BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Owocowym Lesie!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

26 czerwca 2017

Od Szkarłatnego Wichru C.D Nocka

- Hej, co ty tu robisz?
Widok obcego kociaka zaskoczył Szkarłatnego. Zwłaszcza, że kociak ewidentnie uciekał z terenów Klanu Burzy, chociaż intensywnie nim pachniał. Może o coś się posprzeczał z rodzeństwem? Gdy czarny jak smoła kociak nie odpowiedział, Szkarłatny ponowił pytanie.
- Co tutaj robisz, mały?
Zadał też drugie pytanie, ale już w myślach. Dlaczego wszystkie kociaki trafiają akurat na niego? Najpierw tamta samotniczka, teraz ten...
Kociak jednak wciąż nie odpowiadał, tylko skulił się w kłębek. Nagle, nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, pojawiła się kotka o niebieskiej sierści i błękitnych oczach. I bez słowa rzuciła się na Szkarłatnego. Kocur nie spodziewał się nagłego ataku, toteż został przygwożdżony do ziemi. Kotka nie była jednak od niego silniejsza, więc ten z łatwością ją zrzucił, a role się odwróciły. Wystarczył jeden ruch, a ostre kły przebiłyby gardło niebieskiej kotki. Wystarczyła jedna chwila, jedno uderzenie serca, a bezwładne ciało wojowniczki opadłoby na ziemię. Jednak ten moment nigdy nie nadszedł. Kotkę uratował ten mały, czarny kociak, który nagle skoczył Szkarłatnemu prosto na pysk. Kocica skorzystała z okazji i uwolniła się.
- Nocek! - krzyknęła
Szkarłatny bez większych problemów jednym ruchem zrzucił z siebie kociaka.
- Nocku, nie wygłupiaj się! Uciekaj! - krzyczała kotka
- Cichaj!
Szkarłatny przyglądał im się z rozbawieniem. Nie widział w nich większego zagrożenia.
- Miałaś szczęście - powiedział do kotki - ale nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale weszłaś właśnie na nie swój teren.
Kotka rozejrzała się niespokojnie, a młody kociak patrzył na nią z wyczekiwaniem.

< Nocek? A może Fiolet?>

Od Malinowej Gwiazdy

Sytuacja w klanie była napięta po ostatnich wydarzeniach. Obóz stał teraz prawie, że na bagnach, bo na każdym kroku pojawiały się kałuże, coraz to głębsze, bo deszcz w prawdzie nigdy nie przestawał padać co bardzo sprzyjało przeziębieniu. Każdego wieczoru rozmyślałam nad tym co powiedziała Srebrny Pysk na zgromadzeniu. Wiedziałam, że w tym może kryć się ziarenko prawdy, ale nawet gdyby była to klątwa, Klan Gwiazdy nie zesłałby jej na nas bez powodu. Te wszystkie myśli coraz bardziej mąciły mi w głowie, musiałam to wszystko rozwikłać, odgadnąć rozwiązanie zagadki. Powinnam... Oh, dlaczego na to nie wpadłam!
Szybko podniosłam głowę, przerywając poranną toaletę i spoglądając na niebo. Srebrna Skórka już zdążyła zniknąć i pojawi się dopiero wieczorem, ale wiedziałam, że moja rodzina i przyjaciele na mnie patrzą. Oni, by nie zgodzili się na to, żeby moje panowanie tak szybko dobiegło końca. Wskoczyłam na przewalony pień i zawołałam:
- Yghym... Nie-niech wszystkie koty umiejące polować zbiorą się pod przewalonym pniem! - Koty zaczęły przychodzić szepcząc coś do siebie, inne za to spoglądały na mnie ze zdziwieniem, a jeszcze inne niepewnie zaczynały siadać. Poczekałam aż zbiorą się możliwie wszystkie koty będące w obozie i dopiero po chwili zabrałam głos - Jak wszyscy mogli sobie zdać sprawę nastały ciężkie czasy dla Klanu Nocy. Nie posiadamy medyka, a pogoda nie sprzyja polowaniom.
Przez tłum przebiegł szmer szeptów, które sprawiły, że koty zaczęły z niepokojem poruszać ogonami. W końcu ponad wszystkie wyciągnęła głowę Srebrny Pysk. Jej oczy zabłyszczały z satysfakcją, jednakże jak reszta jej puchate futro było postawione na sztorc.
- Właśnie, każdy o tym już wie, Malinowa Gwiazdo! Nie wierzę, że zebrałaś nas tutaj, by ponownie się użalać.
- Cisza! - Uciszyłam tłum, a wszystkie oczy ponownie wlepiły się we mnie - Srebrny Pysku, oczywiście, że nie. Doskonale przemyślałam wszystko przez ten księżyc. Zwiększymy patrole i od dzisiaj nie będą chodzić w grupach po cztery koty, a po pięć. Ty za to Srebrny Pysku przestań buntować klan, a staraj się zapobiec śmierci i zaraz po zakończeniu zebrania poszukaj razem z kimś, jeszcze więcej medykamentów. - Spojrzałam w dół by zobaczyć jak na moje postanowienia zareagowali wojownicy. Większość kiwnęła głową, jedni z aprobatą, a inni z niechęcią. Nie czekając aż ktoś znowu przerwie ciszę, szybko dokończyłam moją wypowiedź - Gdy tylko przestanie padać wybiorę się do Księżycowej Zatoczki, razem z...Palącym Piorunem i Pszczelim Miodem. Może wtedy wszystko się wyjaśni... A przechodząc do trochę weselszej części...
Odchrząknęłam głośno i znacząco.
- Fiołkowa Łapo, wystąp! Ja, Malinowa Gwiazda, Przywódca Klanu Nocy wołam do naszych Przodków, by spojrzeli w dół na tego Terminatora. Ciężko trenował, by pojąć prawa Waszego szlachetnego kodu, a teraz nagrodzę go imieniem Wojownika. Fiołkowa Łapo, czy obiecujesz postępować zgodnie z Kodeksem Wojownika?
- Tak.
- A więc od dzisiaj, aż do zmienienia twojego imienia będziesz nosi miano Fiołkowy Podmuch.
 
<Palący Piorun? Pszczeli Miód? Psst, możecie opisać już drogę do Księżycowej Zatoczki i dajcie mi do dokończenia>

Od Mysiego Nosa

Zdawałoby się, że ten dzień był taki sam jak każdy inny. Powoli podniosłam powieki i ziewnęłam głośno, wyciągając głowę wystarczająco daleko, by wyglądnąć z legowiska. Słońce jeszcze nie wystawiło swojego nosa ponad drzewo, ale granatowe niebo powoli zaczynało błyszczeć złotą żółcią, truskawkową czerwienią i borówkowym błękitem. Powoli podniosłam się, wyciągając łapy przed siebie. To chyba najlepszy czas na poranne polowanko, rozglądnęłam się szukając dobrego kompana do polowania, jednak Lamparta nie było, a Jałowiec jeszcze spał. Oh, czyli dzisiaj muszę polować samotnie. Z resztą, nic nie szkodzi! To zawsze więcej czasu na rozmarzanie. Powoli wychyliłam nos poza miejsce spania i wciągnęłam nosem zapachy unoszące się po obozie. Między innymi były to zające i króliki, które leżą na stosie zdobyczy, a przynajmniej tak było wczoraj, bo do dzisiaj zostało tylko kilka myszy na stosie. Zaczęłam iść między tymi pięknymi zapachami w stronę wyjścia z obozu, czując coraz większą chęć upolowania jak największej ilości zwierzyny. W końcu, halo, przecież jest już pora nagich drzew i jak tylko spadnie pierwszy śnieg to wszystkie zwierzęta, na które poluje Klan Burzy pochowają się w norach. Przyśpieszyłam kroku by bardziej oddalić się od obozu i wtedy zaczaiłam się w wysokiej trawie. Wokół mnie krążyło wiele leśnych zapachów, jednak nie wyczuwałam żadnej zwierzyny, a jedynie unosząca się w górze śmierdząca woń, która pachniała jak mieszanka dwunożnych, zgniłych szczurów i krwi. Powoli zaczęłam iść tym tropem, który stawał się coraz bardziej świeży. Nagle przystanęłam, bo ślad tutaj stanął, ale zdawał się być świeży. Co to jest? Zaczęło latać czy co? I wtedy zobaczyłam między krzakami żółte oczy, które zamrugały kilka razy. Zrobiłam unik i drapnęłam to coś co na mnie skoczyło. Nie zastanawiałam się czy to dobre posunięcie, ale jedno było pewne - to nie burzowicz.
- Ejejej - Mruknęła postać dziwnie zachrypłym, ale i rozbawionym głosem. Szybko przeczesałam ją, a raczej jego wzrokiem. Wyglądał tak jakby został rozszarpany na kawałki i ktoś go później poskładał, bo prawie wszędzie miał szramy - Nie tak agresywnie.
- Wynocha.
Syknęłam, ignorują wcześniejsze słowa kocura. Nie wydawał się być nastawiony pozytywnie i w dodatku, o ironio, ten śmierdzący samotnik chciał mi przed chwilą odgryźć ucho. W dodatku to jej tereny, jej klanu, jej społeczności. Chyba, że...
- Mieszkałeś kiedyś w siedlisku koni? - Spytałam z nadzieją w głosie. Może on też tam mieszkał! Kocur prychnął głośno i zbliżył się do mnie bliżej.
- Nie mów, że wyglądam jak jeden z tych napchanych mysimi bobkami kotów!
Odsunęłam się w tył z grymasem na pyszczku i delikatnym zmieszaniem. Racja, nie wyglądał na takiego, ale był w końcu samotnikiem. Pewnie i tak mieszka w podobnych okolicach wyjadając zepsute jedzenie dwunogów. To wszystko zdradzał jego śmierdzący oddech. Miałam ochotę rzucić się na niego za to, że ignoruje moje ostrzeżenia, ale nigdy nie byłam dobra w walce z kimś... tak silnym. Moje ciało było zbudowane idealnie do łapania zająców.

<Halo, Szrama? Czy zgoda na napisanie do ciebie opka jeszcze aktualna? xD>

Od Kwiecistego Śpiewu CD Szkarłatnego Wichru

Otarła łapą oczy i spojrzała wciąż nieco rozmytym spojrzeniem na kocura. Chciała znowu się uśmiechnąć, ale bała się, że ten dziwny kocur zareaguje jeszcze gorzej, więc po prostu kiwnęła głową i zamruczała przez chwilę. Siedziała tak przez chwilę w ciszy, żeby się uspokoić.
- O-oczywiście. Przep-przepraszam, że tak się ro-rozpłakałam, j-ja po prostu wprawiłam cię w zakłopotanie i w-wiesz...
Kwiecisty Śpiew odwróciła się, nie chcąc patrzeć dla Szkarłatnego Wichru w oczy. Mimo, że to nie była jej wina, ona wręcz czuła się, jakby... jakby zawaliła wszystko. Jakby nie nakrzyczał na nią kot, ale jakby doprowadziła do śmierci tysiąca stworzeń, zniszczenia lasu i ogólnie rozdupcenia wszechświata. Pręgowana skuliła się i zaczęła wpatrywać się w opadające liście.
- C-czy lubisz Porę Opadających Liści? - mruknęła.
- Skąd to pytanie? - odpowiedział kocur.
- Jest to piękna, ale jednocześnie smutna pora. Tyle barw, ale jednocześnie te wszystkie liście odrywają się od drzew. Wiesz co się dzieje, kiedy liść odrywa się od gałęzi?
Kocur pokręcił przecząco głową.
- Ja też nie - westchnęła Kwiecisty Śpiew - Co, jeśli on umiera? Co, jeśli zachwycamy się śmiercią?
Szkarłatny Wicher spojrzał na nią dziwnie.
- Skąd te podejrzenia? - miauknął.
- Tak sądzę...
<Szkarli plz>

Od Szramy C.D Sowy

Gdy jego jednooka miłość, która przed chwilą chciała go wykastrować, teraz chciała go zgwałcić. W sumie, podnieciła go tym, więc również zaczął tańczyć makarenę w rytm walca. Poocierał się o nią, przy jej cudownym mruczeniu, aż w końcu przestał się pi^dolić i zaczął ją dymać jak te syjamkę wczoraj.

***

Po skończonym incydencie otarł się jeszcze raz o Sowę, a że ma dwubiegowość to mu p^zyjebała łapą w pysk i powiedziała, żeby poszedł do bachorów. Szrama niechętnie się zgodził.
- Dobra, gówniaki, nic mi się dzisiaj nie chce, więc... -zaczął tubalnym głosem.- Powalczymy sobie, znaczy wy to zrobicie.
Kocięta popatrzyły na siebie podekscytowane, a Widoczek aż się opluł. Jak na komendę zaczęły się nawalać, a szarawy kocur obserwował je, od czasu do czasu rzucając niewybredne uwagi, jak przykładowo ta.
- WAL JĄ, CEPIE, WAL! WIDOCZEK, MASZ JĄ NA WIDOKU, NIE PLUJ, TYLKO STRZEL JĄ RAZ, A PORZĄDNIE! SOWA, CO MY SPŁODZILIŚMY!
Przez darcie ryja postawnego kocura, jego jednooka partnerka postanowiła do niego podejść. Usiadła obok niego, a jej wzrok stał się rozmarzony. Westchnęła lekko, w tym momencie, jak Łasiczka walnęła tak Kryształkę, że aż biedna wyrąbała się w tył.
- Jak te gówniaki szybko dorastają... -miauknęła rozmarzonym tonem głosu, ponownie wzdychając.
Szrama ją otulił i rzucił jej spojrzenie ''bitch please, wiem, że tego chcesz''. Poruszył brwiami, przyciągając ją do siebie.

<< Mi amore, Sowa? >>

Od Milczącej Sadzawki C.D Lawendowego Płatka

Widziała, jak niebieskie ślepia Lawendowej Łapy błądzą po polanie okalanej księżycowym światłem. Uczennica na przemian oddychała szybko oraz wolno, wydając się na prawdę spanikowana. Czyżby się osądzała? To przecież taka podobna sytuacja, w której znalazła się mentorka zmarłej Księżycowej Łapy. Milcząca Sadzawka głęboko westchnęła, a lodowaty wieczorny wiatr natychmiast owiał jej płuca.
- Nigdy nie obwiniaj siebie za śmierć ukochanej osoby. -zaczęła zimnym tonem, a w jej oczach błyszczała nieskrywana złość.- To najgorsza głupota, jaką możesz w życiu zrobić.
Zauważyła, jak pyszczek uczennicy rozchyla się w wyrazie zdziwienia, jakby dostała cios pomiędzy ślepia. Przez chwilkę jej całe ciało drżało, nie wiadomo, czy z powodu emocji, czy zimna. Lecz zastępczyni Klanu Wilka już wstała z wilgotnej trawy i ruszyła w kierunku swojego zamszonego legowiska. Gdy już wygodnie się umościła, powieki same jej się zamknęły, po czym odpłynęła w krainę wiecznych snów.

/-/

Minęło kilka wschodów słońca od poważnej rozmowy z Lawendową Łapą.
Chociaż, teraz jest już wojowniczką, tak samo jak Borsuczy Gońca oraz Motyle Skrzydło. Była z niej dumna, ale nie dało się ukryć, że była w głębokiej żałobie po Księżycowej Łapie. Nadal ją kochała, nadal chciała, aby była wojowniczką. Zganiła siebie w duszy, przecież to już niemożliwe. Pora zająć się Klanem.
Wychodząc z ciepłego legowiska wojowników, niebieskawa kotka przeciągnęła się kilkakrotnie i poskromiła poskręcane futerko na klatce piersiowej. Jej ruchy języka były szybkie i energiczne, po co tracić piękny, chociaż chłodny dzień Pory Opadających Liści. Dosłownie kilka uderzeń serca po Milczącej Sadzawce, wyszedł Pustułkowy Dziób, darząc ją szczerym uśmiechem. Kotce serce miało wyskoczyć z piersi, lecz w miarę się opanowała i powitała go ciepłym miauknięciem i otarciem się o jego bok. Szarawy kocur odwzajemnił dotyk, po czym ruszył do stosu zwierzyny, aby wziąć coś na śniadanie. Krystalicznie niebieskie ślepia podążyły za ruchami postawnego kota, a zastępczyni Klanu Wilka siedziała, przypatrując się, jak Klan budzi się do życia. Wciągnęła do płuc chłodne, poranne powietrze, które dodało jej sił, więc kocica jeszcze raz się przeciągnęła i ruszyła rozbudzać pozostałe koty. Trzeba przecież wyznaczyć poranny patrol!
Wchodząc do legowiska wojowników, drugi raz tego dnia, uderzył ją podmuch ciepłego powietrza i na chwilę odebrał jej dech. Gdy serce zaczęło ponownie cicho pukać, a płuca działać, kotka trąciła łapą nowego wojownika, zwanego Borsuczym Gońcą. Kocur niechętnie podniósł łeb, a w jego oczach było widać zmęczenie po całonocnym czuwaniu.
- Borsuczy Gońco, poprowadzisz dzisiaj swój pierwszy patrol. -Milcząca Sadzawka zaczęła swoim nagannym tonem, który po chwili nabrał trochę żartobliwy ton.- Tak się złożyło, że poprowadzisz poranny patrol.
Młody kocur albo nie załapał tego jakże wyrafinowanego żartu, albo nie był w żartobliwym nastroju. Po prostu wstał, coś fuknął pod nosem i zahuczał basem:
- Więc biorę ze sobą Liliową Łodygę, Pustułkowego Dzioba oraz... -przez chwilę jego brwi spięły się w jednym miejscu, aż jego wzrok się rozmarzył.- Może Kwiecisty Śpiew?
Milcząca Sadzawka szybko skinęła niewielkim łebkiem, po czym zaczęła rozbudzać swoją przyjaciółkę. Biała kotka o pomarańczowych oczach powoli wstała, i wyszła z legowiska. Potem skierowała się do tunelu, gdzie czekała reszta patrolu.
- Lawendowy Płatku... -kocica zwróciła się do niebieskiej kotki, o jakże cętkowanej sierści.- Ruszysz ze mną na polowanie, chciałabym sprawdzić Twoje umiejętności.
Wojowniczka z namaszczeniem skinęła głową.

/-/

Lawendowy Płatek poruszała się niezwykle płynnie, lecz stanowczo. Widziała, jak przemykała przez krzewy, śledząc niczego nieświadomego nornika, który ciągle był w ruchu. Jednak teraz, przysiadła na tylnych łapkach, poruszył noskiem i przednimi łapkami począł się myć. Wyglądał niewinnie, był całkiem bezbronny. Krzew poruszył się, a gryzoń nadstawił małe uszko, cały drżąc z przerażenie, gotów do ucieczki. Niestety, nie zdążył, ponieważ młoda wojowniczka natychmiast na niego skoczyła i podcięła niewielkie gardło. Krew trysnęła na glebę, barwiąc ją na kolor ciemnoczerwony, a w powietrzu zaczął się unosić metaliczny zapach.
- Gratulacje, idzie Ci znakomicie. -pochwaliła ją szczerze niebieskawa zastępczyni, z podziwem.- Jednak, gdybyś w porę nie skoczyła, zdobycz by Ci uciekła. Wiesz dlaczego?
Młoda kotka zmarszczyła nosek, wyraźnie się zastanawiając. Wyglądała teraz jak nowo mianowana uczennica, więc niebieskawa kocica z trudem powstrzymała się, aby nie parsknąć śmiechem.
- Wiem! -rzekła po chwili, a jej oczy rozbłysły figlarnymi płomykami.- Wystartowałam za wcześnie, przez co piszczka mnie usłyszała, następnym razem nie popełnię tego błędu.
Milcząca Sadzawka pokiwała na znak zgody łbem. Jak ona wyrosła! Ciągle obserwowała ją uważnie, jej ruchy, pysk, budowę... Nie przypominała tego kociaka, którym była wcześniej. Po pierwsze i najważniejsze, urosła i wyładniała, a jej sierść przylgnęła bardziej do skóry, chociaż gdzie nie gdzie nadal była postrzępiona. Niebieskie oczy stały się trochę smutniejsze, ponieważ ciągle myślała o siostrze, chyba, że był jakiś inny, nieznany powód. Mimo oschłej postawy Milczącej Sadzawki, interesowały ją sprawy Klanu i starała się, aby każdy był szczęśliwy.
- Lawendowy Płatku... -zastępczyni Klanu Wilka poczuła narastającą gulę w gardle.
- Hę? -młoda kotka zwróciła do Milczącej Sadzawki swe ślepia, w których pojawiła się nuta niepokoju.- Coś się stało?
Milcząca Sadzawka gestem nakazała jej ruszyć za nią. Lawendowy Płatek bez słowa sprzeciwu ruszyła za zastępczynią, aż doszły do ostro zakończonej skały, przypominającej klif. Obie kotki usiadły na krańcu tejże skały, owijając ogony wokół przednich łap.
W oczach Milczącej Sadzawki pojawiły się łzy, chociaż przemawiała lodowatym tonem.
- Chciałam, chciałam... -zaczęła, trochę się jąkając.- Porozmawiać o Księżycowej Łapie...
Lawendowy Płatek zamknęła ślepia, zapewne w uczuciu bólu.

<< Lawendowy Płatku? >>

Od Szkarłatnego Wichru CD Kwiecistego Śpiewu

Był piękny, pochmurny dzień. Wszystko wskazywało na to, że lada moment lunie deszcz. Nie było to jednak niczym niezwykłym, gdyż powoli żółkniejące liście zwiastowały rozpoczynającą się Porę Upadających Liści.
W Klanie ciągle coś się działo, różne tragedie, Srebrny Pysk uważała nawet że to klątwa narzucona przez Gwiezdny Klan. Wszczęła bunt. Ciągle było coś do roboty, to ciągłe patrole, to polowania. Szkarłatny z trudem znajdował wolny czas. Gdy już mu się to udało postanowił pójść się przejść pod Wielkie Drzewo. Gdy tam dotarł zauważył siedzącą kotkę, która chyba coś mówiła. Gdy go dostrzegła powiedziała przyjaźnie.
- J-jestem Kwiecisty Śpiew, a ty? Jak ci mija dzień?
Trochę zdziwiła go ta nagła serdeczność, zwłaszcza, że kotka nie należała do jego Klanu. Nim zdążył się pamiętać z jego pyska wyleciały słowa w nieprzyjemnym tonie:
- Jestem Szkarłatny Wicher i chyba tyle informacji ci wystarczy.
Reakcja kotki bardzo go zaskoczyła.
- Och, j-ja przepraszam, n-nie chcia... nie chciałam ciebie urazić ani zdenerwować, n-naprawdę, u-uwierz mi!
Chwilę po tych słowach Szkarłatny dostrzegł łzy w jej oczach, a ona sama zaczęła cicho chlipać.
- Eej, nie rozklejaj mi się tu!
Co ja takiego powiedziałem, pomyślał.
Jak tak się jej przyglądał, to kotka wydawała mu się nawet ładna. Wciąż nie wiedząc co zrobić, trochę zdezorientowany, podszedł do wojowniczki.
- Już dobrze, już dobrze - smagnął ją ogonem.

<Kwiatku? Tak na szybko i na krótko D:>

25 czerwca 2017

Od Porannej Łani

Poranna Łania była w klanie od niedawna a już czuła panującą tu napiętą atmosferę. Wiele kotów zginęło, w bardzo krótkim czasie co dziwne. Jakby Gwiezdni uwzięli się akurat na nich. Mimo to kotka nie miała zamiaru zaprzątać tym sobie głowy, była tu po to aby znaleźć nowy dom i nawet Klan Gwiazd jej w tym nie przeszkodzi. Wstała ze swego posłania i przeciągnęła się z gracją ziewając potężnie. Usłyszała ciche chrupnięcie w kościach, jak co rano. Potrząsnęła łebkiem i wyszła z legowiska wojowników nie oglądając się do tyłu. Zmierzyła od razu do stosu ze zwierzyną. Wychodziła z założenia, że na głodnego nie ma co się rzucać do akcji, najpierw trzeba uzupełnić siły. Wybrała średniej wielkości rybę i usiadła nieopodal miejsca spoczynku innych wojowników. Liczyła na to, że ktoś jeszcze wyjdzie. W obozie panował już ruch, kotka zauważyła jak Złota Łuska przemykała przez polankę zmierzając w stronę wyjścia. Czekali na nią Gepardzie Futro oraz Palący Piorun. Cała trójka po chwili wyszła na poranny patrol. Uwadze Porannej Łani nie umknęła też Srebrny Pysk która wyglądała naprawdę pięknie w porannych promieniach słońca. Jej futro wręcz świeciło pełnym blaskiem, malował się obraz dumnej, surowej, lecz sprawiedliwej kotki. Zaraz obok pojawił się Wrzosowa Łapa. Jego wiecznie naburmuszony psyk idealnie pasował do wyrazu twarzy jego mentorki, oboje byli dość skwarzeni, mimo tego cieszyli się ze swojej obecności. Poranna Łania skończyła posiłek oblizując pysk z resztek. Kawałek ryby utknął jej między kłami, doprowadzało ją to do szaleństwa.
- Tego nie było w planie…- syknęła sama do siebie bardzo cicho usiłując językiem wydobyć małe cholerstwo. Kiedy się jej nie udało stwierdziła, że wypłucze to wodą po czym skierowała się na polowanie. Za cel obrała sobie dwie piękne ryby oraz mysz. Wiedziała, że w tejże porze roku mogą zacząć się trudności z łowieniem, jednak nie przejęła się tym zbytnio, uznała iż będzie to dobra rozgrzewka przed Porą Nagich Drzew. Od razu skierowała swe kroki nad rzekę. Przechodząc przez lasek starała się zapamiętać każdy jego szczegół aby nigdy się nie zgubić, najbardziej nie chciałaby tego w nocy. Cieszył ją fakt, że rzeka znajdowała się niedaleko, wręcz słyszała jej szum.
W kilka chwil znalazła się przy niej. Stanęła nad brzegiem i zaczęła wypatrywać potencjalną zdobycz. Musiała być naprawdę spokojna i nawet na chwilę nie mogła odlecieć gdzieś w krainę marzeń i snów. Gapiła się więc w wodę oddychając płytko. Po dość długim czekaniu w końcu nadeszła upragniona chwila. Kotka uderzyła w wodę, a czując jak jej pazury zahaczają o jakąś śliską rzecz, wyjęła łapę jak najszybciej. Złapała rybę w zęby pozbawiając ją ostatecznie życia. Odrzuciła ją na bok i zaczaiła się na kolejną.
Ku jej wielkiemu niezadowoleniu kolejna szansa nadeszła bardzo późno, więc Poranna Łania musiała już wracać. Mimo iż łowy nie były najgorsze jak na ten czas, nadal nie zadowalały ją. Nie złapała upragnionej myszy. Naburmuszona rzuciła oślizłe ryby na stos i z fuknięciem odwróciła się od nich. Nie była kompletnie z siebie dumna, a to coś nowego w jej przypadku. Cieszył ją jedynie fakt, że ten nieznośny kawałek śniadania został usunięty. Przyszedł czas na dzielenie języków. Kotka nadal była zła, więc nie miała zamiaru być ostrożna. Jeżeli jakiś kot złapał kleszcza, lepiej aby się przygotował na bolesne usuwanie. Poranna Łania rozejrzała się po obozie, praktycznie każdy już był czymś zajęty, albo sobą, albo kimś. Nagle jej uwagę przykuł śnieżnobiały kot w ciemne pręgi. Spoglądał na świat z dziwnym znudzeniem w oczach. Łaciatej kotce zdawało się, że jeszcze go nie poznała. Podeszła do niego z uniesionym ogonem i ślicznym uśmiechem wypisanym na pysku. Od razu zwróciła jego uwagę, kocur wlepił w nią swe ślepia.
- Witaj, chyba się jeszcze nie znamy- zaczęła przyjacielsko kotka.
- Raczej nie, zapamiętałbym ciebie- odpowiedział jej nieznajomy z uśmiechem- jestem Szkarłatny Wicher, a ty?
- Poranna Łania, nowy nabytek klanu- przedstawiła się żartobliwie mrugając w jego- nie ukrywam, chciałabym się zapoznać. Pozwolisz, że podzielę z tobą języki?
- Raczej nie mam nic przeciwko- wymruczał kocur nadstawiając kark- z grzeczności pozwolę ci zacząć.
Poranna Łania westchnęła cicho i zabrała się do roboty. Ku jej uldze, kocur nie był brudny. Jego sierść była jasnego koloru, więc od razu było wiadomo czy w ogóle miała sobie nim zaprzątać głowę, czy też nie. Powolnymi liźnięciami oczyściła jego futro. W jego towarzystwie szybko się uspokoiła zapominając o fatalnych łowach. Gdy dotarła do miejsca za jego uchem usłyszała ciche mruczenie które wydawał kocur. Przynajmniej dla niej wydało się to zabawne więc typowym dla niej odruchem był śmiech. Szkarłatny Wicher słysząc reakcję towarzyszki odwrócił się do niej i z uśmiechem zapytał:
- A co cię tak bawi? Mam coś za uszami?
- Nie skądże, jesteś bardziej zadbany niż połowa kotów przeze mnie spotkanych- odpowiedziała mu w żartobliwy sposób- po prostu zacząłeś mruczeć.
- Nic dziwnego jak było tak przyjemnie- ostatnie słowo kocur mocno przeciągnął zniżając głos do cichego pomruku. Poranna Łania skinęła łebkiem sama nadstawiając kark.
- Zatem i ja czekam na miły gest- zachęciła go skinieniem ogona kotka lekko przymykając powieki.

<<Szkarłatny? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>>

Anu, kochanie, "przynajmniej" i "bynajmniej" brzmią podobnie, ale nie znaczą tego samego.

Od Miętka CD Smołka

Rudy kociak jeszcze nic nie widział, ale za to słyszał. Słyszał słowa, których nie rozumiał. Miętek na razie nie chciał ich rozumieć. Dla niego liczyło się tylko to, że jest blisko mamy i brata i że jest mu ciepło oraz mam mleko. Po chwili jednak mleko oddaliło się od malca, więc czołgał się w jego kierunku. Jednak coś mu pomogło, a tym czymś była jego mama. Po chwili rudy kocurek znów pił mleko. Po jakimś czasie kocurek już najedzony poszedł spać.
***
Następnego dnia miało się stać coś wspaniałego. Miętek już to wiedział- wiedział, że przyszedł już jego czas. Po porannym karmieniu stało się to, co się stać musiało. Miętek otworzył oczy. Rudy kocurek w końcu zobaczył ten zarówno piękny, jak i czasami niesprawiedliwy świat. W końcu zobaczył sierść swojego brata oraz ciepłą, jasnorudą sierść swojej mamy, która dawała mu i jemu bratu mleko. Miętek pisnął cicho, chcąc powiedzieć: Patrzcie, już otworzyłem oczy! Piaskowa Mgła spojrzała na swojego drugiego syna i polizała go czule. Teraz Miętek mógł robić więcej rzeczy, więc delikatnie trącił swojego brata.

<Smołek?>

Od Kwiecistego Śpiewu

Pręgowana kotka stała obok wielkiego, majestatycznego drzewa. Od czasu spotkania z uczniem z Klanu Nocy, wolała tutaj nie chodzić, ale w końcu ciekawość wzięła górę. Teraz przechadzała się między kępkami trawy i obserwowała opadające liście. Lubiła Porę Opadających Liści, głównie dlatego, że była jedną z tych najbarwniejszych. Była na neutralnym terytorium, więc nie musiała obawiać się ataku... prawda? W pewnym momencie ujrzała między krzakami jakiś ruch. Uniosła ogon do góry, po czym podeszła do zarośli.
- Halo? J-jest tam kto? - miauknęła.
Po krótkiej chwili spomiędzy roślin wyłonił się biały, żółtooki kocur w szare pręgi. Nie wyglądał na przyjaźnie nastawionego, ale nie wyglądał też na wroga. Ruda kotka kiwnęła mu głową na powitanie i usiadła, uśmiechając się delikatnie.
- J-jestem Kwiecisty Śpiew, a ty? Jak ci mija dzień?
Nieznajomy wydał się być nieco zaskoczony tymi słowami. Och, czy już naprawdę kiedy widzi się obcego, trzeba spodziewać się ataku? Mimo to, uniósł lekko kąciki pyska i odpowiedział:
- Mam na imię Szkarłatny Wicher, i chyba tyle informacji ci wystarczy - syknął, a jego dobry humor nagle gdzieś prysł.
Kwiecista cofnęła uszy i głowę. Czy naprawdę, nawet przyjazne powitanie musi skutkować walką?
- Och, j-ja przepraszam, n-nie chcia... nie chciałam ciebie urazić ani zdenerwować, n-naprawdę, u-uwierz mi! - zaczęła jąkać się Kwiatek, nieco przestraszona i smutna. Ona chciała tylko kogoś poznać, a wyszło jak wyszło...
<Szkarłatny?>