— Och, nie przesadzaj rybko — miauknęła pieszczotliwie czarna, zabierając się teraz za Gąbkę, która dalej się sprzeciwiała, jednak nie do aż takiego stopnia…
— Proszę, możemy już iść? — zapytała koteczka o dwukolorowych oczach, turlając się po legowisku. Widać było, że ta się nudzi. Zerknęła w kierunku swojego legowiska, w którym miała masę pięknych przedmiotów! Były tam ukryte ptasie pióra, piękne muszelki, kamyczki z błyskiem, a nawet jakieś świecidełka, które uczniowie jej przynieśli! Kochała swoje znaleziska całym serduchem, ale mimo wszystko krzywiła pyszczek, gdy dochodziło do niej, że będzie musiała to wszystko przenosić! Tragedia…
— Dobrze, już możemy wychodzić… — miauknęła Alga, przejeżdżając językiem po grzbiecie Mątwy i Gąbki ostatni raz. Zastępczyni powoli wstała z legowiska, zadowolona z faktu, że będzie mogła teraz odpocząć i wrócić do swojej roli jako zastępca Klanu Nocy… Opiekowanie się jej kociakami było wspaniałe, jednak nic nie równało się z tym dreszczykiem emocji, gdy wychodziła na poranny patrol.
Trójka kotów wyruszyła z kociarni, powolnym krokiem, kierując się w stronę grupy zebranych kotów w centrum. Mątwa musiała się powstrzymywać przed wybuchnięciem przez te wszystkie emocje… Gdy znaleźli się na tyle blisko, Alga, Gąbka i Mątwa przysiadły w odpowiedniej odległości od Spienionej Gwiazdy, która wyłoniła się z tłumu, stając w centrum.
— Widzę, że większość kotów się zebrała, to możemy rozpocząć ceremonię! — miauknęła Spieniona Gwiazda, zabierając głos. Żaden z kotów nie odważył się jej przerwać, nawet wcześniejsze śmiechy uczniów ucichły. Liliowa przeskanowała wzrokiem tłum, zatrzymując się nim na Mątwie. Serce kociaka przyśpieszyło. — Mątwo, wystąp — odezwała się. Koteczka chwiejnym krokiem zrobiła kilka kroków w przód, czując na sobie wzrok zebranych… Mątwa podniosła wzrok, spotykając się ze wzrokiem Spienionej Gwiazdy.
— Mątwo, ukończyłaś 6 księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem — powiedziała kocica, posyłając ciepły uśmiech kociakowi. — Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Mątwia Łapa — wymruczała. Czarna poczuła, jak dreszczyk przebiega jej wzdłuż grzbietu… Och, te emocje!
Spieniona Gwiazda przeniosła teraz swój wzrok na jednego z wojowników, lądując nim na Błękitnej Lagunie, który siedział w pobliżu, dokładnie obserwując przebieg ceremonii.
— Twoim mentorem będzie Błękitna Laguna. Mam nadzieję, że przekaże on ci całą swoją wiedzę — zakończyła swoją wypowiedź, robiąc krótką przerwę, aby zaczerpnąć powietrza. Teraz uwagę swoją całkowicie skupiła na wcześniej wspomnianemu kocurowi.
— Błękitna Laguno, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Mandarynkowego Pióra, doskonałe szkolenie — ogłosiła przywódczyni, a wcześniej wspomniana zastępczyni dumnie wypięła pierś do przodu, słysząc swoje imię. — Na ostatniej wyprawie pokazałeś swoją odwagę i siłę, udowadniając, że nadajesz się na mentora. Będziesz mentorem Mątwiej Łapy. Mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę, tak jak Mandarynkowe Pióro zrobiła to księżyce temu z tobą — wymruczała. Kocur skinął głową ze zrozumieniem, a Mątwia Łapa odwróciła się, aby spotkać się z Błękitną Laguną. Wojownik odrobinę nachylił się, a koteczka stuknęła go nosem. Świeżo mianowana uczennica zadowolona wróciła do tłumu, wracając do swojej matki, która dumnie objęła ją ogonem i przejechała językiem po głowie.
— Jestem dumna z ciebie, rybko — miauknęła Algowa Struga, a po chwili Mątwia Łapa usłyszała, jak tłum zaczął skandować jej imię. Nie ważne, jak bardzo chciała się skupić na następnych ceremoniach, ta nie była w stanie… Myśli jej były zajęte nowymi pomysłami, które mogła teraz zacząć realizować, otrzymując swoje nowe imię i stając się uczniem. Resztę tego dnia Mątwia Łapa spędziła, przenosząc swoje skarby z kociarni do legowiska uczniów, dumnie się prostując za każdym razem, gdy mijała któregoś z wojowników lub starszych uczniów. Skończyła właśnie przekładać ostanie ze swoich piórek, gdy na trasie swojej natrafiła na jej mentora, Błękitną Lagunę.
— Mątwo? Ach, znaczy się, Mątwia Łapo? — poprawił się kocur, zwracając na siebie uwagę koteczki. Czarna zatrzymała się, wypuszczając piórko z pyszczka.
— Tak, Błękitna Laguno? — zapytała, a koniuszek jej ogona zadrgał z emocji.
— Jutro rano zabiorę cię na krótki patrol, aby pokazać ci tereny, dobrze? Mogę ci zacząć tłumaczyć podstawy walki, jeśli będziesz mieć energię na to — wytłumaczył.
Mątwa energicznie pokiwała głową.
— Jasne! Chętnie zobaczę tereny Klanu Nocy! — odpowiedziała swoim piskliwym głosikiem.
— Mam nadzieję, że umiesz pływać? — upewnił się. Czara wróciła myślami do czasu, gdy ta pluskała się w wodzie… Czy umiała pływać? Chyba tak, chociaż nie wie… Czy machanie łapkami i utrzymywanie się na powierzchni wody było pływaniem? Czy umiała ruszyć do przodu w wodzie?
— Ach… Nie wiem szczerze… Wcześniej bawiłam się w wodzie i potrafiłam się utrzymać na powierzchni wody bez tonięcia, ale ciężko mi to stwierdzić.. — miauknęła Mątwa. Kocur skinął głową.
— Dobrze, zaczniemy wtedy od nauki pływania, musisz czuć się pewnie w wodzie, jeśli chcesz być dobrym wojownikiem. Teraz kończ swoją przeprowadzkę, weź sobie coś ze stosu i idź spać, zrozumiano? Musisz być wypoczęta, jutro mamy duży kawał do przejścia — odparł kocurek.
— Zrozumiano! — powiedziała Mątwia Łapa. Koteczka nie czekała na kocura. Wzięła w pyszczek swoje piórko i zaniosła je do legowiska uczniów. Było tam ciepło i przyjemnie, jednak zdecydowanie różniło się ono od kociarni. Zapach tam był zdecydowanie inny. Nie czuła zapachu mleka oraz wiele rzeczy nie było przystosowane do kociąt, aby tam biegały i się bawiły. Świeżo mianowana uczennica rozejrzała się dookoła, dostrzegając to, jak różne są legowiska uczniów! Czarna dostrzegła tam jednego kota, który leżał na legowisku. Była to Latająca Łapa!
— Cześć, Latająca Łapo! — ogłosiła, energicznie podskakując do uczennicy, której legowisko było udekorowane różnymi piórami. Zauważyła, jak oczy starszej uczennicy są niebiesko-brązowe! Kocica się wzdrygnęła, słysząc głos za sobą. Dopiero gdy rozpoznała w niej córkę Algowej Strugi, ta się rozluźniła.
— Och, witaj… Mątwo? — miauknęła niepewnie. Byłoby to żenujące, aby pomylić imię kociaka, który żył już 6 księżyców w Klanie Nocy…
— Mątwia Łapa! — poprawiła ją młodsza. Latająca Łapa skinęła głową, przyjmując do wiadomości nowe imię uczennicy. — Czy wiesz, które z tych legowisk jest wolne? — zapytała Mątwa.
— Ach, wolne jest to po prawej — odpowiedziała, wskazując ogonem na zawiniątko z mchu i innych roślin. — Sama je musiałam przygotować dzisiaj.
— To ty je przygotowałaś? Dziękuję! — uśmiechnęła się szeroko.
— Nie ma za co dziękować, wypełniałam moje obowiązki mimo wszystko.. — oznajmiła.
— I tak dziękuję! Będę już iść spać, ponieważ Błękitna Laguna zabiera mnie rano na pierwszy trening… Kto jest twoim mentorem? — zagadnęła, stawiając swoje uszy do góry.
— Moim mentorem jest Czyhająca Murena — odparła.
— Ech..? Nie znam… — wydukała, nerwowo spuszczając wzrok na swoje łapy.
— To nic takiego, jeszcze ich wszystkich poznasz — uśmiechnęła się Latająca Łapa, układając się na swoim legowisku. — A teraz idź już spać, sama mówiłaś, że musisz wcześnie rano wstać — dodała.
— Tak! Już idę — rzekła, rzucając się na swoje legowisko. Posłała ona ciepły uśmiech w stronę starszej uczennicy. — Dobranoc, Latająca Łapo! — miauknęła.
— Dobranoc, Mątwia Łapo — odparła, zwijając się w kłębek. Przygoda Mątwiej Łapy dopiero miała się zacząć, jednak teraz musiała odpocząć. Jutro czekał na nią bardzo długi i pracowity dzień.
[1200 słów]
[przyznano 24%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz