Kropla dzielnie uczestniczyła w treningach, nawet jeśli miała ich serdecznie dość. Nadal nie umiała się najlepiej wspinać na drzewo i za każdym razem, gdy wraz z Fruczakiem wychodzili poza teren obozu, to cała się spinała. Dużo bardziej wolała siedzieć w obozie i tworzyć legowiska, a najlepiej, gdy mogła tworzyć je w towarzystwie Kasztanki, nawet jeśli z nią wiele nie rozmawiała. W porządku były wycieczki do uzdrowicieli, chociaż ostry zapach ziół nadal przyprawiał ją o mdłości. Jednak w dziupli medyków przynajmniej zawsze było dość cicho i spokojnie, a nadal byli w obozie. Mimo wszystko, dla niej najlepsze były dni, gdy Fruczak był zajęty, a kotka mogła leżeć gdzieś w cieniu. Niestety dziś nie był taki dzień, bo gdy już znalazła idealne miejsce, żeby nikt jej nie zaczepił, to mentor zaczął iść w jej stronę, doskonale znając jej kryjówki.
— Dobrze, Kroplo. Co byś chciała dziś robić? — zapytał z uśmiechem.
— Legowiska? — zapytała z nadzieją.
— A może coś innego, bo już mamy więcej legowisk, niż kotów? — zachichotał.
Kotka zastanowiła się chwilę, ale dużego wyboru nie miała. Albo szła uczyć się ziół, albo szła wspinać się na drzewa. Niestety nie mogła stwierdzić, że chcę świętego spokoju. Znaczy, mogła, ale nie była na tyle odważna.
— Możemy iść do uzdrowicieli. Przypomnieć sobie zioła — stwierdziła więc.
Kocur kiwnął głową i poczekał, aż Kropla wstanie, po czym ruszył z nią u boku do dziupli. Kotka szła ze spuszczoną głową, gdy mentor witał się z mijającymi ich kotami. Sama wybrała stróża, bo wiedziała, że nie byłaby w stanie być wojownikiem i zwiadowcą. Lubiła obóz, czuła się w nim bezpiecznie, no i nie musiała tutaj rozmawiać ze zbyt dużą ilością kotów. Ale Fruczak wydawał się dość pewny siebie i raczej mógł bez problemu zostać kimś więcej, jeśli tylko by chciał.
— Czemu zostałeś stróżem? — zapytała, zerkając na niego.
— Tak jakoś wyszło — rzucił krótko, a Kropla westchnęła, wiedząc, że w takim razie się tego nie dowie.
Weszli do legowiska chorych i przywitali się z uzdrowicielami, po czym poszli na bok. Tak jak ostatnio Fruczak wyciągnął poszczególne zioła i pytał Kropli, czym są i do czego służą. Kotka większość rzeczy pamiętała, ale do niektórych potrzebowała przypomnienia. Kilka chorych przewinęło się w międzyczasie.
— Cholera — mruknął jeden z uzdrowicieli. — Fruczak! Przyniesiesz jagody jałowca, proszę? — krzyknął po chwili.
Kotka spojrzała na mentora, ale ten uśmiechnął się do niej zachęcająco, oraz znacząco. Kropla westchnęła niezadowolona i zerknęła na zioła w poszukiwaniu potrzebnego, starając się sobie przypomnieć, jak wygląda to, czego szuka, ale wreszcie podniosła krzak z jagodami i zerknęła na Fruczaka.
— Doskonale. Idź zanieść. — Machnął łapą w pospieszającym geście.
Przyszły stróż niechętnie wyszedł z zaplecza i rozejrzał się po legowisku. Na szczęście z łatwością odnalazł uzdrowiciela, który czekał na zioła, bo tylko szylkretka była pacjentką. Jeśli Kropla dobrze pamiętała koty, to była to Kajzerka, z którą czasem rozmawiał jej ojciec. Była już starszą kotką i wyglądała na zirytowaną, więc uczennica szybko podbiegła do uzdrowiciela i podała mu jagody.
— Dzięki, Kropla.
— Nie ma za co — szepnęła, już zawracając.
— Powiedz Fruczakowi, że zapraszamy was na zbieranie ziół następnym razem! Może się nauczysz czegoś nowego! — krzyknął jeszcze za nią.
Uczeń kiwnął głową i wrócił do mentora, który dumnie się uśmiechał. Kocur kiwnął głową w ramach podziękowania i po chwili wrócili do przypominania sobie nazw i właściwości ziół.
[537 słów; trening medyka]
Wyleczeni: Kajzerka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz