BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

20 maja 2017

Od Kruczego Wąsa CD Piaskowej Mgły

Patrol przebiegał bez zbędnych problemów. Wiosenne słońce grzało, a lekki wiatr poruszał koronami drzew. Polne kwiaty roznosiły gryzący, ale jednocześnie przyjemny zapach. Razem z dwoma wojowniczkami podążaliśmy już dawno wydeptaną przez inne koty ścieżką. Obok mnie z gracją stąpała Piaszczysta Mgła. Za nami bez słowa szła Wilcze Futerko. Widziałem jak co kilka uderzeń serca starsza kotka spogląda na mnie. Próbowałem się skupić na patrolu, jednak rozpraszało mnie to. Dość niezręczną cisze przerwał głos córki Onyksowej Gwiazdy.
- Nie wiem jak to powiedzieć... - zaczęło niepewnie kotka. Spojrzałem nią pytająco, na pyszczku wojowniczki zawitał szerszy uśmiech. Po chwili znów otworzyła go, żeby coś powiedzieć -  Ciesze się, że jestem tutaj, z Tobą.
Kiedy skończyła mówić ostatnie słowo podeszła bliżej mnie delikatnie ocierając się o moje kruczoczarne futro. Była tak blisko, że mogłem usłyszeć przyśpieszone bicie jej serca. Poczułem się okropnie, mimo, że było mi przyjemnie kiedy obok ktoś jest. Czy rozkochałem w sobie Piaszczystą Mgłę? Jak mam jej teraz powiedzieć, że nie potrafię z nią być? Nie mogę tego przeciągać, kiedy skończymy patrol odeśle Wilcze Futerko do obozu. Chce to załatwić teraz, tam będzie za dużo kotów. 
~*~

Kiedy w końcu pręgowany ogon zniknął za krzakiem, usiadłem na kłującej trawie. Piaszczysta Mgła pewnie czekała na moje wyznanie miłości, jednak wyraz mojego pyska wskazywał na coś innego. Nie wiedziałem jak mam rozpocząć te rozmowę, to było trudne. Nawet jeśli od czasu kiedy tutaj szliśmy układałem sobie całą moją wypowiedź, nie były one idealne. Chciałem, żeby zabrzmiało to mądrze, jednak chyba to tak nie wyjdzie. Przełknąłem ślinę i odchrząknąłem. 
- Piaszczysta Mgło, nie wiem jak mam to powiedzieć, ale nie odwzajemniam twoich uczuć. Zbliżyliśmy się do siebie, nawet bardzo. Jednak dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że ja tak na prawdę nie potrafię kochać innego kota w ten sposób. To dla mnie za wiele. Wiem, że chcesz ratować swoją krew, ja mogę ci pomóc jedynie w tym. Jednak nie będzie między nami nic więcej, a jeśli chcesz kociaki nigdy nie muszą wiedzieć kto jest ich ojcem. 

<Piaszczysta Mgło? Eh... Ale shit wyszedł. Pomysł był, ale z wykonaniem było gorzej>

Od Milczącej Sadzawki C.D Motyla

Milcząca Sadzawka odwróciła łeb w stronę kociaka. Stał nieśmiało, z łapami skierowanymi do środka i spuścił głowę, patrząc na swoje łapki. Czarno-białe futro odbijało promienie słońca, a oczy lśniły, jakby chciał się rozpłakać. Kotka zlustrowała go uważnym i lodowatym spojrzeniem, podeszła do niego i liznęła go czule w ucho. Młody kocur napiął się pod jej dotykiem, lecz rozluźnił się po chwili i zaczął cicho mruczeć. Niebieskawa kocica uśmiechnęła się pod nosem i odparła:
-Ruszajmy więc.
Droga do obozu minęła im w milczeniu. Czasem Motyl zadał jakieś pytanie o życiu klanowym, a wojowniczka rzucała krótkie i zwięzłe odpowiedzi. Wkrótce czarno-biały kociak zaprzestał rozmowy i próbował dotrzymać kroku nowej towarzyszce. Ta nie zwracała na niego uwagi, podnosiła wysoko łapy, wyciągała krok, aby dotrzeć na popołudniowy patrol. Kątem oka jednak, uważnie obserwowała kocura, i zdziwiła się, że w ogóle się nie zmęczył. Rozglądał się trochę smutnym i mętnym wzrokiem, czasem zdarzyło mu się potknąć o własne łapy czy wystający korzeń, ale zawsze był tuż obok Milczącej Sadzawki. Trzeba przyznać, zaimponował jej tą kondycją. Pewnie Wilcza Dusza zadbała o trening wytrzymałościowy tych kociąt, szepnęła do siebie w duchu. Jakby na zawołanie, w jej krystalicznie niebieski ślepiach błysnęły łzy. Kocica powstrzymała je nagłym trząchnięciem łba i zganiła siebie w duchu. Żadnych uczuć, od teraz tak masz żyć.
-
Kiedy oba koty przechodziły przez tunel z kolcolistu, jak na zawołanie, zostały otoczone przez wojowników. Wojowników zwabił zapach nowej zastępczyni oraz obcego kota, zapewne samotnika, do tego dość młodego. Co niektórzy zmarszczyli pyski i zaczęli syczeć coś do siebie niecierpliwie, trzaskały ogonami i wyszczerzały zęby. Sosnowy Ogon położyła uszy po sobie, przewróciła ślepiami i syknęła do Milczącej Sadzawki:
-I co, hm? Kolejne przybłędy przyprowadzasz?
Niebieskawa zastępczyni zgromiła ją lodowatym spojrzeniem, ale nic nie odpowiedziała. Szkoda strzępić języka na takie zawistne kotki jak ta. Trzeba przyznać, była dobrą wojowniczką, tylko że bardzo zarozumiałą i arogancką. Motyl skulił się pod naporem tych obelg, syknięć, ale Milcząca Sadzawka dotknęła nosem jego czarno-białego boku. Posłała mu krzepiące spojrzenie i miauknięciem nakazała przeć dalej. Jeden szybki skok, szybki oddech i weszła do legowiska Miodowej Gwiazdy. Liderka Klanu Wilka leżała na boku, pogrążona we własnych, zapewne smutnych, myślach i nawet nie zauważyła wejścia kotów. Patrzyła w ciemną ścianę trzymającą swoje legowisko i poruszyła się delikatnie. Dopiero wtedy dotarł do niej zapach swojej nowej zastępczyni i... jakiegoś samotnika. Tak przynajmniej stwierdziła, poruszając barkami. Sapiąc, wstała do pozycji siedzącej i miauknęła cichym i słabym głosikiem:
-Milcząca Sadzawko...? Kto to...?
-To Motyl. Chce dołączyć do Klanu, może zostać uczniem. -Milcząca Sadzawka zwiesiła łeb, chociaż jej głos był przejęty.
W mroku legowiska dosłyszała głębokie westchnienie należące do złocistej kotki. Po chwili zadumy usłyszała:
-Rób co chcesz, mnie to nie obchodzi.
Ta wiadomość uderzyła w niebieskawą, jakby ktoś sprzedał jej bolesnego policzka. Skuliła się i wyszeptała:
-A co z ceremonią mianowania?
Miodowa Gwiazda syknęła już zniecierpliwiona:
-Wieczorem.
Po tych słowach, ogonem dała sygnał, aby dwa koty wyszły. Motyl był rozemocjonowany, chociaż wzrok miał mętny. Kotka odważyła się zapytać:
-Jak się czujesz?
(Motyl?)

Od Spadającego Liścia CD Kruczego Wąsa

Spadający Liść zaprzestał wylizywania łapy, rzucając ostre spojrzenie żółtookiemu. To, co on powiedział, bardzo mu się nie spodobało. Zmrużył oczy, po czym uderzył ogonem o mech na którym leżał.
- Takie pasożyty zasługują na śmierć - osądził już martwą kotkę. - Żerują na klanie, a gdy on przeżywa chwile słabości to uciekają jak tchórz - splunął tuż przed swoje łapy.
- Skąd taki wniosek? - odparł Kruczy Wąs.
- Widziałem strach w jej oczach, jak się zakradała, żeby nikt jej nie zauważył. Była na terenach niczyich i ewidentnie podążała w stronę naszego obozu - tłumaczył, być może lekko naginając prawdę. - Gdybym jej nie powstrzymał ta... Ta kanalia mogłaby dołączyć do nas! - syknął z nienawiścią, a jego oczy płonęły gniewem. - Powinieneś mi dziękować, a nie osądzać.
- Morderstwo nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. Nie mogłeś być pewny tego, co chciała zrobić - powiedział zastępca, a w jego głosie był dziwny spokój.
- Nie pouczaj mnie jak małego kociaka - zażądał Spadający Liść, albowiem miał już dość tego całego pacyfistycznego nastawienia do życia ze strony Kruczego Wąsa.
- To i tak nie zmienia faktu, że jesteś zbyt agresywny. Nie chcemy wojny z innymi klanami, a ty takimi 'błahostkami' - podkreślił. - możesz takową spowodować. Myśl nad skutkami swych czynów.
- Prócz ciebie nikt nie ma temu nic przeciwko, nawet Agrestowa Gwiazda. Może to ty powinieneś przemyśleć swoje zachowanie?
- Przywódca może zaakceptował twój pierwszy wybryk, lecz drugiego z pewnością nie przepuści od tak. Niestety chyba na własnym futrze będziesz się musiał przekonać o konsekwencjach niesionych przez morderstwa... Bynajmniej wieczny pobyt w Miejscu, gdzie brak gwiazd. Właśnie tam trafiają takie koty jak ty! - powiedział już z uniesionym tonem, tracąc nieco cierpliwość.
- Nie obchodzi mnie to. Liczy się dla mnie teraźniejszość - odparł z kpiną. - Tylko ty nie umiesz dostrzec tego, że chcę dobra Klanu Klifu.
Nastąpiła chwilowa cisza, którą postanowił przerwać Spadający Liść poruszając kolejny temat.
- A co do Borsuczej Łapy... Nie mówiłem nic liderowi o tym, że jest gotowy na otrzymanie wojowniczego imienia. Nie raportowałem w ogóle postępów treningu, więc nie rozumiem, skąd tak nagle otrzymał rangę wojownika. Rozumiem, że jest w odpowiednim wieku na awans, lecz wypadałoby to pierw skonsultować ze mną - wyznał z wyrzutami i pretensją.

<Kruczy Wąsie?>

19 maja 2017

Od Liliowej Łodygi C.D Milczącej Sadzawki

Biała kotka wtuliła się w futro Milczącej Sadzawki. Z trudem było jej utrzymywać gniew na kogoś tak bliskiego jej sercu. Zamruczała głośno, ocierając się o bark przyjaciółki. Błękitnooka wojowniczka była kimś, komu Liliowa Łodyga bezgranicznie ufała. Czuła do niej większą sympatię niż do kogokolwiek innego. Więź tą można było nawet nazwać pewnego rodzaju miłością... Choć nie taką romantyczną, a przyjacielską. Pomarańczowooka odkleiła się od towarzyszki, po czym spojrzała wprost na jej niebieski pyszczek, na którym widniał szeroki uśmiech.
- Ja też nie powinnam się tak agresywnie zachować... Przepraszam - wyznała z lekkim żalem.
- Rozumiem, że to dla ciebie drażliwy temat. Nie musisz przepraszać - odparła Milcząca Sadzawka, a następnie czule polizała przyjaciółkę po poliku, na co ta tylko głośniej zamruczała i ponownie wtuliła się w towarzyszkę.

Minęły dwa księżyce od tamtego wydarzenia. Milcząca Sadzawka została zastępczynią, co niezmiernie ucieszyło, a także zachwyciło Liliową Łodygę. W tym jednym wyborze biała kotka poparła swą matkę. A może po prostu miała lekkie zaćmienie przez chorobę? Nie wiadomo, lecz nawet jeśli to było to zbawienie od Gwiezdnych.
Nad rankiem Liliowa Łodyga oznajmiła Lawendowej Łapie, że poćwiczą walkę. Mentorka wybrała w tym celu polankę blisko granicy z Klanem Burzy, albowiem tam i ona trenowała z Sosnowym Ogonem. Po drodze wojowniczka wyjaśniła młodej wszystkie reguły kodeksu oraz dokładnie omówiła z nią rangi, które można piastować w klanie. Z niechęcią mówiła o medyku, dlatego o nim było najkrócej. Dotarłszy do celu, Liliowa Łodyga spojrzała na Lawendową Łapę z lekkim zakłopotaniem. Nie lubiła przemocy, lecz wiedziała, że to konieczne. Starała się nie stosować sparingów, tylko treningu polegającego głównie na zwinności i szybkości.
- No dobrze. Zacznijmy od tego, w jaki sposób możemy zdezorientować przeciwnika. Masz jakiś pomysł jak otoczenie może sprzyjać ci w walce? - zagaiła.
Liliowej Łodydze chodziło głównie o takie typowe czynności jak wślizg pod brzuch wroga po błocie czy oślepienie piaskiem. Jeśli uczennica nie miała żadnej wiedzy na ten temat- mentorka ją bardzo szybko uzupełni.

<Lawendowa Łapo?>

Od Kaczej Łapy do Lisiej Duszy

Kacza Łapa leżała właśnie w legowisku. Myjąc swe buro-białe futerko myślała o tym, co dzisiaj mogłaby zrobić. Lisia Dusza zaprezentowała jej sztukę polowania... Może sama spróbowałaby swych sił tego dnia? Oczywiście uprzednio spytałaby o pozwolenie swojej mentorki, aby nie doszło do jakichś nieporozumień. Kaczuszka wolała nie mieć problemów, tym bardziej, że nie urodziła się w Klanie Klifu, co z góry utrudniało jej zaaklimatyzowanie się tutaj. Na szczęście większość kotów ciepło przyjęła koteczkę, co było dla niej niejakim zbawieniem. W pewnym momencie terminatorkę z zamyśleń wyrwał głos rudej wojowniczki. Przez pierwsze kilka uderzeń serca uczennica była zdziwiona, lecz uświadomiwszy sobie kto przed nią stoi, uśmiechnęła się szeroko. Skinęła lekko głową, aby przywitać Lisią Duszę. Pomimo tego, że nie znały się za długo, Kacza Łapa darzyła tą wojowniczkę wielkim szacunkiem.
- Miło mi z tego powodu. - zamruczała w odpowiedzi rozbawiona kotka.
- Proponuję spacer po klifach. Zgadasz się? - zaproponowała mentorka, na co jej uczennica miauknęła z aprobatą.
~ ~ ~
Lisia Dusza wraz z Kaczą Łapą bardzo szybko dotarły do miejsca, które obrały sobie za cel. Ich podróż przebiegła bardzo przyjemnie, ponieważ kotki nieustannie toczyły konwersację o rangach, kodeksie i ogólnych informacjach o klanach. Niebiesko-brązowe oczy terminatorki zaiskrzyły podekscytowaniem oraz ciekawością, kiedy doszły do klifów, albowiem nigdy jeszcze tutaj nie była, a widok z wzniesienia był po prostu niesamowity! Rozciągająca się połyskująca woda aż po horyzont... Istny miód na oczy! Kacza Łapa delikatnie uchyliła pyszczek, ponieważ widok ten bardzo ją zachwycił. Uznała, że mogłaby tutaj przesiedzieć cały dzień, lecz jej mentorka miała inne plany. Ruda wojowniczka usiadła obok swej podopiecznej, po czym spojrzała na nią z zaciekawieniem.
- Tak jak już mówiłam, chciałabym cię lepiej poznać. Nie urodziłaś się w naszym klanie, więc może opowiesz mi o tym, jak tu trafiłaś? - zapytała, zachęcając młodą do mówienia.
Temat dołączenia do Klanu Klifu był dosyć nieprzyjemnym dla Kaczej Łapy, lecz nie chciała ukrywać nic przed swoją mistrzynią, dlatego postanowiła jej wszystko opowiedzieć.
- Urodziłam się u dwunożnych... - zaczęła spokojnie, biorąc głęboki wdech. - Pewnego dnia razem z siostrą, Perełką, poszłyśmy na spacer do lasu i w tedy ona gdzieś zniknęła, a ja zostałam sama, lecz nie na długo, ponieważ zjawił się Niedźwiedzi Pazur, który mnie stamtąd zabrał i przyniósł do obozu. - wypowiedziała to wszystko bardzo szybko na jednym wdechu, dlatego niektóre słowa mogły być niezrozumiałe dla Lisiej Duszy.
(Lisia Duszo?)

Od Szramy C.D Sowy

Uwaga. W opowiadaniu występują treści nieodpowiednie dla osób normalnych oraz wulgaryzmy. CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ.
-A jak mam Cię ukarać, ty niegrzeczna pieszczoszko...? -zamruczał przeciągle szarawy kocur, liżąc Sowę po poszarpanym uchu.
Była pieszczoszka spojrzała się na niego jak na wariata i przestając wylizywać mu klatkę piersiową, ofuknęła kota, jakby był najgłupszy z najgłupszych:
-No, a jak myślisz cepie?! Trza potomków porobić.
Trujący Bluszcz wysunęła delikatnie łeb zza bluszczu z miną typu: ''wtf man'' i ponownie schowała się zza ścianką. Szrama uniósł w górę brew i odparł, próbując znowu przywrócić tę gorącą atmosferę:
-Więc, dostaniesz dzisiaj mocne lanie...
-TAK JAK TE SYJAMKI? -wydarła się Trujący Bluszcz.
Sowa parsknęła niecierpliwie i odsunęła od siebie Szramę. Kocur smętnie zwiesił łeb, ale chodził cały dzień za kotkę. Męczył ją, zagadywał ją i próbował zaciągnąć do legowiska. Aż w końcu, gdy wieczór zawitał do ich norki stało się. Będą Szrowy!
-
Szarawego kocura obudziły pierwsze figlarne promyki słońca. Przeciągnął się, lecz uważał, aby nie zbudzić śpiącej obok niego kotki. Och, cóż to była za noc! Liznął ją szybko w pyszczek, a ona zmarszczyła się, nadal się nie budząc. Uśmiechnął się w duchu i ruszył w las.
Miał sprawę do załatwienia.
Było gorąco, z resztą jak zwykle. Cień nie dawał żadnej ochłody, a długie, potargane futro wcale nie ułatwiało sytuacji. Więc Szrama tylko dyszał, dyszał, sadząc coraz większe susy, a w jego kudłatym łbie poczęły się tworzyć coraz ciekawsze scenariusze. Chciał znaleźć tę wredną wronią strawę, która kiedyś należała do jego jeszcze gorszej rodzinki. Parsknął na te banalne wspomnienia. Jakim był idiotą! Szanował Zdradliwą Gwiazdę, ale wolał sam rządzić, a ten stary cap nie raczył się ruszyć ze swojego tronu. To on zawładnie tym lasem! On, tylko i wyłącznie on! A reszta może się pocałować w dupę. Zarechotał głośno, na głos, nie bojąc się konsekwencji swojego postępowania. Dzisiaj miał zamiar odebrać życie jednej istocie. I wyrównać dawne rachunki.
-
Czuł ten dziwny zapach wielu kotów. To zapewne Klan Wilka, znał do niego drogę doskonale, ba!, idealnie. Nie mógł się mylić, o nie, był w tym zbyt dobry. Poruszył kilka razy kudłatym ogonem i zmrużył jedno ślepie w szparkę. Było popołudnie, zaraz powinien przejść patrol, i bardzo możliwe, że koty poczują obcy zapach. A tego pragnął najbardziej na świecie. Po sto pierwszym uderzeniu serca, z gąszczu wyszła grupka kotów. Jeden chudy kocur, z niezwykle długim ogonem, jakaś malutka kotka, zapewne uczennica i... niemożliwe, nie, nie... to nie może być prawda! Rozpoznał ją po tych oczach. Biło się z nich zimno, ambicja i inteligencja, lecz również jakby nagana. Wzdrygnął się, cichutko sycząc, a jego źrenica zmniejszyła się do minimum. Skoczyłby na nią, rozerwałby i... i... Sowa? Od strony południa poczuł zapach tej dawnej pieszczoszki, a ta w ogóle nie ukrywała swojej obecności. Weszła, niczym na swój teren, liznęła szybko Milczącą Sadzawkę po piersi (ta stała, niczym kamienny posąg) i ruszyła w stronę Szramy. Ten cichutko prosił, aby nie zauważyli go wojownicy.
(Sowa? gniot, gniot)

18 maja 2017

Od Malinowej Gwiazdy C.D Srebrnego Pyska

Gdy Srebrny Pysk zaczęła sprowadzać na ziemię terminatora, ja przyglądałam się temu z delikatnym skrzywieniem. Nie wątpiłam, że szara z pewnością da sobie radę, jednak terminator miał coś w sobie czego nie widziałam u .żadnego z Nocnych. Był w pewien sposób ambitny, co doceniałam, jednak i to ma swoje złe, a strony, a połączenie z zarozumiałym usposobieniem wprowadzało reakcję łańcuchową. Kiedy jednak usłyszałam wzmiankę o mnie - o dziwo nie wiedziałam czy to pochwała, czy raczej argument wymyślany na szybko - spojrzałam na Wrzosową Łapę marszcząc nos.
- Nigdy nie można w taki sposób oceniać wojny. Zwycięstwo to tylko nikła szansa, a nawet gdybyśmy  wygrali, co byśmy z tego mieli? I tak mamy już pod górkę u klanu Klifu po zgromadzeniu. -Stwierdziłam na co syn Czarnego Piórka spojrzał na mnie spode łba i machną lekceważąco ogonem udając, że mnie nie usłyszał, ja na to tylko położyłam uszy, powstrzymując się od nazwania go rozpieszczonym gówniarzem. Srebrny Pysk potwierdziła szybkim skinięciem moje słowa, wpatrując się w swojego... mmm. przyszywanego kuzyna.
- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z powagi sytuacji i przestaniesz strzelać takie numery.
Podsumowała Srebrny Pysk, patrząc z ukosa na koty, które zebrały się by obserwować sytuację.
- Phi - Mruknął Wrzosowa Łapa, odwracając się i unosząc z dumą ogon. Patrzyłam w niego z prośbą do Klanu Gwiazdy wymalowaną w oczach. Byleby się zmienił na lepsze.

<Wrzos, Srebrny Pysk?>

Od Motyla C.D. Milczącej Sadzawki

W pierwszej chwili słowa kotki do mnie nie dotarły, ale po chwili się otrząsnąłem. Zamieszkać w Klanie Wilka? Było by fajnie… Ale czy mogłem być pewien czy mi się tam spodoba? Czy inne koty mnie zaakceptują? Te pytania zaprzątały na chwilę moją głowę. Ale po chwili mrok znowu zasnuł mój umysły niczym pająk plotący sieć. W zasadzie dołączenie do klanu było moja jedyną szansą. Umiałem walczyć, ale polować nie, więc marne miał bym szanse na przeżycie. Ale czy dobrze jest tak po prostu zostawić miejsce w którym się urodziłem i wychowałem? Nie wiedziałem co zrobić. Po chwili do mojej głowy wpadł pewien pomysł. Postanowiłem, że tego dnia przejdę się jeszcze po terenach na których mieszkałem i będę jeszcze spał w dziupli, a następnego dnia wieczorem się z nią spotkam.
-N-no może j-jutro? Bo n-no wiesz nie chciał b-b-bym tak po p-prostu odejść z miejsca w k-którym się wychowałem – Powiedziałem jąkając się. – J-jutro w południe t-tu będę. D-dobrze?
-Jesteś pewien? No… No dobrze, tylko uważaj na siebie…- powiedziała kotka nieco niepewnie.
Zamknąłem oczy, żeby wszystkie łzy z nich wypłynęły i wtuliłem się w futro kotki. Po chwili oderwałem się od niego i spojrzałem w jej krystalicznie niebieskie oczy i zrobiłem lekko krzywy uśmiech. Kotka lekko go odwzajemniła. Spojrzałem na nią ostatni raz i zniknąłem w gąszczu.
-*-
Obudziły mnie promienie słońca wpadające do dziupli. Zamrugałem parę razy i wstałem. Rozejrzałem się po legowisku. Wciąż unosił się tu zapach mojej rodziny. Wilczej Duszy, Bzowego Błysku i Malinki. Teraz już ich nie było i musiałem się z tym pogodzić, ale łzy i tak spłynęły po moich policzkach. Nie miałem na to wpływu. Wyjrzałem z dziupli. Słońce było jeszcze nisko, więc miałem trochę czasu by powspominać. Nie obchodziło mnie czy będę od tego smutniejszy czy nie. Po prostu miałem taką potrzebę. Ułożyłem się w miejscu gdzie zapach mamy był najsilniejszy i zacząłem pogłębiać się w wspomnienia. Poczułem się wtedy jeszcze bardziej samotny, ale za razem szczęśliwy. Wspominałem chwilę, kiedy leżałem sobie obok mamusi, kiedy bawiłem się z Malinką i kiedy patrzyłem z podziwem na tatę, który wracał z polowania. Zanim się obejrzałem było już prawie południe. Zakończyłem wspominanie i szybko wstałem. Byłem już przy wyjściu. Obejrzałem się za siebie i pod moimi oczami znowu zrobiło się mokro. W tym miejscu się urodziłem, jadłem, bawiłem. Tutaj przeżyłem chwile radosne jaki i zarazem smutne. A teraz musiałem opuścić to miejsce. Może jeszcze kiedyś tu wrócę? Ostatni raz zerknąłem na legowisko i wyszedłem z dziupli. Po biegłem w stronę terenów Klanu Wilka, aby spotkać się z Milczącą Sadzawką.
-*-
Dobiegłem na miejsce. Było mniej więcej południe. Począłem szukać wzrokiem niebieskawej kotki. Po chwili ją zobaczyłem. Siedziała na malutkiej polance. Wynurzyłem się zza krzaków i potrzedlem bliżej kotki.
- Milcząca Sadzawko?

<Milcząca Sadzawko?>

Od Milczącej Sadzawki C.D Wrzosowej Łapy

Niebieskawa kocica uważnie obserwowała ruchy ucznia. Fakt, był silny, ba!, bardzo silny i tutaj miał przewagę. Lecz ona była zwinniejsza i szybsza, oraz już wyszkolona i doświadczona. Powoli jednak ta cała walka zaczęła ją męczyć i wolała szybko skończyć z tym zadziornym terminatorem. Mrużąc ślepia, przysiadła do pozycji łowieckiej, kilkakrotnie uderzyła chudym ogonem o grunt, wzbijając przy tym tumany kurzu. Czekoladowy młody kocur spojrzał się na nią uważnie i napiął swoje niewyćwiczone jeszcze mięśnie. Był skupiony, czekał na jej pierwszy krok, aby móc się obronić, albo uciec. Widać jednak, że po kilku uderzeniach serca zaczął się niecierpliwić, aż w końcu z dzikim sykiem rzucił się na Milczącą Sadzawkę. Wojowniczka odskoczyła w tył, lecz zbyt późno i poczuła piekący ból na lewym poliku. Przymknęła zdenerwowana oczy i agresywnie rzuciła się na ucznia. Chwilę się szamotali, a czekoladowy samczyk nie śmiał przegrać. Drapał ją tylnymi łapami w brzuch, a ona odwdzięczała się dwa razy mocniej, strzelając przednimi łapami w jego pysk. Czuła, jak nacisk jego łapek się zmniejsza, więc ugryzła go mocno w ucho. Miauknął cicho i szybko wyrwał się kotce, łapczywie chwytając duże łyki powietrza. Korzystając z chwili spokoju, wojowniczka zaczęła energicznie wylizywać sobie sierść na piersi. Jednak patrzy uważnie swoimi krystalicznie niebieskimi oczami na kocura, spodziewając się po nim kontrataku. Siedział, cały spocony, dyszący i brudny od kurzu i pyłu, potrząsał niecierpliwie łebkiem, strząsając płynącą po jego pyszczku strużkę szkarłatnej cieczy. Kropelka krwi spadła przy jego przednich łapach, a jego oddech się uspokoił. W końcu niebieskawa wojowniczka dumnie usiadła, podniosła lewą brew i owinęła schludnie wokół swoich łap długi ogon. Spytała, z figlarnym błyskiem w ślepiu:
-Nie tak łatwo pokonać wojownika Klanu Wilka, prawda?
Terminator tylko na nią fuknął i próbował powstać. Nie udało się, więc ponowił próbę, a Milcząca Sadzawka obserwowała go z rosnącym niepokojem. Podeszła do niego i uważnie obserwowała każdy jego ruch. Wydawało jej się, że mógł sobie uszkodzić łapę podczas tej niby walki i biegu przez chaszcze, więc przysunęła się do niego i zagadnęła:
-Chodź ze mną, medyk Ci pomoże. W tym stanie nie możesz wrócić do swojego obozu.
Czekoladowy samczyk spojrzał na nią, jakby opowiedziała wyborny żart. Najpierw na jego pysku pojawił się szok i niedowierzenie, a później to ustąpiło miejsca śmiechu. Począł dosłownie rechotać się na cały głos. Milcząca Sadzawka już chciała wziąć go za kark, nie wydawał jej się za ciężki, aż nagle poczuła piekący ból na oku.
-Aaagrh! Moje oko! -wrzasnęła kotka, automatycznie kładąc się na ziemi i lewą łapą zaczęła pocierać podrapane miejsce.
Uczeń uśmiechnął się, co wojowniczka zauważyła jednym okiem, a następnie pochylił się lekko nad nią i odparł:
-Raczej wojownicy Klanu Wilka są bardzo naiwni.
Kocica ledwo co uniosła łapę, gotową do strzelenia zadufanego w sobie kota, a on już zniknął w zaroślach. ''Tchórz'' -wypluła w myślach kotka. Wstała, ciut zbyt chwiejnie i ruszyła w kierunku obozu, mając zamiar zdać raport liderce. Mrugając ciągle rannym ślepiem, ruszyła truchtem, lecz ciągle czuła obok siebie zapach czekoladowego kota. Bała się, że doprowadzi go do obozu, a w jej łebku uknuł się znakomity plan. Skręciła w stronę terenów Klanu Nocy, przyśpieszając. Dosłownie sunęła długimi susami przez zarośla, omijała drzewa i uważała na czającego się w krzakach kocura. W duchu śmiała się z jego nie wiedzy, ale przynajmniej wskaże mu drogę do domu. Po pewnym czasie zatrzymała się przy granicy Klanu Wilka i czekała na najmniejszy szelest wskazujący przybycie terminatora. Kilkadziesiąt uderzeń serca, po czym z krzewów wypełzł czekoladowy młody samiec i splunął szybko na kocicę, kuśtykając, usiłował przekroczyć granicę. Niebieskawa z jednak z łatwością przyszpiliła go do gleby i wysyczała:
-Jeszcze jeden taki numer, a Klan Nocy może nie spodziewać się od nas pomocy. -powiedziała lodowatym i wręcz nagannym tonem, po czym z uśmiechem dodała.- Pozdrów Płomienną Pręgę i Malinową Gwiazdę.
Czekała na reakcję ucznia, wciąż z tym zastygającym, ciepłym uśmiechem na pysku.
(Wrzosowa Łapo?)

Od Malinowej Gwiazdy C.D Sowa

- Mhym - mruknęłam cicho, zerkając z zastanowieniem na pieszczoszkę. Nie miałam pojęcia co dwunodzy robią z głowami tych biednych kotów i dlaczego te nie chcą uciekać, a zamiast tego jedzą te mysie bobki, które codziennie pojawiają się w ich... no, misce. Mimo wszystko wydawało mi się, że posiadają chociaż trochę honoru prawdziwych kotów, co być może jest prawdą. Nie wiedziałam, więc do końca czy mogę ufać komuś... mimo wszystko wolałam nie wykorzystywać dziwnego zachowania kotki i prośby o naganę. A jeżeli już muszę dowiedzieć się czegoś więcej o tej jednookiej. - Nie widzę takiej potrzeby.
Wlepiłam w kotkę swoje mroźne, błękitne oczy i odsunęłam się na dobrą odległość od niej. Gdyby była to pułapka mogłabym się prze nią zapewne obronić, ale gdyby służyła komuś o wiele bardziej silnemu to mogłoby być gorzej. Na Gwiezdny Klan, od kiedy to ja jestem taka ostrożna!
- Oczywiście, oczywiście.
- A co do twojego pytania, nie widzę potrzeby oceniania samej siebie. Możesz mnie sama... ocenić, ale... - Zmarszczyłam swój różowy nos i oglądnęłam się za siebie, wgłąb terenów Klanu Nocy .
- Ale co
- Nie znasz mnie - dokończyłam głaszcząc mojego królika delikatnie strosząc ogon - poza tym, radziłabym ci raczej się tu nie pojawiać.
- Dlacze...
- Bez pytań - przerwałam delikatnie i polizałam swoją łapę, by po chwili przejechać nią po pyszczku. Oh, idealnie.
- Rozumiem, rozumiem - uspokoiła mnie pieszczoszka, uśmiechając się w pewien dziwny sposób. Nie do końca rozszyfrowałam co on oznacza. - Chcę tylko dowiedzieć się czegoś więcej o klanach.
Zaśmiała się cichutko, a ja zbliżyłam się do niej ponownie, na co ona wyszczerzyła gały i cofnęła się niepewnie. Raczej nie widziałam sensu w rozmawianiu z nią, ale jest tajemniczy, dziwny styl bycia sprawiał, że musiałam wiedzieć o niej więcej. - Nie wiem po co ci ta wiedza. - Powiedziałam przerywając głęboką ciszę, która trwała zupełnie kilka sekund.

<Soweł 8u8>