Kremik wraz z rodzeństwem spali w miękkim legowisku. Dwunożni położyli je w idealnym miejscu; cichym i spokojnym, a wstające o poranku słońce ogrzewało koty, dając im znać o nowym dniu.
Jasne światło grzejące pyszczek obudziło kocurka. Otworzył oczy, ziewnął, a następnie ostrożnie, tak by nie zbudzić pozostałych, przeciągnął się. Był to kolejny piękny dzień; wczoraj padało, ale dziś pogoda była bez skazy, a pojedyncze obłoki płynące po niebie tylko dodawały jej uroku.
Zanim jego rodzina się obudziła, mógł nacieszyć się chwilą samotności. Wykorzystał ten czas na umycie się. Zaczynał kończyć toaletę, miał już się brać za czyszczenie ogona, gdy nagle został powalony na ziemię. To oczywiście Piernik uwalił się na brata.
— Cześć, Pierniku — wydusił z siebie, po czym dodał błagalnie: — Zejdź ze mnie, proszę.
Brązowy kocur go zignorował i wyciągnął tylne łapy, by się rozciągnąć.
— Złaź z niego! Nie widzisz, że jest od ciebie słabszy? — To była Plamka, siostra zawsze ratowała go z tarapatów. Stała, patrząc na nich i machając nerwowo ogonem.
— Ale ja się tylko z nim droczę — tłumaczył się pulchny kociak. — Prawda Kremiku?
— T-to nic takiego, jeszcze mnie nie połamał. — Nie umiał sprzeciwić się innym. Brat i tak zaraz powinien się znudzić, a on będzie mógł znów spokojnie oddychać.
Plamka już miała odgonić Piernika przy pomocy pazurków, jednak zapasy przerwał zapach pokarmu oraz głos dwunożnych stojących w drzwiach. Przy ich nogach była Kremówka. Trójka rodzeństwa w jednej chwili zerwała się na równe łapy i pobiegła na posiłek. Weszli do pomieszczenia, gdzie zazwyczaj jedli. Dziś dostali kawałki świeżego mięsa; były pełne smaku i soczyste, najedli się do syta.
Zazwyczaj po posiłku odpoczywali przez jakiś czas, a potem nadchodził czas na psoty. Tym razem było inaczej, dwunożni włożyli im łapy między kolorowe paski, zapieli je na plecach, a następnie wyprowadzili na dwór na długich sznurach. Chociaż śpiew ptaków powoli zanikał, kocięta i tak cieszyły się urokami zewnętrznego świata.
Plamka wyrwała naprzód, szukają najbliższej okazji, by się na coś wdrapać, Kremik starał się podążać jej tropem. Piernik niechętnie powłóczył łapami, trzymając się dwunożnych. Wolałby siedzieć w ciepłym posłaniu. Uważał, że może jest tu całkiem ładnie, ale wieje, są robale, podłoże jest nieprzyjemne dla łap, ogólnie mówiąc warunki uwłaczające jego godności. Kremówka szła spokojnym tempem, ciesząc się świeżym powietrzem.
— Chodźcie do mnie! — zawołała Plamka i pobiegła w kierunku pnia, wskakując na niego bez problemu i przysiadając na chwilę. Kremik poszedł za nią i usiadł pod pniakiem.
—Fujjj, trawa jest tu mokra — potrząsnął łapami z grymasem na pysku.
— Widzisz, nie warto zawsze się jej słuchać — powiedział lekko rozbawiony Piernik.
— To nic takiego — powiedział ciszej szylkret — Plamka na pewno nie chciała nic złego.
Nie mieli jednak czasu na przekomarzanie się, ponieważ ich opiekunowie już chcieli iść dalej.
Kociaki ganiały się ze sobą, turlały, uprawiały zapasy. To wbiegły pod jakiś krzak, to wskoczyły do jakiejś dziury. Ich matka korzystała z tego, że zajmują się same sobą i łapała promienie słońca. Dwunożni przyglądali się kocięcym zabawom, jednocześnie pilnując, aby nie wpakowały się w tarapaty. Mimo całej uwagi nie byli gotowi, na to, co się wydarzy.
— Patrzcie, motyl! — zawołał któryś z kotów.
— Jaki piękny! — odkrzyknął drugi.
— Kto pierwszy go złapie, ten wygrywa! — dodał ostatni z kociaków.
Młodziaki, niewiele myśląc, rzuciły się w pogoń za owadem. Dwunożni starali się je zahamować, Piernika udało się utrzymać. Jednak pozostała dwójka wyślizgnęła się z kolorowych pasków. Pobiegli przed siebie, nie zauważając tego, ani nie zwracając uwagi na nawoływania Kremówki i ludzkich opiekunów.
Kremik pędził, co sił w łapach, a ofiara wydawała się coraz bliżej. Zignorował cały otaczający go świat, jedyne, co widział to wielobarwne skrzydła owada. Prawie już go miał, gdy nagle znalazł się w zacienionym miejscu, gdzie trawa wciąż nie wyschła po ostatnim deszczu. Szykował się do skoku w stronę insekta. Nagle zabrakło mu ziemi pod łapami. Usłyszał tylko krótkie „Kremiku, Plamko, nieee”, poczuł przenikliwe zimno i otoczyła go ciemność.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz