Tuż po mianowaniu Nocki na wojownika
Od razu podbiegła do przyjaciółki i zatrzymała się z poślizgiem naprzeciwko niej. Tłum skandujący imię kotki powoli cichł. Liściaste Futro przez pewien czas po prostu stała, podczas gdy jej serce niemal skakało ze szczęścia. Nocny Kwiat nareszcie objęła rangę, która należała się jej od dawna. Została pełnoprawną wojowniczką! W jej przypadku to znaczyło coś więcej niż tylko koniec treningu. To był znak, że została zaakceptowana, że była klifiaczką o równych prawach, co reszta klanu.
Spojrzenie przyjaciółek się spotkało. Obie były w tym momencie strasznie szczęśliwe i podekscytowane, przy czym niebieska czuła także wielką dumę. Przez myśl przemknęło jej, że takie właśnie emocje ma rodzic nowo mianowanego wojownika. No cóż, ona jako asystentka medyczki była tak jakby matką całego klanu.
Liściaste Futro z błyszczącymi oczami i wielkim uśmiechem, od którego aż jaśniało, otarła się pyskiem o policzek czarnej kotki. Przez pewien czas tak stały wtulone w siebie, nawet gdy cały klan się rozszedł i koty poszły zająć się swoimi obowiązkami.
***
teraźniejszość
— Jeśli swędzenie nie ustąpi lub pojawi się jakikolwiek inny ból, przyjdź do mnie natychmiast — mruknęła.
Zwykle wymawiała polecenia dla swoich pacjentów spokojnym, miłym, lecz stanowczym głosem. Teraz jednak już nie miała na to energii... Zresztą na nic nie miała. Bez Czereśniowej Gałązki to wszystko było takie nudne... Wschody słońca po prostu płynęły swoim tempem, nie martwiąc się tym, że Liściaste Futro potrzebuje zwolnić, przetrawić to wszystko. Katastrofa po katastrofie, smutek za smutku... To zlewało się w jedną, monotonną całość. Już sama nie wiedziała, co robić. Dużo płakała za byłą mentorką, ale minęło trochę czasu i rozpacz zmieniła się w pustkę. To tak jakby medyczka miała dziurę w sercu, która z każdą chwilą była coraz większa i boleśniejsza.
Do rzeczywistości przywołała ją Bijąca Północ, która po chwili zastanawiania się, co się dzieje z Liściastym Futrem siedzącą i gapiącą się smutno w ścianę legowiska, po prostu podziękowała i wyszła.
Niebieska kotka wzięła z niej przykład i także opuściła swoją siedzibę, kierując się w stronę Nocnego Kwiatu, która siedziała samotnie przy legowisku wojowników. Przechodząc obok grupki plotkujących kotów, do jej uszu doszły fragmenty rozmowy.
— Złodziejka ziół... Zdradza...?
— Nocny Kwiat...
— Nie ufam jej...
Gdy tylko wojownicy zauważyli Liściaste Futro, od razu umilkli. Oczywiście doskonale wiedzieli, że medyczka przyjaźni się z czarną kotką. Zdawali też sobie sprawę z tego, że niebieska usłyszała co nieco, więc mogą mieć kłopoty. Ona jednak tylko przeszła obok, rzucając im po drodze niechętne spojrzenie. Czemu miałaby marnować swój czas i energię na krzyczenie na nich? Po co miała w ogóle zwracać uwagę na kogoś, kto obgaduje jej przyjaciółkę? Usiadła tuż obok Nocki, tak że ich futra się stykały i owinęła ogon wokół ciała koleżanki, chcąc ją w ten sposób pocieszyć.
— Słyszałaś. — Nie stwierdzenie, nie pytanie, raczej coś pomiędzy.
Czarna kotka pokiwała głową, zwracając swoje smutne spojrzenie na Liściaste Futro.
— Nie przejmuj się. Oni gadają głupoty, nie słuchaj ich. — Chciała też dodać, że są głupi, ale w porę się powstrzymała. Zastanawiała się, kiedy przestała lubić swoich współklanowiczów.
— Nie wierzysz im, prawda? — spytała cicho Nocny Kwiat.
— Ależ oczywiście, że im nie wierzę! Przecież cię znam, wiem, że byś w życiu nas nie zdradziła. Jesteś klifiaczką, takim samym członkiem naszego klanu, jak oni — przerwała na chwilę, po czym dodała: — Nie martw się, coś z tym zrobię. A… Jak tam ci dzisiaj szło polowanie? – spytała, zmieniając temat.
Wyleczeni: Bijąca Północ
<Nocko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz