Wyzdrowiała już, podobnie co Wędrująca Łapa. Mogła wychodzić z legowiska medyczek, ale z jakiegoś głupiego powodu nie pozwalano jej samodzielnie opuszczać obozu, tak, jakby była tylko głupim, bezbronnym kociakiem. Chociaż czuła się już zdecydowanie dobrze, problemy z uchem były przeszłością, a nawet zaczęli treningi z Mirtowym Lśnieniem, który okazał się być kocurem w niemal takim samym wieku, co oni... wszystko wcale nie układało się lepiej. Była znudzona. Była zła, że jest traktowana nie tylko jak zwykły uczeń, ale też jako dzikus i agresor. Nigdy się nad tym nie zastanawiała, ale Owocowy Las faktycznie musiał być dość... niekoniecznie lubiany po tej stronie lasu. Wiedziała, że różnią się wiarą i nieco zasadami, którę wyznają, ale... żeby aż tak krzywo na nich patrzeć? Najbardziej wkurzał ją fakt, że jeśli chodziło o wiarę Sekrecik i Miłostka nigdy nie wyznawali Wszechmatki, a ojciec sam próbował w jakiś swój szczególny sposób zainteresować ich Gwiezdnymi. Gdyby Truskawka miała wybierać, nawet kiedy była jeszcze Owocniaczką, raczej chyliłaby się ku Klanowi Gwiazdy.
Tego dnia wrócili dość wcześnie z powodu paskudnych opadów śniegu, który oblepił ich futro niemal całkowicie. Mróz szczypał ich w nos, a wiatr dął znad rozhuczanego morza. Nie było sensu kontynuować szkolenia, jeśli jedyne, co mieli przed ślepiami to biała ściana. Nie złapali niczego, nie dowiedzieli się niczego, nie poznali niczego. Cały dzień był stratą czasu i sił. Wędrująca Łapa skierował się do legowiska medyczek, aby poprosić o coś na wzmocnienie; nie miał zamiaru kusić losu i nadwyrężać kruchego jeszcze zdrowia. Truskawkowa Łapa za to jedyne, o czym myślała to pusty brzuch. Prychnęła pod nosem, kiedy rudy wojownik posłał jej karcące spojrzenie.
"Pod ogon niech wsadzą sobie ten swój kodeks... Nie moja wina, że zwierzyna się pochowała. Próbowałam polować" — pomyślała i przewróciła oczami. Będzie musiała to jakoś przeboleć lub przeczekać opady licząc, że jeśli się rozpogodzi, Mirtowe Lśnienie zgodzi się, aby poszła na samodzielne łowy, aby zdobyć prawo do nakarmienia samej siebie. "Co za idiotyzm..."
Nie chciała wracać do legowiska, gdzie czuła się jak emerytka. Inni terminatorzy ją wkurzali. Byli infantylni i zachowywali się na swój wiek, co mimo wszystko umiała krytykować, mimo że nie była to ich wina. Nawet najstarsza Świetlista Łapa była wkurzająca. Postanowiła poczekać, aż brat wróci.
"Do czego to doszło, że to Sekrecik jest najsensowniejszym towarzyszem, na jakiego mogę liczyć" — westchnęła i machinalnie zaczęła spacerować po obozie. Nagle jej uwaga przeniosła się na legowisko starszych, z którego dobiegały krzyki. Znała ten piskliwy, wkurzający głos. Pasterzowa Łapa i jej nie dawał spokoju, więc chciała wiedzieć, czy dalej nawija o tym samym, czy może znalazł sobie nowy powód, aby wszystkim uprzykrzać życie.
Nie zdążyła nawet całkowicie zajrzeć do emerytów, a już poczuła jak staję na przesiąkniętej smrodem i innymi... wydzielinami, kulce mchu. Spojrzała z góry na niebieskooką postać, którą ten rozwrzeszczany dzieciak wciąż trzymał za łapę. Przeniosła zielone ślepia na niego i zmarszczyła nos.
— Czy ty kiedykolwiek się zamykasz? Mam wrażenie, że nawet we śnie słyszę twój nieprzerwany jazgot — powiedziała, a jej głos niemal ociekał z wyższości i zażenowania. Pasterzowa Łapa przeniósł swoje ciemne ślepia na nią i prychnął, nie robiąc sobie nic z tony pointki.
— Zobaczymy, czy będziesz taka hop do przodu, kiedy zaczniesz się dusić od kaszlu! Nie zadzieraj nosa, bo nosisz się po obozie, jakbyś od zawsze tu była! — warknął na nią.
— Pasterzowa Łapo, na litość Klanu Gwiazdy przestań wrzeszczeć — wycharczał Stokrotkowa Pieśń, próbując ułożyć się wygodniej. — Śmiałe słowa wypowiadasz jak na kogoś, kto sam nie urodził się w Klanie Klifu.
— Może nie, ale jestem tu dłużej od niej! — Wskazał pazurem na kotkę.
— I dalej masz mleko pod nosem i mech we łbie — zaczęła Truskawkowa Łapa. — Wyłaź stąd i zostaw wszystkich w spokoju na przynajmniej jeden wieczór, ty wyjący baranie. — Złapała go za kark i z łatwością wyszarpała z legowiska. Młodszy terminator pisnął, kiedy dawna zwiadowczyni wyrzuciła go poza jaskinie. — Wróć, jak wydoroślejesz.
Kremowy kocurek prychnął i faktycznie odszedł, obrażony, podnosząc łebek. Przynajmniej jego miała z głowy na jakiś czas. Przeniosła wzrok na Wzorzystą Łapę, która zdążyła wstać i otrzepywała się teraz z resztek suchego mchu, na który padła.
— Zaraz cały klan będzie przez niego siwy — mruknęła Truskawkowa Łapa nieco do starszych, nieco do drugiej szylkretki.
— Uważaj na takie odważne ruchy, boś jeszcze nie zdążyła zagrzać tu miejsca w legowisku, Truskawkowa Łapo — powiedziała poważnie Bożodrzewny Kaprys. Pointka jedynie wzruszyła ramionami i machnęła ogonem. Nie potrzebowała rad kotów, które i tak zaraz wyzioną ducha.
— Nie będę pozwalać jakiemuś podrostkowi jazgotać mi do ucha. A ty? Coś nieźle cię załatwił, chociaż dorasta do połowy karku — zwróciła się do Wzorek. — Jak dasz takim wejść sobie na głowę, to już nigdy nie zejdą. Zaufaj dużej koleżance, bo dużo w życiu już widziała.
Tego dnia wrócili dość wcześnie z powodu paskudnych opadów śniegu, który oblepił ich futro niemal całkowicie. Mróz szczypał ich w nos, a wiatr dął znad rozhuczanego morza. Nie było sensu kontynuować szkolenia, jeśli jedyne, co mieli przed ślepiami to biała ściana. Nie złapali niczego, nie dowiedzieli się niczego, nie poznali niczego. Cały dzień był stratą czasu i sił. Wędrująca Łapa skierował się do legowiska medyczek, aby poprosić o coś na wzmocnienie; nie miał zamiaru kusić losu i nadwyrężać kruchego jeszcze zdrowia. Truskawkowa Łapa za to jedyne, o czym myślała to pusty brzuch. Prychnęła pod nosem, kiedy rudy wojownik posłał jej karcące spojrzenie.
"Pod ogon niech wsadzą sobie ten swój kodeks... Nie moja wina, że zwierzyna się pochowała. Próbowałam polować" — pomyślała i przewróciła oczami. Będzie musiała to jakoś przeboleć lub przeczekać opady licząc, że jeśli się rozpogodzi, Mirtowe Lśnienie zgodzi się, aby poszła na samodzielne łowy, aby zdobyć prawo do nakarmienia samej siebie. "Co za idiotyzm..."
Nie chciała wracać do legowiska, gdzie czuła się jak emerytka. Inni terminatorzy ją wkurzali. Byli infantylni i zachowywali się na swój wiek, co mimo wszystko umiała krytykować, mimo że nie była to ich wina. Nawet najstarsza Świetlista Łapa była wkurzająca. Postanowiła poczekać, aż brat wróci.
"Do czego to doszło, że to Sekrecik jest najsensowniejszym towarzyszem, na jakiego mogę liczyć" — westchnęła i machinalnie zaczęła spacerować po obozie. Nagle jej uwaga przeniosła się na legowisko starszych, z którego dobiegały krzyki. Znała ten piskliwy, wkurzający głos. Pasterzowa Łapa i jej nie dawał spokoju, więc chciała wiedzieć, czy dalej nawija o tym samym, czy może znalazł sobie nowy powód, aby wszystkim uprzykrzać życie.
Nie zdążyła nawet całkowicie zajrzeć do emerytów, a już poczuła jak staję na przesiąkniętej smrodem i innymi... wydzielinami, kulce mchu. Spojrzała z góry na niebieskooką postać, którą ten rozwrzeszczany dzieciak wciąż trzymał za łapę. Przeniosła zielone ślepia na niego i zmarszczyła nos.
— Czy ty kiedykolwiek się zamykasz? Mam wrażenie, że nawet we śnie słyszę twój nieprzerwany jazgot — powiedziała, a jej głos niemal ociekał z wyższości i zażenowania. Pasterzowa Łapa przeniósł swoje ciemne ślepia na nią i prychnął, nie robiąc sobie nic z tony pointki.
— Zobaczymy, czy będziesz taka hop do przodu, kiedy zaczniesz się dusić od kaszlu! Nie zadzieraj nosa, bo nosisz się po obozie, jakbyś od zawsze tu była! — warknął na nią.
— Pasterzowa Łapo, na litość Klanu Gwiazdy przestań wrzeszczeć — wycharczał Stokrotkowa Pieśń, próbując ułożyć się wygodniej. — Śmiałe słowa wypowiadasz jak na kogoś, kto sam nie urodził się w Klanie Klifu.
— Może nie, ale jestem tu dłużej od niej! — Wskazał pazurem na kotkę.
— I dalej masz mleko pod nosem i mech we łbie — zaczęła Truskawkowa Łapa. — Wyłaź stąd i zostaw wszystkich w spokoju na przynajmniej jeden wieczór, ty wyjący baranie. — Złapała go za kark i z łatwością wyszarpała z legowiska. Młodszy terminator pisnął, kiedy dawna zwiadowczyni wyrzuciła go poza jaskinie. — Wróć, jak wydoroślejesz.
Kremowy kocurek prychnął i faktycznie odszedł, obrażony, podnosząc łebek. Przynajmniej jego miała z głowy na jakiś czas. Przeniosła wzrok na Wzorzystą Łapę, która zdążyła wstać i otrzepywała się teraz z resztek suchego mchu, na który padła.
— Zaraz cały klan będzie przez niego siwy — mruknęła Truskawkowa Łapa nieco do starszych, nieco do drugiej szylkretki.
— Uważaj na takie odważne ruchy, boś jeszcze nie zdążyła zagrzać tu miejsca w legowisku, Truskawkowa Łapo — powiedziała poważnie Bożodrzewny Kaprys. Pointka jedynie wzruszyła ramionami i machnęła ogonem. Nie potrzebowała rad kotów, które i tak zaraz wyzioną ducha.
— Nie będę pozwalać jakiemuś podrostkowi jazgotać mi do ucha. A ty? Coś nieźle cię załatwił, chociaż dorasta do połowy karku — zwróciła się do Wzorek. — Jak dasz takim wejść sobie na głowę, to już nigdy nie zejdą. Zaufaj dużej koleżance, bo dużo w życiu już widziała.
<Wzorzysta?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz