- Idziemy na patrol, Jaskier! - miauknął wesoło srebrny, uspokajając oddech po krótkim, lecz szybkim biegu.
Zdawało się, że arlekin ożywił się nieco. Pewnie i tak się nudził. Albo nie miał na nic ochoty, a Wieczornik jak zwykle tego nie zauważał... No cóż.
- No dobra - odpowiedział im i podniósł się na równe nogi.
Wieczornikowa Łapa podskoczył wesoło i już po chwili wychodzili całą trójką z obozu. Wszystkie dotychczasowe zmartwienia zdawały się na chwilę zniknąć. Tak, ci dwaj zawsze będą w stanie poprawić mu humor.
Żwawo pokonali kłodę oddzielającą wyspę od reszty świata. Słońce nie przygrzewało tak mocno jak przez ostatnie księżyce, lekki wiatr muskał kolejno futra młodych uczniów. Zapowiadał się całkiem przyjemny patrol.
- To gdzie idziemy najpierw? - rzucił w powietrze Wieczornik, ale po cichu miał nadzieję że nikt nie zaproponuje okolic terenów dawniej należących do Klanu Lisa.
- Chodźmy najpierw od strony farmy! - podsunęła Zboże.
Bracia zgodzili się równoczesnym skinieniem łbów.
- Berek! - miauknął nagle niebieskooki, rzucając się do ucieczki, nawet nie upewniwszy się, że ktoś podjął się próby złapania go.
Na szczęście nie musiał długo czekać na odzew ze strony przyjaciół, już po kilku uderzeniach serca usłyszał za sobą tupot czterech par łap i wesołe krzyki. Zdziwił się, że Jaskier nawet za nim nadążał, pomimo o wiele krótszych łap. A może to on sam biegł wolno?
Nie zdążył się odwrócić, by sprawdzić jak daleko za nim są uczniaki, bo w tym samym momencie z impetem wleciała w niego bengalka. Przeturlali się kilka lisich ogonów, a potem dołączył jeszcze Jaskrowa Łapa.
- Mamy cię! - zawołała z triumfem w głosie węglowa.
Bicolor starał się złapać głębszy oddech.
- No... Już... Złaźcie... Dusicie - wysapał.
Usłyszał ciche "oj" zanim obydwoje zwolnili go ze swojego uścisku. Wstał i otrzepał się z brudnej ziemi czym prędzej. Rozejrzał się. O, byli już blisko farmy! Jego wzrok zatrzymał się na ogrodzeniu, w bardzo ciekawym miejscu...
- Ej, zobaczcie! - miauknął, zaciekawiony nie odwracając oczu od obiektu, a jedynie podchodząc truchtem bliżej.
- Hm? - Jaskier ze Zbożem również się zainteresowali.
Kiedy postawił jeszcze kilka kroków stanął pysk w pysk z... Co to właściwie było? Krowa? Trochę mała w porównaniu do wizerunku jaki przedstawiali mu inni. Łaciate stworzenie widocznie nie było zadowolone z ich przybycia, jak i własnej pozycji. Utknęła? Wierzgała mocno łbem, ale nie przynosiło to rezultatów.
- Krowa! - wyrwało się Zbożu.
- Nie zrobi nam nic? - zapytał Jaskier z nutką niepewności.
Wieczornik dziarsko podszedł jeszcze bliżej, a jego brat wciągnął mocno powietrze, jakby w obawie że stworzenie zaraz odgryzie mu głowę.
- Czekaj... Patrz patrz patrz! - oparł jedną z łap na drewnianym palu ogrodzenia, aby znaleźć się na poziomie krówki.
I z premedytacją pacnął zwierzę w nos. Te bardzo rozjuszone z powodu naruszania jego prywatnej przestrzeni parsknęło wściekle, smarkając przy tym na klasyka. Z jego pyszczka wydostał się przerażony krzyk, zamachał łapami w powietrzu i upadł na ziemię, oszołomiony. Jaskier ze Zbożem w mgnieniu oka znaleźli się przy nim.
- Nic ci nie jest? - zapytał syn Oszronionego Płatka.
- Wstawaj, a nie! - miauknęła bengalka i chciała pomóc podnieść się Wieczornikowi, ale niefortunnie złapała w miejscu, w którym były już krowie gile.
- O fe! - wrzasnęła z obrzydzeniem, odpychając kolegę z powrotem w piach akurat w momencie, kiedy już prawie się podniósł. Tym razem zarył prosto pyskiem o ziemię.
- Cholera, Zboże! - krzyknął, a jego głos zabawnie zapiszczał, zresztą jak zawsze kiedy krzyczy.
Zaraz, czy... Czy ona się śmiała?
- Ja ci dam... Zobaczymy czy będziesz się śmiała z gilów na swoim futrze!
Węglowa w mgnieniu oka rzuciła się do ucieczki przed brudnym obliczem Wieczornikowej Łapy. Zupełnie zapomnieli o uwięzionym w ogrodzeniu cielaku.
<Zboże? Wybacz gniota>
O nie xD
OdpowiedzUsuń