*przed zgromadzeniem*
Był wściekły. Jeszcze nigdy nie wypełniała go taka złość. Gniew był uzależniający. Dodawał siły i chęci życia w zamian za ciągłe nakręcanie go. Młody wojownik nie mógł usiedzieć w miejscu. Chciał się jakoś zemścić na Aroniowym Podmuchu. Dopiec mu. Zniszczyć. Ale nie miał jak. Był bezradny, nie miał przyjaciół, by snuć intrygi (Pluskającą Łapę nie chciał jakkolwiek narażać), nie miał też żadnego poparcia. Po raz kolejny pragnął czegoś nieosiągalnego. Zatopił pazury w suchej ziemi, wpatrując się gniewnie w ojca.
— A ty co? — zapytała szylkretowa kotka o oklapniętych uszkach.
Pigwa kojarzył ją. Była jedną z Lisiaków.
— N-nie twój interes — warknął na nią.
Kotka uniosła zaskoczona brwi.
— Ktoś ma tu kleszcza za uchem — skomentowała zachowanie wojownika, odchodząc z dumnie unoszonym ogonem.
Kita Pigwy uderzyła o ziemię wściekle. Tylko tego mu brakowało, żeby Lisiaki go obrażały. Nie myśląc za wiele, wbił zęby w łaciaty ogon kotki.
— Ała — pisnęła szylkretka, odwracając się do niego. — Puść mysi móżdżku — syknęła na niego, uderzając go tylną łapą.
Kocurek niechętnie puścił ogon kotki. Wtedy do łaciatego łba wpadł pewien pomysł. A gdyby tak wykorzystać Lisiaków do ukarania ojca?
— Pomóż mi — rozkazał jej.
Konopiowa Łapa roześmiała się.
— Pierw na mnie warczysz, potem gryziesz ogon, a teraz chcesz pomocy? — parsknęła kotka. — Wy Nocniaki chyba faktycznie macie coś nie tak ze łbem — prychnęła pogardliwie.
Pigwa położył uszy zły. Głupia kotka. Głupi Lisiak. Wysunął pazury. Musi pożałować swoich słów.
— C-chciałem wam pomóc uciec, ale skoro t-tak stawiasz sprawę... — miauknął Pigwowy Kieł pewnie.
Konopia zastrzygła uszami.
— Ściemniasz — stwierdziła.
Ogon kocura uderzył o ziemię. Rozgryzła go za łatwo.
— W-wcale nie — zaprzeczył dumnie, choć dobrze wiedział, że kłamie.
Kotka uniosła brew.
— Jaką mam pewność, że nie kłamiesz? — zapytała podejrzliwie.
— P-przyrzekam na m-mój honor — odparł zniecierpliwiony Pigwa.
— Nocniaki nie mają honoru — mruknęła Konopia z dumnie uniesionym pyskiem.
Futro na grzbiecie Pigwy mimowolnie się zjeżyło.
— U-uważasz się za taką super, a jesteś z-zwykłym lisim łajnem, które n-nawet nie ma gdzie uciec — miauknął wojownik. — P-pewnie sama masz coś z-za uszami i n-nie raz kogoś zawiodłaś, w-więc czemu ja mam ci ufać?
Pysk kotki dziwnie zobojętniał. Dopiero po uderzeniu serca Pigwa w zielonych ślipiach dojrzał gniew.
— Nic o mnie nie wiesz, kupo lisiego łajna — syknęła Konopiowa Łapa, podchodząc do wojownika. — Nic, i coś czuję, że to ty tutaj masz najwięcej za uszami z całego klanu! Jedynie Pstrągowa Gwiazda cię przebija!
— Pigwowy Kle, co się dzieje? — zapytał Poziomkowy Blask, podchodząc do brata. — Ten Lisiak ci się naprzykrza?
Pigwa pokręcił łbem. Ostatnie czego chciał to być ratowanym przez dużego brata.
— T-to jeszcze nie koniec — miauknął do kotki.
Konopia parsknęła.
— Nie masz co mi zrobić, maluszku — syknęła na do widzenia.
Pigwowy Kieł wbił pazury w ziemię. Miała rację. Nawet jakby chciał nie miał za bardzo co jej zrobić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz