BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

20 listopada 2021

Od Brzasku cd. Iskrzącego Kroku

Jego serce stanęło na jej widok. Wyglądała jak milion nieszczęść. Z jej szeroko rozwartych, otoczonych cieniem oczu leciały łzy. Drżała. 
Przytulił ją bez wahania. Jej oddech rwał się tuż przy jego uchu. Parę razy otworzyła i zamknęła pyszczek, niezdecydowana. 
W końcu zaczęła mówić.
Jego serce biło jak szalone.
Mógł tylko słuchać, przytulając ją do siebie.
- I-i... i- j-ja... n-nie c-chc-cę c-cię s-stracić…
- Przecież nie stracisz, wróciłem - szepnął miękko. - Dotrzymałem naszej obietnicy spotkania.
Pokręciła głową. W jej ślepiach błyszczał strach.
- N-nie... O-on powiedział, ż-że z-zabije w-wszystkich, n-na któr-rych m-mi z-zależy... A-a... j-ja c-ciebie… k-kocham…
Już wcześniej jego serce łomotało jak szalone. Teraz… na moment stanęło. Przez całe jego ciało przeszło dziwne uczucie. Lęk i szczęście. Drżał.
Patrzyła na niego.
Przytulił się do niej, przywarł do jej futra najszczelniej jak potrafił.
- Ja cię też - szepnął. Głos mu się łamał. - Iskierko. 
Nie potrafił powiedzieć nic więcej. Teraz liczyło się tylko jej szybko bijące serce przyciśnięte do jego. Jej ciepło, które czuł przez szylkretowe futro. Nigdy nie śmiał nawet marzyć… 
Po jego policzkach pociekły łzy.
- P-płaczesz?
W odpowiedzi tylko przytulił ją mocniej.
- To ze szczęścia - miauknął, gdy udało mu się zapanować nad głosem. Spojrzał w jej oczy. - Obiecuję, że… mnie nie stracisz. Nie pozwolę na to. 
“Choćbym miał spędzić resztę życia na walce.”
“Bo… w końcu mam o co.”


<Iskierko? <3 Przepraszam, że tak krótko, nie wiem, co tam knujesz ;)>

Od Sroczego Pióra CD Bluszczowego Pnącza

Potrząsnął głową, stawiając mozolne, wręcz anemiczne kroki. Kolejna próba wyznania Kalince uczuć spłynęła na niczym, znowu nie miał siły wydusić z siebie ani słowa. Stał niczym kołek, dukając żałosne "J-ja, J-ja...". Było mu wstyd, dlatego też uciekł, nie dbał już nawet o to, że kotka najpewniej załapała, co takiego próbuje nieudolnie powiedzieć, jednak stres wziął górę, robią swoje.
Zrzucił z siebie listki, które podczas ucieczki wczepiły się w bure futro, upodabniając go tym samym do upośledzonego jeża.
— Hej, świetnie, że jesteś. Nie chciałbyś może przejść się ze mną na mały spacer? Potrzebuje uzupełnić parę braków, a ty mógłbyś mi po drodze zdradzić, jak tam ci idzie z Kalinową Łodygą — skrzywił się na słowa, które padły z pyska brata.
Nie chciał nic mówić o swoich fatalnych próbach podrywu.
Z drugiej jednak strony nie chciał, by Bluszcz odczuł, że jest dla niego niemiły.
Z jeszcze innej strony, potrzebował się wygadać a nie chciał iść z tym do mamy. Już zbyt dużo problemów miała.
Srocze Pióro zaszurał łapką w ziemi, kuląc uszy, słowa nie chciały przejść przez jego gardło, które ściskały się ilekroć otwierał mordkę. Pędzelki na uszach brata poruszyły się, gdy ten oczekiwał odpowiedzi.
— D-dobrze — tylko tyle i aż tyle był w stanie z siebie wydusić. Brat machnął ogonem z entuzjazmem, biorąc jakieś zwiniątko w pyszczek, nim wraz z burym skierował się w stronę wyjścia z obozu. Mimowolnie sierść na karku wojownika stanęła dęba, gdy minął ich lider wraz ze swoją zastępczynią. Kocurek przełknął ciężko gulę w gardle, garbiąc się.
Czym prędzej przyspieszył kroku, chcąc jak najszybciej wydostać się z obozu. Od wielu księżyców atmosfera w klanie nie była taka, jak kiedyś. Coś w Miętowej Gwieździe się zmieniło, jednak nikt nie miał odwagi kwestionować słów przywódcy ani jego czynów.
— No, to opowiadaj jak ci tam idzie, pewnie świetnie
Radosny ton brata sprawił, że żołądek kocurka skręcił się, robiąc trzy fikołki w tył. Nie chciał mu psuć poglądu na swój temat, jednak potrzeba wygadania się, była zbyt wielka. Otworzył mordkę, niczym mantrę wałkując w myślach frazę "Ino nie becz pacanie".
Wypuścił powietrze ze świstem, dając upust emocjom.
— D-do dup-py... 
Mina Bluszczowego Pnącza zrzedła, natychmiast znalazł się przy boku buraska, kładąc mu ogon na grzbiecie i uśmiechając się pokrzepiająco. Sroczek odpowiedział mu tym samym, jednakże wyraz pyszczka mniejszego z braci wskazywał jednak bardziej na problemy z robakami czy zatwardzeniem. 
— Znowu n-nie przeszło m-mi przez g-gardło... — bruknął rozeźlony. Machnął ogonem wściekle, uderzając puszystą kitą w krzak jeżyn, z których natychmiast uciekł ptak z dziobem pełnym słodkich owoców. W normalnych warunkach spróbowałby go upolować, jednakże w obecnej sytuacji - obserwował jedynie jak zwierzątko uciekła ku niebu — C-chyba nigdy m-mi się n-nie ud-da — dodał zaraz, krzywiąc się, gdy dziwny smród przegniłego mięsa dotarł do jego nosa.
Oddalający się skowyt psa zmroził krew w żyłach. Kocur wysunął odruchowo pazury pusząc futro i wyginając swój grzbiet w łuk.
— Już dobrze, odszedł. Dobrze wiesz, że niedaleko jest gospodarstwo — Bluszczyk z uśmiechem trącił go w bark, na co wojownik skinął mu głową, uspokajając przyspieszony oddech. Faktycznie, brat miał rację. Skąd jednak ten paskudny, przybierający na sile smród?
Przedarł się przez nieznane krzewy, które swoimi ostrymi gałązkami smagały go po nosie. Kichnął donośnie, otwierając wcześniej zamknięte ślepia.
— P-p-pias-skowa w-w-wyd-d-dma... — wyszeptał, wskazując łapą na wpół pożarte i przegniłe ciało zaginionego wojownika. Skóra z jego czaszki była wręcz zdarta, ogon jak i tylne łapy pokrywała ziemia, jednak ślady pazurów psa świadczyły o tym, że zwierzę próbowało się dobrać.

< Bluszczyk? >

Od Brzasku

Obiecywał sobie, że tym razem nie zbliży się do granicy. Tylko polował. Skoczył i spudłował, myślami będąc zupełnie gdzie indziej. Przeklął pod nosem, a jego wzrok automatycznie poszybował w stronę klifów. Dwa wschody słońca.
Czas zadawał się wlec niemiłosiernie.
Prychnął, zniechęcony, robiąc parę kroków w miejscu. Najchętniej dałby sobie spokój z polowaniem, był zbyt rozkojarzony, ale nikt nie zrobi tego za niego, a perspektywa spędzenia całego dnia o pustym brzuchu nie była zbyt zachęcająca. Przymknął ślepia raz jeszcze i spróbował się skoncentrować. Słaba woń ofiary doleciała do jego nosa. Podążył za nią, rozglądając się i nasłuchując. Miał szczęście - jego poprzednia niedoszła ofiara nie zdążyła odbiec daleko. Zwierzątko, uspokojone chwilowym spokojem, wyszło z ukrycia w poszukiwaniu jedzenia. Podkradł się bliżej, napiął mięśnie, przygotował do skoku. Skorygował pozycję i… zahaczył o gałązkę, która trzasnęła cicho. Mysz rzuciła się do ucieczki. Skoczył na nią w rozpaczliwym akcie desperacji. Źle wycelował - uciekła, a on zaplątał się w kłujące chaszcze. Klnąc pod nosem, wyszarpnął się spomiędzy cierni. Wbiły się w jego futro, co rusz raniąc delikatną skórę. Syczał i parskał, aż w końcu się uwolnił. Był poharatany, głodny i zły. Wszystko go bolało, prawa łapa piekła wściekle. Pewnie wbił w nią kolec. Zrezygnowany opuścił ogon i pokuśtykał między drzewa. Usiadł na zmarzniętej ziemi i obejrzał poduszki. Faktycznie - w jednej z nich tkwił kolec. Odetchnął głęboko, starając się nie myśleć o bólu. No, to siup.
Szarpnął za niego zębami, sycząc z bólu. Z niewielkiej pulsującej ranki sączyła się krew. Rozejrzał się dookoła. To nie była najlepsza pora na chorowanie. Poszukał w pamięci ziół, które mogłyby mu się teraz przydać. Było parę słodko pachnących roślin… Przed oczami stanęły mu uśmiechnięte pyszczki Cętkowanego Liścia i Fasolowej Łodygi. Zacisnął ślepia. Potrząsnął łbem. Nie pora.
Zabezpieczył łapę pajęczyną i kulejąc lekko, ruszył na poszukiwanie ziół. Nagle coś zaskrzypiało pod jego łapami. Zatrzymał się. To jest to. Sięgnął po rozdeptaną przez siebie łodygę, niepewny co zrobić. Pewnie chodziło o sok, więc… Przeżuł ją, krzywiąc się lekko. Odwinął trochę pajęczyny i umieścił papkę na ranie. Powinno wystarczyć. Od kolca w łapie jeszcze nikt nie umarł.
Jego wzrok poszybował w stronę klifów.
Dwa wschody słońca.
Spuścił łeb i powlókł się do swojej kryjówki. Może jutro będzie miał więcej szczęścia.

Wyleczony: Brzask

Od Plusk

Obudziła się z bólem ucha. Infekcja, okropna. Dużo kotów w Owocowym Lesie cierpiało. Pora opadających liści nie wychodziła nikomu na dobre. Co chwilę ktoś wychodził i wchodził z medycznej sypialni. Plusk było okropnie przykro. Tak bardzo troszczyła się o swoich kocich pobratymców, chciała żeby każdy był zdrowy. Leżała, ledwo przytomna na legowisku, przez mgłę patrzyła co się dzieje. Z tego stanu wybiło ją puknięcie nosem od mentorki. Chwilę później ujrzała znajomego kocura, który widocznie był wyczerpany. Ruda rozciągnęła się i podbiegła do wojownika.
- Cześć... to ty, Raróg...? - miauknęła.
- Tak... Plusk... - ciągnął, przymykając oczy. - Jestem przemęczony, przyszedłem po lekarstwo. 
Zaraz po nim weszły po kolei inne koty, pręgowany i szylkretowy - wyglądały na bardzo zniesmaczone, były przewiane. Czarna karmicielka... a przynajmniej budową przypominała raczej królową, niż wojowniczkę. Trzymała swój ogon z bardzo smutną miną, skierowała się ku Niezapominajce. Wkrótce w medycznym stanowisku zrobiło się niesamowicie tłoczno, wszędzie każdy ktoś siedział. Doszedł nawet kociak, śliczny i bezbronny. Ojej, biedne kocię! Tak bardzo mu współczuła. Tak bardzo chciałaby mieć własne. Nigdy nie pozwoliłaby na jego chorobę, chroniłaby za cenę zdrowia czy życia. Tylko... czy nie wolałaby przygarnąć dziecka? Była zmieszana co do kocurów z lasu. A kotki? Kotki... były... nie. To nie był dobry pomysł na rozmyślanie, musiała pomóc medyczce. Podbiegła, zaczęła podawać medykamenty.

Wyleczeni: Raróg, Żurawina, Olsza, Fretka, Plusk

19 listopada 2021

Od Jaśminowego Snu CD. Bluszczowego Pnącza

 — I jak się czujesz? — zapytała Rdzawe Futro, mając myśli przykrą sytuacje z Gorzką Łapą, oskarżonego o zdradę. Wtuliła łeb w ich gęste futro.
— Bywało gorzej — podsumowało krótko, choć i tak nigdy nie byłoby w stanie wyrazić to, co naprawdę siedzi im w głowie.
W sumie, samo nie wiedziało, co tam się dzieje. Chaos w sercu. Irytacja. Niezręczność. Nawet nie wiedziało, czy wierzyć w tak absurdalne oskarżenie. Gorzka Łapa, a raczej już Gorzka Prawda, milczał i unikał rozmowy z mentorem. Skoro nie miał wyjaśnień od swojego byłego ucznia, tylko pogarszał sytuacje ich obu. Kiedy nie miało pojęcia, co o nim myśleć...
To ich irytowało - ta niewiedza, ciągłe tłumaczenia innym, że nie miało się nic z tym wspólnego oraz zachowanie Gorzkiego. Niezręczność zaś to odpowiednie słowo na niewygodne uczucie, które towarzyszyło im podczas niesienia ciężaru wzroku niektórych członków klanu na plecach. A nie pamiętało, żeby przekazało mu jakieś złe słowo o Miętowej Gwieździe, więc jest całkowicie pewne, że to nie oni doprowadzili do takiej sytuacji. Chociaż...
Nie pamiętało, ale... co, jeśli Gorzka Prawda zrozumiał coś źle? Wtedy Jaśmin miało powody do obwiniania się. Stąd te oczy pełne pogardy, zawieszone na nich, jak liście na gałęzi.
Zmieszanie. Dużo zmieszania.
— Cokolwiek się stanie, Jaśminku, zawsze będę po twojej stronie...
— Doceniam to, kochanie — zamruczało, czując się jak w najbezpieczniejszym miejscu na świecie.

***
 
 Zawołał ich Bluszczowe Pnącze - jeden z nielicznych, który w nich nie wątpiło. Oczywiście, podeszło do przyjaciela, żeby sprawdzić, co u niego słychać i jak sobie radzi. W końcu nie rozmawiali ze sobą, odkąd poszli uzupełniać zapasy.
— Dobrze cię widzieć — Tak medyk przywitał się z wojownikiem.
— Coś się stało? Potrzebujesz pomocy?
— W sumie nie do końca. Po prostu mam trochę wolnego czasu, zapasów też jest dużo. Zastanawiałem się, czy nie chciałobyś poznać trochę wiedzy o podstawowych ziołach i chorobach. Wiesz, wojownikom też przydaje się to w różnych kryzysowych sytuacjach, kiedy nie mają dostępu do medyków. Co o tym myślisz
Brzmiało kusząco. W końcu o ziołach wiedziało tylko tyle, że leczą.
— Bardzo chętnie! — odpowiedziało i natychmiast się wpakowało do lecznicy Bluszczyka.
— Może najpierw mi powiedz, co już wiesz — Tak kocur chciał zacząć swoje nauki.
— Cóż... — Jaśmin zająkało się i wskazało na ogromny liść, na którym leżały zapasy. — To służy do przenoszenia zapasów.
Wskazało również na stos z kocimiętką.
— A to coś ryje w bani i sprawia, że twoja matka to kretynka. Ale w dużych ilościach potrafi zabrać ją ze świata, a co najważniejsze, z twoich oczów, na zawsze — uśmiechnęło się dumnie na wspomnienie, kiedy usłyszało o tym, co zabiło Popielaty Grzbiet. Wyśmiało ją wtedy z pogardą, a o żalu nie było nawet mowy. — Kocimiętka, tak?
— Czyli jeszcze długa droga przed nami — westchnął Bluszczowe Pnącze.
Jaśmin nastawiło uszy, aby usłyszeć dalszy wykład.

<Bluszczyku?>


Od Rysia (Rysiej Łapy)

Co jak co, ale tego dnia Ryś wyczekiwała od narodzin, a może nawet od poczęcia. W końcu zostanie uczennicą, dostanie mentora i zacznie trening. Wąsy się jej rwały do działania.. Lecz dopiero wschodziło słońce, a większość kotów spała. Nie miała ochoty na czekanie. 
Drapała pazurami w ziemi, czekając aż poranny patrol wyjdzie, a ona będzie mogła kogoś zagadać. 

***

- Rysiu, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Rysia Łapa. Twoim mentorem...
Lodowatobłękitne oczy wpatrywały się w rudego lidera, błagając w myślach o kogoś, kto nie będzie próbował jej przemienić w milutką, cichutką myszkę. Może Iskra? Była w końcu zastępcą. Miałaby się czym chwalić przed ogółem. Tak na prawdę cały Klan był do bani. Każdy tylko chodził z opuszczoną głową i rozszerzonymi źrenicami od pewnego czasu. Albo się nie przejmował i żył własnym życiem. Chciała prychnąć i się śmiać z ich zabawnego strachu, jednak ta chwila była zbyt ważna, by ją zmarnować dla takich istnych głupot. 
- zostanę ja. 
Głos Miętowej Gwiazdy zagrzmiał, gdy przeszywał wzrokiem młodą uczennicę, która nie potrafiła uwierzyć w słowa przywódcy. 
Uczeń przywódcy? Samego? 
Czuła jak ciepło rozchodzi się po jej ciele jak iskra dumy. 
Nie rozumiała, dlaczego każdy patrzył raz na nią, a raz na rudego z przerażeniem.
- K-kiedy zaczniemy trening? - spytała rudego, gdy Klan zaczynał wracać do swoich zwykłych obowiązków. Nigdy nie czuła stresu. Stresu takiego, że bała się postawić łapę w przód bez jakiegoś rozkazu. Miętowa Gwiazda.. lider... mentor..
Mogłaby się pogrążyć w szczęściu jakie ją spotkało, lecz nie w tej jednej, specjalnej chwili. 
- Dziś możesz mi pokazać podstawy. Chyba, że nic nie umiesz, jednak pokładam szczere nadzieje w to, że posiadłaś jakiekolwiek umiejętności. - powiedział chłodno kocur. 
Phi! Ona umie znacznie więcej niż jakieś durne podstawy!
- Oczywiście, że potrafię. Jestem mądrzejsza od tych innych kociaków. - powiedziała unosząc głowę do góry. 
- W takim razie chodźmy. Zobaczymy, czy jesteś inteligentna jak mówisz. 
Stawiła krok za nim, wychodząc z obozu.
Początków nie może zwalić.

Od Jesionowego Wichru cd Niezapominajkowego Snu

 Westchnął. Takich tłumów u medyka nie widział chyba od bardzo dawna. Martwił się o swojego syna. Miał wszakże ucznia, jednak i Muchomorek ledwo co sobie radził. Niedawno nawet zauważył, że rudego męczył okropny katar i co leczył, ten znów się pojawiał. Teraz przez ścisk, obserwował jak raz po raz sięga po jakieś zioło, aby ulżyć glutom spływającym z nosa. Chciał z nim porozmawiać, ale teraz nie był to odpowiedni moment. Lepiej, aby zajął się klanowiczami, jeszcze przyjdzie czas na ich wspólną rozmowę. 
Naglę dojrzał zbliżajacego się pana zastępcę. Ale to dziwnie brzmiało w jego umyśle, niedawno sam nim był, nawet liderem, a teraz był zwykłym starszym, który cieszył się z ostatnich chwil na świecie. Nie oszukiwał się, doskonale wiedział, że nie młodniał, a czas płynął dość szybko. Przecież niedawno był kociakiem! 
— Jesionowy Wichrze, ja... przepraszam, że tak nagle i pewnie w nieodpowiedniej chwili, ale chciałbym zapytać cię o mojego dziadka. — miauknął, podchodząc do kocura. — Wiesz coś może o ojcu mojej matki? Z kim Płotkowy Skok mogłaby mieć kocięta? 
Zmarszczył czoło. Oczywiście, był najstarszym kocurem z klanu, pamiętał wiele kotów, nawet narodziny jego matki, nic dziwnego, że pytał jego o takie informację. Musiał go jednak rozczarować. Płotkowy Skok nie zdradziła nigdy z kim miała kocięta, miała do tego prawo, a nikt nie naciskał. Słyszał jednak plotki, że kotka spotykała się... z pewnym osobnikiem, który sprowadził niedawno na ich klan wiele nieszczęść. 
- Niestety twoja babcia nie zdradziła nikomu tej informacji. Dlaczego pytasz? 
Niezapominajkowy Sen lekko się zawahał. Chciał poznać rodzinę? Albo dowiedzieć się czegoś o swoich korzeniach? 
- Przykro mi, że nie mogę pomóc - dodał. - Były tylko plotki... 
- Jakie plotki? - ożywił się, patrząc na niego intensywnie. 
- Widywano ją z Lisim Łajnem, ale to chyba nie on był twoim dziadkiem. W tamtym czasie był normalnym kotem, twoja babcia nie miałaby powodów, aby ukrywać ten fakt przed klanem. Zresztą... on miał kocięta, ale z kim innym... Niestety, większość straciła z nich życie. 

<Niezapominajek?>
Wyleczony: Kacze Pióro

Od Pędzącej Łapy cd Złotej Łapy

 Siedział u Muchomorzej Łapy, który badał go z każdej strony. Wujek gdzieś poszedł, więc skazany był na niego. Nadal czuł się nieco wypompowany z energii, a treningi wcale nie polepszały jego stanu. Wracał z nich jeszcze bardziej wykończony  i myślał tylko o jednym - o miękkim mchu. 
Gdy zaczynał swoją przygodę z bycia uczniem, nie spodziewał się, że tyle będzie to wymagało wysiłku. Polowanie, walka, a niedawno nauka pływania, którą musiał szybko przyswoić, bo zbliżała się wielkimi krokami pora nagich drzew, a kto widział, by nocniak nie pływał? No właśnie, to było niedopuszczalne! 
- Dam sobie radę... - zapewnił skwaszony. 
Medyk nie odpowiedział, bo zaraz ich rozmowę przerwał Złota Łapa. 
— Dzień dobry
- Hej, a ty co tu robisz? - zapytał zdziwiony. 
- Przyszedłem w odwiedziny - miauknął. 
Zamrugał nieco zaskoczony. To było miłe, ale... skąd się dowiedzał?
- Brokułowa Łapa ci powiedziała? - jęknął. - To wcale nie jest śmieszne! Naprawdę! Każdy ma prawo się zmęczyć treningiem. 
Kocur wydawał się zdziwiony. Czyżby nie słyszał o jego spektakularnym padnięciu na środku obozu? No to fajnie... właśnie się wydało i to z jego winy. 
- Znaczy... - odchrząknął. - Dzięki za troskę, ale to nie jest poważna choroba... Tylko... eee... Bardzo intensywnie ćwiczę, aby Zbożowa Gwiazda była ze mnie dumna. - Wypiął dumnie pierś. Przechwalanie się powoli wchodziło mu w krew, a ego prawie że sięgało nieba. Nie uważał tego jednak za coś złego, w końcu jego przyjaciele nie narzekali. 
- Jak to jest być jej uczniem? - zapytał Złota Łapa, a w jego oczach dojrzał iskierki ciekawości. 
- Całkiem fajnie. Nauczyła mnie polować i walczyć, a teraz... - przerwał, aby wzbudzić napięcie w słuchaczu. - pływam! Znaczy... staram się. Pokazać ci? - zaproponował. 
Muchomorza Łapa już otwierał pysk, chyba chciał im wybić z głowy wspólną naukę, bez opieki mentorów, ale ten już go wyprowadził z legowiska medyka. Im dalej od mądrujących się staruchów, tym lepiej.
- No dalej! Będzie ekstra! Może jak spróbujesz i ci wyjdzie, to zaskoczysz swojego mentora?

<Złota Łapo?>

Od Pędzącej Łapy

 Polowanie było najważniejszym punktem jaki sobie obrał. Jego przyjaciele lada dzień zostaną wojownikami, a on? Zostanie w tyle i zawiedzie swoją mentorkę. Nie mógł sobie na to pozwolić. Zbożowa Gwiazda musiała być z niego dumna, a on najlepszy! Nie było mowy o porażce. Skupił się na swoim celu i zaczął powoli sunąc, brzuchem szurając o ziemię. Skarcił się za to, przecież zwierzyna go usłyszy! Napiął mięśnie i uniósł dolną część ciała, starając się przemieszczać cicho. Wychodziło całkiem, całkiem, jednak wszystko okaże się, kiedy dotrze niezauważony do celu. 
Mijały uderzenia serca, a dystans się znacznie skrócił, kiedy uznał, że tyle starczy, skoczył powalając zaskoczoną mysz. Od razu wgryzł się w nią, pozbawiając jej życia i z dumą krocząc ku Zbożowej Gwieździe, która pokiwała głową zadowolona. 
Nareszcie coś mu wyszło, po tylu księżycach! 
- Dobrze, postaraj się tylko skradać płynniej, bo w takim tempie zwierzyna znudzona może gdzieś odbiec - poradziła. 
- Postaram się - zapewnił, kładąc zdobycz na ziemi i przysypując piachem, aby żaden padlinożerca nie ukradł jego zdobyczy. 
Dalsza część treningu skupiała się na szlifowaniu walki. Ciąglę się potykał o łapy i irytował na samego siebie. Zbożowa Gwiazda znosiła jego humorki jednak z stalową cierpliwością, dzięki czemu łatwiej sobie radził z porażkami. W końcu każdy kiedyś się uczył... 
Dziadek mu opowiadał jak walczył z Klifiakiem za kociaka... Wtedy nie udało mu się ocalić swojego brata i przyjaciół... A teraz? Sądził, że poradziłby sobie wyśmienicie! Wcale nie orientował się w tym, że przez jego wiek, było to już niemożliwe. 
- Dobrze, wracajmy - zadecydowała bengalka. 
Dysząc, pokiwał głową i udał się do obozu, gdzie od razu padł jak długi. Brokułowa Łapa szybko do niego podbiegła, pytając co się stało. Nie wyglądało to w końcu normalnie, bo padł jak nieżywy. 
- Nie mogę się ruszyć - jęknął. 
- Pójdę po Kacze Pióro! Czekaj tutaj - miauknęła i pognała do medyka. 
Tak... Bo był w stanie się podnieść i odejść... Skrzywił się, obracając na bok. Pierwszy raz czuł się tak wypompowany z energii. To normalnie aż niemożliwe! 
Kiedy wujek przyszedł stwierdził, że to wyczerpanie. Chyba sam był tym zdziwiony, bo nigdy jego siostrzeniec nie skarżył się na niedostatek energii. Zalecił by odpoczął i coś zjadł. Zrobił to oczywiście, ale najpierw został przetransportowany przez siostrę do legowiska uczniów, gdzie miękki mech sprawił, że od razu zasnął. 

Wyleczeni: Pędząca Łapa 

Od Tygryska(Tygrysiej Łapy)

Nawet nie zauważyła, kiedy minęły jej te beztroskie, pierwsze księżyce w Klanie Burzy. Wydawała się wciąż być nieobeznana z otoczeniem, z sercem tęskniącym za mamą, a teraz stała tu, jeszcze nie w pełni świadoma tego, co miało się zaraz wydarzyć.
Nie miała za czym płakać ze żłobka, więc opuściła go bez jakichkolwiek oznak nadchodzącej nostalgi. Po prostu kolejna zmiana, normalna dla każdego wojownika. Jej życie zapowiadało się jak typowy los dla przeciętnego członka klanu. Pełne rutyny i brak jakichkolwiek powodów do ekscytacji.
Nastawiła ucho, słysząc głos Zajęczej Gwiazdy. Biały zwoływał zebranie klanowe, co oznaczała, że jej moment "chwały" nieubłaganie się zbliżał.
Wyszła naprzeciw kolejnym wyzwaniom i zbliżyła się do lidera, słuchając standardowej formułki używanej przy ceremonii. Nie zwracała uwagę na brata, tylko skupiła się na tym, co działo się wokół niej. Prawda była taka, że przynajmniej nabędzie jakiś sensowniejszy powód do życia, bo z każdym wschodem słońca, będzie zrywała się do pełnienia swych nowych obowiązków.
Jako mentorkę dostała nijaką Borówkową Mordkę, kotkę, która od początku wywołała u niej mieszane uczucia. Po części Tygrys zazdrościła jej tej radości w głosie i chęci do pracy, ale z drugiej strony odpychało ją to. Szylkretki wydawało się być po prostu za dużo, niemalże wypełniła całą przestrzeń, otaczającą niebieskooką. Najchętniej pogoniłaby ją z dala od siebie, ale to w końcu ona ma ją czegoś nauczyć, więc wypada zainwestować w dobre relacje. 
- To co, jesteś gotowa na swój pierwszy trening? - zapytała wojowniczka, z głosem przepełnionym wolą walki.
- Tak od razu? - Ruda zachowała kamienny wyraz pyska, ale i tak była z lekka zdziwiona.
- Czemu nie? A nie chcesz?
- Nie wiem - odparła, zgodnie z prawdą.
Nie znała nawet swych własnych pragnień, więc ta propozycja wydawała jej się z lekka szybka, ale nie sprzeciwiała się specjalnie. Może tak właśnie mają wyglądać trening? Intensywna praca od samego początku, by nie przynieść klanowi złej opinii.
- Uwierz mi, nie ma co tracić czasu, lecimy zwiedzać tereny! - miauknęła rozradowana, drepcząc w stronę wyjścia z obozu. Przelotnie w połowie swej trasy obejrzała się na towarzyszkę, ale poza tym ignorowała ją i gnała do przodu.
Tygrysia Łapa ruszyła bezmyślnie za nią. Kiedyś była prawie że pewna, iż taka nowość w życiu ją zainteresuje. Niestety, jak to miała w zwyczaju, nie potrafiła czerpać radości z pozornie ekscytujących spraw.
Słuchała uważnie Borówkowej Mordki, ale ani na moment nie potrafiła odwzajemnić gestu wiecznie uśmiechniętej kotki. Bycie uczniem potraktowała jako zwykły obowiązek, do którego każdy musi kiedyś dorosnąć. Później przyjdzie jej dbać o pobratymców.
- A tu głównie polujemy... - zaczęła szylkretka, nagle urywając swą wypowiedź, kiedy jej oczom ukazał się dorodny okaz królika. - Patrz! Mamy dużo szczęścia. Obserwuj uważnie moje ruchy, a potem przećwiczymy skradanie się - oznajmiła i schyliła się, brzuchem niemalże dotykając ziemi.
Powoli ruszyła do przodu, wyjątkowo wolno jak na jej energiczne podejście. Wydawała się skupiona, jakby chciała jak najlepiej pokazać prawidłową postawę do łowów.
Ruda z uwagą obserwowała wszystkie widoczne napięcia mięśni mentorki. Spoglądała na wysuwające się pazury i zawziętość w oczach, a w momencie skoku - na idealnie prostujące się tylne łapy.
Już po chwili Borówka miała w mordce ledwo dychające stworzenie, a zaledwie po sekundzie mała istotka zamarła w bezruchu. Gdy szylkretka wypuściła piszczke z pyszczka, ta upadła na ziemię, pozostawiając dookoła siebie świeżą plamę krwi.
- I co myślisz? - spytała wojowniczka.
- O czym? - rozproszona uczennica podniosła na nią zaskoczony wzrok. Co miała jej powiedzieć?
- No o moim pokazie! Przyglądałaś się uważnie? Wiesz już, co robić? Będziesz w stanie to powtórzyć? - zadawała istną lawinę pytań.
- Nie wiem. Patrzyłam cały czas, ale pewnie nie zrobiłabym tak jeszcze - przyznała.
- No dobrze! To zaczniemy od prawidłowej pozy. Przede wszystkim nie zapominaj, by zawsze być cicho i znajdować się jak najbliżej ziemi, bo wtedy jesteś mniej widoczna. Musisz też być cały czas czujna, gotowa do zerwania się i ataku - wytłumaczyła, a następnie machnęła łapą.
- Spróbuj zrobić to, co ja - poleciła, bacznie się jej przyglądając. - To nie takie trudne.
Nie wątpiła w to, ale i nie oczekiwała cudów od pierwszego razu. Odtwarzała w głowie postawę mentorki i próbowała przyjąć identyczną pozę, ale to miała za bardzo ogon w górze, albo łapy jej się za bardzo rozkraczały na boki i traciła równowagę, lecąc jak głupia do przodu.
W pewnym momencie usłyszała cichy śmiech, a gdy spojrzała na Borówkową Mordkę, ta ze skruchą, ale i rozbawieniem w głosie, kręciła przecząco głową.
- Dobra, możemy wracać, nie będę cię już dzisiaj więcej męczyć. Zresztą, wiesz, co masz ćwiczyć, więc mam nadzieję następnym razem zobaczyć efekty twojej pracy! - ostrzegła, zachęcając ją do ruszenia w stronę obozu. - I proszę, uśmiechnij się. Z lepszym nastawieniem wszystko pójdzie łatwiej.
Tygrys mentalnie się skrzywiła. Nie była przecież smutna czy coś, po prostu nie potrafiła wyrażać emocji. Nie miała negatywnego podejścia, tylko jej wady sprawiały, że nie wszystko szło od początku idealnie, jak co niektórym.
- Oczywiście - odparła krótko, nie zamierzając wdawać się w zbędne dyskusje.
Trafiła jej się ciekawa mentorka i z pewnością treningi z nią nie będą nudne.