Niebieskawa kocica uważnie obserwowała ruchy ucznia. Fakt, był silny, ba!, bardzo silny i tutaj miał przewagę. Lecz ona była zwinniejsza i szybsza, oraz już wyszkolona i doświadczona. Powoli jednak ta cała walka zaczęła ją męczyć i wolała szybko skończyć z tym zadziornym terminatorem. Mrużąc ślepia, przysiadła do pozycji łowieckiej, kilkakrotnie uderzyła chudym ogonem o grunt, wzbijając przy tym tumany kurzu. Czekoladowy młody kocur spojrzał się na nią uważnie i napiął swoje niewyćwiczone jeszcze mięśnie. Był skupiony, czekał na jej pierwszy krok, aby móc się obronić, albo uciec. Widać jednak, że po kilku uderzeniach serca zaczął się niecierpliwić, aż w końcu z dzikim sykiem rzucił się na Milczącą Sadzawkę. Wojowniczka odskoczyła w tył, lecz zbyt późno i poczuła piekący ból na lewym poliku. Przymknęła zdenerwowana oczy i agresywnie rzuciła się na ucznia. Chwilę się szamotali, a czekoladowy samczyk nie śmiał przegrać. Drapał ją tylnymi łapami w brzuch, a ona odwdzięczała się dwa razy mocniej, strzelając przednimi łapami w jego pysk. Czuła, jak nacisk jego łapek się zmniejsza, więc ugryzła go mocno w ucho. Miauknął cicho i szybko wyrwał się kotce, łapczywie chwytając duże łyki powietrza. Korzystając z chwili spokoju, wojowniczka zaczęła energicznie wylizywać sobie sierść na piersi. Jednak patrzy uważnie swoimi krystalicznie niebieskimi oczami na kocura, spodziewając się po nim kontrataku. Siedział, cały spocony, dyszący i brudny od kurzu i pyłu, potrząsał niecierpliwie łebkiem, strząsając płynącą po jego pyszczku strużkę szkarłatnej cieczy. Kropelka krwi spadła przy jego przednich łapach, a jego oddech się uspokoił. W końcu niebieskawa wojowniczka dumnie usiadła, podniosła lewą brew i owinęła schludnie wokół swoich łap długi ogon. Spytała, z figlarnym błyskiem w ślepiu:
-Nie tak łatwo pokonać wojownika Klanu Wilka, prawda?
Terminator tylko na nią fuknął i próbował powstać. Nie udało się, więc ponowił próbę, a Milcząca Sadzawka obserwowała go z rosnącym niepokojem. Podeszła do niego i uważnie obserwowała każdy jego ruch. Wydawało jej się, że mógł sobie uszkodzić łapę podczas tej niby walki i biegu przez chaszcze, więc przysunęła się do niego i zagadnęła:
-Chodź ze mną, medyk Ci pomoże. W tym stanie nie możesz wrócić do swojego obozu.
Czekoladowy samczyk spojrzał na nią, jakby opowiedziała wyborny żart. Najpierw na jego pysku pojawił się szok i niedowierzenie, a później to ustąpiło miejsca śmiechu. Począł dosłownie rechotać się na cały głos. Milcząca Sadzawka już chciała wziąć go za kark, nie wydawał jej się za ciężki, aż nagle poczuła piekący ból na oku.
-Aaagrh! Moje oko! -wrzasnęła kotka, automatycznie kładąc się na ziemi i lewą łapą zaczęła pocierać podrapane miejsce.
Uczeń uśmiechnął się, co wojowniczka zauważyła jednym okiem, a następnie pochylił się lekko nad nią i odparł:
-Raczej wojownicy Klanu Wilka są bardzo naiwni.
Kocica ledwo co uniosła łapę, gotową do strzelenia zadufanego w sobie kota, a on już zniknął w zaroślach. ''Tchórz'' -wypluła w myślach kotka. Wstała, ciut zbyt chwiejnie i ruszyła w kierunku obozu, mając zamiar zdać raport liderce. Mrugając ciągle rannym ślepiem, ruszyła truchtem, lecz ciągle czuła obok siebie zapach czekoladowego kota. Bała się, że doprowadzi go do obozu, a w jej łebku uknuł się znakomity plan. Skręciła w stronę terenów Klanu Nocy, przyśpieszając. Dosłownie sunęła długimi susami przez zarośla, omijała drzewa i uważała na czającego się w krzakach kocura. W duchu śmiała się z jego nie wiedzy, ale przynajmniej wskaże mu drogę do domu. Po pewnym czasie zatrzymała się przy granicy Klanu Wilka i czekała na najmniejszy szelest wskazujący przybycie terminatora. Kilkadziesiąt uderzeń serca, po czym z krzewów wypełzł czekoladowy młody samiec i splunął szybko na kocicę, kuśtykając, usiłował przekroczyć granicę. Niebieskawa z jednak z łatwością przyszpiliła go do gleby i wysyczała:
-Jeszcze jeden taki numer, a Klan Nocy może nie spodziewać się od nas pomocy. -powiedziała lodowatym i wręcz nagannym tonem, po czym z uśmiechem dodała.- Pozdrów Płomienną Pręgę i Malinową Gwiazdę.
Czekała na reakcję ucznia, wciąż z tym zastygającym, ciepłym uśmiechem na pysku.
(Wrzosowa Łapo?)