— Nie krzywdź mnie! Nic złego nie robię! — zarzekał się.
Trzcinowy Szmer zamruczała rozbawiona. Ten kociak był naprawdę pocieszny. Polizała go czule między uszami, żeby się chwilowo uspokoił, co podziałało. Dymny kociak zamrugał zdumiony i zerknął na nią zdezorientowany.
— Możesz być pewien, że nie zrobię ci nic złego. To wbrew kodeksowi wojownika. Poza tym przybyłam, aby się przywitać z nowymi kociętami Klanu Nocy, więc nie musisz się o nic martwić.
Kociak nadal niezbyt pewien poprawił swoją pozycję siedzącą i zmierzył ją ostrożnie wzrokiem.
— Kodeksie wojownika? Co to?
— Coś, co trzyma cały klan w ryzach. To są zasady, których każdy z nas powinien przestrzegać. Tak powiedzieli nasi przodkowie — zauważyła również, rozgaszczając się w żłobku — Jak dorośniesz, ciebie będzie też to tyczyć.
— Naprawdę?
— Owszem, a więcej może ci opowiedzieć Złocisty Widlik. To naprawdę dobry kot, uwierz mi. Sama mu podpowiadałam drogę, którą mógłby kroczyć w Klanie Nocy i uważam, że dobrze pełni swoją funkcję.
Kociak zerknął na piastuna, który właśnie krzątał się po żłobku, jakby musiał się upewnić, że rozmawiają właśnie o tym konkretnym kocie.
— A-a czy mi przepowiesz, jaka ścieżka jest idealna dla mnie?
Widząc ciekawość w oczach kociaka, zamruczała.
— Jesteś bardzo pocieszny, jednak nadal jesteś kociakiem i na tę chwilę dobrze będzie, jak tak zostanie. Jak troszkę podrośniesz, to będziemy mogli porozmawiać na poważniejsze tematy. — Poczochrała go łapką po jego małej zlęknionej główce — Twoje serduszko nie powinno się tak stresować, jeszcze masz kilka pięknych księżycy turlania kulek mchu.
Mówiąc to, łapą popchnęła kulkę mchu, która poturlała się prosto pod łapy rodzeństwa kociaka. Jednak młody nawet się nie poruszył.
— Obowiązki wzywają… Zaraz będę miała patrol łowiecki, Kasztanku — powiedziała w końcu, wstając na cztery łapy.
— Skąd znasz moje imię? Nie przedstawiałem się przecież!
— Klan Gwiazdy mi powiedział — powiedziała tajemniczo. Kiedy kociak zrobił większe oczy z zachwytu, ta uśmiechnęła się pod noskiem — To nieładnie tak zatajać swoje imię, dlatego ja się przedstawię. Ja nazywam się Trzcinowy Szmer. Jestem wojowniczką i trenuje Rezedową Łapę. Może kiedyś też trafisz w tak dobre łapy, jak moje. Mam wiedzę nauczania od samej Mandarynkowej Gwiazdy.
Wypięła dumnie pierś i ostatecznie pogłaskała swoim ogonem po główce kociaka, który nadal wpatrywał się w nią, jak w kota ze Srebrnej Skóry.
* * *
Aktualne
— Co tam u ciebie słychać Kasztanku? Jak się czujesz? O czym chciałeś porozmawiać?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz