BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

28 czerwca 2019

Od Mokrej Blizny CD Cienistej Łapy

Kotka żywo opowiadała mi o tym, jak to się nudziła u medyka, oraz tym, że nie miała u niego co robić.
Oddaliliśmy się od stanowiska Burzowego Serca, po czym przystanąłem. Słońce było już wysoko, niedługo będzie szedł popołudniowy patrol.
- Co jest? - Zapytała, a ja myślałem nad odpowiedzią.
Nie chciałem być nieuprzejmy, mówić jej, że prawdopodobnie muszę za paręnaście uderzeń serca iść na patrol, bo przecież dopiero co wyszliśmy na spacer. Zresztą, może nie będzie zła, skoro u tak nie powinna nadwyrężać mięśni?
- N-niedługo będzie patrol... - Zacząłem, a brązowe ślepia kotki rozbłysły.
- Będziesz szedł? Mogę z tobą? - Zapytała entuzjastycznie.
Dobra, może trochę mnie przytłacza, ale to pewnie jej ciekawość. Sam potrafię być nie do zniesienia...
- Wątpię, Burzowe Serce ledwo zgodził się na spacer. - Mruknąłem, dobierając ostrożnie słowa.
Ani myślałem sprawiać jej przykrości, ale obowiązków nie przełożę.
- A kiedy? - Mruknęła.
- Gdy słońce będzie chylić się ku zachodowi - odparłem spokojnie, idąc naprzód. - Co powiesz na polowanie?
Uczennica Drżącego Oddechu podkręciła głową, wskazując swoje rany. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Ja ci coś upoluję.
Po czym powoli, ze względu na jej rany szliśmy na tereny łowieckie. Z dala wyczułem już kilka nornic i ptaków.
- Czuję...nornice? - Zaczęła, wąchając powietrze.
- Masz rację - odparłem, machając ogonem.
Terminatorka machnęła szczęśliwie ogonem. Skierowałem się w tamtym kierunku, dało się dostrzec Burzowe Drzewo. Przyjrzałem się, gdyż dostrzegłem tam postać. Szylkretowa kotka chyba. Czyżby mentorka Cienistej Łapy?
- Czy to nie Drżący Oddech? - Zagadnąłem, widząc momentalne spięcie u towarzyszki. - Powinienem się przywitać.
- M-musisz? - Miauknęła, ale ja już szedłem w kierunku polującej wojowniczki.
- Witaj, Drżący Oddechu - zacząłem, gdy kocica upolowała niedużą mysz.
Odwróciła się w moim kierunku, kładąc piszczkę na ziemi. Usiadła, dostrzegając za mną wlokącą się jej uczennicę.
- Witaj, Mokra Blizno. Świeżo upieczony wojownik, dlaczego zabrałeś od medyka moją uczennicę?
Przekrzywiłem głowę na jej słowa. Ton, którego użyłabym nieco szorstki, poważny, jednak tylko w części, w której mówiła o terminatorce.
- Jestem na polowaniu - odparłem nieco zbity z tropu. Cienista Łapa nie przywitała się z mentorką, jedynie posłała jej spojrzenie, siadając za mną.
Słyszałem, jak kocica wzdycha z poirytowaniem.
- Z tego, co wiem, nie może wychodzić. Postępujesz bardzo nieostrożnie. - Oznajmiła poważnie.
- A co może jej się stać? Potrafi o siebie zadbać, zresztą każde wyjście jest dobrą nauką. Jest ze mną, nic jej nie będzie, jeśli o to ci chodzi. - Powiedziałem z naciskiem na ostatnie słowa. Dlaczego tak ostro reaguję? Przecież wojowniczka nic mi nie zrobiła?
Czy to dlatego, iż ma takie podejście do uczennicy? Tyle pytań, mało odpowiedzi.
- Mhm - Burknęła, biorąc mysz i oddalając się.
Zerknąłem za nią, mrużąc oczy.
Bez słowa ruszyłem tropem nornic. Czarno biała kotka podążyła za mną, jednak nieco wolniej.
- Jaki był twój mentor, Mokra Blizno? - Zapytała po chwili.
- Ciernistej Gwiazdy nic nie zastąpi - Mruknąłem cicho - Zakręcone Ucho to dobry mentor, jednak nie kładł na mnie nacisku.
- Czyli?
- Wiele nocy wymykałem się z obozu, by samemu ćwiczyć, za dnia również - odparłem. Zdaje mi się, iż zburzyłem jeden z moich murów. Czuję się coraz bardziej komfortowo w towarzystwie tej kotki, dzięki czemu mogę odetchnąć w spokoju.
Wyczułem zwierzynę, w wysokiej trawie. Ignorując mówiącą coś terminatorkę, zakradłem się, niemal bezgłośnie. Wiatr ruszał chaotycznie trawą, zagłuszając moje kroki. Dostrzegłem dwie nornice a nieco dalej grubego zająca. Mam plan, wiem, co zrobię. Dostrzegłem niedaleko głaz, taki wielkości kociej głowy. Rzuciłem się na nornice, a zając zerwał się, zawadzając o głaz. Zabiłem nornicę, szybko rzucając ją i zaczynając bieg za zającem, który przewrócił się, chyba miał problem z łapką. Dopadłem go, nim uciekł.
Wziąłem w pysk opis zdobycze, myśląc, które dam na stos.
- Woah - mruknęła terminatorka, a ja przypomniałem sobie, że w końcu jest tu ze mną.
- Ah - rzuciłem zakłopotany, może odstąpię jej nornicę, a zająca zaniosę na stos. Tak, to dobra myśl.
Położyłem mniejszą zdobycz przed kocicą, a drugą położyłem obok siebie.
- Jedz, musisz mieć siły na powrót - rzuciłem.
Czarno biała posłała mi wdzięczne spojrzenie, po czym powoli zaczęła jeść. Przestała po chwili, kierując na mnie spojrzenie.
- Czemu ty nie jesz?
- Huh? - Zerknąłem na nią, następnie ponownie obserwując otoczenie. - Nie potrzebuję, tego zająca zaniosę na stos.
Kiwnęła niepewnie głową, kończąc część nornicy. Usiadła i spojrzała się na mnie.
- Chcesz już wracać? - Spytałem.

<Cieniu? Trochu nijako>

Od Pstrągowego Pyska C.D. Jemioły

Bynajmniej nie była zachwycona tym, że jakiś nieznajomy kot wie o ich istnieniu, traktuje ich jak potulne koteczki i jeszcze czegoś od nich oczekuje.
— W Klanie Nocy żyje bardzo dużo kotów — warknęła Pstrągowy Pysk otrząsnąwszy się ze zdumienia. Teraz była nie tyle co zdezorientowana, co zirytowana. — A pomóc możemy ci najwyżej w wylądowaniu na Drodze Grzmotu. Mamy wystarczająco dużo problemów bez otyłych pieszczochów kręcących się nam po terenach i kradnących zwierzynę.
Koteczka zamrugała i uśmiechnęła się delikatnie, jakby w ogóle nie dotarły do niej te słowa.
— Na Drodze Grzmotu byłam całkiem niedawno kochanie, naprawdę nie chciałabym tam wrócić — miauknęła i nieznacznie poruszyła ogonem, odwracając się za siebie, niezbyt łapiąc aluzje co do pozbycia się jej. —  Nie kradłam żadnej zwierzyny, naprawdę! Jestem tu dosłownie od kilku chwil. Nie mogłabym was okraść, to nieładne! — gdy mówiła, klepnęła na zadku, wpatrując się to w Pstrągowy Pysk, to znów na Wronią Łapę, po czym westchnęła i z wyrazem zdezorientowania opuściła łebek. — Zgubiłam się, nie wiem jak wrócić do domu. Naprawdę obiecuje, że nie będę sprawiać problemów kwiatuszki! Mogę jeść minimalne porcje, to nie problem!
Pstrągowy Pysk spojrzała na Jemiołę krytycznym wzrokiem. Nie wyglądała na kogoś, kto może sprawiać zagrożenie. Pewnie normalnie wojowniczka stłukłaby intruza na kwaśne jabłko, jednak obecnie była z nią Wronia Łapa, która również wcześniej była włóczęgą... no cóż, może nie aż taką tłustą i naiwną. Poza tym, wiedząc, jaką miękką, głupią idiotką była Żwirowa Gwiazda, pewnie Pstrągowy Pysk dostałaby jeszcze naganę za nieuprzejme potraktowanie miłego gościa.
Uniosła oczy ku górze wzdychając ciężko, przy okazji pozwalając cichemu warknięciu uciec z jej pyska.
— Gwiezdni, widzicie, a nie grzmicie — burknęła do siebie, jednak zanim Jemioła zdążyła cokolwiek powiedzieć, Pstrągowy Pysk stanęła za nią i trzepnęła ją niezbyt delikatnie w grzbiet. — Chodź. Żwirowa Gwiazda zadecyduje co z tobą zrobić.
* * *
Oczywiście, po przyjściu do obozu nie uniknęły ciekawskich spojrzeń i szeptów, wszakże widok potężnej, nieczułej wojowniczki i jej uczennicy wraz z pulchnym pieszczochem był dosyć niecodzienny.
Do tego ów pieszczoch nie był w najlepszym stanie. Kiedy musiały przedostać się na drugi brzeg strumienia przez głazy, Jemioła poślizgnęła się na jego śliskiej powierzchni i wpadła do wody. Pewnie gdyby Pstrągowy Pysk w porę jej nie złapała i wyciągnęła, biedna kotka utonęłaby porwana przez silny nurt rzeki.
Dlatego też teraz Jemioła szła za Pstrągowym Pyskiem i Wronią Łapą do legowiska lidera mokra i dalej nieco roztrzęsiona.
<Jemio? Wrona?>

Od Błękitnej Cętki

Miała już tego wszystkiego dość. Dość tego, że cały czas ktoś czegoś od niej chciał. Dość wysłuchiwania cudzych utrapień. A przede wszystkim dość tego, że nie było przy niej Leśnego Cienia. Sama świadomość  jego śmierci krępowała jej ruchy, budziła... obrzydzenie i wściekłość. Rzadko miewała tak podły humor, Błękit zazwyczaj była radosną kotką.
- Ty, ty i ty. Idziecie na patrol - oznajmiła współklanowiczom, beztrosko spożywającym posiłek. Zdała sobie sprawę jak ostro zabrzmiały jej słowa. Rozciągnęła pyszczek w uśmiechu, który nie obejmował oczu. - Proszę? - dorzuciła bezradnie, choć zabrzmiało to bardziej jak pytanie, aniżeli prośba. Obrzucili ją zdumionymi spojrzeniami, kilku potaknęło bezgłośnie.
- Sprawdźcie granice z Klanem Nocy i z Klanem Wilka - poprosiła służbowym tonem. - Ja... idę na polowanie.
W milczeniu opuściła tłumek i wyszła z obozu, czując jak gdzieś w środku buzują jej nerwy. Powinna przestać o tym myśleć, uspokoić się i odetchnąć. Uniosła głowę na niebieskie niebo i w milczeniu obserwowała lot orła. Drapieżny ptak unosił się na wietrze, jakby w ogóle nie obchodziły go losy wszechświata, a tym bardziej Klanu Burzy. W lot nie wkładał specjalnego wysiłku, szeroko rozłożone skrzydła dawały mu idealną powierzchnię do łapania powietrznych prądów. Błękitna Cętka przycupnęła wśród traw, oddychając miarowo. Serce biło jej zbyt szybko, ale adrenalina powoli wygasała. Znów miała ten sen, ten przeklęty sen. Krew, kilka ciosów. Zawsze czuła, że upada na ziemię, pokrytą twardą gliną. Nie pamiętała wielu szczegółów, bo ilekroć usiłowała rozpoznać czyiś pyszczek, budziła się zlana potem. No i w złym humorze, jak teraz. Puściła się pędem przez równinę, ścigając się z wiatrem i drapieżnikiem. Spłoszona ropucha uskoczyła spod łap kotki, swym oślizgłym cielskiem, ocierając się o jej sierść. Niebieska ze śmiechem przeskoczyła nad nią i pognała dalej. Jej boki unosiły się i opadały, w kilkanaście uderzeń serca pokrywając się nasionami roślin. Wyhamowała dużo, dużo dalej, prawie przy Drodze Grzmotu. Poduszki łap ją paliły, podobnie jak sumienie, odzywające się po tym jak potraktowała Klan Burzy. Będzie trzeba przeprosić... Na zgiętych łapach przesunęła się do przodu i wyjrzała spomiędzy liści. Przed nią wiła się czarna i lśniąca Droga Grzmotu. Smród był nie do zniesienia. Zastępczyni kichnęła, po czym otarła nos. Obok niej z hukiem przetoczył się potwór. Mimo, że stała w pewnej odległości, to poczuła, że trzęsie się ziemia. Odskoczyła na długość królika, by następnie skarcić się za tchórzostwo. Co może zrobić jej taki potwór? No... może oprócz szybkiej i tylko nieco bolesnej śmierci? Z powrotem ruszyła w kierunku asfaltu, jednak tym razem nie ukryła się pomiędzy liśćmi, lecz śmiało skoczyła na pobocze.
- Dzień dobry.
Uniosła głowę i wbiła wzrok w przeciwną stronę Drogi Grzmotu. Obok niej przejechała następna machina Dwunożnych. Wbiła wszystkie pazury w ziemię, by powstrzymać odruch ucieczki. Gdy kurz nieco opadł ujrzała swojego rozmówcę. Był to kocur, z intensywnie żółtymi oczami. Masywny, ale nie gruby. Mięśnie mówiły, że nie żyje na garnuszku u Dwunożnych i sam sobie zdobywa pożywienie. Gapiła się na niego jak zahipnotyzowana, nie mrugając przez kilka uderzeń serca. Co przy drodze Dwunożnych mógł robić inny kot, do tego kocur?
- Wypadałoby mi odpowiedzieć - lekko kąśliwie rzekł jej rozmówca, strzepując ogonem kilka pyłków.
- Wcale nie muszę ci odpowiadać - Błękitna Cętka prychnęła zaczepnie i zmrużyła oczy. Balansowała na granicy chęci rozmowy i ciekawości, a zakazanej rozmowie z kotem spoza klanu. Chociaż co to za zdrada, czym może zawinić zwykła rozmowa? - Poza tym wszedłeś na nasze tereny!
Kocur uniósł brwi i parsknął lekko.
- Nie wydaje mi się, skarbie. Nie czuję śladów zapachowych. No i wydaje mi się, że to dzieło ludzi - wskazał łapą na dzieląca ich Drogę Grzmotu.
Po asfalcie przetoczył się kolejny potwór. Córka Białej Sadzawki wzdrygnęła się lekko, ale pozostała w tym samym miejscu.
- Chodź tu do mnie! O ile mnie nie zabijesz, to może nawet uda nam się porozmawiać!
Błękit nie wytrzymała i parsknęła urywanym śmiechem. Ona, zabijająca kogokolwiek poza wiewiórką?! Dobry żart. Wstała z ziemi i targana wątpliwościami przemknęła przez Drogę Grzmotu, poza tereny Klanu Burzy.
Nie powinnaś tak łatwo mu ufać. Może być spoza Klanu... Racja - niebieska potaknęła sama sobie i stanęła, w pewnym oddaleniu od kocura.
- Jesteś z Klanu Wilka? Nie? Może z Klanu Nocy albo Klifu?  - Za każdym razem żółtooki zaprzeczył ruchem głowy. - W takim razie jesteś pieszczochem?
- Co to? Jakieś przesłuchanie? - kocur ze śmiechem machnął głową. - Jeżeli mówisz o Niewolnikach, to nie, nie należę do nich. Nie jem tych głupich mysich bobków, które oni dumnie nazywają "karmą". W każdym razie już nie... -  przerwał i pokręcił głową. - Jestem samotnikiem. Mam na imię Hiacynt... A ciebie, panienko, jak zwą?
Niebieska podekscytowana uniosła ogon, po czym odetchnęła z ulgą. Z samotnikiem mogła rozmawiać, może nawet zgodziłby się przystąpić do klanu! Oceniła kocura wzrokiem. Na oko miał około trzydziestu księżyców, oraz jak zauważyła kotka, bardzo ładne, duże uszy.
- Jestem Błękitna Cętka. Piastuję stanowisko zastępcy. Może zechciałbyś dołączyć do Klanu Burzy?
Ku jej zdumieniu na pyszczku jej rozmówcy pojawiło się wahanie. Hiacynt oblizał wargi i wbił pazury w ziemię.
- N-nie wiem - oznajmił. - Wyskoczyłaś z tym tak nagle... Nie sądzisz, że najpierw nie powinnaś mi czegoś o nim opowiedzieć? - Ulga jaka wstąpiła na jego pyszczek była wręcz komiczna.
Cętkowana przystanęła. Dlaczego tak zareagował na jej propozycję? Pokryła zmieszanie szerokim uśmiechem i klapnęła na ziemię, o długość lisa od kocura.
- No to, posłuchaj - ostrożnie dobierała słowa. Wiedziała, że postępuje źle, że nie powinna rozmawiać z obcym samotnikiem. Potrzebowała jednak zrobić coś... szalonego. Tak mało żartowała od śmierci Cierń i Laska. Nie mówiła o samym Kanie Burzy, nie chciała też zdradzić położenia obozu. Opowiadała ogólnie o innych klanach, a zakończyła opowieścią o Gwiezdnych, patrzących na nich ze Srebrnej Skórki. Hiacynt okazał się wdzięcznym słuchaczem. Nie przerywał, potakiwał w odpowiednich momentach.
 - To wspaniałe, że macie swoją wiarę - orzekł, gdy skończyła. - I te całe obrzędy...
- Ceremonie. Najczęściej mianowania - poprawiła go łagodnie niebieska.
Dopiero teraz zauważyła, że dzieląca ich odległość zmniejszyła się dramatycznie. Siedziała teraz najwyżej o długość myszy od rozmówcy, a ich sierść się stykała... Jej serce biło tak mocno, że była pewna iż Hiacynt je usłyszy. Dźwignęła się na lekko drżących łapach i cofnęła. Dopiero teraz poczuła promienie słońca z lewej strony.
- Na Klan Gwiazdy! Nie sądziłam, że jest już tak późno! - roześmiała się głośno, by ukryć zmieszanie i uciekła wzrokiem od hipnotyzującego spojrzenia kocura. - Muszę wracać! Nawaliłam... muszę przeprosić klanowiczów!
Spięła mięśnie, by przebiec przez Drogę Grzmotu, jednak kocur położył jej łapę na barku. Czas jakby stanął w miejscu, była tylko ona i on, no i może jej serce, mocno tłukące się o żebra.
- Spotkamy się jeszcze?
- M-może - odpowiedziała szybko, przełykając ślinę.
- Będę czekać - oznajmił Hiacynt, zabierając łapę z barku kocicy. Błękit kiwnęła głową i ruszyła tyłem, niemal wypadając na Drogę Grzmotu. Odwróciła się szybko i przebiegła przez asfalt, z powrotem na tereny Klanu Burzy. Odprowadziła ją para złotawych oczu...
***
Na wzgórza wróciła już w zaskakująco dobrym humorze. Gdy niemal dochodziła do obozu wpadła na jakiegoś kota. Przytrzymała go za bark, pilnując by się nie przewrócił.
- Oj, przepraszam - zachichotała cicho, w myślach dziękując Gwiezdnym za to, że pamiętała, by wytarzać się we wrzosie, zanim przekroczyła granicę obozu.

<Ktoś?>

Od Wilczej Łapy C.D Cienistej Łapy

— No wiesz.. To... Bardzo długa historia. No może nie aż tak — zaśmiałem się, choć wcale nie było mi przyjemnie rozmawiać o tym, co mi zrobiła — Za kociaka szydziła ze mnie, gdy nie mogłem znaleźć dziury w żłobku, żeby uciec, a gdy chciałem jej powiedzieć, żeby przestała jej bracia – Szuwarek i Mokry zaatakowali mnie na jej prośbę. Kiedy zostałem uczniem, naśmiewała się ze mnie i mówiła uczniom, żeby mnie nie lubili. Ona. Chce. Mnie. Zniszczyć. — Nie wiem jak widziała to Niezapominajkowa Łapa, ale ja widzę w tym nienawiść. Moją przyszłą zemstę. I nie będę na nią długo czekać.


~~


— Hej, Cienista Łapo! Nie miałabyś nic przeciwko treningu walki? Moje poprzednie treningi nie wyszły najlepiej, ale może tobie pójdzie dobrze! — miauknąłem. Bura niechętnie kiwnęła głową, a ja zaprowadziłem ją poza obóz - tam gdzie trenowałem z Błękitną Cętką. Nie zajęło to dużo czasu, a ja już przybrałem pozycję bojową, gotowy na ruch znajomej.

— Gotowa? — mruknąłem, a uczennica Drżącego Oddechu kiwnęła głową na zgodę, że jest gotowa.

— A więc, ty atakujesz pierwsza! — mruknąłem.

— Ale dlaczego ja? — zapytała, niechętnie przybierając pozycję bojową.

— No dobrze, mogę ja być. — powiedziałem, a gdy ta otworzyła pyszczek by coś powiedzieć, ja już byłem nad nią.

— Leżysz! — miauknąłem dość głośno i zszedłem z niej.

— Osz ty! — krzyknęła radośnie Cień i z schowanymi pazurami skoczyła na moje plecy. Wierzgałem się, jednakże ona nadal tam była. Szarpałem się, a ona nadal trzymała się. W pewnym momencie wierzgnąłem się tak, że Cienista Łapa upadła do góry nogami. Uśmiechnąłem się dumny, że strzepałem z siebie „przeciwnika”. Gdy córka Aliry podniosła się i otrzepała, patrząc prosto w jej oczy skoczyłem na nią i lekko podgryzłem jej ucho. Tak, aby nie stała jej się żadna krzywda. Puściłem ją i odskoczyłem, jednakże podczas odskoku poczułem jak jej łapa przejeżdża przez mój bok. Wysunąłem i wbiłem pazury w ziemię, abym nie spadł na ziemię. Otrzepałem się i poczułem, jak ciemna łapała mnie za kark. Nienawidziłem tego ataku. W moich oczach zapłonęła furia, a pazury niekontrolowanie wysunęły się. Nie chciałem zrobić jej krzywdy, ale wszystko jakby... samo prowadziło mnie do tego. Bez trudu zrzuciłem ją i prędko przybiłem do ziemi. Kotka wierzgała się, a jej oczy zamgliły się z strachem. Patrzyłem tylko, jak furia prowadziła mnie do tego, jak robię jej długą ranę na policzku. Nie miałem nad sobą kontroli. Terminatorka pisnęła z bólu i skuliła się, a ja odkąd tylko uspokoiłem się, schowałem pazury i odszedłem, a moje oczy zamgliły się z strachem. Czy właśnie tak wkrótce będę się zachowywać? Pełen rządzy krwi? Z głosem w głowie, który mówi „ZABIĆ”? Nie miałem słów. Poprzez moje policzki leciały łzy.

— N-nie możemy być przy-jaciółmi — mruknąłem cicho.


<Cień? Jakby chcesz przed skiptime możesz dodać trochę dialogów xD>


Od Słodkiej Łapy C.D Pstrągowego Pyska

Słodka Łapa przytaknęła jedynie skinieniem głowy. Przedostatnie słowa, które wypowiedziała Pstrągowy Pysk były wystarczająco dołujące, aby pewność siebie młodej kotki znacznie opadła. A już przecież wszystko zmierzało w dobrym kierunku, zwłaszcza kiedy taka osoba jak Pstrąg powiedziała jej nie tylko coś niemiłego. Oczywiście, owa uczennica zdawała sobie sprawę z tego, jakie wzbudza wrażenie, była do tego przyzwyczajona, dokładniej do traktowania domowych kotów jako osoby z zerowym poziomem doświadczenia, ale… Czasami niektórzy mogliby sobie odpuścić.
Samiczki wciąż wędrowały wzdłuż granicy z Klanem Klifu, jednak oddaliły się nieco, aby nie wzbudzać żadnych podejrzeń niechcianego patrolu. Jak wspomniała Pstrągowy Pysk, nikt z Klanu Nocy nie był w takim napiętym okresie na tyle głupi, aby narażać się na niepotrzebne zamieszki. Zresztą i tak grupa kotów leśnych potrzebowała czasu na regenerację, ta wojna pochłonęła zbyt dużo ofiar, aby szybko wstać na nogi.
Gdy dwoje futrzaków dotarło do ogromnego, rozłożystego drzewa, Słodka nie zamierzała tym razem milczeć i momentalnie zadała pytanie swojej jednodniowej mentorce. W końcu po to tutaj były, tak? Ona pyta, a druga odpowiada. To się nazywa po prostu nauka.
- A więc to jest Wielkie Drzewo? – Para dwukolorowych oczu zabłysła na jej twarzy.
- Skąd… To tylko Stary Dąb, jedno z większych drzew w lesie. Popatrz na jego odstające korzenie – wskazała. – Nie ma się co dziwić, że przetrwało tyle pór nagich drzew, skoro jest takie nieugięte. Dosłownie i w przenośni.
Lecz jej słuchaczka poczęstowała ją jedynie krótkim „aha”. Co prawda, bura westchnęła, jednak nie chciało już się jej fatygować, aby ochrzanić młodą za jej ignorancję. Wciąż szły, nie zatrzymując się ani na chwilę, jak gdyby ich czas był naprawdę cenny. W momencie, gdy pręgowana zauważyła koniec terytorium, nakazała jej przystanąć, po czym poruszyła swoim nosem kilka razy, pobudzając receptory węchowe, by upewnić się, czy na pewno są same.
- Chodź. – Oznajmiła Pstrągowy Pysk.
Podreptały jeszcze kilka kroków dalej, pod tak samo stary dąb, jaki spotkały poprzednio, jednakże Słodka Łapa zauważyła, iż jest z nim coś nie tak. Albowiem te spostrzeżenia były słuszne; drzewo leżało przewrócone na polanie, zaś dookoła niego roztaczały się chropowate sosny usytuowane w takiej samej pozycji.
- Zapamiętaj to miejsce. – Zaczęła Wojowniczka swoim poważnym tonem. – To tutaj jest siedlisko spotkań klanów. Co jeden księżyc, pięć klanów przychodzi pod Wielkie Drzewo, aby omówić ważne sprawy. Liderzy mają prawo wziąć ze sobą wybranych Uczniów, Medyków, czy także Wojowników, nie zapominając również o Zastępcach. Jest to ważny okres, dlatego że podczas właśnie tego dnia, pomiędzy każdym klanem panuje rozejm.
- Hmm, tak. Wydaję mi się, że chyba wszystko przyswoiłam. Tylko dlaczego jest tutaj taki nieporządek? – Perska wskazała na wywrócone drzewa.
- Ach, naprawdę ciebie to interesuje? Po prostu czasami jest tak, że coś nie spodoba się Klanowi Gwiazdy. Kiedy się zdenerwuje, zazwyczaj księżyc zostaje przysłonięty chmurami, a wokoło rozlega się panika wraz z kończącym się zgromadzeniem. Ale zdarza się, że popadają w większy szał i skutki mogą być opłakane… Tak, tak bardzo… - Popadła jakby w trans. – Ale nie przejmuj się. – Spróbowała się poprawić. – Wystarczy trzymać się kodeksu. Bądź co bądź, czy teraz czujesz się usatysfakcjonowana? – Zapytała.
- Nie do końca, nie mniej jednak może być.  – Łagodnie odparła Słodka Łapa. – Czyli teraz idziemy do granicy z Klanem Wilka? Czy w tym klanie są wilki? – Rozwijał się dalszy ciąg pytań z ust czarnej kotki.
- Szczerze powiedziawszy, nie mamy z nimi bezpośredniej granicy. Właśnie w tym miejscu jest jedyna najbliższa i najbezpieczniejsza droga, dzięki której możemy zanieść wiadomość do Klanu Wilka. I nie, tam nie ma wilków, mówiłam ci już, że we wszystkich klanach żyją takie same koty jak my… Tylko że jedne są bardziej przyjazne, a drugie mniej. – Aktywowała swój pełen nienawiści wzrok, jakby o czymś sobie przypomniała.
- Pstrągowy Pysku? Czy wszystko w porz… - masywna kocica jej przerwała.
- Spójrz przed siebie Słodka Łapo, domowy kocie. Tutaj nie jesteś bezpieczna jak w swoim starym domu u Dwunożnych, musisz to zrozumieć. – Poinformowała ją raz jeszcze, lecz w jej głosie nie było ani krzty złośliwości, czy uszczypliwości. – Tam zaczyna się terytorium Klanu Wilka. Czy wiesz co się z nimi stało? – Podtrzymała rozmowę.
- Nie Pstrągowy Pysku… Wszyscy w klanie chodzą jacyś odmienieni, jednak za dużo nie mówi się o aktualnych wydarzeniach, więc za dużo również nie wiem… - Odpowiedziała kulturalnie na zadane jej pytanie.
- A więc nie ma potrzeby ukrywać czegoś przed Tobą. Również jesteś członkinią Klanu Nocy, należą Ci się wyjaśnienia. – Wojowniczka stała się wyjątkowo łagodna, jakby szykowała się cisza przed burzą. Jednakże jej wyraz twarzy pozostał nienaruszony.
- Lisia Gwiazda, lider Klanu Klifu, czyli ten żądny władzy psychopata dla swojej niezrozumiałej chęci rozlewu krwi nakłonił inne klany na pomoc w napaści na Klan Wilka. W tym szalonym pomyśle znalazł się również Klan Nocy… - Ciągnęła. – W niedawnym czasie ów klan pozostał pod okupacją tego mordercy, lecz z tego, co mi wiadomo, to chyba się uwolnili z jego chciwych pazurów. Niestety kotów nie da się i tak ożywić. – Splunęła głośno na samą myśl o Lisie.
- Ożywić!? Co pa… Co ty chcesz powiedzieć? – Białołapna wzdrygnęła się.
- Posłuchaj Słodka Łapo. Ogień wznieca ogień, przemoc rodzi przemoc. Ta wojna pochłonęła zbyt dużo ofiar. Zginęły dziesiątki winnych, jak i niewinnych kotów… To wszystko mogło potoczyć się inaczej. Nawet kosztem życia przepłacili to głupstwo moi rodzice. – Syknęła z wyczuwalną nienawiścią.
Słodka z osłupieniem przenikała swoimi źrenicami przez oczy towarzyszki. Było to widocznie zbyt drastyczne dla hodowlanej, wrażliwej kotki. Dziesiątki ofiar!? Wyobrażała sobie pole bitwy, całe przesiąknięte krwią. Martwe ciała kotów, które przeplatały się wśród łap. Ale Pstrągowy Pysk chyba nie zamierzała skończyć opisywać wojnę…

<Pstrąg?>

Od Cienistej Łapy CD. Mokrej Łapy (Mokrej Blizny)

- Muszę iść zająć się starszymi - rzucił, zbierając się do wyjścia - Powiem twojej mentorce, że czujesz się na siłach, by rozmawiać.
- Nie, nie mów - Cień nie skończyła mówić, a Mokry opuścił legowisko medyka - jej... - dodała, będąc już w swoich myślach, gdzie dostaje kolejną karę od mentorki, ale to nie było najgorsze. Najgorsza była myśli i fakt, że po raz trzeci zawiodła Drżący Oddech. Tak, zdecydowanie to było najgorsze, a zapowiadała się taka ułożona... Drżący Oddech też o tym wspominała, właściwie to ona zapoczątkowała takie myśli u młodszej.
- Pewnie mnie nie słyszał - szepnęła sama do siebie i położyła głowę na łapach, niewątpliwie czekając na reprymendę od mentorki. Gdy ta weszła, Cienista podniosła lekko wzrok, zerkając na starszą, która wydawała się wściekła, w sumie nic dziwnego.
- Mokra Łapa powiedział, że możesz rozmawiać - oschle zaczęła Drżący Oddech.
- T-tak - Cień nie mogła ukryć w sobie strachu przed tym, że po raz kolejny już zawiodła mentorkę, bała się siebie i sama nie wiedziała, dlaczego ostatnio robiła takie rzeczy.
- No więc teraz z łaski swojej zechcesz mi wyjaśnić, co do wszystkich mysich móżdżków strzeliło ci do głowy, że mnie nie posłuchałaś? Czy ty zdajesz sobie sprawę, jak głupio i nie odpowiedzialnie się zachowałaś? I taka nieusłuchana znajda jak ty, chce być wojownikiem? Przecież to jest podstawowa umiejętność dorosłych kotów mieszkających w klanie! - Cień skuliła się i położyła uszy po sobie. Nie chciała słuchać słów mentorki. Ona znajda? Tak, faktycznie była nią, ale już jakiś czas mieszka w klanie i na treningach daje z siebie wszystko, by tylko jak najszybciej móc bronić klanu! No i przy okazji nie słuchać co ma do powiedzenia Drżący Oddech, ale nie to teraz się liczy - a ty do takiego nie należysz! Kiedy do nas dołączyłaś, myślałam, że nie będzie z tobą problemów - zamyśliła się - i nie było! - krzyknęła, przez co młodsza cofnęła się odrobinę - do teraz, co się z tobą dzieje? Gdzie podziała się ta Cienista Łapa, która była naprawdę fajna? Wiesz, jeśli będziesz tyle robić na własną łapę, to daleko nie zajdziesz. Chcesz spróbować, jak to jest być dorosłą? To musisz ponieść tego konsekwencje, pomyślę nad twoją karą, a teraz odpoczywaj wedle życzenia. Nie interesuję mnie, co masz do powiedzenia. Bardzo zawiodłam się na tobie i jestem rozczarowana twoim zachowaniem. Nie mam po prostu już na ciebie siły i nie zamierzam z tobą teraz rozmawiać - Drżący Oddech nie dała nawet szansy wytłumaczyć się młodszej i wyszła. Chociaż co tu tłumaczyć? Drżący Oddech zna sytuację i ze zdaniem mentorki, Cień w pełni się zgadza, ma racje. Nie chcąc o tym wszystkim myśleć, ułożyła się w kulkę, na tyle, na ile pozwalał jej ból i po dłuższej chwili zasnęła.
*po mianowaniu Mokrej Blizny*
Nieoczekiwanie Mokry pojawił się w legowisku medyka, a Cień postanowiła wykorzystać fakt, że o wiele lepiej się czuje. - Słyszałam, że byłeś mianowany! Jejku gratulacje - od razu naskoczyła na kocurka - ja też bym tak bardzo chciała, ale od tamtej rozmowy, no wiesz, gdy zawołałeś Drżącą, to nie gadałyśmy i sądzę, że po tej akcji, to jeszcze trochę sobie poczekam... - odkąd Cienista lepiej się czuje, nie może pohamować się od nawijania każdemu kotu, co odwiedzi Burzowe Serce, a samemu jemu naopowiadała wszystkie swoje historie, jakie tylko umiała sobie przypomnieć, a że medyk zwykle był zajęty, nie opowiadał swoich, więc wyczerpały im się tematy. Chociaż ciemna wiedziała, że ten słuchał jej, bo musi, toteż jak do legowiska przyszedł jej znajomy kot, musiała go zasypać lawiną słów - ale cieszę się, że ty jesteś wojownikiem i co robisz jako kot wyższej rangi? Nikt ci nie mówi, co masz robić? Ale mega! - nie dawała dojść do słowa Mokremu, ale na szczęście zdała sobie z tego sprawę, więc tylko skuliła uszy i przestała otwierać pyszczek. - T-tak nikt mi nic nie każe robić, znaczy teoretycznie, bo mam obowiązki i... - zmieszany na początku nie wiedział, co ma powiedzieć, ponieważ pewnie zapomniał połowy z tego, co mówiła kotka, ale ta i tak mu przerwała. - A zabierzesz mnie na spacer? Proszę! Bo skoro jesteś wojownikiem, to pewnie możesz! I mogę spytać się Burzowego Serca, myślę, że się zgodzi! Proszę! - kocurek spojrzał na nią lekko zirytowany i niepewny tego pomysłu, ale po dłuższej chwili milczenia mało chętnie się zgodził. Od razu Cień ruszyła do medyka. Ten z początku był niepewny, lecz po kilku prośbach młodszej, zgodził się. Po niedługim czasie Mokra Blizna i Cienista Łapa ruszyli ku wyjściu z obozu.
<Mokry? Co ty na to?>

27 czerwca 2019

Od Cienistej Łapy CD. Wilczej Łapy

Cień nie chciała prosić Wilka, by poszedł po piłkę, więc najzwyczajniej w świecie dała sobie z tym spokój. Przynajmniej na chwilę nie było tak nudno, jak do tej pory. Nastała chwilowa cisza, wiec ciemna postanowiła ją przerwać.
- Jak twoje rany? Goją się już? - prawie od niechcenia zadała to pytanie.
- Jest dużo lepiej, ale i tak nie mam pojęcia, czemu nie mogę już iść.
- Mi też jednak brakuje treningów z Drżącym Oddechem - kotka momentalnie posmutniała - ale jednak mam takie wrażenie wiesz... Że to moja wina... Bo jakbym się jej wtedy posłuch-chała - Cień już nie wytrzymała i zaczął płakać. Sama nie wiedziała, dlaczego zwierza się temu kocurkowi z osobistych przeżyć, ale wydawał się słuchać, co ma do powiedzenia. - A myślisz, że Drżący Oddech będzie bardzo na mnie zła? - zapytała i schyliła głowę, chowając ją w swoje łapy. Nie czuła się z tym dobrze, że pokazywała tę słabą stronę kocurkowi, przecież może wtedy uznać ją za niegodną jego uwagi, albo nienadającą się na wojownika.
- Myślę, że może być zła, ale nie aż tak, jak na mnie...- spuścił wzrok, po czym w jego oczach można było zobaczyć iskierki złości - Sądząc po twojej łagodnej karze - po tej wypowiedzi zamilkł.
- Wilk? - chciała, by ten skupił się na jej słowach.
- Ym?
- Czemu nie lubisz Niezapominajki? - otarła łzy i spojrzała na kocurka. Kotka poczuła się, trochę winna, że pyta się o taką sprawę, ale nie rozumiała, czemu Niezapominajka nie lubi Wilka i na odwrót.

<Wilk? Odpowiedz, bo sama nie wiem czemu xD>

Od Owocowej Łapy (Owocowej Pogoni)

Owocowa Łapa wybiegła z obozu w podskokach. W głowie galopowały jej tysiące splątanych myśli, a pobudzane tym chaosem łapki odbijały się od ziemi w radosnym pędzie. Podniosła głowę – w koronach drzew aż buzowało od hałaśliwego ptasiego życia, a letnie słońce miło ogrzewało jej pręgowany grzbiet. Ach, jaki piękny dzień!
Bryknęła wesoło kilka razy, by rozładować emocje, po czym na próbę przyjęła przesadnie poważną i dumną minę. Nie utrzymała jej dłużej niż uderzenie serca, bo już po chwili z jej pyszczka wydobył się głośny, czysty śmiech.
Miała powody do radości. Po – jak jej się zdawało – wiekach okupacji Lisiej Gwiazdy Klan Wilka odbił swoje tereny i na nowo zarządzał nimi tak, jak chciał. Znów mogła do woli ganiać po swojej ziemi, nikt nie mówił jej, co ma, a czego nie może robić. Znów byli wolni.
A do tego dzisiaj Gęsie Pióro oznajmiła, że jeśli dzisiaj dobrze jej pójdzie, to wieczorem zostanie wojowniczką.
Wreszcie z trudem powstrzymała objawy wesołości – co jak co, ale gdyby jej mianowanie opóźniło się przez spłoszenie zwierzyny jej okrzykami, to byłaby to okropna porażka – i cichutko ruszyła przed siebie, przez las, który podczas swojego pobytu w Klanie Wilka zdążyła już tak dobrze poznać. Jej zmysły jeszcze przez chwilę leniuchowały, otumanione szczęściem, ale wkrótce wyostrzyły się i bura mogła rozpocząć najważniejsze w życiu łowy.
Wbrew swojej naturze szła wolno. Ostrożnie przemykała pomiędzy pędami paproci, wiedząc, że ich najlżejsze poruszenie mogło zaważyć na jej sukcesie. Uszy poruszały się żwawo niczym antenki u owada, wyszukując źródła obiecujących odgłosów, a oczy śledziły otoczenie, wypatrując ruchu wskazującego na obecność zwierzyny. Pręgowana sierść zlewała się z igrającymi na ściółce plamami cienia. Niegdyś pulchna maskotka Dwunogów, a kilka księżyców później już wytrenowana uczennica, gotowa dowieść swojej wartości. Teraz stała się duchem. Diabelsko niebezpiecznym.
Przynajmniej dla wiewiórek.
– Ha! Jedna moja – wymruczała łobuzersko, zasypując swoją pierwszą ofiarę. Gdyby nie kilka rozsypanych rudych włosków, nikt nie dowiedziałby się, że skoczne stworzonko kiedykolwiek istniało.
Pobieżnie rzuciła okiem na spoczywający nieopodal głaz – chciała zapamiętać jego wygląd na wypadek, gdyby zgubiła swój trop lub coś go zatarło – i ruszyła dalej. Po swojej haniebnej ucieczce podczas bitwy z Klanem Klifu przykładała się do nauki o wiele bardziej, starając się swoją pracą zrekompensować karygodny uczynek. Sumienność opłaciła się; los wiewiórki prędko podzielił kos i tłusta ryjówka.
Nie każda próba kończyła się powiększeniem liczby złapanych zwierząt. Czasami kotkę zdradzała jakaś podstępnie ukryta sucha gałązka czy zbyt ekscytowane ruchy ogona. Zdarzało się, że mimo jej starań zwierzyna zauważyła jej przykurczoną sylwetkę i zaalarmowana uciekła, zmuszając ją do obejścia się smakiem. Owocowa Łapa nie była w końcu mistrzem podkradania się. Jednak dzięki treningowi zwierzyny, której życie kończyło się w jej łapach, było więcej niż osobników, którym udało się zbiec.
Właśnie pozbawiła życia kolejnego niewielkiego ptaka i udawała się na poszukiwanie kolejnej ofiary, kiedy nagle coś w niej drgnęło. Zatrzymała się wpół kroku, oszołomiona, i powoli powiodła spojrzeniem po drzewach, pod którymi się znalazła. Pamiętała to miejsce.
Przechodziła tędy wraz z rodzicami, kiedy prowadzili ją do obozu dziesięć księżyców temu.
Na jej czoło wstąpiły zmarszczki. Radość, którą spowodowała zapowiedź mianowania, jakby gdzieś się ulotniła.
Być może dziś otrzyma nowe imię. Zostanie pełnoprawną członkinią Klanu Wilka. Zamknie się jeden rozdział w jej życiu, a otworzy nowy, w którym pozna pełnię smaku klanowego życiua.
Ale czy tego naprawdę chciała?
Wbiła wzrok w wyschnięte liście, jakby szukając odpowiedzi wśród ich nieregularnych kształtów. Nieoczekiwanie jeden z nich przypomniał jej zabawkę, którą bawiła się jako kociak. W domu Dwunożnych było miło, głośno, ale bezpiecznie. Zawsze czuwali nad nią rodzice, a wokoło miała rodzeństwo. Miała Skrzypka. Jej serce dźgnęło poczucie winy. Z taką łatwością o nich zapomniała…
Była tutaj. Znalazła drogę. Niespodziewanie, przypadkiem zrobiła coś, co chciała zrobić od początku swojego pobytu tutaj. Pozostawało podążyć odnalezionym szlakiem, by znaleźć się w domu. Tam, gdzie zawsze chciała wrócić.
To wydawało się takie proste…
Niepewnie wyciągnęła przed siebie łapę, po czym postawiła ją znowu.
Czy porzuci las, który cię wychował, na rzecz ciepłego miejsca o Dwunogów, w którym się urodziła?
Tak, szepnął głos w jej głowie. Przecież od początku tego chciałaś, prawda?
Zacisnęła zęby. Nie wiedziała, co zrobić, jaką podjąć decyzję. A nie miała czasu do namysłu.
Jeżeli dziś wróci do obozu, pewnie zostanie wojowniczką. Będzie musiała przysięgać, a nie chciała złamać przysięgi.
To była jedyna okazja, żeby wrócić do rodziców, i jeżeli z niej nie skorzysta, przepadnie na zawsze.
W głowie miała zupełny bałagan. Iść? Czy może wracać? Jaki los jest jej pisany? Którą ścieżkę ma wybrać? Choć była już rozmiarów dorosłego kota, znów poczuła się jak zagubiony kociak. Wiedziona jakimś nagłym impulsem, mętnym wspomnieniem, zrobiła krok...
– Owocowa Łapo? – Z krzaków dobiegł nieśmiały głos Łabędziej Łapy.
Uśmiechnęła się pod nosem i odwróciła się.
– Łabędź! – zawołała gromko, podbiegając do kocurka. Też się uśmiechnął, swoim zwyczajem trochę niepewnie, ale zawsze. – Co tutaj robisz?
– Płomienisty Świt kazał mi iść na polowanie… Powiedział, że dziś sprawdzi moje umiejętności, i-i jeżeli się spiszę, to…
– Nie żartuj! Ciebie też chcą dzisiaj mianować!? – wykrzyknęła, a kiedy zaskoczony rudo-biały potwierdził skinieniem głowy, aż podskoczyła z zachwytu. – No to na co my czekamy? Chodźmy, szybko! Przyniesiemy tyle zdobyczy, że aż im szczęki opadną!
Przybycie kolegi z legowiska podziałało na nią otrzeźwiająco. Rozbiegane myśli uspokoiły się i ułożyły równo, jasno wskazując prostą odpowiedź: idź do domu.
Kiedyś tym mianem nazwałaby ceglaną kostkę, w której dane było jej przyjść na świat, ale nie była już Owockiem, naiwnym brzdącem skaczącym wokoło nóg mamusi. Zbyt wiele przeszła na tej ziemi, zbyt wiele pochłonęła jej łez radości i smutku, zbyt wiele pokładała w jej mieszkańcach, by móc odejść stąd bez słowa.
Była Owocową Łapą, przyszłą wojowniczką. Jej domem był Klan Wilka, a rodziną jego członkowie.
Chichocząc radośnie, pobiegła z powrotem w gęstwiny, tym razem już z Łabędzią Łapą u boku. On akurat zachowywał się ciszej, chociaż również wyglądał na całkiem zadowolonego.
***
– Chłodna Łapo, Łabędzia Łapo, Owocowa Łapo… wystąpcie.
Owocowa Łapa wypięła dumnie pierś i ustawiła się na środku polanki, tuż obok Łabędziej Łapy, który wyglądał na mocno zestresowanego. Pacnęła go lekko końcówką ogona, żeby doprowadził się do porządku; spojrzał na nią kątem oka i z pewnym trudem się wyprostował, a w zamian posłała mu pocieszający uśmiech.
Długo czekała na tę chwilę. Teraz była już pewna, że dokonała dobrego wyboru. Jeżeli w jej łebku pałętały się jeszcze jakieś smutki związane z miejscem urodzenia, to tylko trochę już słabsza tęsknota za rodzicami i bratem. Szkoda, że nie mogli jej teraz zobaczyć...
– Ja, Płonący Grzbiet, zastępca lidera Klanu Wilka, wzywam naszych walecznych przodków, by spojrzeli na tę oto trójkę uczniów. Uczyli się pilnie, by poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu i posiąść umiejętności, dzięki którym będą strzec jego praw. Polecam wam ich jako kolejnych wojowników.
Wszyscy milczeli z szacunkiem. W obozie panowała uroczysta cisza.
– Chłodna Łapo, Łabędzia Łapo i Owocowa Łapo – Kocur odkaszlnął; od ciągłego powtarzania tych imion każdemu zaschłoby w gardle. – Czy obiecujecie przestrzegać kodeksu wojownika oraz dzielnie służyć klanowi i bronić go nawet za cenę życia?
– Obiecujemy! – odpowiedzieli chórem. Choć każde z nich włożyło w to swoje własne emocje, to ich okrzyk zlał się w jedno – wyraźne potwierdzenie ich poświęcenia i chęci do służby.
Byli gotowi.
– W takim razie mocą Klanu Gwiazdy nadaję wam imiona wojowników. Chłodna Łapo, od tej chwili nazywać się będziesz Chłodny Wiatr. Klan Gwiazdy docenia twoją dobroć i pracowitość. Witamy cię jako pełnoprawnego członka Klanu Wilka.
Zastępca zszedł z podwyższenia i rytualnie dotknął pyszczkiem głowy błękitnej kotki, a ona polizała go w bark. Nieco oszołomiona usunęła się na bok.
– Łabędzia Łapo, od teraz twoje imię brzmieć będzie Łabędzia Szyja. Klan Gwiazdy uznaje twoje oddanie i odwagę i wita cię jako pełnoprawnego członka Klanu Wilka.
Rudo-biały podszedł do przodu; Owocek zauważyła, że uginają się pod nim łapy. Powtórzyły się tradycyjne gesty. Łabędzia Szyja… Brzmiało nieźle. Trochę słyszała o tych wielkich białych ptakach o dostojnie zagiętych szyjach. Szczerze mówiąc, poza plamami białego koloru jej kolega wcale ich nie przypominał. Stworzenia te potrafiły zamienić się bowiem w prawdziwe bestie, syczeć i warczeć, a nawet poważnie uszkodzić wojownika, który zalazł im za pióra. Ten jej Łabądek był cichy i spokojny. O niebo lepszy od tych przerośniętych kaczek.
A jednak potrafił być też mężny. Pokazał to w bitwie, pomyślała bura, i poczuła ukłucie żalu. Gdybym ja też mogła tak walczyć, zamiast uciekać jak wystraszony zając…
Nie mogła jednak zmienić przeszłości, za to miała jeszcze ceremonię do odbycia! Prędko zwróciła swoje myśli na właściwy tor i z przysiadającego się do wojowników Łabędziej Szyi przesunęła spojrzenie na Płonący Grzbiet.
– Owocowa Łapo – rozpoczął mianowanie ostatniej uczennicy – od dziś zwać się będziesz Owocowa Pogoń. Klan Gwiazdy ceni twój optymizm i chęć do działania. Witamy cię jako pełnoprawną wojowniczkę Klanu Wilka.
Dotknął nosem czubka jej głowy, a ona polizała go w bark.
– Chłodny Wiatr! Łabędzia Szyja! Owocowa Pogoń! – W tej magicznej chwili polana zamieniła się w jeden wielki harmider; zdawało się, że koty urządziły sobie konkurs na najgłośniejszego krzykacza. Teraz kotce już to nie przeszkadzało. Też przyłączyła się do okrzyków, skandując imię pozostałej dwójki. Z szerokim uśmiechem przyjęła gratulacje od swojej mentorki, siostrzyczki Świetlikowej Łapy (“smutno mi będzie bez ciebie w legowisku... na pewno ciebie też niedługo mianują, nie przejmuj się!”) i wielu, wielu innych kotów, po czym wreszcie mogła odetchnąć.
Stało się. Została wojowniczką.
Niczego nie żałowała.
– Pamiętajcie, że zgodnie z tradycją musicie odbyć tej nocy milczące czuwanie! – przypomniał im jeszcze zastępca, po czym zakończył zgromadzenie.
– Jasne! – odkrzyknęła nieprzytomnie, podbiegając do Łabędziej Szyi i Chłodnego Wiatru. Nikt już nie spoglądał na nią surowo; wszyscy przyzwyczaili się do jej głośnych odpowiedzi, które nierzadko wydawały się zupełnie nie na miejscu.
– No, to pilnujemy... Chodźcie! – zawołała, machając ogonem; chociaż miała przed sobą perspektywę bezsennej nocy, z oczu wręcz tryskały jej radosne iskierki. – Będziemy najlepszą grupą strzegącą obozu na świecie!
– Okej – Chłodny Wiatr uśmiechnęła się lekko, co bura zauważyła z dumą; choć kotka była miła i uczynna, to niełatwo było zdobyć jej zaufanie, a uśmiech to zawsze jakiś krok w tę stronę, nie?
– N-no… To chodźmy – Łabędź też chyba był w dobrym humorze. Cała trójka ruszyła więc na miejsce, z którego mieli tej nocy w ciszy strzec obozu, wypatrując w mroku wrogów zagrażających bezpieczeństwu klanu, którego dziś zobowiązali się bronić – nawet za cenę życia.

Od Niezapominajkowej Łapy C.D Koziej Łapy

Niezapominajkowa Łapa po stwierdzeniu tego, że trzeba zabrać Kozę do medyków cicho westchnęła. Kiepsko wyglądała ta łapa ucznia Lisiej Gwiazdy, a cóż reszta  uczniów chyba była zbyt spanikowana by zrobić cokolwiek, dlatego Niezapominajka uznała, że musi przyjąć kontrolę nad tym wszystkim. Szczególnie, że po tym co zrobił Lisia Gwiazda z uczniem Klanu Nocy, liliowa koteczka nabrała więcej dystansu do ran niż gdy pomagała Burzowemu Sercu w Klanie Burzy.
— Nie...Nie trzeba...— mruknął kocur, kręcąc głową. 
— Ugh przestań wreszcie udawać bohatera, którym nie jesteś! Idziemy do tego starego gbura i Sokolika. Zlepku pomóż mi, ty też Baran! Przydaje się na coś wreszcie, inaczej dopilnuję tego, by Lisia Gwiazda wywalił ciebie w trybie natychmiastowym! Szybciej chłopacy, nie mamy całego dnia! — Po wydaniu rozkazów, liliowa podeszła do Śnieżki i lekko się o nią otarła, by pocieszyć nową przyjaciółkę. 
— Spokojnie będzie dobrze. 
— Niezapominajko ja...— Próbowała wysłowić się starsza o księżyc kocica, ale przez stres nie mogła skleić zdań.
— Już, już nic nie mów. Chodź — mruknęła spokojnym głosem Niezapominajkowa Łapa, pokazując swoją bardziej dojrzałą stronę. 
Podczas drogi do legowiska medyków, Kozia Łapa niestety zemdlał, ale w sumie może tak było lepiej, przynajmniej nie zapierał się, że na pewno nie potrzebuje jednak pomocy i wszystko jest w porządku.
Gdy Lśniące Słońce i Sokole Skrzydło zajmowali się swoim nowym pacjentem, Niezapominajkowa Łapa udała się do Lisiej Gwiazdy, w końcu ktoś go musiał uświadomić, że jego uczeń nie będzie mógł mieć treningów przez swoją dumę oraz głupotę jego brata. Gdy rudzielec ją zauważył cicho westchnął.
— Co znowu? Nie miałaś być z resztą na tym spacerze? Nie mam czasu dla ciebie.
— A co znów masz zamiar zabić jakiegoś niewinnego ucznia? — prychnęła cicho liliowa koteczka.
— No, ale aktualnie mnie to nie obchodzi. Przyszłam do ciebie oznajmić, że Kozia Łapa nie da rady z tobą trenować.
— A to niby czemu? Co ten gówniarz znów zrobił albo wymyślił?
— Cóż... Założył się z Baranem o wspięcie się na drzewo, chociaż jego braciszek chciał walczyć, na szczęście tego nie zrobili. Ale wracając do drzewa, to cóż Koza spadł i złamał sobie łapę, jest teraz u medyków. Oczywiście ten gbur Lśniący uznał, że nie potrzebuję mojej pomocy, chociaż oczywiste jest to, że jestem pomocna. Mógłbyś mu powiedzieć, że ma mi pozwolić, w końcu muszę dla Śnieżki zająć się Kozą! — Oznajmiła Niezapominajkowa Łapa. Lisia Gwiazda słuchając tego wszystkiego niezadowolony skrzywił się.
— Idioci, nie potrzebuję trupów w klanie, a oni i tak to będą robić. A co do ciebie to cóż, powiem Lśniącemu Słońcu, może wtedy będziesz zawracać ogon komuś innemu niż mi — mruknął i udał się najpierw wydrzeć się na resztę uczniów oraz zabraniając Baranowi nawet ruszać się z żłobka, a potem poszedł do medyków by zobaczyć jak czuję się jego uczeń i cóż rozkazać partnerowi swojego przybranego ojca, by ten nie wywalał Niezapominajki, bo inaczej porozmawiają mniej przyjemnie.
~*~
Minęło kilka wschodów słońca od wypadku Koziej Łapy, a Niezapominajkowa Łapa jak to było powiedziane, codziennie przesiadywała w legowisku medyków pomagając zajmować się Kozą, cóż i to było w porządku, dopóki nie gadała. A niestety córka Księżycowego Pyłu nie mogła żyć bez gadania, dlatego pewnego dnia nawet już kochany i miły uczeń Lisiej Gwiazdy nie wytrzymał.
— Niezapominajko to naprawdę ciekawe, co mówisz, ale czy byś mogła trochę mniej mówić? Wiesz boli mnie głowa...
— Och! Jasne, przepraszam! Wiem, jesteś ranny, a ja tak gadam i gadam, że pewnie masz już tego dość! Naprawdę przepraszam jeszcze raz, już się zamykam! Będę cicho jak ten gbur, gdy usłyszał, że Lisia Gwiazda mu każe mnie stąd nie wywalić! Ale miał minę głupek — kotka zaśmiała się cicho, by po chwili pokręcić głową.
— Ach! Znów to robię naprawdę przepraszam! Ale może ty mi coś powiesz...Na przykład o porozmawiajmy co możesz zapewnić mojej Śnieżce? W końcu musi mieć przydatnego partnera, który będzie ją mocno kochać i wspierać i pokaże bez złamania sobie niczego, że jest lepszy od Barana.


<Kozo, jakie masz plany?>

Od Szakłakowej Łapy (Szakłakowego Cienia) cd. Gawrona (Gawroniej Łapy)

*dawno dawno dawno*

– Razisz mnie samym swoim istnieniem – mruknął ze złością i zacisnął powieki, żeby powstrzymać łzy. Idiota. Nie ważne, jakie emocje spowodowały płacz; siedząc tu i chlipiąc nie przypominał ani trochę dzielnego ucznia, którym powinien być, a co najwyżej kociaka, który skaleczył się w łapkę.
Gwałtownie wstał z miejsca. Chciał to wszystko mieć jak najszybciej za sobą. Przecież chyba da radę oprowadzić tego wypłosza?
– Nie gnieć trawy Klanu Nocy – warknął przez ramię do czarnej kotki i ruszył przed siebie szybkim krokiem, nie czekając na nią. I tak dogoniła go po kilku krokach. Wyglądała na zdezorientowaną jego złością i zmianami nastroju. Phi, dobrze jej tak. Niech się miesza. Niech się dezorientuje. On z pewnością nie miał zamiaru jej wybaczać, chociaż sam do końca nie wiedział, czym sobie zawiniła.
– Tutaj jest legowisko liderki. Wiesz już, kto to. – Machnął ogonem, niedbale wskazując Gawronowi otwór pod przewalonym pniem. Ledwie to zrobił, już pognał dalej. – W tamtej dziupli mieszka sobie nasz medyk-zrzęda, a królowe i ich kocięta śpią tam. Tu jest stos zdobyczy, tam dalej odpoczywają starsi… A pod tymi krzakami – zatrzymał się nagle tuż obok kilku rozłożystych krzewów kolcolistu – śpią wojownicy i uczniowie. Koniec wycieczki. Żegnam.
– Czekaj! – zawołała za nim. – Mógłbyś mi może chociaż powiedzieć, gdzie ja będę spać?
– A co mnie to? – Spojrzał na nią ostatni raz, a jego pyszczek wykrzywił złośliwy uśmiech. – Na pewno nie tutaj. To jest miejsce dla uczniów z klanu.
Ostentacyjnie odwrócił się na pięcie, po czym zniknął pod gałęziami kolczastych krzewów.
I tak dowie się, gdzie powinna nocować. Możliwe, że nawet skierują ją do tego legowiska. Ale dopóki mógł jej zrobić na złość, postanowił wykorzystywać okazje. Przynajmniej trochę poprawiało mu to humor.

****
*jeszcze przed wojną*

Następne księżyce nie przyniosły większego ocieplenia ich stosunków. Nastawienie liliowego do kotów nieklanowego pochodzenia pozostało dokładnie takie samo, jak wcześniej. Zmieniło się głównie to, że Szakłakowy Cień był już wojownikiem, a nowe obowiązki skutecznie wypchnęły mu z głowy myśli o irytowaniu czarnej kotki, więc ograniczał się do jedynie sporadycznych złośliwości. Właściwie zdołał się już przywyknął do jej obecności i starał się ją zdenerwować bardziej z przyzwyczajenia, niż jakiejś głębszej nienawiści. Nie oznaczało to jednak, że próby wyrządzenia jej przykrości stały się mniej dotkliwe.
Pewnego dnia po porannym wyjściu na polowanie postanowił zrobić sobie przerwę. Słońce przygrzewało, jednak niezbyt mocno, a las owiewał przyjemny wietrzyk, toteż młody wojownik bez dłuższego zastanowienia wdrapał się na nisko położony konar potężnego dębu. Tam też uciął sobie drzemkę – nie byłoby w tej czynności nic godnego uwagi, gdyby nie to, że śpiący Szakłak zamiast kota przypominał bardziej wielką kupę futra zakończoną pyskiem.
To przedpołudnie miało jeszcze szansę upłynąć w miłej atmosferze, gdyby nie trzask kruszonych łapami liści, który podrażnił jego wyczulone drapieżnicze zmysły. Zamrugał niechętnie i spojrzał w dół – tylko po to, by dostrzec tam znajomy, ale bynajmniej nie lubiany grzbiet.
Uśmiechnął się delikatnie. Obiekt jego antypatii właśnie sam podsunął mu się pod nos. Czy można chcieć czegoś więcej?
Ostrożnie wstał i spiął mięśnie. Widział, że Gawron nasłuchuje. Najpewniej liderka kazała jej wyjść na polowanie, by sprawdzić jej postępy. Pewnie żadnych nie ma, pomyślał mimowolnie, czekając, aż kotka znajdzie się w odpowiednim miejscu.
Jeszcze chwilę stała w miejscu, może zastanawiając się, w którą stronę powinna się udać, po czym w końcu zrobiła kilka kroków naprzód, nieświadomie ustawiając się dokładnie w punkcie, który Szakłakowy Cień obrał sobie za lądowisko.
Bezszelestnie przesunął ciężar ciała na tylne łapy i… zawahał się. Przez kilka uderzeń serca jakby się nad czymś zastanawiał, po czym sięgnął ogonem do najbliższej małej gałązki i poruszył ją jego końcówką; drewno zatrzeszczało cicho. Uznawszy to za wystarczające ostrzeżenie,  wybił się i runął prosto w dół. Gawron akurat uniosła głowę, by zbadać źródło odgłosu, którym mógłby być choćby siadający ptak, ale było już za późno. Wyciągnięte łapy kocura dosięgnęły jej boku i wspomagane siłą grawitacji rzuciły ją na ziemię. Ledwie zdążyła krzyknąć z zaskoczenia, nim Szakłak stanął nad nią i rzucił jej spojrzenie pełne kpiny i politowania.
– Dokładnie tak, jak myślałem. – Puścił ją, usiadł obok i z pretensjonalnym spokojem polizał się po piersi. – Nie umiesz nawet odeprzeć ataku. Po co nam taka przybłęda w Klanie Nocy?

<Gawron? Okropnie przepraszam, że tyle to trwało, no i za tego gniota ;-;>