— No dobra, dobra. Ale kiedy będę już silnym wojownikiem, chciałbym walczyć z Klanem Gwiazdy! Oni skrzywdzili moją rodzinę i nie zasługują, żeby żyć! I będę z nimi walczył! I wygram! — Noc wypiął dumnie pierś.
Ognikowa Słota poruszyła ogonem nieznacznie. Podobał jej się ten entuzjazm ze strony młodego. Wiedziała, że nie popełniła błędu, zaczynając opowieści właśnie od niego. Klanu Gwiazdy nie dało zabić się tak, jak typowo żywego kota. Zamiast tego można było przykładowo robić to, co robiła ona. Nastawiać coraz to większą ilość kotów przeciwko nim już od najmłodszych lat. Czuła jak po piersi rozpływa jej się przyjemne, ciepłe uczucie. Nocna Łapa był mądry i miał naprawdę konkretny potencjał, tak samo jak Kalinka. Brązowooka zastanawiała się, czy powinna wytłumaczyć kruczofutremu nad czym, tak teraz dywagowała, chociaż wcale nie tak długo, jak mogłoby się wydawać.
— A wiesz, że możesz? Ucz się pilnie, ucz się nawet ponadto, czego od ciebie wymagają. Musisz być mądry i silny. Mam na myśli też to, żebyś nie dawał sobie wchodzić na głowę. Musisz zrozumieć, że są koty porządne – czyli takie jak przykładowo my i Zalotna Gwiazda, jeszcze parę innych… i takie, którym zależy jedynie na twoim nieszczęściu. U niektórych bardzo łatwo jest to przejrzeć. U innych już trudniej, ponieważ zdążyli nauczyć się nowych sztuczek i technik, dzięki której ktoś, kto wie mniej, mógłby im zaufać bardzo szybko i prosto, nawet nie musieliby się wysilać. Każdy, kto wypowiada się negatywnie o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd nie zasługuje na życie. Jest on dokładnie tyle samo wart, co wszyscy ci smutni wojownicy w tym śmiesznym Klanie Gwiazdy — splunęła na bok, marszcząc nos z obrzydzeniem. Trzepnęła ogonem gniewnie, wysuwając pazury, zdobiąc puch pod nimi małymi wgnieceniami. Rozejrzała się po obozie, po chwili przypomniawszy sobie całą wypowiedź kocurka. — Oczywiście, że wygrasz. I ja ci w tym pomogę. Nie rzucaj się sam na całą armię.
Nocna Łapa zamrugał, spoglądając na starszą kotkę. Wokół nich panował całkowity mrok, chłodne pazury przypominały o sobie z każdym kolejnym mocniejszym podmuchem.
— Idź odpocząć. Jutro pogadamy — miauknęła Słota, popychając czarnofutrego delikatnie w stronę legowiska uczniów. Bursztynooki kiwnął głową, po chwili oddalając się do norki.
***
Ognikowa Słota u podnóża drzewa iglastego wypatrzyła nietypowe, oskubane szyszki. Gdy podniosła łeb do góry, na samym szczycie siedział dzięcioł, który co jakiś czas stukał dziobem o korę. Szylkretka omiotła centrum wzrokiem, doszukując się Nocnej Łapy. Kocurek wyszedł z norki i gdy tylko dojrzał wojowniczkę, podbiegł do niej radośnie. Usiadł tuż obok, dość niezdarnie. Brązowooka wskazała palcem na ptaka tuż nad nimi. Po chwili popatrzyła na pobratymcę, zastanawiając się, co sobie pomyślał.
— Widzisz go, Nocna Łapo? — zagadnęła cicho, poduszką poprawiając sobie futro za uchem. Polizała się po piersi kilkukrotnie.
— Tak! Mam go złapać? — zapytał, już spinając mięśnie.
Kocica postawiła uszy z zaciekawieniem.
— Umiesz już wspinać się po drzewach? A widzisz, jak wielkie kolce mają drzewa iglaste? — zamruczała, poruszając ogonem.
Nocna Łapa zerknął na własne łapy, po paru uderzeniach serca podnosząc wzrok raz jeszcze.
— Nie… jeszcze nie, może ty mnie nauczysz? — w jego oczkach zatańczyła iskierka nadziei.
Ognikowa Słota pokręciła głową.
— Nie, nie mogę, bo od tego jest twoja mentorka. Ale wiesz co? Mogę ci poopowiadać, dopóki masz czas. Więc usiądź sobie wygodnie i słuchaj — uśmiechnęła się delikatnie. — Klanu Gwiazdy nie da się zabić tak, jak mogłoby ci się wydawać. Ale możesz walczyć z wyznawcami tej zbitej, zakłamanej grupki. I możesz robić to na najróżniejsze sposoby, oczywiście każde z głową — dorzuciła, kładąc łapy na swoim puchatym ogonie. Wilgotny puch zsunął się po jej kłosach, poduszki łap piekły ją z powodu chłodu. Dobrze, że teraz sobie je ogrzeje.
— Nocna Łapo? — gdzieś nieopodal nich rozległo się wołanie. Ognikowa Słota pokazała pyskiem w kierunku Tropiącej Łaski.
— Musisz już iść, do zobaczenia, Nocna Łapo — pożegnała go, klepiąc delikatnie parę razy po łebku w geście pocieszenia.
— Szkoda… no cóż, do zobaczenia! — wstał na łapki, otrzepując z siebie drobinki śniegu. Pomachał szylkretce ogonem na pożegnanie.
Sposobów na walkę z Klanem Gwiazdy było wiele. Najprostszym z nich było stopniowe eliminowanie ich wyznawców. Bo w końcu co mógłby jej zrobić jakiś śmieszny gwiezdny duszek, który nawet nie mógł jej dotknąć, a ona ich zobaczyć? Ognikowa Słota podeszła do drzewa, spozierając w górę. Oparła łapy o pień. Ptak nadal niczego nieświadomy budował sobie dziuplę, w której prawdopodobnie planował przechowywać jedzenie podczas nieprzychylnej pory. Kawałki drewna spadały z wysokości, głucho opadając na ziemię, czepiając się grubych gałęzi, obrośniętych ciemnoturkusowymi igłami. Szylkretka zaczęła wspinać się pospiesznie, drobne kawałki wiekowej rośliny odlatywały, gdy chwytała się wyższych i wyższych punktów. Dosięgła pierwszego konara, doskakując do szerokiej gałęzi tylko po to, żeby znaleźć się na drugiej uderzenie serca później. Zwinnym ruchem chwyciła dzięcioła, który już miał odlatywać i uchronić się przed nieuchronnym końcem. Ścisnęła go mocno, wbijając zęby w delikatną skórę. Po chwili poczuła, jak kły zatapiają się w coraz słabiej wierzgającym mięsie, zabijając tym samym dzięcioła.
Zeszła z drzewa spokojnie, lądując na czterech łapach z wysoko uniesionym ogonem. Odłożyła zdobycz w pobliskim krzewie, przesuwając gałązki, żeby zakryły ptaka.
***
Kocica resztę dnia spędziła na treningu z Cykoriową Łapą. Dzisiaj próbowała nauczyć ją nawigowania w tunelach – pewnie, gdyby to nie była pręguska, to Słota podchodziłaby do tego mniej krytycznie. Ciężko było jej nie wyliczać w głowie każdego błędu bursztynookiej. Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy dwie kotki zaczęły wracać do obozu. Na brązowej mordce młodszej wymalowane było zmęczenie. Ognikowa Słota zaś czuła niedosyt i miała wrażenie, że oczekiwała od podopiecznej za mało. Pamiętała rozmowę ze swoją siostrą, Nadciągającym Pomrokiem. Szylkretka miała rację – brązowooka oczekiwała od młodej za mało, a ta, zamiast to docenić, sprawdzała wiecznie, na ile mogła sobie przy niej pozwolić. Tak naprawdę, dopóki nie grała jej na nerwach, to mogła dość wiele. Rudaska westchnęła pod nosem, gdy obydwie się rozdzieliły. Młodsza Wilczaczka poszła prosto do legowiska uczniów, zaś Ognikowa Słota przysiadła dokładnie w tym samym miejscu, co z rana. Z tego, co się orientowała, Nocna Łapa jeszcze nie wrócił. Ciekawe czego nauczył się dzisiaj ze swoją mentorką? Może wspinania na drzewa? Może jakichś chwytów bitewnych? Może Tropiąca Łaska opowiadała mu więcej o Mrocznej Puszczy?
Przez tunel przeszedł nagle kruczoczarny kocurek z wyższą szylkretką u boku. Kocica miauknęła coś do niego, na co on kiwnął główką posłusznie. Ognikowa Słota postawiła uszy z zaciekawieniem, spozierając na kocurka. Ten, gdy tylko się odwrócił i ją zobaczył, podszedł do niej pospiesznie.
— Ognikowa Słoto! Opowiesz mi więcej?
— Tak. Wiesz co? Mam dla ciebie wyzwanie. Spróbujesz podołać? — zapytała, mrużąc oczy odrobinę.
Nocna Łapa otworzył ślepia szerzej, po paru uderzeniach serca kiwając chętnie głową.
— Zatem słuchaj. Muszę ci powiedzieć coś ważnego i będę to prawdopodobnie powtarzać jeszcze przez jakiś czas, dlatego, jeśli nie uda ci się odpowiedzieć poprawnie od razu, to nic się nie martw, mamy jeszcze dużo czasu. Nie musisz pamiętać już dzisiaj, jednak byłabym bardzo zadowolona, gdyby coś zostało w twoim łebku po dzisiejszych opowieściach — powiedziała, przesuwając łapą po podłożu. Zniżyła głos do szeptu. Pochyliła się nad kocurkiem, mówiąc mu teraz prosto do ucha. Wichura szalała wokół nich, posyłając drobinki śniegu w przeróżne strony. Wycie zagłuszyło sprawnie słowa Ognikowej Słoty dla każdego, kto nie siedział tak blisko, jak Nocna Łapa. — W Klanie Wilka jest parę kotów, którym nie możesz ufać i ja ci dzisiaj powiem, komu dokładnie. Na pewno będzie to Roztargniony Koperek i Cisowe Tchnienie – jeśli kiedykolwiek ci się coś stanie, to powiedz mi albo swojej mentorce, żebyśmy z tobą do nich poszli. Wydaje mi się, że wiedzą coś o Klanie Gwiazdy, co nie świadczy o nich dobrze. Jest to coś, o czym nie wolno ci powiedzieć nikomu, a już na pewno nie im samym. Brukselkowa Zadra, Wrotyczowa Szrama, Gwiazdnicowy Blask. Wszyscy, którzy są w jakikolwiek sposób powiązani ze zdrajcami, w tym nawet Iskrząca Nadzieja… wolałabym też, żebyś nie rozmawiał z Tygrysią Nocą — zastrzygła wąsami. — W takim razie Nocna Łapo, powiedz mi teraz… komu ci nie wolno ufać i co możesz zrobić z tą informacją, a czego na pewno nie? — zapytała spokojnie, poruszając ogonem co jakiś czas.
Nocna Łapa zamyślił się na moment. Wyglądał tak, jakby wyliczał coś w głowie.
— Cisowe Tchnienie, Roztargniony Koperek… Wrotyczowa Szrama, Iskrząca Nadzieja — zaczął wymieniać, gdy po chwili się zaciął i zerknął z zagubieniem na Ognikową Słotę. To było wiele nowych imion do zapamiętania, naturalne, że nie kojarzył ich wszystkich, w końcu dopiero niedawno został uczniem. — Nie mogę nikomu o tym powiedzieć… W przeciwnym razie przodkowie się zezłoszczą, prawda?
— Tak. Otóż to… Dorzuć do nich Brukselkową Zadrę i Gwiazdnicowy Blask. Tygrysią Noc też — miauknęła do niego. Wycofała się po chwili do krzewu i wyciągnąwszy z niego dzięcioła, położyła zdobycz przed uczniem. — Jesteś głodny? — zapytała, spozierając na kocurka. Ciekawe czy przyjmie od niej prezent? W końcu należał mu się, to był udany dzień.
<Nocna Łapo, zgłodniałeś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz