BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

08 maja 2025

Od Gąbczastej Łapy

Gąbczasta Łapa leżała na plecach w swoim nowiutkim posłaniu, obserwując płachtę zrobioną z tataraków i gałęzi sumaków. “Ciekawe, jakim cudem ta konstrukcja jest taka wytrzymała! Musieli się bardzo postarać, gdy ją tworzyli!” pomyślała, wyciągając łapki do góry. Potem przewróciła się na bok, a jej wzrok spoczął na wyjściu z legowiska, gdzie dostrzegła Mątwią Łapę. Czarno-biała kotka rozmawiała z kimś na obozowej polanie. “Ciekawe, czy siostrzyczka byłaby w stanie sklecić coś takiego! Ja uważam, że jest całkiem zdolna” uśmiechnęła się pod nosem, po czym zmrużyła swoje śliczne ślepia. Myślała, że jeszcze przez jakiś czas nacieszy się spokojem, ale na cztery łapy skutecznie postawił ją rozlegający się po obozie, przeraźliwy kaszel. Futro zjeżyło jej się na karku, gdy tylko ten skrzek dotarł do jej biednych uszu. Otworzyła powieki i niechętnie podniosła się na cztery łapy, tym samym dostrzegając siedzącego w progu legowiska kocura o płomiennorudym futrze. Chyba nazywał się Plumkający Potok, czy jakoś tak… nie pamiętała już za dobrze.
— Witaj, towarzyszu! Co cię tu sprowadza? — wykrzyczała, zbliżając się nieznacznie do pacjenta. Musiała być jednak ostrożna – nie chciała się niczym zarazić. — Czy to ten niepokojący kaszel przyniósł cię tu z wiatrem? Na twoim miejscu też bym się martwiła, gdybym brzmiała jak umierająca wrona! — zachichotała, choć wojownik wcale nie wyglądał na nadzwyczajnie zadowolonego. — Ale to nic, nie musisz się o to martwić! Opowiedz mi o innych objawach, które ci towarzyszą, a ja chętnie podaruję ci jakieś zioła! — mruknęła, a na jej pysku wymalował się szeroki uśmiech. Potok przysiadł, owijając ogon wokół łap.
— Chyba mam katar i trochę bolą mnie płuca — przyznał, po czym odchrząknął. — No i mam też kaszel, ale to już zauważyłaś — przewrócił oczami. Przez cały czas jak mówił, poprawiał się i wiercił, jakby trudno mu było usiedzieć w miejscu. Gąbka też tak czasami miała, że musiała czymś zająć swoje łapki, bo inaczej by normalnie nie wytrzymała!
— Dobrze, dobrze, a powiedz mi jeszcze, kiedy zaczęły się te objawy? Jak bardzo ci dokuczają? Oprócz faktu, że pewnie odstraszasz wszystkie koty w zasięgu kaszlu! — zażartowała, choć – już drugi raz – Pluskający nie wyglądał na ucieszonego.
— Żarty mają być śmieszne — rzucił szybko. — I nie jest to nic poważnego, naprawdę! Objawy zaczęły się niedawno i są dosyć lekkie. To pewnie tylko jakieś przeziębienie, czy coś w tym stylu — stwierdził, na co Gąbczasta Łapa pokiwała kilka razy głową. Potem wlepiła wzrok w jedno miejsce przed sobą, starając się skupić i przypomnieć sobie każde pojedyncze słowo Różanej Woni, która swoją drogą stała niedaleko. “Katar, kaszel, bolące płuca… ale nic poważnego! To może być biały kaszel!” uśmiechnęła się, zadowolona ze swojego odkrycia.
— Już wiem, co ci dolega! — zawołała uszczęśliwiona, po czym podbiegła do swojej mentorki. Szkolenie zaczęła niedawno i choć potrafiła rozpoznać już wiele chorób, to gorzej jej szło z leczeniem ich. Czasami zdarzało jej się zapominać jakich ziół ma użyć. Tak było i teraz. — Co się podaje na biały kaszel? Uciekło mi to z głowy… — mruknęła. Ton jej głosu był rozbawiony, ale też trochę nerwowy. Na pewno Różana Woń już kiedyś jej mówiła o tym, co podaje się na biały kaszel! To w końcu całkiem powszechna choroba, tym bardziej gdy zaczyna się robić chłodno. Medyczka spojrzała na nią z ukosa i mlasnęła kilka razy.
— Biały kaszel, tak? Możesz podać choremu floks zmieszany z lubczykiem lub kocimiętkę. Zobacz, czego mamy więcej — poinstruowała ją szybko, po czym odwróciła się i wróciła do robienia własnych spraw. Gąbczasta Łapa kiwnęła głową i po wypowiedzeniu szybkiego “no jasne”, podbiegła do składzika z ziołami. Charakterystyczny zapach kocimiętki połaskotał ją w nos. Kotka na chwilę wstrzymała oddech, po czym zrobiła kilka kroków w tył. “Ktoś mi kiedyś mówił, że jak się nawdycha kocimiętki, to się zaczyna fruwać, jak ptaszki! Wolałabym nie ryzykować lataniem… ale skoro tak się dzieje, to dlaczego używa się tego w medycynie? Nie rozumiem…” pomyślała, wpatrując się w leżące na sobie liście kocimiętki. Szybko przeskanowała resztę składziku, ale nie udało jej się znaleźć świeżego lubczyku i floksu. Najwyraźniej będzie musiała zaryzykować tym, że wyrosną jej skrzydełka i być może odleci gdzieś daleko, a potem się zgubi… ale to nieważne! Gąbczasta Łapa przełknęła ślinę i zanurkowała pyskiem w ziołach, sięgając po roślinę o fioletowych kwiatach. Chwyciła ją w swoje niewielkie ząbki i w podskokach znalazła się obok rudego.
— Już mam! — oznajmiła, kładąc zieleninę tuż przed wojownikiem. — To kocimiętka. Lubisz? — spytała, wpatrując się w roślinę. Potem prędko przeniosła wzrok na rozmówcę, zaciekawiona, czy ten zaczął już latać. O dziwo – wcale nie. Wciąż siedział w miejscu, kompletnie niewzruszony. — Masz ją zjeść
— Wiem — przerwał jej, pochylając się nad kocimiętką. Widać było, jak jego twarz wykrzywia się w grymasie. Chwycił zioło w pysk, a następnie zaczął je niechętnie przeżuwać. — Dlaczego miałbym lubić albo nie lubić kocimiętki? Zioło jak zioło, nie interesuję się nimi — przyznał, wzruszając ramionami. Gąbczasta Łapa się oburzyła.
— Wcale nie takie zwykłe! Nie słyszałeś, co robi? — odburknęła, odwracając głowę. — Ale to może i nawet lepiej, że nie wiesz! To wiedza zakazana — zachichotała, gestem łapy odsuwając od siebie Pluskający Potok, który z bólem mielił w dziobie kocimiętkę. — I nie przesadzaj! Kocimiętka wcale nie jest taka ohydna! Kiedyś jak ją jadłam, to mi ktoś powiedział, że ona sprawia, że koty latają! — uśmiechnęła się, po czym natychmiast zasłoniła pysk łapą. — No i wygadałam! — przeraziła się, z wytrzeszczonymi oczami wpatrując się w rudego. — No dobra, czas cię goni! Sio mi stąd, tylko nie mów nikomu o tym, co tu usłyszałeś, jasne? — zmierzyła go podejrzliwym wzrokiem. Wojownik wyglądał dokładnie tak, jakby miał dość całej tej dziecinady. Wyprostował się i ruszył w stronę wyjścia, a na pożegnanie machnął zbywająco ogonem. Gąbczasta Łapa rzuciła okiem na Różaną Woń, która jednak wydawała się pochłonięta czymś innym. “Na pewno nic nie usłyszała! Nie mam się o co martwić” pomyślała, ponownie układając się na swoim legowisku. Gdy zmrużyła zmęczone oczka, nad jej głową stanęła medyczka.
— Zajrzyj jeszcze do legowiska starszyzny, dobrze? Dawno tam nie zaglądałam, a mogą czegoś potrzebować — mruknęła, na co dymna zasłoniła sobie uszy łapami.
— Tak, tak, zajrzę, oczywiście! — zapewniła swoją mentorkę, układając się na drzemkę. Na pewno zaraz o tym zapomni, ale przynajmniej będzie wypoczęta, tak? Lepiej, jeśli będzie wyspana – tylko wtedy będzie mogła dobrze leczyć koty!

***

Z głębokiego snu zbudziło ją narzekanie Różanej Woni, która – mogłoby się wydawać – bezcelowo kręciła się po legowisku. Przewróciła się na drugi bok, próbując zakryć czymś uszy, aby nie słyszeć niezadowolonych stęknięć mentorki, ale w końcu zrobiło się to niemożliwe. Tym bardziej że to, co opowiadała medyczka, przykuło uwagę młodej uczennicy. Może dlatego, że gdzieś w tym monologu usłyszała swoje imię?
— Gąbko, widzę, że nie śpisz — mruknęła, na co kręcone futerko kotki się najeżyło. — Byłaś u starszyzny? Podobno mamy tam niezbyt dobrą opinię! — dodała, a jej kroki na moment ucichły. Kotka poczuła jej oddech tuż nad swoją głową. — Jakoś mi wypadło, żeby tam wcześniej zajrzeć, wiesz, jak to jest. Jestem przyzwyczajona, że chore koty same do mnie przychodzą, ale w przypadku starszyzny nie jest to takie łatwe. Im… niekiedy po prostu nie chce się chodzić albo po prostu nie potrafią — stwierdziła. Brązowe oczko Gąbczastej Łapy otworzyło się i zaczęło rozglądać się po legowisku, w końcu jednak zatrzymało się na czarnych łapach mentorki.
— Starszyzna? — powtórzyła sennie, po czym ziewnęła przeciągle.
— Tak, starszyzna — odparła szorstko w odpowiedzi. Uczennica podniosła głowę, od razu dostrzegając przed sobą niezadowolony pysk Różanej Woni. “Ojć, chyba mam przechlapane…” pomyślała, podnosząc się na wszystkie cztery łapy. — Ostatnio słyszałam, jak Bratkowe Futro narzekała na jakieś bóle, czy coś w tym stylu. Nie pamiętam, ale lepiej, abyś to sprawdziła — odchrząknęła. Dymna przewróciła oczami.
— A starsi nie słyną przypadkiem z tego, że dużo narzekają? Może ona już tak po prostu ma! Pewnie tylko ją mięśnie bolą czy stawy, ale to chyba normalne dla kotów w jej wieku, prawda? — próbowała wymigać się od obowiązku. Medyczka to zauważyła.
— Idź. Sprawdź — naciskała. “Najwyraźniej nie mam innego wyboru” stwierdziła po jakimś czasie i odwracając się, szybko zniknęła Różanej Woni z pola widzenia. Gąbczasta Łapa stanęła na środku obozu, oglądając wszystkie legowiska po kolei. Jej wzrok zatrzymał się na tym, które znajdowało się najbliżej legowiska medyka. Szybko znalazła się tuż obok niego, wsadzając głowę do środka. Zapach w tym miejscu był specyficzny. Pachniało tu trochę kurzem, starością – albo po prostu tak jej się wydawało. Rozejrzała się, a jej wzrok ostatecznie spoczął na srebrnej kotce. Wyglądała na chorą.
— Hej, Bratkowe Futro, mam rację? — spytała łagodnym głosem, podchodząc do starszej.
— No wreszcie jakiś medyk raczył się tu zjawić! Ile można było czekać? Mogłabym tu nawet umrzeć, a i tak nikt by nie zauważył! — wytknęła. Gąbczasta Łapa była zaskoczona doborem jej słów. Położyła po sobie uszy. — Masz coś na swoje wytłumaczenie?
— Ja jestem uczennicą od niedawna! Nie wiedziałam, że coś się tu dzieje — burknęła. — Ale oto jestem, aby rozwiać wszelkie twe zmartwienia! No, to co tam masz? — spytała, dokładnie oglądając srebrną. Jej źrenice niewątpliwie powędrowały w stronę łap starszej. Były pozlepiane krwią i brudne. Bratkowe Futro, gdy tylko dostrzegła ciekawski wzrok Gąbki, schowała łapy pod sobą.
— Teraz nagle tacy przejęci, a wcześniej to co? Tak właśnie szanujecie starszyznę! — zaczęła się awanturować, ale Gąbczasta Łapa skupiała się już na tym, co mogło być przyczyną zakrwawionych łap srebrnej kotki. “Może cierń wbił jej się w łapę? Nie, nie byłoby to aż tak drastyczne. Pewnie podrażniła sobie poduszki, może jej popękały?” pomyślała.
— Nie martw się, zaraz ci coś przyniosę! — zawołała radośnie, kierując się w stronę wyjścia.
— Zaczekaj! — zatrzymał ją głos starszej, która niechętnie szepnęła coś pod nosem, zanim miauknęła znowu:
— Swędzi mnie skóra… może masz coś na to? — spytała. Młoda pokiwała głową – domyślała się już, co może dolegać Bratce. “Popękane poduszki, swędząca infekcja” powtarzała sobie w drodze powrotnej do legowiska. Gdy do niego wkroczyła, nie zastała Różanej Woni. “A niech cię! Przecież przed chwilą tu była!” westchnęła. Pamiętała, co podawało się na popękane poduszki łap, ale nie miała pojęcia jak wyleczyć swędząca infekcję! Zawędrowała do składzika, z którego wyciągnęła kilka liści szczawiu. Jego pikantny zapach połaskotał ją w nos, już czuła, że Bratkowe Futro nie będzie zadowolona z użycia akurat takiej rośliny. Teraz pozostał jeszcze drugi problem. Gąbczastej Łapie wydawało się, że jej mentorka mówiła kiedyś o jakiejś aksamitce… ale nie była do końca pewna. Mówiła, że to niewielki żółto-pomarańczowy kwiat. “Najwyraźniej muszę zaufać samej sobie” pomyślała, zabierając ze sobą coś, co najbardziej przypominało aksamitkę z opisu. Pospiesznie wróciła do legowiska starszyzny, wiedząc, że każde kolejne uderzenie serca wiązało się z coraz większym niezadowoleniem ze strony srebrnej kotki.
— Już wszystko mam! Musisz tylko pokazać mi łapy i siedzieć spokojnie! — poleciła. — No i przede wszystkim musisz mi zaufać co do tego szczawiu, bo on jest dosyć specyficzną rośliną. Uwierz mi jednak, wiem, co robię — zapewniła starszą. Na początku złapała szczaw i zaczęła przeżuwać go na papkę – jego właściwości była pewna. Gorzej z tym drugim. Jej język po kontakcie ze szczawiem, jakby zapłonął żywym ogniem. Oczy uczennicy delikatnie się zaszkliły – wiedziała, że mimo wszystko musi być silna i wytrzymała, jeśli chciała zostać medyczką. Gdy w jej pysku znajdowała się już sama papka, pochyliła głowę nad łapami Bratkowego Futra i zaczęła okładać je przygotowanym wcześniej lekiem. Starsza, po pierwszym kontakcie ze szczawiem, wzdrygnęła się nieznacznie.
— To ma tak piec? — spytała, unosząc jedną brew do góry. Gąbka przytaknęła, wciąż zajmując się biednymi poduszkami srebrnej. Po tym, jak w końcu papka opuściła jej buzię, kotka zwróciła się w stronę pomarańczowego kwiatka. “Raz się żyje, mam rację?” zachichotała pod nosem i ponownie rozpoczęła proces przeżuwania. Gdy w jej pysku powstała papka, kotka nałożyła ją na skórę Bratkowego Futra.
— Powinno być lepiej po jakimś czasie — zapewniła ją, robiąc kilka kroków w tył.
— Dzięki — starsza rzuciła niechętnie. Potem uczennica zniknęła z legowiska i skierowała się od razu w stronę swojego własnego. Tym razem zastała w nim Różaną Woń. — Cześć! — przywitała się przyjaźnie.
— Byłaś u starszyzny? — wyrzuciła z automatu.
— Oczywiście, że byłam! Bratkowe Futro miała popękane poduszki i swędzącą infekcję, dasz wiarę? Aż dwie choroby naraz! Współczuję jej — mruknęła pod nosem.
— Co jej podałaś?
— No… szczaw i… taki pomarańczowy kwiatek — odparła z zakłopotaniem. Medyczka nie wyglądała na szczególnie zadowoloną taką odpowiedzią.
— Żartujesz sobie? Mogłaś poczekać, aż wrócę, a nie podawać jej jakieś pierwsze lepsze zioła! To się mogło skończyć tragicznie, zdajesz sobie z tego sprawę?
Gąbczasta Łapa schyliła głowę w geście przeprosin. Położyła po sobie też uszy, a jej ogon przylgnął do ziemi. Jednak w tym momencie w jej głowie narodził się nowy pomysł – co gdyby w celu rekompensaty poszła poszukać jakichś potrzebnych ziół?

[2025 słów]

[przyznano 41%]

Wyleczeni: Pluskający Potok, Bratkowe Futro x2

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz