3 księżyce temu
Patrole łowieckie były dla niego chyba najmniej ulubioną czynnością, jednak wyżywienie klanu było co prawda bardzo ważne. Może i nawet dzisiaj nie przeszkadzałoby mu takie wyjście, jednak Plamista Łapa, bardzo przez niego nielubiana uczennica, była przypisana do jego patrolu. Czuł, że zaraz wbije pazury w jej futro, jeśli ta nie przestanie cały czas skakać w kółko. Jeśli miał być szczery, nienawidził nawet patrzenia na kotkę. Była ona słaba, dla niego nic niewarta. Gdy już po raz kolejny potknęła się o pierwszy lepszy wystający kamień, podszedł do niej i mocno pociągnął ją w górę za kark. Ta pisnęła, nie spodziewając się takiego ruchu ze strony kocura. Popatrzyła na niego ze łzą w oku.
— Hej, to bolało! — wypaliła z nastroszonym futrem. Dymny jednak ani drgnął. Patrzył na nią chłodno, przez co ta skuliła się lekko.
— Ogarnij się, jesteśmy na patrolu łowieckim, a póki co jedyne co robisz, to odstraszasz zwierzynę. Jak tak dalej pójdzie to nakarmię klan tobą, może akurat będziesz lepiej smakować. — odpowiedział chłodno, na co ta jedynie skinęła. Gdy odwrócił się i znów zaczął iść, a uczennica nareszcie uspokoiła się i szła za nim z podkulonym ogonem. Koniczynowa Łapa zerkał na niego co jakiś czas, jednak nie odezwał się. Nie dziwiło go to. Był równie słaby…
***
Patrzył na ciało kotki, która została przyniesiona do obozu, nieżywa. Nie było na niej widać zbyt wielu śladów pazurów czy też zębów. Zapach lisa był bardziej jak zakrycie zapachu prawdziwego mordercy… Nie miał ochoty na czuwanie nad nic niewartą uczennicą, która i tak leżała już zimna, więc odszedł od jej ciała. Nigdy w swoim marnym życiu nie była pożytkiem dla klanu. Odwrócił się i odnalazł wzrokiem Koniczynową Łapę. Wpatrywał się tępo w ciało kotki. Czyżby jego słabość znowu przez niego przemawiała? Żałosne. Krucze Pióro podszedł do niego i go szturchnął, przez co uczeń spojrzał na niego zdziwiony.
— Idziemy na trening. Nie ma co marnować dnia. To tylko kolejne nic niewarte życie. — powiedział i odwrócił się do wyjścia z obozu, drgając końcem ogona, przekazując mu, żeby za nim szedł. Ten od razu wstał i podążył za mentorem. Szli pomiędzy drzewami w ciszy, choć było to dla nich już codziennością. Niewiele mówili, chyba że była to korekta tego, co zrobił źle młodszy. W końcu zatrzymali się na polance, gdzie Krucze Pióro odwrócił się do niebieskiego. Ten spojrzał na niego, a jego oczy wydawały się być zagubione.
— Przeżywasz jej śmierć. Dlaczego? Nawet nie była ci wielce bliska. To tylko znajoma z legowiska, nic więcej. — zapytał młodszego, przeszywając go wzrokiem.
— Nie chcę o tym mówić. Możemy zacząć trening? — odpowiedział mu kocur. Dymny spojrzał na niego z zastanowieniem, ale i złością. Młodszy według niego nie miał prawa odmawiać mu odpowiedzi.
— Odpowiedz mi na pytanie. Czemu tak bardzo to przeżywasz? — nie dał za wygraną.
— To nie twoja sprawa, nawet cię to nie obchodzi. — odwarknął mu młodszy, na co Krucze Pióro wstał i obszedł go dookoła.
— Może tylko tak ci się wydaje, ale jest wręcz na odwrót. Wiem, że jesteś słaby, ale chyba nie reagujesz na śmierć każdego kota praktycznie płaczem, prawda? — obserwował młodszego, krążąc wokół niego jakby był jego ofiarą.
— Nie! Nigdy w życiu. Nie obchodzi mnie jego śmierć, po prostu…
— Po prostu co? Byłeś tam, razem ze swoją matką znaleźliście jego ciało. Co ją zabiło, przyznaj się. Twoja matka po straceniu Niezapominajki nie chciałaby powtórki z rozrywki. Wiesz coś, ale nie chcesz się do tego przyznać. — Krucze Pióro patrzył na niego z wyższością. Wiedział, że wygrywa.
— Tak czy siak nie żyje, więc po co komu wiedzieć jak umarła? — Koniczynowa Łapa wstał teraz i podążał głową za starszym, trzepiąc ogonem.
— A czemu tak bardzo chcesz to zatuszować? — Krucze Pióro nadal krążył, aż uczeń w końcu odwrócił się w jego stronę.
— Bo to ja ją zabiłem! — odwrzasnął do mentora. Krucze Pióro zatrzymał się, patrząc na niego z nieodgadnionym wzrokiem. Uczeń usiadł z nastroszonym futrem, patrząc na swoje łapy, których pazury wbił w ziemię.
— Zabiłem ją, ja tak bardzo tego żałuję… — odpowiedział cicho. Krucze Pióro natomiast uśmiechnął się pod nosem.
— Zabiłeś ją? Nie spodziewałbym się tego po tobie, Koniczynowa Łapo… Jak myślisz, co teraz powinienem zrobić? — patrzył na młodszego z chłodnym uśmiechem. Ten wzdrygnął się.
— Chyba nie powiesz nikomu, prawda..? — zapytał ostrożnie. Wyglądał tak, jakby zaraz miał się rzucić na mentora, jednak był świadomy, że jest od niego słabszy.
— Nie, Koniczynowa Łapo. Uważam, że jest lepszy sposób, na uhonorowanie twego czynu. Mianowicie zostaniesz mianowany na wojownika. — odpowiedział, patrząc na ucznia z dumą. Ten od razu spojrzał zszokowany na kocura.
— Co..? Jak to? Nie ukarzesz mnie? Nie zabijesz..? — patrzył zmieszany na mentora.
— Nie. To był bardzo honorowy czyn. Pozbyłeś się słabego ogniwa… — usiadł obok ucznia i oplótł go swoim ogonem. — Uczyniłeś Klanowi Wilka przysługę, jestem z ciebie dumny. Pokazałeś mi nareszcie, że nie jesteś słaby. Gratulacje, Koniczynowa Łapo. Twój test na wojownika odbędzie się wkrótce.
— Dziękuję, Krucze Pióro! — odpowiedział od razu, a gdy dymny wstał, młodszy zerwał się na łapy i strzepnął ogonem, dumnie wypinając pierś. — Nie zawiodę cię, zdam test i zostanę wojownikiem!
— Nie wątpię w to. Już nie. — odpowiedział i wstał z ziemi. Spojrzał na księżyc, który wyłaniał się zza chmur. — Jest późno. Powinniśmy wracać.
— Tak, chyba tak… Nie powiesz nikomu o tym, co zrobiłem, prawda..? — młodszy patrzył na kocura lekko zmartwiony.
— Nie. Zostawię to dla siebie. — odpowiedział, po czym wstał, odchodząc trochę w stronę obozu. Po chwili machnął do młodszego ogonem, a ten podążył za nim. Wracali w świetle księżyca, otuleni jednak mrokiem, śmiercią, ciszą. Krucze Pióro żywił się tym. Nareszcie mógł stwierdzić, że może i jego uczeń nie jest aż tak słaby. Nareszcie udowodnił swoją siłę, powodując śmierć, a Krucze Pióro szedł dumnie, wręcz czując zapach krwi w nozdrzach, napawając się nim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz