Za czasów ucznia
Noc zakręcił się w miejscu wkurzony. Dzisiaj było wyjątkowo ciepło jak na jesień z zimą zaraz za pasem, dodatkowo, niewyobrażalnie sucho. Jego sierść nastroszyła się, jakby ją ktoś potraktował piorunem i nie chciała współpracować. Zwłaszcza grzywka, która uporczywie opadała mu na oczy, przeszkadzając w porannym patrolu i później treningu. Dlatego teraz poirytowany wchodził do obozu. Widząc brata wybierającego w stosie zwierzyny, skierował się właśnie tam. Może ktoś go w końcu wysłucha, bo Tropiąca łaska chyba miała dość jego złego humoru na dzisiaj. W pysku niósł wiewiórkę, która jakimś cudem zaplątała mu się pod zęby, bo w końcu dzisiaj mało co widział! Noc podszedł bliżej i pacnął zajętego brata łapą w bok. Chudy przerzucał piszczkę za piszczką, wyraźnie wybrzydzając. Kiedy Noc go pacnął, dostał w zamian szybkie, wściekłe spojrzenie, które zaraz potem się rozmyło.
— Co tam masz? — Spytał się Nocy.
Noc odłożył wiewiórkę na kamień, aby móc się porządnie wypowiedzieć.
— Wiewiórkę. Pomyślałem, że może chcesz chudzielcu. — Noc uśmiechnął się do brata. Ach. Ten to jednak poprawia mu trochę humor w takie trudne dni. — Trochę chuda co prawda i chyba ślepa, bo wlazła mi prosto pod łapy, ale jest. Może głupia, a nie ślepa. W każdym razie. Jedz, bo zaraz cię wiatr zdmuchnie!
Chuda Łapa zgarnął zwierzę z uśmiechem.
— Ty to jesteś uzdolniony! Nie jak pozostali, pożal się Mroczn... Przodkowie, wojownicy! — Odparł. — To, to dopiero jest okaz! Zaczął powoli ją oskubywać z sierści. — Nie zdmuchnie, nie bój się! Trudniej się mnie pozbyć, niż niektórzy myślą!
— Ktoś chce się ciebie pozbyć? Nuh-uh ! Nie pozwalam. — zaśmiał się Nocna Łapa i sam sięgnął po piszczkę. Schylił głowę, a jego grzywka znowu wepchnęła mu się w oczy. — UGH! Pożalę ci się. Mam dzisiaj taką ochotę znaleźć jakiś ostry kamień i obciąć moje włosy! Wpadają mi do oczu tak uporczywie! A o włosach na ogonie i plecach już nie wspomnę. Chodzę jak nastroszony jak jeż! No ja nie mogę!
Chudy zmrużył oczy i patrzył na brata bez słowa.
— Ty to masz problemy. Gdybyś miał sierść tak, jak tamten ptak na stosie to by kłopot był z bańki.
— Dudek? — Noc przekręcił głowę, przerzucając swoje kudły łapą na bok i zerkając, na co wskazywał brat. Zamrugał dwa razy i zamilkł w zastanowieniu. — Wiesz co? A może powinienem właśnie! — oświadczył. — Może powinienem się tak zrobić. Z tymi kośćmi w uchu i takimi włosami... myślisz, że wyglądałbym dobrze? — Noc wziął swoje kłaki w obie łapy i spróbował podnieść w naśladownictwie nieszczęsnego ptaka na stosie. Z marnym skutkiem niestety. Chudy obserwował chwilę brata w milczeniu, a Noc dalej próbował. Jego sierść uciekała mu spod łap, opadając na pysk.
— Nie lepiej na żywicę spróbować? — Zapytał Chuda Łapa, grzebiąc pazurem w zębach.
— Na żywicę? — Noc zerknął na brata. — Całkiem, całkiem niezły pomysł! — oświadczył i cmoknął. Porwał jedną piszczkę, pożerając ją w paru kęsach, oblizał usta i spojrzał na brata.
— Nie masz zakazu wychodzenia z obozu nie? — uśmiechnął się szeroko. — Nie chcesz pomóc bratu... nastawić włosów na szpic?
— Pytasz dzika czy sra w lesie, braciszku! — Noc uśmiechnął się na reakcję brata, który właśnie wstał, aby się podrapać. — Ja z moim bratem mamy tylko genialne pomysły!
— No... szkoda, że na pomysłach się kończy. — Noc machnął ogonem niezadowolony. Ten jego brat to mu pomógł tak wiele, jak nic. — Jak nie masz żywicy, to wypadałoby znaleźć trochę nie? Nie oberwało ci się zakazem wychodzenia za ten nasz odpał?
Chudy uśmiechnął się.
— Koper o mało mnie nie zabił! Ale zakazu nie dostałem. — Chudy wyszczerzył kły do Nocy. — Tylko oeeesu tak mnie łeb po tym bolał, jak nigdy dotąd! Wtedy naprawdę myślałem, że umieram! Ale warto było! Kocimiętka jest genialna, ale teraz Koper trzyma łapę na zapasach... ehh. Ale myślę, że chyba nie będę chciał tego prędko powtórzyć. A Tobie ta twoja mentorka od siedmiu boleści dała jakąś karę?
— Tak. Wylądowałem ze starszyzną głównie. No i jakieś roboty wokół klanu i... co najdziwniejsze... zakaz treningów? Chyba nie chce mnie w ogóle widzieć już, hah! — Noc podrapał się po tyle głowy. — Ale jest okej. Ja lubię pomagać starszyźnie, a wokół klanu i tak pracowałem nawet jak nikt nie dawał mi kary, więc... no. Najdziwniejszy jest brak treningów, ale starszyzna trzyma mnie w napięciu! — zaśmiał się.
— Ja nie lubię. Raz jak jeszcze uczyłem się na Wojownika to zaniosłem im jedzenie, ale były tylko myszy na stosie. A ja nienawidzę myszy! — Miauknął z wyrzutem. — No i musiałem się zmusić, więc chciałem to zrobić jak najszybciej i tak jakoś wyszło, że jedną rzuciłem w tego ślepego. Okazało się potem, że to wujek Kaliowego Powiewu... Ależ ona mnie wtedy skrzyczała... jak to jest, że cokolwiek robię to ona się na mnie złości? Chyba choleryczka jakaś, ja to nie wiem! W końcu próbuję tylko przetrwać z dnia na dzień, pff.
— Rzuciłeś w starszego?! — Noc się najeżył. — To się nie dziwie Kalinie, że cię okrzyczała. Też bym to wtedy zrobił! — Noc przyznał. — Nawet jak jesteś moim kochanym bratem. Ale! Każdy popełnia błędy... nawet ja! — miauknął. — W każdym razie. Może zejdźmy z tematu błędów? I wróćmy do problemów z dzisiaj? Żywica! Wiesz mój najlepszy przyszły medyku, gdzie to znaleźć?
Chudy wyprostował się, nagle znacznie weselszy.
— Ajaaaaak! — Miauknął. — Najwięcej jej będzie przy świeżo złamanych gałęziach! Musimy iść do lasu poszukać. Najwyżej urwiemy gałązkę i poczekamy, aż wypłynie. Zaczął iść w kierunku wyjścia z obozu. — Będę najlepszym medykiem w całym lesie!
Noc jednak wiedział jak urobić swojego brat pod swoje potrzeby. Chudy rozpływał się pod komplementami. I dobrze. Czasem każdy musi usłyszeć coś miłego o sobie! — To ruszajmy. Przy okazji nazbieram trochę mchu dla starszyzny! I tak... będziesz najlepszym medykiem! — oświadczył Nocna Łapa uśmiechając się szeroko do brata.
Ruszyli razem do lasu. Całe szczęście, że Klan Wilka ma wszędzie dookoła różnego rodzaju drzewa, to też nie musieli daleko szukać. Były iglaste, liściaste, do wyboru do koloru.
— Daj no te kudły, zobaczymy czy tyle wystarczy. — Oznajmił Chudy, biorąc w szczupłe łapki tę odrobinę żywicy, którą znaleźli.
— Okej... — Noc nachylił się pod łapy brata, który zaczął wcierać w jego kłaki żywicę. Było to dziwne uczucie, ale jego włosy stały tam gdzie poukładał je chudy. Noc zaraz sam dołączył do stawiania swoich kłaków. I wyszło nawet śmiesznie, bo teraz był cały zaczesany do tyłu i do góry... jak dudek ! HAHA!
— Ja chyba potrzebuję kałuży! Chcę się zobaczyć!
— Poszukajmy jakiejś! — Oznajmił Chuda Łapa. — Przyda mi się też, bo mam posklejane łapki od tej żywicy. Powinny być jakieś, bo przecież padało niedawno.
Szybko oboje odnaleźli kałużę i to całkiem niemałą! Noc przez chwilę podziwiał się w wodzie, dopóki Chuda Łapa nie wsadził tam swoich łap. — Muszę przyznać, że mi do twarzy mi z takimi kłakami! Muszę częściej się tak nosić! — oświadczył przesuwając łapą po sztywnych kłakach. Chudy zachichotał pod nosem, czego Noc nie skomentował.
— No, no! Tylko poderwij jakiegoś porządnego kota, a nie pierwszego lepszego. — Oznajmił Chudy, kończąc myć łapy.
Zapadła chwilę ciszy.
— Nocna Łapo, dlaczego tak zmieniasz swój wygląd? Nie jesteś odpowiednio przystojny już teraz?
— Oczywiście, że poderwę kogoś porządnego! — Noc zerknął na brata z szerokim uśmiechem. — A zmieniam swój wygląd, bo... nie wiem. Wiem, że jestem przystojny i w ogóle, ale ja raczej nie robię tego dla innych, wiesz? Czuję się dobrze jak coś w sobie zmieniam i się upiękniam... ale nie wiem, czy inni się dobrze z tym czują i jeśli mam być szczery... powiewa mi to! — oświadczył głośno. Czuł się dumny ze swojego wyglądu i nie czuł się ani trochę źle zmieniając go ciągle i nieustannie!
— Oh... to dobrze. — padła odpowiedź. — Ja to chyba... Nie chcę aż tyle zmieniać. Dobrze mi tak jak jest. Chociaż... sierści mógłbym mieć trochę więcej! Ale jak już zostanę najlepszym medykiem to stworzę maść na porost sierści. Wtedy będę taki przystojny jak ty i Gruby! Bo wy obaj macie takie bujne grzywy.
— Bujna grzywa nie czyni cię od razu pięknym. Moim zdaniem, może nie masz dużo sierści, ale ma bardzo ładny kolor! Bardzo ładne pręgowanie! W ogóle, Chudy! Przecież ty masz takie śliczne oczka. Myślę, że twoja przyszła ukochana będzie w nie patrzeć godzinami! — noc pacnął łapą w plecy delikatnie. — Ale to prawda... więcej sierści by ci się przydało... albo nawet jeśli tylko żeby nie wypadała... dla twojego zdrowia, nie tylko dla piękności. — Noc otrzepał łapę gdzie zostało parę kłaczków Chudego. Chudy rzucił mu krzywe spojrzenie, zmarszczył brwi i spojrzał w kałużę. Zapadła chwila ciszy. Nad nimi tylko jesienne liście kołysały się na wietrze, a ptaki śpiewały w oddali. Ich odbicia w tej kałuży były trochę różne, ale Noc kochał swojego brata ponad wszystko inne. Jego bliskość jest komfortowa i uspokajająca.
— Słyszałeś, że oczy są zwierciadłem duszy? — Chudy zapytał nagle. Niewiele brakowało, a Nocy niewiele brakowało, żeby się cały najeżył.— Może kiedyś wyhoduję taką grzywę jak Ty. Wtedy to mi będziemy ją kleić na żywicę. — Dorzucił, uśmiechając się krzywo.
Noc zajrzał na brata wpatrzonego w kałużę. — Wiem... a twoje są zawsze takie... hymm... zdeterminowane? — Noc musiał znaleźć odpowiednie słowo. — Moim zdaniem to właśnie w nich jest piękne. I ktoś to w końcu doceni. — oparł się o bok brata. — Wiesz... w sumie masz nie dużo tych włosów... ale! — Nocna Łapa wygrzebał trochę żywicy na łapy ze swoich kłaków i przejechał łapami po czubku głowy brata nastawiając jego sierść do góry na irokeza. — Myślę, że ilość nie przeszkadza w dobrej zabawie — oświadczył noc próbując nie zaśmiać się z wyglądu brata
Chudy pozwolił, aby łapa Nocy przejechała po jego głowie z resztą żywicy. Te 3 włoski, które tam miał, stanęły dęba pod wpływem substancji. Wyglądał jak przylizany dudek z rzadkim irokezem na głowie. Miał swoją zwyczajową, zmęczoną minę.
— Masz rację. — Przyznał cicho Chudy — Chyba jestem zbyt zgorzkniały! Zabawmy się jutro... wrzućmy komuś pająka do legowiska!
— Dobra! A teraz łap trochę mchu. Na pewno się wam przyda a ja potrzebuję go dla starszyzny — oświadczył Noc od razu chwytając jakiś bardziej suchy mech. I po chwili już tuptali do obozu.
<Chuda Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz