Mroźne podmuchy wiatru przeczesywały jej sierść, gdy obudziła się w swoim posłaniu. Ktoś szturchnął ją łapą, mrucząc coś o tym, że musi pilnie wstać. Kocica podniosła się, próbując nie obudzić przy tym Kocimiętkowego Wiru. Gdy brązowooka upewniła się, że wszyscy smacznie spali i że nie nadepnęła na żaden z wystających ogonów, wdrapała się do wyjścia z nory. Momentalnie w jej pysk uderzył mroźny wiatr, muskając jej futro, przeczesując je niczym złote kłosy pszenicy. Poszła tuż za Sowim Zmierzchem, który twardym krokiem przedzierał się przez gęste zaspy śnieżne. Puch sypał z góry na grzbiety dwójki, tworząc na ich okrywie czyste, białe plamy. Ognikowa Słota zamrugała parę razy, czując wreszcie względne pobudzenie. Nie bez powodu wyszła i nie bez powodu kruczofutra kocica wcześniej rozmawiała z jej bratem. Może Cienista Zjawa wreszcie przestanie przynosić ich rodzinie ohydny wstyd? Może nawet i Słota zaczęłaby się z nim znowu dogadywać? Dymny pokonał jej uczennicę w pojedynku, tym samym wreszcie zyskując imię wojownika. Cykoriowa Łapa oberwała na tyle mocno, że pozbieranie się po tym zajęło jej dobrą chwilę. Szylkretka była niezwykle zawiedziona swoją słabą uczennicą, czego nie zamierzała nawet ukrywać. Oczekiwała od niej więcej i więcej, a pręgowana dawała jej coraz mniej. Jeśli dalej tak będzie, niewykluczone, że bursztynooka otrzyma imię karne lub nawet zostanie wypędzona. W Klanie Wilka nie było miejsca na smutne, leniwe ogniwa, które nie dawały rady wykaraskać z siebie nawet małych płomyczków nadziei, które mogłyby podarować swoim bliskim. Chociaż nie mogła się dziwić – czego ona oczekiwała od kotów, które wychowywało Roztargniony Koperek?
Pokręciła łbem, widząc, że zielonooki kocur coś do niej szepcze. Postawiła uszy czujnie, próbując się wsłuchać w jego słowa.
— …Nie pokazuj się mu, nie może cię zobaczyć — miauknął cicho. Wichura sprawnie rozmazywała jego słowa. Jeśli ktokolwiek by ich śledził, co jest mało prawdopodobne, to i tak nie zdołałby zrozumieć, o czym gawędziła dwójka.
Ognikowa Słota pokiwała głową. Ciekawe czy podczas jej ceremonii było dokładnie tak samo? Najprawdopodobniej. W końcu jej mama nie wyrosła z ziemi, tak samo reszta kultystów. Wiedzieli o tym wydarzeniu. Z dumą poruszyła uchem, na którym goił się ubytek. Po jakimś czasie przyłączyła się do nich Mroczna Wizja. Słota przywitała się z nią serdecznie, posyłając kruczofutrej uśmiech.
Trójkolorowa zanurkowała w krzewach tak cichutko, jak tylko była w stanie. Wiatr szalał, wznosząc w górę miękkie połacie śniegu, wyjąc niczym wilk do księżyca. Zdążyły zabarwić korony drzew na biało, nawet gęste krzewy były teraz pokryte drobinkami. Brązowooka wytężyła wzrok, spozierając na swojego brata. Udało mu się znaleźć samotnika, jego smród ciągnął się już od jakiegoś czasu. Ciekawe co zrobi dalej? Zastrzygła wąsami.
Cienista Zjawa stanął tuż przed kremową. Kotka o wątłej budowie położyła uszy po sobie z wymalowaną niepewnością na kufie. Zrobiła wielkie oczy, kuląc gęsty ogon.
— Nie krzywdź mnie, proszę, mam rodzinę niedaleko. Muszę ich wykarmić i jestem ich jedyną nadzieją. To się więcej nie powtórzy, już nie zapoluję na twoim terenie — załkała pomiędzy łzami. Jej łapy drżały, a uszy miała położone po sobie. Pociągnęła nosem z rozpaczą.
— Skąd mam mieć pewność, że mówisz prawdę? — ocenił wzrokiem długość swoich pazurów z kpiącym uśmiechem na pysku. Gdy zbliżył się odrobinę do kotki, ta pisnęła, odsuwając się parę kroków do tyłu. — Nie myśl sobie, że dam ci uciec po czymś takim. Idziesz ze mną, zaprowadzę cię prosto do Zalotnej Gwiazdy. Ona zdecyduje, co z tobą zrobimy — po chwili zamachnął się łapą. Jego szpony wbiły się w delikatną skórę niczym dziób ptaka w soczysty owoc. Ozdobił jej pysk czystym szkarłatem, wyrywając kępki jasnego puchu. Ciemna posoka rozbryznęła się po śniegu, dźwięk wystraszył okoliczną zwierzynę. Samotniczka zawyła z bólu, wysuwając pazury, które po chwili schowała, jakby poszła po rozum do głowy. Cienista Zjawa momentalnie wykrył to zawahanie, szczerząc się nawet bardziej. W jego oczach tańczyło rozbawienie. Bawił się z nią.
— Jeśli chcesz walczyć, możemy to rozstrzygnąć tu i teraz. Ja radziłbym ci zaczekać, ponieważ ze mną sobie nie poradzisz. Jestem od ciebie lepszy i silniejszy, a ty jesteś drobna i plugawa. Może ci przydzielą kogoś innego i pozwoli pożyć ci dłużej.
Ognikowa Słota poczuła rosnącą ekscytację i napięcie. Czy skrzywdzi obcą bardziej? A może zaczeka i zaprowadzi ją prosto do nich, dopiero przed nimi pokazując całą swoją siłę? Czy samotniczka będzie walczyć do końca? Mówiła coś o własnych bliskich – zatem dla przyszłych kultystów też powinno na chwilę starczyć, jeśli ich nielitościwa pora nie wymaże przed tym. Kto by chciał walczyć z kupą samej skóry i kości.
Poczuła, jak ktoś ponownie ją szturcha. Sowi Zmierzch pokazał jej ruchem pyska, żeby się wycofali. Ognikowa Słota wyszła z krzewów z lekkim smutkiem. Zatem dowie się już niebawem, co postanowił jej brat. Ruszyła obok wojownika, oglądając się jeszcze przez ramię. Dymny zaczął prowadzić swoją ofiarę pewnym krokiem. Brązowooka podniosła pysk z uznaniem. Napuszyła sierść na piersi, chcąc uchronić się przed chłodem Pory Nagich Drzew. Była dotkliwa, szczególnie nocą. Temperatura ulegała mocnej zmianie.
***
Cierniste Drzewo wyrosło z ziemi tuż przed grupką kotów. Jego korona sięgała czarnego, bezgwiezdnego nieba, jakby próbowało dosięgnąć samych chmur. Ognikowa Słota zerknęła na to miejsce ze swego rodzaju nostalgią. Ostatnio to ona tutaj walczyła. A teraz jej braciszek miał przejść test, od którego zależało jego życie. Cała jego przyszłość. Długa trawa zamrożona była teraz w czasie przez mokre sopelki, pokryte nową warstwą puchu. Leśna ściółka chrupała jej pod łapami, gdy usadowiła się wygodnie tuż obok Bladego Lica. Kocur bez wyrazu spoglądał na miejsce, gdzie stał Cienista Zjawa.
Ciasny krąg kotów utworzył się, jedni wyglądali na zadowolonych, inni na niekoniecznie – za to Ognikowa Słota z podniesioną brodą i końcówką ogona lekko uderzającą o podłoże wpatrywała się w pysk kremowej samotniczki. Była taka słaba, taka żałosna. Kocica obdarzyła ich wszystkich czystym przerażeniem na zakrwawionej mordce. Z jej boku skapywała krew, wyglądała tak, jakby nieco silniejszy podmuch wiatru miał ją zdmuchnąć, niczym nasiona dmuchawca. Szylkretka wyszczerzyła zęby, pokazując nieznajomej całą swoją kolekcję w pysku. Samotniczka wróciła spojrzeniem na Cienistą Zjawę, wyglądała tak, jakby czekała na decyzję kata. Każdy wiedział jednak, że jej los został już dawno przesądzony, w momencie, gdy tylko spotkała dymnego.
— W-więc… prosz- — zabrała głos, tylko po to, żeby po chwili wycharczeć jakieś niezrozumiałe słowa. Cienista Zjawa skoczył w jej kierunku, wgryzając się prosto w szyję kotki o miękkim futerku. Uderzyła z hukiem o podłoże, wysuwając pazury. Stawiała daremny opór, próbując poranić jego boki. Mimo to, jedyne, co udało jej się zrobić, to zmierzwić jego sierść. Jasne łapy opadły smutno, głowa ułożyła się na białym śniegu, barwiąc go czerwienią. Ognikowa Słota patrzyła, jak życie ulatuje z jej ślepi. Kocica przypominała jej tego samotnika, z którym to ona musiała się mierzyć. Z taką różnicą, że ta nie broniła się prawie wcale. Czy jej brat czuł niedosyt z tego powodu? Niewykluczone. Gdyby dostał kogoś bardziej doświadczonego, silniejszego, może dłużej mógłby się nacieszyć. Kocur stanął nad ciałem i splunął nie swoją krwią z pogardą.
— Nie odzywaj się nieproszona.
Mroczna Wizja wystąpiła przed szereg kotów, patrząc na dymnego z zadowoleniem. Na pysku Zalotnej Gwiazdy wymalowana była czysta duma. Ognikowa Słota poczuła ukłucie zazdrości. Nie chciała, by matka patrzyła na niego w ten sposób. Poczuła się tak, jak za czasów kocięcych, kiedy domagała się każdej jej chwili, poświęconej jedynie jej i może ewentualnie Pomrokowi. Ciekawe, kiedy Nadciągający Pomrok doczeka się własnego testu? Ognikowa Słota miała nadzieję, że niebawem. Nie mogła się już doczekać.
— Ja, Mroczna Wizja, Wielki Kapłan kultu Mrocznej Puszczy, naznaczam cię w imię naszych przodków. Czy jesteś gotowy przyjąć na siebie nasze znamię jako dowód inicjacji?
— Oczywiście.
— Zatem otrzymasz ode mnie znak, który pozostanie z tobą aż do śmierci i zawsze będzie przypominał ci o przynależności do kultu.
Pręgowany kocur schylił łeb, nie mrużąc oczu. Po chwili po jego pysku pociekła strużka krwi, gdy Mroczna Wizja urwała kawałek jego lewego ucha.
— Tej nocy, zgodnie z wolą Mrocznej Puszczy, przyjmujemy cię oficjalnie jako pełnoprawnego członka naszej grupy. Wierzymy, że będziesz wiernie służyć naszym przodkom i działać na rzecz kultu, abyśmy nigdy nie upadli.
Mroczna Wizja odcisnęła krew z samotniczki na czole Cienistej Zjawy. Już po paru uderzeniach serca wokół rozległy się wiwaty i skandowanie imienia brata Ognikowej Słoty.
— Cienista Zjawa! Cienista Zjawa! — gęsty las iglasty przyjął następne gratulacje, kierowane do kolejnego kota, którego przyszło im widzieć. Szeroko porośnięte gałęzie kołysały się na wietrze, strzepując z siebie co jakiś czas zbity śnieg, który zdążył się na nich nagromadzić.
Ognikowa Słota poczuła ogromną dumę z brata. Nawet jeśli w przeszłości mu się nie powodziło, teraz wreszcie się opanował i powoli stawał porządnym kotem. Kotem, który zasługiwał na jej szacunek. Mogła wreszcie rozmawiać z nim jak z równemu sobie, a nie jak z kotem leniwym, niepewnym własnej przyszłości. Wreszcie zrezygnował ze zbijania bąków i wziął się za siebie. W samą porę.
— Cienista Zjawa! — przyłączyła się do reszty kultystów z uśmiechem na pysku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz