Westchnął, podchodząc do stosu ze świeżą zdobyczą. Tak, powinien coś zjeść i ukoić nerwy, ostatnimi czasy i tak już za dużo ich sobie napsuł. A mimo to z każdą chwilą było mu tylko gorzej, a wzięta ze stosu mysz zdawała się jeszcze paskudniejsza w smaku niż zazwyczaj. Łabędź wbił pazury w ziemię i upuścił zwisające z pyska żyjątko. Na moment zatopił się w wspomnieniach i rozpaczy do tego stopnia, że zupełnie nie zauważył, gdy podeszła do niego Tańcząca Pieśń. Dopiero głos kotki uświadomił go o jej obecności.
— Oh czeeeść Łabędziu — przywitała się przeciągle.
Nie odezwał się, a jedynie w milczeniu obserwował, jak wojowniczka podchodzi do stosu ze zdobyczą i wybiera dla siebie tłustą nornicę. Następnie, ku niezadowoleniu kocura, usadowiła się tuż przy nim. W pierwszej chwili starał się ją ignorować, powracając do posiłku. Towarzystwo natrętnej kocicy było w tym momencie chyba ostatnim, czego potrzebował.
— Ładną mamy pogodę, co? — Ponowiła próbę po dłuższym braku reakcji z jego strony.
Łabędzi Plusk niemal niezauważalnie machnął ogonem i zmrużył oczy.
— T-tak, j-jest w p-po-porządku — mruknął, wpatrując się we własne łapy. Nie po to wstawał tak wcześnie, żeby przy śniadaniu musieć rozmawiać z Tańczącą Pieśnią.
— Jest całkiem przyjemnie, słońce tak w sam raz świeci, nie parzy — kontynuowała niewzruszona. — Ciekawe, czy po południu się to zmieni. Znowu idziesz na poranny patrol czy coś, że jesteś już na nogach, Łabędziu? — zapytała.
Niezbyt podobał mu się fakt, że używała skrótu, a nie pełnego imienia, zupełnie, jakby byli dobrymi kumplami, ale nie skomentował. Zamiast jednak odpowiedzieć jej od razu, skubnął jeszcze jeden kawałek tej nieszczęsnej myszy. Obrzydliwa.
— N-nie, n-nigdzie się n-nie wy-wybieram — stwierdził, w międzyczasie zajmując się już nieumyślnym zakopywaniem swego niedoszłego śniadania. Co z tego, że ktoś może go zeżreć za "marnowanie zwierzyny"? Czuł, że nie przełknie już ani kęsa więcej.
— Hmm, ciekawe. Większość kotów woli grzać zadki w legowiskach jak tylko długo mogą i nie wstają wcześnie, jeśli nie mają takiego obowiązku. A nawet, jeśli mają, i tak nie raczą się z niego wywiązywać — ciągnęła, jakby wspominając wczorajszy patrol i jego wybitne spóźnienie.
Pokiwał łbem, a gdy po chwili do niego doszło, że rozmówczyni przecież nie zauważy tego gestu, przytaknął jej krótkim mruknięciem, by po chwili zabrać się za poranną toaletę. Teraz Tańcząca Pieśń zamilkła na dłuższą chwilę, więc mógł w spokoju oddać się temu zajęciu. Zaczął od pośpiesznego umycia uszu i pyszczka, by następnie przejść na pierś i łapy.
— Ty też jesteś spoza klanu, prawda? — rzuciła nagle jak gdyby nigdy nic.
Łabędzi Plusk zastrzygł uchem i podniósł się z lekko przygarbionej pozycji. Skąd takie pytanie?
— T-tak — przytaknął po chwili.
<Tańcząca?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz