To właśnie srebrzysta kotka powolutku owijała przednią łapę starszego brata po tym, jak usztywniła ją za pomocą patyka. Kocur krzywił się z każdym bardziej nagłym ruchem medyczki, posyłając jej przy tym karcące spojrzenia. Wciąż jednak zapominał, że młodsza na nie nie zareaguje; nawet jakby chciała.
— Co się tak marszczysz? Zaraz ci tak zostanie — skarciła go szylkretka, broniąc młodszej siostry przed spojrzeniem Rozświetlonej Skóry. — A tak dokładnie, jak zdołałeś na jednym treningu, który spodziewam się, że nie mógł trwać zbyt długo, sam wybić sobie bark, a swojego ucznia wepchnąć do szczurzej nory?
— Kiepski zbieg okoliczności — burknął pod nosem obrażony wojownik. Młodszy kocurek, który nie mówił nic, jedynie przysłuchiwał się rozmowom. Rana na tylnej nodze zaczynała go strasznie swędzieć i puchła, a widok tych wyszczerzonych siekaczy wciąż pozostawał w jego głowie.
— Staniesz? — wymruczała nagle Ćmi Księżyc, nie podnosząc nawet głowy. Biały kocur powoli postawił łapę i z widocznym dyskomfortem przeniósł na nią ciężar.
— Miałeś stanąć, a nie naciskać całym cielskiem na jedną kończynę — skarciła go znów Zaćmienie, ale brat jedynie przewrócił oczami.
— Czepiasz się — rzucił do szylkretowej, a następnie zbliżył się do ucha drugiej. — Jest dobrze, dzięki.
— Ciemka jest ślepa, a nie głucha; nie wrzeszcz jej do ucha. — Kocica trzepnęła go w ucho. Wojownik odskoczył, wpadając na Złotą Łapę.
— Ah! Najmocniej przepraszam, mogłem się odsunąć, ale... Zaczynam nie czuć łapy — powiedział uczeń.
— Wiesz, ze nie musisz się tak podlizywać naszemu bratu, prawda? — Szylkretka uśmiechnęła się z politowaniem, ale bengal jedynie pokręcił głową.
Ćmi Księżyc nie ingerowała z te rozmowy. Zaciągnęła się zapachem legowiska; dobrze wiedziała, gdzie co jest, a zioło, którego szukała, miało na szczęście bardzo mocną i charakterystyczną woń. Powstała i podreptała cichutko do jednej ze skalnych półek, gdzie leżał czosnek niedźwiedzi. Wzięła go do pyska, a następnie, gdy niemal czuła na nosie ciepło ciała terminatora, przełożyła go w łapę i potarła o ziemie. Następnie wtarła go w ranę po ugryzieniu; powtórzyła tę czynność kilkukrotnie.
— Czy boli? — zapytała cicho srebrna kotka. Złota Łapa pokiwał łebkiem na nie, ale kiedy tylko zobaczył podniesioną brew mentora, zdał sobie sprawę, że machać może sobie ile chce, ale skutków to nie da żadnych.
— A-a... Nie, nie, wszystko ustało, Szanowna Pani wielkie Ci dzięki — wydukał lekko zawstydzony. Medyczka skinęła delikatnie łebkiem, od razu biorąc się za odkładanie używanych wcześniej użytych medykamentów. Cisza, która zapanowała, była niczym nieme polecenie opuszczenia lecznicy.
Znak szybko został odczytany, a dwójka poszkodowanych zajęła się swoimi sprawami, dostając jeszcze szybki rozkaz od Wiecznego Zaćmienia, że nie mają dziś, ani jutro nadwyrężać kończyn.
Ślepa szybko uwinęła się z tym zadaniem, a następnie, również bez słowa, skierowała się na zewnątrz legowiska, a następnie w kierunku wodospadu. Poczuła, jak ciepłe futro ociera się o jej bok, a do nosa dociera zapach siostry.
— Gdzie się wybierasz, Ciemko? — zapytała niby lekko, ale słychać było lekki strach w jej tonie głosu.
— Na spacer... Nad morze... — mruknęła.
— Ale że sama? Może poprosimy kogoś, aby poszedł z tobą? Z kim chciałabyś pójść? Może mamy będą wolne... Powinny już wrócić z patrolu i treningu — zamyśliła się medyczka, wciąż idąc powoli u boku młodszej.
— Nie trzeba — rzuciła i przyśpieszyła znacznie. Wieczne Zaćmienie nie nalegała; jej siostra nie potrzebowała opiekunki. Nawet jeśli kotka chciała chronić ją najbardziej na świecie, musiała zmusić się do odpuszczenia.
Ćmi Księżyc opuściła obóz.
* * *
— T-to nic... — odparła niemal niesłyszalnie. Kotka jednak spędziła już tyle miłych wieczorów, tyle razy rozmawiały na zgromadzeniu, że była w stanie usłyszeć nawet najcichszy pomruk.
— Ah! Jak ty możesz tak mówić? Oh... Moja Droga Ciemko... Daj mi spojrzeć. — Jej głos był żałosny, a sam jego dźwięk sprawiał, że serce kruszyło się w drobnej piersi młodszej. Mżący Przelot wierzchem łapy podniosła jej pyszczek i, jak przynajmniej zgadywała, wpatrywała się w jej zamglone oblicze. — Cz-czy... Czy coś, cokolwiek jeszcze możesz ujrzeć? — wydukała.
— Tylko to... — zamilkła na moment. W miejscu, gdzie musiała stać przyjaciółka, widziała gwiazdkę, chociaż przeczuwała, że niebo, które zrobiło się od czasu jej wyjścia, a szwendała się po terenach niemal cały dzień, granatowe, powinno być znacznie, znacznie wyżej. — ... Co ukażą mi Gwiazdy. — Nie było sensu kłamać. Ćma nie miała po co ukrywać tego, że jest to dar właśnie od Przodków. Wiele kotów tego nie rozumiało. Wielu odsuwało się od niej; to rzekł jej pewnego razu Promieniste Słońce. Brat uznał, że będzie na tyle dobromyślny, że przekaże jej tę okrutną prawdę, ale kiedy siostra nie pokazała żadnych oznak strachu, smutku czy lęku, fuknął i szybko odszedł, nawet nie dokańczając drozda. Czy Mżawka, jej Droga Mżawka, postąpi tak samo? Uzna to nie za podarunek, ale za koszmarną klątwę, która będzie niczym piekące znamię, pokazujące wszystkim, że medyczka oddaliła się od swojego przeznaczenia? Mimo że było to okrutne, wolała, aby koty myślały tak i szkalowały jej osobę, ale nie obarczali Klanu Gwiazdy. Nie chciała słów otuchy, nie chciała wysłuchiwać przekleństw skierowanych do Przodków. Zniesie upokorzenie siebie, ale nie mogłaby stać bezczynnie, kiedy ktoś miesza z błotem Gwiazdy na Niebie.
— Ale czemu to musiałaś być ty..? Tyle kotów, tyle możliwych kotów do wyboru, a to ty już nigdy nie ujrzysz kwitnącej łąki, ani pięknego morza... — Wciąż czuła ciepło ciała wojowniczki na swojej brodzie. Pochyliła głowę tak, aby dotknąć łapę brązowookiej swoim noskiem; gest był pełen pocieszenia. — Dlaczego mnie próbujesz uspokoić, dlaczego mi okazujesz wsparcie, skoro to ja powinnam ci je okazywać. — Nocniaczka pokręciła łbem zrezygnowana.
— Kwiaty mają woń — zaczęła powoli. W jej głosie nie było smutku, ani nawet tak częstej senności lub strachu; ton był czysty, wypełniony... Nadzieją? — Fale szumią... Po co mam wzrok, jeśli tak wielu, którzy go posiadają, są ślepi na to, co ważne?
<Mżawiuncja?>
Wyleczeni: Złota Łapa, Rozświetlona Skóra
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz