Ucieszył się, że jego wnuczka jako jedyna przejmuje się jego losem. Bardzo zmarzł, czekając aż medycy zajmą się chorymi, chociaż na jego oko wyglądało to kiepsko. Czy było mu żal siostry? Nie... Kotka od początku, gdy tylko nabrała oddech w płuca i zaczęła stawiać nieporadnie łapy, była zdrajcą. Bardziej przejmował się losem kuzyna, który jako jedyny był mądry. Z nim najczęściej rozmawiał, ponieważ Falująca Tafla jako jedyny był mu posłuszny. Pozbył się wszak swoich nierudych pociech, udowodnił mu, że był im wierny. Dlatego też zmartwienie nie opuszczało jego pyska nawet na moment. Słyszał, że jak kot zaczyna spluwać krwią to nie było szans na przeżycie. Czy i jego ten los czeka? Wszak spędzał z nimi większość czasu, w końcu nie ruszali się z legowiska starszyzny nawet na moment. Dlatego też oczekiwał jakichś objawów, które utwierdzą go w przekonaniu, że jego czas był już policzony.
Otulił ogonem wnuczkę, która wtulała się w jego bok, by go rozgrzać. Powoli czuł jak łapy na powrót odzyskują czucie, a dreszcze znikają. Miał może grubą sierść, ale śnieg i ten ziąb jaki panował na zewnątrz, na dłuższą metę nie był zbytnio łaskawy. Aż dziw, że się nie przeziębił!
— Paskudna pogoda. Mam nadzieję, że ich wyleczą, chociaż moja siostra powinna już dawno sczeznąć — prychnął, przerywając ciszę.
— Nie mów tak dziadku. Mimo wszystko Blady Zmierzch jest twoją siostrą. Jest ruda — podjęła cicho, nie chciała by żaden rudy kot chorował, nie ważne co — Rumiankowa Łapa na pewno się nimi zajmie razem z Wiśniowa Iskrą. — O Słonecznej Łapie nie raczyła wspomnieć, w końcu minęłyby wieki nim by do nich doczłapała. — Całe szczęście, że ty nie kaszlesz. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś ci się stało, gdy byłam poza obozem.
Tak... Była ruda, ale urazę i tak do niej zachował. Nigdy nie była mu jakoś bliska. Raczej nic nie poczułby, gdyby nagle odeszła.
— Co mi po takiej siostrze, która pół życia miała mnie gdzieś i zdradzała naszą rodzinę na figlach z nierudymi. Dobrze, że nie wyszły z tego kocięta, bo jeszcze miałabyś nierudych kuzynów. — Skrzywił się, machając końcówką ogona na boki. — Tak. Nie kaszle i mam nadzieję, że to się utrzyma. Śmierć w taki sposób jest... bolesna. W końcu wypluwa się własne płuca wraz z krwią — westchnął. — Ale potraktowali mnie okropnie! Nie dali mi ciepłego kąta, tylko wygonili na śnieg jak śmiecia. Tak szanują w tych czasach prawdziwych rudokrwistych — zaczął marudzić.
— Porozmawiam o tym z nimi. — obiecała, nie było mowy, by przeszła obok tego obojętnie — Rozumiem, że nie chcieli, abyś się zaraził, ale naprawdę, ktoś inny z wojowników mógł zainteresowanie tobą, ale nie. Lepiej było samemu się wygrzewać w legowisku. — spojrzała spod łba na Kurzą Pogoń pielęgnującą swoją sierść w głębi nory — Spójrz dziadku. Zamiast przydać się klanowi, to marnuję czas na pielęgnacji swojego futra. Szkoda, że nie będzie widać żadnej różnicy. Bura brzydula — zachichotała cichutko tuląc się mocniej do jego boku.
Zerknął we wskazaną stronę i złośliwie się uśmiechnął. Zamruczał, liżąc wnuczkę po łebku, tak jak niegdyś Piaskowa Gwiazda go. Tyle księżyców już jej nie było z nimi. Jednak nowe pokolenie wyrastało na wspaniałe koty. Liczył, że ta dobra passa przetrwa i żadna Różana Przełęcz czy inny kot tego nie zniszczy.
— Wiesz, że dawno temu byłem świadkiem jak takie nierude futro było wyrywane szylkret kotce? Nie pamiętam już co zrobiła, ale bardzo się naraziła naszej liderce, ale dobrze wyglądała bez tego okropnego koloru na sobie. Może i Kurza Pogoń powinna się go pozbyć dla dobra nas wszystkich — zachichotał cicho, miaucząc te słowa do ucha Lwiej Paszczy. — Wyglądałaby śmiesznie taka... łysa.
<Lewku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz