Chmury przez noc zbierały się na niebie, by rano na tereny klanów mógł lunąć zimny deszcz, co niekoniecznie podobało się klanowym kotom. Kocur spał spokojnie w swoim legowisku, wtulony w miękkie rude futro brata, gdy na jego bury nos spadła pojedyncza, chłodna kropla wody, na co kocur wzdrygnął się lekko. Gdy jego nos kolejny raz stał się mokry, zmarszczył brwi. Czyżby aż tak wiało, że deszcz się dostawał przez wejście aż do jego legowiska? Tańcząca Łapa potrząsnął głową i strzepną ogonem, coraz bardziej się wybudzając ze snu. Orzechowe Futro pewnie niedługo wywlecze go na trening, a teraz miał jeszcze chwilkę czasu dla siebie. Może poszedłby odwiedzić Jeżyka? Nie, pewnie i tak będzie musiał wpaść do medyków po treningu. Po dłuższych rozterkach w końcu uznał, że uda się do kociarni. Nie miał ostatnio szansy bardziej poznać kociąt Czaplej Gwiazdy. A szkoda! Już dawno miał się specjalnie do nich wybrać, bo nareszcie umieją coś więcej niż się czołgać i ssać mleko Pylistego Świtu. Nawiasem mówiąc, to musi być dziwne doświadczenie tak mieć przyczepionego kociaka do siebie, nie? Będzie musiał porozmawiać o tym z Pyłkiem lub Pląsem. Kocur wstał w końcu ostrożnie, próbując nie zbudzić brata i poszedł do kociarni. Gdy tylko wszedł do środka, jak zwykle uderzył go słodki zapach mleka. W żłobku było dużo, bardzo DUŻO tych małych szkrabów. Za każdym razem ich ilość go delikatnie przytłaczała. Jakim cudem w tak krótkim czasie pojawiło się tyle maluchów? Melodyjka, Krówka, Storczyk, Cierń, Cętka, Burza, Słonik, Bluszczyk, Mniszek i Orlik - cała gromada, prawda? Dzieci Kwitnącej Polany miały już 5 księżyców, maluchy Pylistego Świtu prawie 3, a Koniczynki... no, tego niestety Taniec nie wiedział. Tańcząca Łapa powoli przemieścił się w pobliże Pylistego Świtu, uważając, by po drodze nie nadepnąć na żadnego brzdąca. Ostrożnie usadowił się blisko czarno-białej karmicielki i na powitanie otarł się delikatnie o jej policzek.
— Jejku, są już takie duże! — zamruczał, obserwując jak pocieszne kluski Czaplej Gwiazdy powoli do niego podpełzają. Słysząc wydawane przez nie dźwięki przypomniało mu się własne dzieciństwo - beztroskie, leniwie dni u boku Pląsającej Łapy, zabawy i harce z rodzeństwem... a teraz żyje w sumie jedynie treningiem i czasem spędzonym z rodziną i znajomymi. Nie żeby mu to przeszkadzało, ale jednak. Małego Burzę, Ciernia i Cętkę jeszcze tyle czeka w życiu! Zielonooki uczeń wzruszył się delikatnie przeżywanym momentem, co skutkowało zeszkleniem się ślepi.
— Wszystko dobrze? — zapytała kotka, widząc próbującego powstrzymać łezki Tańca.
— M-mhm. — odparł krótko bury, podciągając nosem. — Tylko... one są jeszcze takie malutkie i tyle je czeka w życiu. T-to takie niesamowite i wzru-wruszające... — wypluł w końcu syn Pląsu. Pyłek uśmiechnęła się na słowa młodego, mrucząc cicho.
— To prawda. Codziennie się zastanawiam, co z nich wyrośnie.... — karmicielka obdarzyła czułym spojrzeniem każde z swoich dzieci.
— Na pewno dzielni i wspaniali wojownicy. — wymruczał Tańcząca Łapa. Kocur poczuł, jak na jego łapy powoli wgramala się jeden z maluchów.
— Czeeeść. — miauknął radośnie bury, zniżając głowę by przyjrzeć się bliżej klusce.
< Któreś z kociaków Pyłka? >
Cętka zaklepuje.
OdpowiedzUsuń