— Klanie Wilka! Wyruszamy — mruknęła donośnie Zalotna Gwiazda, która zaczęła wychodzić na leśną polanę oświetloną przez powoli zachodzące słońce.
***
Podróż nie była długa oraz ciężka, ale za to bardzo męcząca. Samo przejście przez tereny Klanu Klifu przyprawiało go o mdłości. Na bursztynowej wyspie siedziały już dwa klany, może chętnie, a może nie przywitały się z Wilczakami, którzy weszli z Zalotną Gwiazdą na przodzie. W każdym razie Wilczy Skowyt odszedł od całej grupy i poszedł usiąść gdzieś. Kocimiętkowy Wir na samym początku rozglądała się po wyspie, a potem czekoladowy do niej podszedł i zaczął.
— Słuchaj mnie ty zawzięta kupo futra! Myślisz, że możesz o mnie rozpowiadać byle jakie plotki?!
Rudofutra spodziewała się wszystkiego, tylko nie tego, że jakiś rozjuszony wojownik zacznie jej buczeć nad uchem. Zwróciła się w jego stronę z wyraźnie znudzonym wyrazem pyska.
— Ojej, no proszę, staruszek w końcu się obudził — prychnęła, przewracając oczami. — Ta plotka krąży po obozie już od dobrych kilku księżyców, a ty dopiero teraz odkryłeś, kto ją rozpowiada? W takim razie gratuluję spostrzegawczości!
— Posłuchaj mnie! Nie będziesz mi pyskować! Jestem od Ciebie starszy, więc okazałabyś mi szacunek! Niewdzięczna! — prychnął i machnął nerwowo ogonem, nie chciał już panować nad emocjami, a to czy inny kot by go upomniał o jego krzyki, nie zmieniało jego myśli oraz aktualnego stanu. — A spostrzegawczy jestem bardzo i od początku dobrze wiedziałem, kto to rozpowiada! Może jeszcze idź do innego klanu i im porozpowiadaj! Pysk ci się nie zamyka! — syknął.
Na pysku wojowniczki pojawił się złowieszczy uśmiech.
— Mówisz i masz! — miauknęła, po czym wzięła powietrze w płuca i zaczęła krzyczeć:
— TEN KOT MA ROMANS Z KIMŚ Z INNEGO KLANU!
— Zamknij się, pchlico! Tyle potrafisz? Durna jesteś! Okropna! Idiotka!!! Mam nadzieję, że twój mech będzie okropnie twardy i wbijać będzie ci się w skórę w każdym miejscu podczas snu! I wcale nie jest z innego klanu! Kłamczucha! — strzepnął ogonem, a gdyby mógł, zrobiłby się czerwony bardziej niż czerwona kredka. Gdy skończyła się już wydzierać, pokazała Wilczemu Skowytowi język. Żadna z jego tanich obelg nie robiła na niej wrażenia! Czekoladowy mógł sobie krzyczeć i krzyczeć, jednak każde jego słowo wlatywało do głowy wojowniczki jednym uchem, a wylatywało drugim. Też jej pokazał język i już miał ochotę ją pacnąć w ten jej głupi uśmiechnięty przed chwilą pysk. Łapa mu drżała, ale wiedział, że jak to zrobi, Zalotna Gwiazda go ukarze.
— Gdy patrzę na ciebie, rozumiem, czemu gwiezdny klan czasem się myli!
Zielonooka dostrzegła, że łapy czekoladowego zaczynają drżeć i uśmiechnęła się pod nosem.
— Przywódca się pomylił, w ogóle nadając ci miano wojownika!
— Masz odwagę myszy i rozum jeszcze mniejszy — prychnął i pacnął ją w pysk łapą. Nie użył za dużo siły, ale już po fakcie wiedział, że Kocimiętka zaraz zacznie histeryzować i robić z tego sensacje na całą skalę. Ruch Wilczego Skowytu wybił ją z rytmu.
— Zabierz te swoje brudne łapy ode mnie! — krzyknęła, odsuwając się od czekoladowego, jakby był zarazą. — Bo mnie jeszcze czymś zarazisz, ty zdrajco!
Miał ochotę zrobić to ponownie, ale nie darować sobie siły.
— Nie jestem zdrajcą! — krzyknął. — A jak ci nie pasuje, to wynoś się z klanu, mieszkaj pod wodą i nikt cię nie będzie dotykać!
— Jak nie jesteś zdrajcą, skoro się miziasz z kimś spoza Klanu Wilka?! — wygarnęła mu. — Niby jak inaczej chcesz to nazwać, geniuszu?
— Z nikim spoza Klanu Wilka się nie miziam. To, co mówisz to kłamstwo i chyba masz nie po kolei w głowie albo nie wiesz, co jest pięć, że takie rzeczy wymyślasz — burknął oburzony i już lekko zmęczony kłótnią
Zmrużyła podejrzliwie oczy.
— To oczywiste, że się teraz nie przyznasz — stwierdziła, po czym zadarła brodę. — Ale ja wiem swoje!
— A ja wiem, że jesteś głupsza niż Klifiacy — burknął pod nosem, Kocimiętka zadarła nos i zaczęła odchodzić od czekoladowego. Najwidoczniej się obraziła. No i tyle z tego było, może to nawet lepiej, bo młoda już zaczynała go męczyć swoimi krzykami, głosem i po prostu zapachem!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz