BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

04 lutego 2026

Od Księżycowej Łapy

 Zjawił się w legowisku medyków w momencie, w którym wiedział, że nikogo w środku nie ma poza Zawilcową Koroną. Wdzięczna Firletka wyszła na zbieranie ziół wraz z Wełnistą Łapą, a przed chwilą lecznicę opuścił Śniąca Łapa który musiał przestać ignorować swoją chrypę. Nie chciał z nim rozmawiać ani pozwolić by zobaczył, jak teraz paskudnie wyglądał. Skrył się i poczekał aż przejdzie, by wejść szybko do lecznicy. 
– Zawilcowa Korono, jesteś? – odezwał się spięty.
Ogon kocura drgnął niespokojnie, kiedy uniósł wzrok znad ziół i pokierował go na przybysza.
– Księżycowa Łapo? Czyżbyś wreszcie stwierdził, że trzeba do nas zagościć? – rzucił kremowy, wstając i obracając się w jego kierunku, tym samym zasłaniając wcześniej oglądane medykamenty. – Cóż Cię sprowadza w nasze progi?
Nie owijając zbytnio w bawełnę, przełknął głośno ślinę zanim przemówił. 
– Zaprowadź mnie do Gwiezdnej Sadzawki – zażądał, po czym dodał już nieco mniej pewnie – Proszę...
– Co? – kremus przekrzywił lekko głowę, niezbyt rozumiejąc czemu taka prośba padła z pyska ucznia. – Nie rozumiem po co miałbyś chcieć tam pójść. Nic tam nie znajdziesz, prócz zawodu.
– Chcę porozmawiać z mamą – wymamrotał dość niechętnie i markotnie. ,,Skoro nie da się jej zwrócić życia"...
– To módl się, aby wyrocznia przyjęła Cię pod swe łapy po śmierci. Bo innej drogi nie ma, abyś się z nią zobaczył.
Nie była to odpowiedź której się spodziewał i gdyby mógł, teraz pewnie posłałby kocurowi wymowne spojrzenie. 
Ale nie mógł. 
Zamiast tego, srebrny ogon drgnął ze zirytowania. 
– Co mi po wyroczni, skoro mama najpewniej jest wśród Gwiezdnych – prychnął, chociaż sam na tym etapie nie bardzo wiedział w co wierzyć. Równie dobrze mogli wszyscy wierzyć w to samo ale pod inną postacią. – A skoro Króli-... skoro sama się nie pojawia, to muszę iść i sam ją zobaczyć.
– Ależ tam jest i jestem tego pewien. Czyżbyś odrzucił nauki twej matki i podążył w pustkę za Gwiezdnymi? Jestem zawiedziony. Myślałem, że posiadasz coś więcej i nie podążasz w ciemność, no cóż. – po tych słowach jego głos stał się ostrzejszy oraz cichszy. – Wiem co tam zastaniesz, byłem tam nie raz i za każdym razem przypominane mi jest, że to bujda. Ja ją nie ujrzałem w wodzie, więc ty również jej nie zastaniesz.
– Może jesteś bardziej ślepy niż ja, trzeba było lepiej patrzeć – parsknął cynicznie w stronę wujka, nie dając rady się ugryźć w język. Już od jakiegoś czasu rosnąca frustracja przejęła władzę nad ogólnym lękiem przed innymi kotami. A może to przez izolację przestało go obchodzić, czy nie powie czegoś, co może wyjść poza granicę. Miał gdzieś czyja wiara miała rację, chciał zobaczyć się z mamą, gdziekolwiek by nie była. Poza tym, o czym on mówił? – Z resztą mama mnie niczego konkretnego nie uczyła, gdybyś się bardziej przejął kotami dookoła ciebie, to może byś wiedział, że niczego nam nie narzucała. – słowa Zawilca z jakiegoś powodu niezwykle go zirytowały, niemniej, nie przyszedł tu po to, by obrażać wuja... chociaż na to było już chyba za późno. Wziął znów głębszy oddech, może da się jeszcze porozumieć? – Proszę cię jedynie, żebyś mnie tam zaprowadził. To nie tak, że będziesz musiał się integrować...
– Któż mi to wypomina? Szanta powinna wpoić wam jedyną poprawną wiarę, jednak widać, że również ona nie wsłuchiwała się w rad Ryk. Głupia, pewnie zboczyła i poniosła tego konsekwencje. – echo jego głosu dało znać, że medyk odwrócił się od ucznia, niezbyt chętny do kontynuacji rozmowy. – Odejdź teraz, a ja udam, że ta rozmowa nie miała miejsca.
– Konsekwencje – powtórzył z niedowierzaniem, jakby uderzono go w pysk. – Uważasz, że tak miało być? Że to po prostu ,,konsekwencje" niepodążania za twoim urojeniem? – wycedził nie wierząc w to, co słyszy. Było to tak absurdalne, tak głupie... Zachowywał się niemal tak, jakby był szczęśliwy ze śmierci Szanty. – Nie mogę uwierzyć, że postrzegałem cię jako rodzinę. Przecież to... to....
– Więc również ty masz zamiar zboczyć z dobrej ścieżki? Dobrze, rób co twa dusza zapragnie, ale nie wracaj gdy zaboli. Ani do mnie ani do Kminka, bądź Rumianku, gdyż jak sam przyznałeś, nie jesteśmy już rodziną.
– Ty całkowicie nie rozumiesz, co się do ciebie mówi. – zauważył na wydechu, wciąż w ciężkim szoku – Nie potrafisz przyjąć do wiadomości najprostszych słów, najprostszego wyjaśnienia. Zamiast przyjąć na siebie sens słów, wciągasz nagle w konflikt wszystkich w koło! – głos zaczynał mu drgać, było to zdecydowanie zbyt wiele w jego normalnym stanie, a co dopiero teraz. – Twoim hobby jest nadinterpretowanie tego, co mówi druga osoba! Nie potrafisz nawet zrozumieć, że istnienie twojej wiary jest tak samo prawdopodobne jak istnienie najpewniej kilkuset innych. Nie potrafisz skrytykować samego siebie! 
– W przeciwieństwie do Ciebie, ja wiem, że Wyrocznia istnieje, nie jak Klan Gwiazdy. Nie będę już wyrażał mego zdania odnośnie gwiazd na niebie, gdyż widząc twą reakcje, nie jesteś gotów usłyszeć prawdy. Jak miałbym nie przywoływać tu mych braci, jak i oni żyją w podobnym przekonaniu co ja? – zaśmiał się cicho, rzucając swój wzrok na sufit legowiska. Nad nimi pewnie czuwał Królicza Gwiazda, który wypędziłby go za te słowa, jednak on ich nie słyszał, przynajmniej na razie. – Oh Księżycowa Łapo, każdy doświadcza konsekwencji swych czynów, nawet jeśli nie jesteś w stanie ich dostrzec, a marnowanie swego cennego głosu, tego nie zmieni. Odejdź.
– I nie masz na to nawet żadnego dowodu – zachichotał w nerwach, nerwowo skubiąc łapą dłuższą część swojego futra. Zawilec nie miał dowodu, żadnego dowodu na istnienie Wyroczni. Był tak samo pozbawiony wiedzy jak cała reszta kotów. Wziął urywany oddech zdając sobie sprawę, że jeśli dłużej zostanie w tym miejscu, najpewniej wybuchnie płaczem. – Jesteś tak samo nawiedzony jak ci, którzy nie widzą świata poza Klanem Gwiazdy. Gratulacje. – po tych słowach, zwalczając chęć złośliwego zostania w miejscu na komendę ,,odejdź", wymaszerował na zewnątrz. Był bezużyteczny! Zawsze był, a dopiero teraz Księżyc zdołał to zauważyć. Z resztą nie tylko on, cała ta rodzina była bandą bezużytecznych kotów. Zanim ktokolwiek zdołał nawiązać z nim rozmowę, zniknął poza obozem. Jeśli Zawilcowa Korona jest tak uparty w swoich przekonaniach, że nawet nie chce mu pomóc, to sam się wybierze do sadzawki. Nie wiedział jak, znał jedynie podstawowe tunele i część z nich po których poruszał się przy norze, jednak powinien dać w końcu radę, w końcu delegacja do Księżycowej Sadzawki nie odbyła się tak dawno temu, prawda? Zapach Króliczej Gwiazdy i reszty kotów nie powinien tak szybko zwietrzeć. 

┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦----

Nad srebrnym ciałem stała inna, księżycowa istota, upstrzona w gwieździstą skórę, przyglądając się śniącemu w ciszy. Chwilę jej zajęło, zanim dotknęła nosem czoła młodszego kota, jak gdyby w obawie przed odtrąceniem. Tyle wystarczyło. 
Gdy ten otworzył oczy od razu poznał, że śni. W dziwny co prawda sposób, gdyż nie było to coś na wzór wspomnień których zazwyczaj doświadczał, a twór bardziej wyraźny, bardziej realny, chociaż patrząc na sytuację, był to zły dobór słowa. Jak bowiem można określić mianem realnego istotę z delikatnie migoczącej materii, stojącej tuż przed nim? Jedyne czego nie poznał od razu, to wygląd Szanty. Nie widział nigdy kotki, nie w ten sposób. W pierwszej chwili nastroszył sierść, jednak gdy dotarła do niego delikatka, gwiezdna woń, zaraz się uspokoił, patrząc jednak dość nieufnie na postać przed nim stojącą. Uniósł się powoli, siadł i milczał. Długo, pełen niepewności. 
– Mamo...?
– Nie sądziłam, że uda nam się jeszcze kiedykolwiek spotkać, a jednak przodkowie byli wobec mnie łaskawi, pozwalając mi na rozmowę z tobą. Oh, Księżycowa Łapo – miauknęła, a jej szczęka delikatnie drgnęła. Pojedyncza gwieździsta łza spłynęła po jej policzku. – Przepraszam, że was zostawiłam. Ciebie, Śniątko i Kołysanka.
Nie odzywał się. Wodził jedynie wzrokiem po pysku kotki, jakby miał znaleźć tam ukryte odpowiedzi. Z początku był zły. Nie wiedział z jakiego powodu, jednak patrząc na nią krótki moment, przez chwilę miał ochotę wrzeszczeć, wykrzyczeć jej, że czemu nie pojawiła się wcześniej, czemu pozwoliła mu siedzieć w tej zimnej, zatęchłej dziurze i czemu dała się zabić. I czemu przychodzi do niego teraz, we śnie, gdy już miał w planach podróż do sadzawki? Czyżby gwiezdni nie chcieli mieć losowego gówniarza w swoim świętym miejscu, dlatego pozwolili na spotkanie? Niemal drżał, próbując ułożyć wszystkie myśli w spójną całość, jednak gdy otworzył pysk, nic się z niego nie wydobyło, jak bardzo by nie próbował. Zamiast tego, oczy powoli zaczęły tracić ostrość, aż w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że się rozpłakał. Jak kocię, nieporadne kocię, które nie umie w inny sposób wyrazić swoich potrzeb, czekając, aż mama wszystkiego się domyśli i pomoże w kocięcych rozterkach. Skulił się, zmarszczył, pociągając smutno nosem, tak bardzo żałośnie przy tym wyglądając. 
Rozkwitająca Szanta w ciszy przyglądała się synowi, pozwalając mu na okazywanie duszonych przez wiele księżyców emocji. Widziała, że potrzebował tego, jak nikt inny. Skorupa, która się otoczył, odwracając każdego, kto chciał mu pomóc, wreszcie zaczęła się kruszyć. Nachyliła się i delikatnie otarła się pyskiem o mokry policzek syna.
– Ja... ja próbowałem – wydusił z siebie przez łzy – Naprawdę próbowałem, poszedłem nawet do Królika i... – urwał by wziąć urywany oddech, czując, jak łamie mu się głos – Ale powiedzieli, że już jest za późno i się już nie da nic zrobić... Ja przepraszam, naprawdę przepraszam.
– Ci. Ci. – miauknęła uspokajająco, otulając ogonem syna. – Zrobiłeś wszystko co w twojej mocy. Cała wasza trójka, jak i pozostali.  Nie mam do ciebie żalu, zamiast tego jestem dumna, że mam takiego syna, jak ty. Popełniłam błąd decydując się opuścić obóz tamtego dnia, lecz nie tylko ja. – westchnęła na wspomnienie Koziego Przesmyku. – Na szczęście nasza ofiara nie poszła na marne. Pamiętaj Księżycu, mimo, że nie kroczę już wśród żywych, zawsze będę przy tobie i twoich braciach. Nie pozwolę, aby w Klanie Burzy już nigdy nie zaległo się zło, które mogłoby wam zaszkodzić. Oni również. – Wymruczała, przenosząc spojrzenie w bok
Dumna? Z czego, że przez cały ten czas, gdy Śniąca Łapa rozwiązywał sprawę morderstwa to on gnił w legowisku niezdolny do ruchu? Pod ziemią, nie kontaktując się z nikim przez cały ten czas? I tak miał szczęście, że jeszcze babcia, chociaż schorowana postanowiła do niego zaglądać i bez słowa podsuwać jedzenie, chociaż i jej końcowo zabrakło. Jeszcze nigdy nie zmierzył się z tak przytłaczającą samotnością, chociaż miał dookoła siebie koty chcące mu pomóc. Pociągnął nosem, ocierając szybko pysk, by go chociaż spróbować osuszyć. 
– To nie to samo – zaprzeczył rozżalony, nie mogąc spojrzeć jej w pysk. Pierwszy raz żałował, że nie był ślepy. – Oni wszyscy tak mówią, jakby miało to jakkolwiek pomóc. Nie ma cię tam. Nie ma cię, nie będzie, a wszyscy się zachowują, jakby nic się nie stało. A co, jeśli znowu pojawi się kot jak Wieleni Szlak? Przecież było ich już wcześniej w klanie sporo, na pewno będzie ich więcej, jak i już nie ma ich w środku! – wypluł z siebie z żalem unosząc głowę. Właśnie wtedy zauważył, że nie patrzy na niego, a gdzieś... – Oni?
Spomiędzy traw wyłoniło się małe rude kocie, którego futerko mieniło się gwiazdkami. Maluch przyglądał się kocicy i uczniowi kronikarza, by zaraz w kilku susach znaleźć się u ich boku. W ślad za pointem ruszyły dwa inne szkraby, nieco mniej pewniej.
– Twoje młodsze rodzeństwo. – z żalem spojrzała na kociaki, które co prawda nie miały szansy wzięcia pierwszego oddechu, ale przynajmniej mogły bawić się przez resztę życia wśród Gwiazd. – Nie nazwałam ich. – Wyznała.
Rudy pointka węsząc zbliżył się do starszego kocura, gdy srebrzysta niebieska szylkretka wraz z brązowym dymnym kocurkiem stała lisią długość od nich.
Księżyc nie bardzo wiedział jak zareagować. Z zaskoczeniem obserwował coś, co powinno być kotem, jednak było niewiele większe od gryzonia. Zauważył też, że całkowicie zapomniał o ciąży swojej matki. 
– Szkoda – wypuścił na wydechu, nie bardzo wiedząc jak się zachować, postanawiając jedynie obserwować. Do czego konkretnie odnosił się jego komentarz? Nie wyjaśnił, równie dobrze mógł tym określić całą tą sytuację. Uniósł łapę nad najodważniejszego szkraba, znów czując, jak nagrzewają mu się policzki. Szybko pociągnął nosem. Tyle żyć zostało straconych, zabranych od niego, w dodatku bez konkretnego powodu. Jak musiały się czuć te kocięta, gdy zostały uwięzione w martwym ciele? Czy tak samo czuły, że umierają, nie mając jeszcze nawet szansy na złapanie pierwszego oddechu? Zostali zabici, nie przez chęć zemsty, nie przez próbę wymierzenia sprawiedliwości, którą mógłby wtedy usprawiedliwić, tylko... właśnie, przez co? 
– Nie nienawidzę jej – wyznał nagle i cicho swój grzech, czekając na werdykt – Nie potrafię. Może do mnie nie dotarło, to Śniątko umiał zająć się sprawą... Przepraszam.
– Cieszę się, że jej nie nienawidzisz. – na pysku wiecznej królowej zagościł delikatny uśmiech. Nie chciała, aby z powodu jej śmierci któreś z jej dzieci zeszło na mroczną ścieżkę. Dała im wolną wolę odnośnie wiary, jednak nie chciała wiedzieć żadnego z synów napędzanego chęcią zemsty czy wymierzenia na własną łapę sprawiedliwości. Nie tego dla nich chciała. – Przynajmniej nie będziesz zaślepiony zemstą, jak to często w takich sytuacjach bywa. Ta ścieżka nie jest tobie pisana, Księżycowa Łapo. – miaknęła, nie decydując się rozwinąć myśli.
– A tobie była pisana ścieżka śmierci? – odpalił od razu, nagle powracając do swojej pierwotnej irytacji, którą czuł gdy rozmawiał z Króliczą Gwiazdą i Zawilcową Koroną. – Kto o tym zdecydował, Klan Gwiazdy? – dodał z wyrzutem, przeciągle wzdychając chwilę później – A nawet jeśli bym nienawidził, nie miałbym się na kim mścić – wyznał markotnie – W końcu Wieleni Szlak została już osądzona.
Rozkwitająca Szanta uznała, że przemilczenie pytania na temat ścieżki śmierci będzie bardziej wymowne, jednak zdecydowała się stanąć w obronie Klanu Gwiazdy, aby jej syn nie miał do przodków żalu.
– Z chwilą narodzin nasza przyszłość zostaje zapisana w Gwiazdach, czy tego chcemy czy nie. Nasze losy są splecione z innymi kotami, na długo przed tym, gdy mamy szansę stanąć z nimi twarzą w twarz. – wytłumaczyła. – Moja śmierć, śmierć Koziego Przesmyku... ich śmierć... – Przejechała łapą po grzbiecie rudej pointki, dając znać, aby pozostała dwójka zbliżyła się do nich. Srebrzysta szylkretka dopadła do boku matki, wlepiając spojrzenie w starszefo brata – Była niezbędna, aby Wielni Szlak mogła zostać osądzona. Przynajmniej ona, ale na jej wspólnika również czekać będzie sądny dzień. – wymruczała, a jej wyraz pyska spoważniał. – Posłuchaj mnie uważnie, Księżycowa Łapo. Obiecaj mi, że nigdy, nieważne co przyniesie przyszłość, nigdy nie zwątpisz w Klan Gwiazdy. Nawet jeśli nie będziesz mógł ze mną porozmawiać, nie zapominaj, że zawsze będę przy tobie i twoich braciach. Jeśli trzeba będzie, również wspomogę medyków, aby Klan Burzy mógł pozostać bezpieczny i aby ofiara Skowroniego Odłamka nie poszła na marne. – przymknęła oczy. – Przekaż mojemu bratu, aby uważał na siebie i żeby nie przestawał wierzyć w Wyrocznię. Kto by pomyślał, że ma ona aż tak dużo wspólnego z Klanem Gwiazdy, którym pogardza...
To z czym się teraz spotkał i czego słuchał, to jedne wielkie farmazony, z którymi się nie zgadzał. Może kiedyś wysłuchałby matki z iskierkami w oczach, jednak teraz czuł jedynie żal i irytację a im dłużej mówiła, tym bardziej drażnił go koncept Klanu Gwiazdy. Z romantycznego punktu widzenia, los i śmierć za sprawę być może miała sens, jednak połowa romantyzmu uciekła z ciała kocura wraz z masowym morderstwem. 
– Równie dobrze mogła zabić kogoś innego – prychnął, jednak nie sprzeciwiał się dalej, nie chcąc nagle przez swoje słowa skrócić swoją rozmowy z mamą, bo jeszcze gwiezdni uznają, że to koniec połączenia. Niezadowolony odwrócił więc głowę, wbijając wzrok w ziemię wymownie. Na jej prośbę kiwnął jedynie głową, chociaż żołądek mu się przewrócił na wzmiankę o wujku.
– Kogo? Króliczą Gwiazdę? W końcu ma dziewięć żywotów, przynajmniej kiedyś miał. Przeplatkowy Wianek? Rudą Lisówkę? Opadającego Rumianka lub Zawilcową Koronę? A może Wełnistą Łapę? – dopytywała łagodnie. – A gdyby tym kimś innym byli twoi bracia? Czyje życie byłbyś w stanie poświęcić w zamian, widząc, że dzięki temu istniałby cień szansy na to, że mogłabym uniknąć śmierci? – przeniosła spojrzenie na niebo. – To musiałam być ja. – polizała syna po czole. – Starasz się to wypierać, ale w głębi serca wiesz, że właśnie tak musiało być. Spełniłam swoje powołanie w Klanie Burzy, jako matka i wieczna królowa, by móc być nią również na Srebrzystej Skórze.
– Nic nie wypieram, nie musiało tak być, przestań sobie wmawiać, że wszyscy mają narzuconą rolę jakbyśmy grali w jakiejś zabawie którą wymyśliła banda martwych kotów – rzucił w końcu zirytowany, strosząc sierść na karku. – I nie wiem, coś bym wymyślił – dodał, myśląc o poświęceniu życia. Nie mógł przyznać tego na głos, jednak jeśli zginęłoby tylko jego nienarodzone rodzeństwo zamiast Szanty, to nie byłby szczególnie smutny. – A podział kilka żyć za jednego mordercę jest zwyczajnie niesprawiedliwy. 
– Życie nie jest sprawiedliwe. – westchnęła. Przekonała się na tym na własnej skórze. Podniosła się z trawy. – Chodź, przejdźmy się, póki jeszcze mamy czas na rozmowę. – Zamruczała, dając znać, aby jej potomek za nią podążał. Musnęła ogonem kwiecie, a gwiezdny pył osiadł na jego płatkach. Trójka kociąt instynktownie skierowała się naprzód pochodu, wyprzedzając matkę i brata, bawiąc się wśród traw.
Spojrzał na nią niepewnie, niechętnie wstając i kierując się za nią przez trawy. Nie wiedział, co jeszcze mógł powiedzieć, jednak czuł, że czas mu się kończy. Przygryzł wnętrze policzka, idąc ze wzrokiem utkwionym w podłożu. 
– Czy myślałeś już o wojowniczym mieniu, jakie chciałbyś przybrać podczas ceremonii dorosłości? – spytała, zatrzymując się i spoglądając na syna przez ramię
– Nie myślałem o tym – przyznał beznamiętnym głosem. Była to ostatnia rzecz, nad jaką miał ochotę rozmyślać. Odległa i nieistotna wizja, że mówienie teraz o niej było dla niego abstrakcyjne – Dobrze mi z czymkolwiek...
– Imiona mają moc. Nie może być ci dobrze z czymkolwiek... Powinieneś nad tym pomyśleć i samemu zdecydować nad swoim członem, a nie pozostawiać tej decyzji komuś innemu, kto może wcale nie darzyć cię sympatią i będzie chciał cię ośmieszyć. Niedługo zostaniesz kronikarzem i to ty będziesz odpowiadał za dziedzictwo przodków. Będziesz mógł opowiadać prawdę lub też ją naginać, według własnego kaprysu. – Poruszyła uchem. – Hm, co powiesz na Księżycowe Zwierciadło? Albo ... Księżycowy Odłamek?
Drgnął uchem, zanim wzruszył barkami raczej obojętnie. 
– Może być – mruknął – Zazwyczaj i tak Królicza Gwiazda wybiera imiona, prawda? Czy ktoś kogo znasz sam zaproponował swoje imię przywódcy?
– To prawda. – przyznała synowi rację. – Hm, niech pomyślę... Chyba znalazłoby się kilka kotków, których wojownicze miana zostały zasugerowane liderom przez nich samych. Jednak tak jak i ja, polują wśród Gwiezdnych. Niektóre z nich pragnęły upamiętnić zmarłych lub po prostu ważne dla nich koty w ten, a nie inny sposób. – zamruczała. – Czy jest coś, o czym chciałbyś ze mną jeszcze porozmawiać? 
Podniósł wzrok na matkę nagle zdając sobie sprawę, że jest to najprawdopodobniej ostatni raz, gdy widzi ją za życia, a czas upłynął. Wciąż z tyłu głowy siedziała sceptyczna wizja mówiąca mu, że to wszystko to wytwór jego wyobraźni i chorej głowy, jednak jeśli nawet tak było, wolałby w tej chorobie zostać. Było tyle rzeczy którymi chciał się z nią podzielić oraz zapytać, że nawet nie wiedział od czego zacząć, jedynie plącząc sobie język. 
–  Nie idź –  w końcu wydusił z siebie łamliwym głosem, patrząc błagalnie na mamę. Mimo wszystko, pomimo straty był w stanie się z nią zobaczyć. Wiedział, że nie żyje, jakaś jego część już się do tego przystosowała, a jednak nie był w stanie znów się z nią żegnać. 
– Oh, Księżycu, przecież nigdzie się nie wybieram – swoim ciałem po raz ostatni otuliła swojego syna – Mam zamiar tu na ciebie poczekać. Tylko nie spiesz się za bardzo, dobrze? Jest jeszcze wiele rzeczy, których musisz doświadczyć. 
Nie wiedział do końca, kiedy się obudził, jednak z pewnością pamiętał rozmowę jak i powoli znikające ciepło Szanty, gdy ich czas na rozmowę dobiegł końca. Nie było to pożegnanie o jakim myślał, ani rozmowa jaką ułożył sobie w głowie, a mimo to żal wymieszał się z jakąś ulgą, której nie czuł od bardzo dawna. Jak gdyby odrobinkę, powoli i po trochu ciężar ustępował. 

[3162 słów]
<Jeszcze chyba tylko mianowanie przysięgam.>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz