotowa? Fakt, chciała się nauczyć pływać, nawet musiała… Ale bała się, że coś pójdzie nie tak, jak tego chciała.
— Okej… Tylko mnie trzymaj! — odpowiedziała, a gdy poczuła łapę kocura pod swoim brzuchem, ta powoli oderwała swoje przednie łapy od dna. Poczuła, jak woda ją zaczyna unosić. Podobało jej się, chociaż cały czas musiała pilnować, aby przypadkiem nie zanurzyć głowy.
— Dobra robota, widzisz? Jesteśmy krok od tego, abyś popłynęła. Powoli zabiorę łapę, a ty będziesz musiała przebierać łapami, jakbyś chciała gdzieś uciec, zrozumiano? — mruknął, a Mątwia Łapa skinęła głową. — Świetnie, to teraz przygotuj się, puszczam na trzy. Raz… Dwa… Trzy — miauknął, a po chwili zabrał swoją łapę.
Mątwa pamiętała instrukcje kocura, gdy ten jej tłumaczył co i jak… Głowa wysoko, wziąć głęboki wdech i machać łapami, jakby od tego jej życie zależało… W teorii jej życie właśnie od tego machania zależało. Poczuła, jak ten zabiera swoją łapę spod brzucha kotki, a ona sama wpada pod wodę na krótką chwilę. Mątwa zaczęła machać łapami i próbować wystawić swoją głowę nad wodę, a po chwili walki z samą sobą, udało jej się to. Mątwa nauczyła się pływać.
— Udało mi się! Widzisz? — miauknęła energicznie, podpływając do kocura, który obserwował uczennicę z dumą.
— Tak, udało ci się… Dobra robota, Mątwia Łapo. Teraz musimy przepłynąć na drugą stronę rzeki, aby wydostać się na tereny. Dasz radę? — zapytał. Mątwa tym razem nie czekała i prędko pokiwała głową. Była gotowa! Dwójka kotów powoli ruszyła w głębszą część rzeki. Jako pierwszy wyruszył Błękitna Laguna, a zaraz za nim Mątwia Łapa, trzymając się blisko starszego wojownika. Nie było to zbyt wielkie wyznanie dla nich. Prędko przedostali się na brzeg, otrzepując swoje futra z wody.
— Teraz gdzie idziemy? — zapytała koteczka, przekrzywiając łeb.
— Teraz idziemy zachodnią częścią granicy. Pokażę ci, jak ona biegnie przez nasze tereny oraz gdzie jest Bursztynowa Wyspa — odpowiedział. — Ruszajmy już — dodał.
⊹ * ⊹ * ⊹
Młoda uczennica razem ze swoim mentorem ruszyli przez tereny Klanu Nocy, tak jak powiedział kocur wcześniej, kierując się zachodnią częścią granicy. Widziała ona morze, takie piękne i duże! Kotka nie mogła się na nie napatrzeć… Widok ten sprawiał, że chciała zapomnieć o treningu, ruszyć w świat i zbierać wszystkie błyskotki świata! Może znalazłaby jakieś świecidełka, jakie widziała w legowiskach uczniów… A może… Rozmyślenia jej przerwał głos Błękitnej Laguny.
— Jesteśmy — wymruczał kocur, wskazując łapą na morze. Po drugiej stronie wody dostrzegła klif oraz wodospad… Był on bardzo ładny, jednak domyśliła się, że kocur nie na to wskazywał. Dostrzegła, jak ten próbuje nakierować ją łapą, aby ta spojrzała w wodę… Nic tam nie było?
— Na co mam patrzeć..? — miauknęła niepewnie koteczka, spoglądając na mentora, jakby ten nagle oszalał i stracił rozum.
— Na nic. Teraz nic nie zobaczysz, ale gdy nadchodzi pełnia księżyca, z wody wynurza się Bursztynowa Wyspa — wytłumaczył czarny.
— Bursztynowa Wyspa? Ładna nazwa… Ale dlaczego mi to pokazujesz? To jakaś część terenów Klanu Nocy? Trochę daleko, aby tam popłynąć samemu… — miauknęła Mątwia Łapa, a Błękitna Laguna pokręcił głową.
— Nie, nie są to tereny Klanu Nocy. Można powiedzieć, że są to tereny… Wspólne. Podczas pełni wszystkie grupy kotów, nie licząc samotników i pieszczochów oczywiście, zbierają się na tej wyspie. Wtedy obowiązuje rozejm. Walki są surowo zakazane, a wszystkie konflikty na tą jedną noc są zapominane. Podczas zgromadzeń przywódcy przekazują nowiny o swoich klanach. Można się dużo na nich dowiedzieć… — wymruczał. — Jeśli będziesz pilnie się uczyć i ładnie zachowywać, jestem pewien, że zabiorą cię na takie zgromadzenie, a jeśli szczęście będzie ci dopisywać, to może na to następne — dodał na sam koniec, z delikatnym uśmieszkiem a pysku. — A teraz dalej! Idziemy do granicy z Klanem Klifu, musisz poznać ich zapach — miauknął, ruszając z miejsca, a Mątwia Łapa zaraz za nim.
⊹ * ⊹ * ⊹
— To jest granica z Klanem Klifu? — zapytała Mątwia Łapa, marszcząc swój nosek, gdy poczuła nagłą zmianę zapachu. Zauważyła, że po stronie drugiego klanu są jakieś dziwne kamienie… Całkiem dobry wyznacznik tego, gdzie zaczyna się ich granica.
— Tak, to jest ich granica. Zapamiętaj ten zapach dobrze, mimo iż nie mamy żadnych konfliktów z Klanem Klifu, to warto go zapamiętać. Jeśli wyczujesz go w środku naszych terenów, będzie oznaczać to, że ktoś wkradł nam się na tereny i może coś ukradł… — mruknął, zerkając w kierunku terenów Klanu Klifu. — Widziałaś tamten wodospad? Słyszałem, że za nim mają swój obóz — wytłumaczył.
— A kto rządzi Klanem Klifu? — zapytała Mątwa, siadając na ziemi. Błękitna Laguna zrobił to samo.
— Obecnie w Klanie Klifu rządzi Liściasta Gwiazda. Jest to starsza kotka, jednak jak zobaczysz ją na zgromadzeniu, to prędko ją rozpoznasz. Jej zastępcą jest Judaszowcowy Pocałunek, czekoladowy kocur, któremu trochę futra brakuje… Bardzo mocno wyznaje wiarę w Klan Gwiazdy, tak słyszałem — powiedział, jednak Mątwie nie umknęła zmiana tonu głosu kocura, gdy ten opisywał kolor futra Judaszowcowego Pocałunku. — Kogo tam jeszcze mamy… — wymruczał sam do siebie. — Ach, jeszcze medycy... Ich medykiem na chwilę obecną jest Liściaste Futro, nie kojarzę jej z wyglądu… Asystentkami jej są Wieczne Zaćmienie i Ćmi Księżyc, o nich również nie wiem za wiele. Ćmi Księżyc jest ślepa, o ile dobrze kojarzę. Są one również rodzeństwem, mam na myśli Wieczne Zaćmienie i Ćmi Księżyc — powiedział na jednym wdechu.
— A kto był przed nimi? — dopytała Mątwa, przekrzywiając głowę.
— Ale mi pytania zadajesz… Sam nie jestem pewien. Może ruszymy dalej w kierunku granicy z Klanem Burzy, co ty na to?
Mątwia Łapa skinęła głową energicznie, wstając z miejsca. W podskokach ruszyła ona do kocura, zmniejszając dystans między nimi.
— A daleko się tam idzie? — zapytała młodsza, podnosząc wzrok na niego.
— Nie, jest to całkiem blisko. Można powiedzieć, że tu idzie się spotkać z trzema klanami jednocześnie. Jedyny klan, z którym nie mamy granicy, to Klan Wilka — mruknął.
— Klan Wilka? Brzmi ciekawie, opowiesz mi o nim coś więcej? — zapytała koteczka, jednak ten szybko ją spławił.
— Może później, zobacz, jesteśmy przy granicy — odpowiedział, szybko zmieniając temat. Mątwa zauważyła, że tereny ich były bardzo podobne. Nie było tam masy drzew lub krzewów, większość to same polany i pojedyncze krzewy, które dały radę wyrosnąć… Czy klany były aż tak podobne? Mątwia Łapa chciała zadać kolejne pytanie, jednak Błękitna Laguna ponownie zabrał głos, nie dając jej dojść do słowa. — Zgaduję, że będziesz chciała zapytać o to, kto pełni tam rolę przywódcy? — zapytał kocur, a młodsza jedynie potwierdziła jego słowa prędkim skinięciem głowy. — Czyli zgadłem… Widzę, że jesteś bardzo ciekawska. To dobrze, szybko się nauczysz. Kto wie, może uda ci się prędko zdobyć swoje imię wojownika… — miauknął, jednak gdy zauważył, że temat schodzi na inny, cicho odchrząknął. — Zacznijmy od tego, że przywódcą Klanu Burzy jest Królicza Gwiazda, jest to kocur o ciemnym, gęstym futrze… Jeśli dobrze pamiętam, to on również ma krótki ogon, bardzo krótki — odparł, zerkając na koteczkę. — Później jego zastępczynią jest Przepiórczy Puch, jeśli pamięć mnie nie myli, jest to szylkretka? Ma bardzo fikuśny wygląd, chociaż jest czekoladowa — powiedział, marszcząc nos. — Klan Burzy ma też kilku medyków, najstarsza jest Pajęcza Lilia, jeśli dobrze kojarzę… Taka ruda kocica, ale nie przypominam sobie, abym kiedyś z nią rozmawiał. Jest jeszcze Skowroni Odłamek, jej asystent, również czekoladowy kocur. Ciężko mi przypomnieć sobie ich dokładny wygląd, zbyt dużo tych kotów. Na sam koniec mamy Wdzięczną Firletkę, liliowa szylkretka. Wiem, że było tam jeszcze kilku uczniów, ale imion ich nie jestem w stanie sobie przypomnieć, zbyt wiele kotów — odpowiedział, zerkając w stronę granicy.
— Klan Burzy bardzo różni się od Klanu Nocy? — zapytała uczennica, przekrzywiając głowę.
— Cóż… Można tak powiedzieć, zacznijmy od tego, że w Klanie Nocy koty potrafią pływać, podczas gdy w Klanie Burzy są oni bardziej… Strachliwi, jeśli chodzi o wodę. My żywimy się rybami, a oni królikami i innymi gryzoniami. Nasze tradycje też muszą się różnić, nie znam tych, które panują w innych klanach, jednak dam sobie łapę uciąć, że nie ma rodu królewskiego w Klanie Burzy — odpowiedział wojownik.
Mątwa się zamyśliła, a po chwili skinęła głową.
— Zrozumiano! To co, idziemy dalej? — miauknęła, uśmiechając się szeroko.
— Jasne… Idziemy, następny przystanek to łąki — powiedział, ruszając z miejsca.
⊹ * ⊹ * ⊹
Wojownik razem z uczennicą ruszyli w kierunku Kolorowych Łąk. Droga do nich nie była jakoś wyjątkowo długa, jednak ciągłe pytania Mątwy dawały mu mocno w kość… Usłyszał chyba ze sto pytań, a każde kolejne nie było powiązane w najmniejszy sposób z poprzednim! Myślał, że zamorduje zaraz tę kotkę, gdy ta ponownie otworzyła pysk…
— Mątwia Łapo, głowa zaczyna mnie boleć. Algowa Struga nie powiedziała ci, że nie ładnie tak cały czas mówić? Ja rozumiem pytania i wszystko, ale chciałbym trochę odpocząć też. Odpowiadanie na twoje pytanie jest męczące — westchnął, a czarna zatrzymała się nagle, spoglądając na niego, jakby ten obraził jej całą rodzinę. — Jeśli będziesz ładnie się zachowywać, to pokażę ci, jak się wspinać na drzewa, dobrze? Spodoba ci się — mruknął, zatrzymując się w lasku przy jednym z drzew. — Ale teraz ani słowa, jak się odezwiesz to koniec treningu i wracamy! — zagroził. Mątwia Łapa pokiwała głową, podskakując do niego, zatrzymując się przy drzewie.
— Patrz teraz uważnie, aby wspiąć się wysoko, musisz korzystać ze swoich pazurów. Twoim głównym wybiciem z ziemi będą twoje tylne łapy. To nimi będziesz się odbijać w górę, aby pokonywać kolejne odległości nad ziemią. Zaczep swoje przednie łapy o tak — powiedział, zaczepiając pazurami o drzewo, odrobinę nad swoją głową. — Wtedy podnieś się z ziemi, aby jedyne co dotykało trawy to twoje tylne łapy — dodał, robiąc tak, jak przed chwilą powiedział. Wojownik wyprostował się, zaciskając swoje pazury, aby nie zrobić z siebie głupka i pośmiewiska przed uczniem, który miał od niego się uczyć. — Teraz będzie ciężko, musisz odbić się od ziemi, a łapy twoje muszą znaleźć zaczepienie, aby się nie ześlizgnąć — powiedział, zaraz po tym bezbłędnie prezentując wspinaczkę. Kocur uczepił się łapami o pień drzewa, trzymając się go mocno. — Jedyne co zostało, to powoli wspinać się w górę. Jedna łapa w górę, później druga tylna, później trzecia przednia i na koniec czwarta tylna. Powtarzaj to, aż nie dotrzesz do swojego celu. Jest też inna metoda, jest ona znacznie szybsza, ale i niebezpieczniejsza — mruknął. — Musisz wybić się ze swoich tylnych łap, cały czas trzymając się drzewa — odparł. Błękitna Laguna zakołysał ogonem, a po krótkiej chwili wybił się ze swoich łap, wyskakując wysoko w górę. Gdy znalazł się na odpowiedniej wysokości, złapał się drzewa pazurami. — Widzisz? Teraz twoja kolej, będę cię łapał — odparł, zeskakując z drzewa.
Mątwia Łapa zrobiła krok do przodu, niepewnie wysuwając swoje pazury. Spojrzała na swoje łapy, dostrzegając te ostre igiełki, które miały za zadanie utrzymać ją na drzewie. Czy się bała? Oczywiście, że tak. Wystarczy, aby ta za słabo się chwyciła i poleci na ziemię jak kamień.
— Złapiesz mnie..? — upewniła się koteczka, zerkając na niego. Błękitna Laguna skinął głową.
— Tak, złapię — odparł wojownik.
Mątwa westchnęła, a po chwili powoli podniosła jedną łapę w górę, zaczepiając ją o drzewo. Wbiła swoje pazury w drewno, delikatnie szarpiąc, aby upewnić się, że pazury zaczepiły się mocno. Powtórzyła to samo z drugą łapą, również upewniając się, że jest ona poprawnie zaczepiona o drzewo. Uczennica, opierając się o drzewo, podniosła się. Gdy ta stanęła na tylnych łapach, ta zachwiała się odrobinę. Teraz pozostało najtrudniejsze. Czarna przypomniała sobie to, co mówił jej mentor chwilę temu. Widziała, jak ten zaczepiał swoje pazury… Teraz albo nigdy, i z tą myślą Mątwa wybiła się w górę, zaczepiając się mocno o drzewo.
— Zrobiłam to! Zrobiłam! — zapiszczała, trzymając się mocno gałęzi.
— Widzisz? Szybko to załapałaś — miauknął wojownik. — A teraz zeskocz — powiedział krótko.
Mątwa się zawahała, jednak… Błękitna Laguna kazał jej skoczyć, to chyba nic się nie stanie. Czarna wzięła głęboki wdech, a jej żółto-niebieskie oczy skanowały otoczenie. Wzięła kilka wdechów, a następnie się puściła. Poczuła, jak ląduje na ziemi. Nic jej nie bolało? Znaczy, że żyje!
— Dobrze mi poszło? — zapytała.
— Tak, bardzo dobrze. Teraz przerobimy ostatni z naszych tematów na dzisiaj, ja sam jestem już zmęczony, więc możemy powoli kończyć trening… Resztę oprowadzki zrobimy jutro — wytłumaczył. — A teraz siadaj i słuchaj uważnie. W klanach panują pewne bardzo ważne zasady, mówię oczywiście o kodeksie wojownika. Składa się on z 12 zasad, które każdy wojownik musi przestrzegać. Wyjątkami są oczywiście samotnicy, którzy tych zasad nie szanują… Oni żyją na własnych zasadach. Będę oczekiwał, że nauczysz się każdej z nich na pamięć. Ostrzegam, że będę cię z niego codziennie odpytywał — mruknął ostrzegawczo wojownik.
— Jasne! — odparła czarno-biała, uśmiechając się szeroko. Wojownik jedynie westchnął.
— Pierwsza zasada naszego kodeksu mówi, że należy bronić innych klanów nawet za cenę własnego życia. Każdy kot, który przestrzega kodeksu, staje się naszym sojusznikiem. Nie możemy pozwolić, aby któryś z klanów upadł. Gdy tak się stanie, my polegniemy jako następni. Klany wspierają siebie nawzajem, a gdy jeden z nich zniknie, ta równowaga zostanie zaburzona — mruknął. Wojownik spojrzał na Mątwią Łapę, która wpatrywała się w niego jak w obrazek.
— Druga zasada mówi, że mimo wszystko każdy klan jest nienależny. Każdy z nich ma swoje tradycje, zwyczaje, a my mamy obowiązek je szanować. Ci, którzy tego nie zrobią, zostaną ukarani. Trzecia z zasad jest jedną z najważniejszych w całym kodeksie. Honorowy wojownik nie musi zabijać, aby wygrać walkę. Prawdziwy wojownik to taki, który pozwoli kotu uciec, a nie pozbawi go żywotu. Nie możesz zapomnieć o tym, że litość istnieje w naszym świecie, jednak coraz mniej kotów potrafi ją okazywać — powiedział.
— A co jeśli to on próbuje cię zabić? — miauknęła.
— Wtedy są wyjątki oczywiście… Gdy jest to sytuacja życia i śmierci trzeba walczyć, aż drugi nie przestanie. Czwarta zasada naszego kodeksu głosi, że starsi, karmicielki i kociaki powinny zostać wykarmione jako pierwsze. Są oni najsłabsi i nie są w stanie polować. O takich trzeba dbać — wytłumaczył. — Piąta zasada, która mówi, że ucznie nie mogą jeść bez pozwolenia. Aby zjeść, muszą najpierw zapolować dla starszyzny. Szósta, podczas zgromadzeń panuje absolutny rozejm. Zero walk — mruknął.
— Co się stanie, gdy ktoś będzie walczył? — zapytała Mątwia Łapa.
— Wtedy ten, który łamie tę zasadę zostanie ukarany, a przodkowie się zezłoszczą. Zasłonią chmurami księżyc, a to oznacza koniec zgromadzenia… Siódma zasada, każdy wojownik ma obowiązek bronić i pomagać młodym, które tego potrzebują. Nie ważne jest to, czy należą do twojego klanu. Takiego kociaka nie można opuścić. Ósma zasada nakazuje, aby każdy nowy zastępca po śmierci poprzedniego przywódcy został wybrany przed następną pełnią księżyca. Dziewiąta zasada nakazuje zabijać zwierzynę, tylko aby się nią pożywić. Polowanie dla zabawy jest surowo zakazane — powiedział wojownik.
Spojrzał na Mątwę, która siedziała cicho i słuchała… Dobrze, przynajmniej nie zadawała miliona pytań.
— Dziesiąta zasada, każdy z nowo mianowanych wojowników musi odbyć nocne czuwanie zaraz po ceremonii. Oznacza to, że siedzisz cicho jak myszka! Ani słowa, ani dźwięku. Siedzisz całą noc i pilnujesz obozu. Jedenasta, każdy wojownik musi odrzucić wygodne życie pieszczocha, słyszałaś o nich, prawda? — zapytał, a Mątwia Łapa skinęła głową. — Nie możesz korzystać z ich pomocy, stając się wojownikiem, odrzucasz te wygody. Ostatnia zasada, dwunasta. Granice muszą być codziennie patrolowane i oznakowane, dbaj, aby intruzi nie mogli się dostać na nasze tereny. Jak na jakiegoś natrafisz, to go przegoń — powiedział. Mątwia Łapa powoli kiwnęła głową. — Wbij sobie te zasady do głowy, a teraz wracajmy, dobrze się spisałaś. — miauknął Błękitna Laguna, powoli kierując się w stronę obozu. Był to pracowity dzień, Mątwia Łapa nauczyła się wiele. Poznała wiele zasad i miejsc, a jeszcze wiele rzeczy zostało przez nią niezbadane. Chciała poszukać piórek, jednak była zbyt zmęczona… Chciała już odpocząć i paść na swoje legowisko. Czuła się, jakby łapy miały jej zaraz odpaść, chociaż nie mogła się doczekać, aby opowiedzieć wszystko swojej mamie i siostrze…
[3607 słów + Nauka pływania + Nauka wspinaczki]
[przyznano 72% + 5% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz