Kocur również się zatrzymał, po czym pytającym wzrokiem spojrzał na Lisią Duszę. Machnął ogonem, a następnie odłożył na ziemię mysz i wiewiórkę.
- Hm? Co jest? - zapytał, nie za bardzo wiedząc, w jakim celu kotka zatrzymała się.
- Uważam, że możemy już wracać - oznajmiła, również kładąc na glebie swe zdobycze.
Spadający Liść zmrużył swe zielone oczy. Wpatrywał się tak w rudą wojowniczkę przez kilka uderzeń serca, kończąc ciszę cichym westchnięciem.
- W porządku - odparł, chwycił gryzonie, a następnie żwawym krokiem udał się w stronę obozu, uprzednio upewniając się, że Lisia Dusza za nim podąża.
~*~
Droga powrotna minęła w ciszy. Co prawda ruda próbowała zagadać jakoś do Spadającego Liścia, lecz bezskutecznie. Za każdym razem, gdy o coś pytała, odpowiadało jej milczenie. Wojownik był zbyt zajęty rozmyślaniem o swych problemach, aby zwrócić na usilnie próbującą porozmawiać Lisią Duszę. W końcu jednak otrząsnął się, gdy ta go wyprzedziła. Jej ogon oraz pyszczek były wysoko zadarte, co oznaczało, że strzeliła tzw. focha. Zielonooki przekręcił głowę zdziwiony, po czym przyspieszył, aby nadążać za kotką. Bardzo szybko dotarli do obozu. Tam od razu odłożyli piszczki, a Lisia Dusza ułożyła się na drugim końcu obozu, przy okazji biorąc ze sobą wychudzoną mysz. Spadający Liść sam czuł się źle i nie chciał, aby ktokolwiek inny z Klanu Klifu przez niego miał równie niedobre samopoczucie. Chwycił w zęby tłustego zająca, aby później skierować się do Lisiej Duszy i ułożyć się przy niej. Położył przed nią długouchego, samemu zabierając od niej drobnego gryzonia.
- Zasłużyłaś na coś lepszego - stwierdził, zamieniając posiłki.
<Lisia Duszo?>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)
04 czerwca 2017
Od Białej Gwiazdy cd. Bladego Świtu
Biała kotka uśmiechnęła się ciepło, patrząc na czarne kociątko wtulone w futro nowej matki. W zasadzie nawet wygląda jak jej potomek. Liderka pomyślała, że raczej nie będzie problemów z ukryciem pochodzenia małego przed innymi klanami.
- Jestem pewna, że niedługo będą traktować go na równi z innymi - odpowiedziała, przenosząc wzrok z powrotem na Blady Świt. - Reszta klanowiczów też nie powinna mieć żadnych obiekcji - dodała, tonem nie zostawiającym wątpliwości, że będzie tolerować tego typu zachowania ze strony kogokolwiek. Ona jest tu przywódczynią a również nie urodziła się w klanie i nie pozwoli dyskryminować niewinnego kociaka.
- No dobrze, teraz to nieważne - stwierdziła, otrząsając się z niezbyt przyjemnych rozmyślań. Wszystko będzie dobrze z Nockiem. Tymczasem naprzeciw niej oprócz kociąt znajdowała się również inna osoba, której losem powinna się przejmować. - A co u ciebie? Dobrze się czujesz w nowej roli? Rozmyty Pył często cię odwiedza? - zainteresowała się. W końcu maluchy nie są jedynym aspektem życia biało-czarnej kotki, nawet jeśli aktualnie wszystko się w okół nich kręci. Przywódczynię ciekawiło, czy Blady Świt po odchowaniu kociąt zdecyduje z powrotem zostać wojownikiem, czy może też woli towarzystwo tych puszystych kulek od mierzenia się z niebezpieczeństwami czekającymi poza obozem. Gdyby była na jej miejscu... w sumie nie była w stanie sobie tego wyobrazić. Ale wydawało jej się, że wróciłaby do swoich normalnych obowiązków.
- Jestem pewna, że niedługo będą traktować go na równi z innymi - odpowiedziała, przenosząc wzrok z powrotem na Blady Świt. - Reszta klanowiczów też nie powinna mieć żadnych obiekcji - dodała, tonem nie zostawiającym wątpliwości, że będzie tolerować tego typu zachowania ze strony kogokolwiek. Ona jest tu przywódczynią a również nie urodziła się w klanie i nie pozwoli dyskryminować niewinnego kociaka.
- No dobrze, teraz to nieważne - stwierdziła, otrząsając się z niezbyt przyjemnych rozmyślań. Wszystko będzie dobrze z Nockiem. Tymczasem naprzeciw niej oprócz kociąt znajdowała się również inna osoba, której losem powinna się przejmować. - A co u ciebie? Dobrze się czujesz w nowej roli? Rozmyty Pył często cię odwiedza? - zainteresowała się. W końcu maluchy nie są jedynym aspektem życia biało-czarnej kotki, nawet jeśli aktualnie wszystko się w okół nich kręci. Przywódczynię ciekawiło, czy Blady Świt po odchowaniu kociąt zdecyduje z powrotem zostać wojownikiem, czy może też woli towarzystwo tych puszystych kulek od mierzenia się z niebezpieczeństwami czekającymi poza obozem. Gdyby była na jej miejscu... w sumie nie była w stanie sobie tego wyobrazić. Ale wydawało jej się, że wróciłaby do swoich normalnych obowiązków.
03 czerwca 2017
Od Wrzosowej Łapy CD Milczącej Sadzawki
Kocur zmarszczył nos, widząc lekki, sztuczny uśmiech na pyszczku kotki. Wciąż przyszpilony do podłoża, próbował się jakoś wykręcić. Może był silnym terminatorem, ale pod tym względem nie mógł jednak dorównać doświadczonemu wojownikowi. Mimo to był pewien, że kiedyś przewyższy Milczącą Sadzawkę. Po krótkiej chwili puściła go. Odskoczył do tyłu, ale nie uciekał. Niebieska również nie cofnęła się, czekając pewnie na odpowiedź ucznia.
- Klan Nocy nie potrzebuje od was pomocy - splunął, uderzając ogonem o ziemię. Zaraz usiadł, jakby przygotowywał się na dłuższą rozmowę. Nie chciał również nadwyrężać łapy, która pulsowała tępym bólem. Przez chwilę żałował, że odrzucił pomoc, ale duma oślepił go i odrzucił tą myśl. Starsza wyglądała na rozbawioną zachowaniem ucznia. Zakręciła się wkoło, po czym odwróciła w stronę terenów Klanu Wilka.
- Oczywiście, pozdrowię Płomienną Pręgę i Malinową Gwiazdę, dowiedzą się o wszystkim - rzucił szybko, widząc, że wojownicza ma zamiar odejść.
- Jesteś pewny, że wyjdzie ci to na dobre? - wysyczała, przez zęby, starając się kontrolować emocje.
- Ciekawe jak zareagują na wieść, że ich terminatora zaatakowała zastępczyni Klanu Wilka - miauknął z wyraźną pewnością siebie. Chciał tym zdenerwować, a może nawet trochę wystraszyć kotkę, ale nie wyglądało na to, by jego plan się powiódł. Sam dobrze wiedział, że po ostatnich wydarzeniach duża część klanu postrzegała go inaczej. Z pewnością liderka uznałaby słowa czekoladowego za kłamstwa, ale skąd mogłaby o tym wiedzieć niebieskawa? Zastygł bezruchu, jedynie kąciki jego pyska drgały.
<Milcząca?>
Brak weny lol no i nie wiem jak Milczka by zareagowała
<Milcząca?>
Brak weny lol no i nie wiem jak Milczka by zareagowała
Od Bladego Świtu CD Białej Gwiazdy
Łaciata kocica spojrzała z zaciekawieniem na liderkę. Nie sądziła, iż sama Biała Gwiazda raczy się stawić w żłobku kolejny raz, aby zapytać się o samopoczucie kociąt. Widać było, że zależy jej na tym, żeby młode wyrosły na silne i mądre koty, co karmicielka jak najbardziej pochwalała. W pewnym sensie czuła się dumna z siebie i Rozmytego Pyłu, albowiem to dzięki nim na świat przyszły takie małe kruszynki, które w niedalekiej przyszłości mają służyć Klanowi Burzy. Matka mimowolnie się uśmiechnęła, po czym spojrzała na swe potomstwo. Nocek i Deszczyk jak zwykle byli w nią wtuleni, a ich rodzeństwo bawiło się w najlepsze.
- Coraz śmielej zaczynają stąpać po żłobku - zwróciła się do przywódczyni, ciągle mając na pyszczku delikatny uśmiech. - Szczególnie Grad oraz Burza, którzy ledwo powstrzymują się od tego, aby wejść mi na głowę. - zaśmiała się.
- A jak się sprawy mają z Nockiem? - spytała trochę ciszej, jakby nie chcąc, żeby prawdziwe potomstwo Bladego Świtu to usłyszało.
- Z nim jest wszystko w porządku - odparła prędko królowa, marszcząc nos. Jej ton stał się mniej życzliwy, ponieważ ogólne zainteresowanie tym czarnym kocięciem powoli wyprowadzało ją z równowagi. Rozumiała to, jeśli ktoś pytał się o jego stan z dobroci serca, lecz niektórzy robili to bardzo nachalnie, będąc wściekłymi za to, iż Biała Gwiazda przyjęła tego samotnika do Klanu Burzy, skutkiem czego wszystkie pytania dotyczące Nocka nie były mile słyszane przez Blady Świt.
- Wichurka, Grad, Burza oraz Sztorm chyba nie darzą go dobrymi uczuciami... Ale to raczej zrozumiałe. Ja jako kocię również nie podchodziłabym życzliwie do kogoś obcego, który pije mleko od mej matki. Myślę jednak, że za kilka księżyców zaczną siebie w końcu tolerować - wytłumaczyła. - A ty jak sądzisz, Biała Gwiazdo?
<Biała Gwiazdo?>
Od Lamparciego Kroku C.D. Iskrzącego Futra
- Co porabiasz? - spytał kocur przysiadając obok rudej wojowniczki.
- Właściwie to nic ciekawego... - przyznała kotka mrużąc oczy. - Trochę się nudzę...
- To jak zjesz możesz mi pomóc - oznajmił zastępca. - W legowisku uczniów przecieka dach.
- Ale... My nie mamy uczniów - zauważyła kotka.
- Ale będziemy mieć. Poza tym powódź w tamtym legowisku może się rozlać do nas. Nie wiem jak ty, ale ja chcę się budzić w suchym posłaniu!
Iskrzące Futro pokręciła rudą głową i zabrała się do szybszego jedzenia. Kiedy skończyła, wstała i podeszła do zastępcy.
- No dobra... To co jest grane? - spytała.
Kocur zaprowadził ją do legowiska uczniów, gdzie po ostatnim deszczu pojawiła się okrągła kałuża. Przez dziurę prześwitywała stróżka słonecznego światła.
- Musimy iść po jakieś gałęzie... Najlepiej sosnowe lub świerkowe - powiedział Lamparci Krok. - Żeby załatać dziurę.
Kotka skinęła głową.
- Na naszym terytorium nie ma takich drzew. Jest tylko kilka brzóz, ale one chyba nie wystarczą, musimy iść na tereny Klanu Wilka lub Klanu Nocy, albo za Drogę Grzmotu.
- Nie będziemy ryzykować ataku potwora - zaprzeczył od razu zastępca. - Pójdziemy do Klanu Wilka. Ich patrole chodzą o regularnych porach, więc powinniśmy uniknąć kłopotów.
- Drzewa są tam wysokie... - zauważyła Iskrzące Futro. - Jesteś pewien, że to dobry pomysł?
- Zdecydowanie.
Lamparci Krok oczywiście kłamał. Zdawał sobie sprawę, że wysokie sosny, jakie rosną na terenach Klanu Wilka utrudnią im misję i znacznie łatwiej byłoby zdobyć gałęzie świerku z terenów Klanu Nocy. Nie chciał jednak ryzykować spotkania z ich wojownikami, a w szczególności ze swoją siostrą, Srebrnym Pyskiem. Myśl, że kotka jest jego krewną nadal go przerażała. Nie zdradził jeszcze Mysiemu Nosowi jej imienia, choć sporo nalegała. Spotkanie sprzed kilku dni nadal odbijało się na jego zachowaniu. To było dla niego trudne.
<Iskrzące Futro?>
- Właściwie to nic ciekawego... - przyznała kotka mrużąc oczy. - Trochę się nudzę...
- To jak zjesz możesz mi pomóc - oznajmił zastępca. - W legowisku uczniów przecieka dach.
- Ale... My nie mamy uczniów - zauważyła kotka.
- Ale będziemy mieć. Poza tym powódź w tamtym legowisku może się rozlać do nas. Nie wiem jak ty, ale ja chcę się budzić w suchym posłaniu!
Iskrzące Futro pokręciła rudą głową i zabrała się do szybszego jedzenia. Kiedy skończyła, wstała i podeszła do zastępcy.
- No dobra... To co jest grane? - spytała.
Kocur zaprowadził ją do legowiska uczniów, gdzie po ostatnim deszczu pojawiła się okrągła kałuża. Przez dziurę prześwitywała stróżka słonecznego światła.
- Musimy iść po jakieś gałęzie... Najlepiej sosnowe lub świerkowe - powiedział Lamparci Krok. - Żeby załatać dziurę.
Kotka skinęła głową.
- Na naszym terytorium nie ma takich drzew. Jest tylko kilka brzóz, ale one chyba nie wystarczą, musimy iść na tereny Klanu Wilka lub Klanu Nocy, albo za Drogę Grzmotu.
- Nie będziemy ryzykować ataku potwora - zaprzeczył od razu zastępca. - Pójdziemy do Klanu Wilka. Ich patrole chodzą o regularnych porach, więc powinniśmy uniknąć kłopotów.
- Drzewa są tam wysokie... - zauważyła Iskrzące Futro. - Jesteś pewien, że to dobry pomysł?
- Zdecydowanie.
Lamparci Krok oczywiście kłamał. Zdawał sobie sprawę, że wysokie sosny, jakie rosną na terenach Klanu Wilka utrudnią im misję i znacznie łatwiej byłoby zdobyć gałęzie świerku z terenów Klanu Nocy. Nie chciał jednak ryzykować spotkania z ich wojownikami, a w szczególności ze swoją siostrą, Srebrnym Pyskiem. Myśl, że kotka jest jego krewną nadal go przerażała. Nie zdradził jeszcze Mysiemu Nosowi jej imienia, choć sporo nalegała. Spotkanie sprzed kilku dni nadal odbijało się na jego zachowaniu. To było dla niego trudne.
<Iskrzące Futro?>
Od Białej Gwiazdy cd. Lamparciego Kroku
/siema elo, wróciłam i teraz piszę w trzeciej osobie
Kotka skierowała w stronę zastępcy niepewne spojrzenie. Też chciałaby mieć własne kociaki... ale nie zależy to tylko od niej. Teraz nowi członkowie nie są potrzebni aż tak mocno jak wcześniej, no i przecież żeby w ogóle spłodzić takich członków potrzebny byłby kocur, który odwzajemniały jej uczucia, a Lamparci Krok wcale nie wydawał się spełniać warunki. Ale cóż, miłość to nie wszystko. Nadal jest jej przyjacielem i zastępcą. Nie powinna już więcej tego psuć głupimi pytaniami. Wyzna mu to... jeżeli w ogóle wyzna, kiedy będzie gotowa i ani chwili wcześniej. Gdy będzie pewna, że nie wpłynie to negatywnie na ich relacje.
***
Księżyce mijały, a Blady Świt wreszcie urodziła piątkę małych puchatych kulek. Byłoby aż dziwne, gdyby lider nie zainteresował się takim wzniosłym wydarzeniem, ale Biała Gwiazda miała również osobiste powody do ich odwiedzin. Skoro i tak prawie cały swój czas spędza w obozie, a swoich kociąt nie ma, to czemu by nie pomóc karmicielce w zajmowaniu się nimi? Przy okazji poprawi relacje z matką i nawiąże je z małymi już na starcie. I może z tym przybłędą, jak mu tam było? Nockiem? Zastanawiała się, czy w ogóle dobrze zrobiła go przyjmując. Co prawda Fiolet mogłaby odnieść go do Dwunożnych, ale przecież on jeszcze nawet nie widział... A teraz mleko kociaków Bladego Świtu zabierane jest przez jakiegoś podrzutka. Liderka pomyślała przez chwilę, czy aby może nie porzucić go gdy już nieco podrośnie, ale zaraz skarciła się w duchu za tak idiotyczny pomysł. Przez ten czas rodzeństwo i przybrana matka zdążą się już do niego przywiązać, a poza tym rezygnowanie z potencjalnego wojownika, kiedy jest już przecież w klanie nie wydawało się dobrą opcją. No trudno, będą nas dalej nazywać Klanem Pieszczochów. Ale lepsze to niż Klan Porzucający Bezbronne Kocięta, pomyślała.
- Blady Świcie, jak tam maluchy? - zagadnęła karmicielkę, wchodząc do kociarni i rozglądając się dookoła. Zauważyła wewnątrz jamy bawiące się potomstwo Rozmytego Pyłu i biało-czarnej kotki oraz Nocka, wciąż niezbyt ruchliwego i wtulonego w futro Bladej. No cóż, teraz to jego matka. Ma do niej takie same prawa jak reszta "rodzeństwa".
<Blada lub reszta?>
Kotka skierowała w stronę zastępcy niepewne spojrzenie. Też chciałaby mieć własne kociaki... ale nie zależy to tylko od niej. Teraz nowi członkowie nie są potrzebni aż tak mocno jak wcześniej, no i przecież żeby w ogóle spłodzić takich członków potrzebny byłby kocur, który odwzajemniały jej uczucia, a Lamparci Krok wcale nie wydawał się spełniać warunki. Ale cóż, miłość to nie wszystko. Nadal jest jej przyjacielem i zastępcą. Nie powinna już więcej tego psuć głupimi pytaniami. Wyzna mu to... jeżeli w ogóle wyzna, kiedy będzie gotowa i ani chwili wcześniej. Gdy będzie pewna, że nie wpłynie to negatywnie na ich relacje.
***
Księżyce mijały, a Blady Świt wreszcie urodziła piątkę małych puchatych kulek. Byłoby aż dziwne, gdyby lider nie zainteresował się takim wzniosłym wydarzeniem, ale Biała Gwiazda miała również osobiste powody do ich odwiedzin. Skoro i tak prawie cały swój czas spędza w obozie, a swoich kociąt nie ma, to czemu by nie pomóc karmicielce w zajmowaniu się nimi? Przy okazji poprawi relacje z matką i nawiąże je z małymi już na starcie. I może z tym przybłędą, jak mu tam było? Nockiem? Zastanawiała się, czy w ogóle dobrze zrobiła go przyjmując. Co prawda Fiolet mogłaby odnieść go do Dwunożnych, ale przecież on jeszcze nawet nie widział... A teraz mleko kociaków Bladego Świtu zabierane jest przez jakiegoś podrzutka. Liderka pomyślała przez chwilę, czy aby może nie porzucić go gdy już nieco podrośnie, ale zaraz skarciła się w duchu za tak idiotyczny pomysł. Przez ten czas rodzeństwo i przybrana matka zdążą się już do niego przywiązać, a poza tym rezygnowanie z potencjalnego wojownika, kiedy jest już przecież w klanie nie wydawało się dobrą opcją. No trudno, będą nas dalej nazywać Klanem Pieszczochów. Ale lepsze to niż Klan Porzucający Bezbronne Kocięta, pomyślała.
- Blady Świcie, jak tam maluchy? - zagadnęła karmicielkę, wchodząc do kociarni i rozglądając się dookoła. Zauważyła wewnątrz jamy bawiące się potomstwo Rozmytego Pyłu i biało-czarnej kotki oraz Nocka, wciąż niezbyt ruchliwego i wtulonego w futro Bladej. No cóż, teraz to jego matka. Ma do niej takie same prawa jak reszta "rodzeństwa".
<Blada lub reszta?>
02 czerwca 2017
Od Sreberka
Kotka wiedziała, że coś się zmieni. Nie była to wiedza którą pozyskuje się na treningach, nie była to wiedza którą zdobyć można w życiu. Był to instynkt, który podpowiadał małej kotce, że dziś stanie się coś ważnego. Nie wiedziała co, nie czuła upływu czasu. Aż w końcu stało się. Poczuła, że nie może być już w miejscu które do niedawna było jej domem. I tak oto upadła na coś chłodnego. Jej ciało zadrżało. Z zimna i strachu. Poczuwszy przy sobie jakieś znikome źródło ciepła pisnęła i przysunęła się bliżej starając się położyć na nim całym ciałem i tym samym ogrzać siebie. Po raz kolejny pisnęła w miarę swoich możliwości wołała o pomoc. Poczuła nowe uczucie. Była głodna. Wtuliła głowę w źródło ciepła które niespodziewanie poruszyło się zrzucając kotkę z powrotem w stronę wilgotnej, chłodnej powierzchni. Coś muskało ją gdy szła w stronę ciepła, czuła dziwny zapach tego czegoś. Nadmiar nowych uczuć emocji, a przede wszystkim przejmujący głód i zimo nie działały dobrze na kotkę. Znów cicho pisnęła. Poczuła, że coś chwyta ja za kark. Nie protestowała. Po chwili wypuszczono ją w pobliżu czegoś dużego, miękkiego i ciepłego. Pachnącego jedzeniem. Przysunęła się do tego po czym zaczęła jeść. Była bardzo głodna, jednak po kilku chwilach zdała sobie sprawę, że nie jest sama, że coś próbuje odepchnąć ją by tylko dostać się do jej jedzenia. Trąciła to nosem. Wydawało jej się, że jest to jej ciepłe coś które zrzuciło ją przed chwilą.
<Rodzice, rodzeństwo? Trudno jest pisać o niczym...>
01 czerwca 2017
Od Liliowej Łodygi C.D Lawendowej Łapy
Kiedy tylko młoda koteczka przycisnęła Liliową Łodygę do podłoża, ta wnet uśmiechnęła się delikatnie, będąc dumną ze swojej uczennicy. Terminatorka przechyliła łebek na bok, jakby nie rozumiejąc gestu mentorki. Zamrugała swymi niebieskimi ślepiami ze trzy razy, oczekując jakichś wyjaśnień.
- Świetnie sobie poradziłaś - pochwaliła ją wojowniczka.
Lawendowa Łapa odsunęła się od białej kocicy, aby ta mogła bez problemu się podnieść. Na jej szarym pyszczku zagościł malutki uśmiech, który nie umknął uwadze Liliowej Łodygi.
- Ale to jeszcze nie koniec - oznajmiła szybko. - Potrafisz sprytnie atakować, lecz w walce liczy się zarówno defensywa jak i ofensywa. - dodała, poważniejąc.
Jej humor zmienił się natychmiastowo. Nigdy nie popierała walki, a tym bardziej takiej z bliskimi jej sercu kotami. Teraz musiała nauczyć Lawendową Łapę uników, co oznaczało atakowanie młodej i niedoświadczonej uczennicy. Wojowniczka wzięła głęboki wdech, a później wydech, po czym zmrużyła oczy, spoglądając na terminatorkę. Chciała wyglądać na stanowczą i beznamiętną, lecz tak na prawdę w środku prawie płakała z tego, iż aby wyszkolić kogoś musi go atakować. Po tym wszystkim, co jej się stało, najchętniej odrzuciłaby agresję, a zastąpiła ją pokojowymi rozmowami. Niestety nie wszyscy popierali taki sposób rozwiązywania problemów, dlatego konieczne było przejście tego - jak twierdziła Liliowa Łodyga - okropnego procesu.
- Aby z powodzeniem unikać ataków przeciwnika, przede wszystkim musisz uważnie obserwować każdy jego ruch - nawet najmniejsze drgnięcie ucha. To umożliwi ci przewidzenie tego, w którą stronę on się poruszy. Poza tym liczy się też zwinność, której Klanowi Wilka nie brakuje. A właśnie - w tym momencie kocica przypomniała coś sobie. - Skoro już przy tym jesteśmy, to wiedz, iż każdy klan posiada szczególne umiejętności. Nas Gwiezdny Klan obdarzył zwinnością, Klan Nocy nadzwyczajną siłą, aby z łatwością pokonywali rzeczne prądy, Klan Burzy szybkością, żeby sprawnie łapali zające, a Klan Klifu skocznością, bowiem oni polują na gniazdujące wysoko ptaki. - wytłumaczyła. - Przechodząc do rzeczy - próbuj unikać moich ciosów.
Liliowa Łodyga z trudem wypowiedziała to ostatnie zdanie. Przełknęła ślinę, a następnie skoczyła w stronę Lawendowej Łapy, właściwie mając nadzieję, iż kotka szybko uniknie jej ataku, a sama mentorka trafi w ziemię.
<Lawendowa Łapo? ;3c >
- Świetnie sobie poradziłaś - pochwaliła ją wojowniczka.
Lawendowa Łapa odsunęła się od białej kocicy, aby ta mogła bez problemu się podnieść. Na jej szarym pyszczku zagościł malutki uśmiech, który nie umknął uwadze Liliowej Łodygi.
- Ale to jeszcze nie koniec - oznajmiła szybko. - Potrafisz sprytnie atakować, lecz w walce liczy się zarówno defensywa jak i ofensywa. - dodała, poważniejąc.
Jej humor zmienił się natychmiastowo. Nigdy nie popierała walki, a tym bardziej takiej z bliskimi jej sercu kotami. Teraz musiała nauczyć Lawendową Łapę uników, co oznaczało atakowanie młodej i niedoświadczonej uczennicy. Wojowniczka wzięła głęboki wdech, a później wydech, po czym zmrużyła oczy, spoglądając na terminatorkę. Chciała wyglądać na stanowczą i beznamiętną, lecz tak na prawdę w środku prawie płakała z tego, iż aby wyszkolić kogoś musi go atakować. Po tym wszystkim, co jej się stało, najchętniej odrzuciłaby agresję, a zastąpiła ją pokojowymi rozmowami. Niestety nie wszyscy popierali taki sposób rozwiązywania problemów, dlatego konieczne było przejście tego - jak twierdziła Liliowa Łodyga - okropnego procesu.
- Aby z powodzeniem unikać ataków przeciwnika, przede wszystkim musisz uważnie obserwować każdy jego ruch - nawet najmniejsze drgnięcie ucha. To umożliwi ci przewidzenie tego, w którą stronę on się poruszy. Poza tym liczy się też zwinność, której Klanowi Wilka nie brakuje. A właśnie - w tym momencie kocica przypomniała coś sobie. - Skoro już przy tym jesteśmy, to wiedz, iż każdy klan posiada szczególne umiejętności. Nas Gwiezdny Klan obdarzył zwinnością, Klan Nocy nadzwyczajną siłą, aby z łatwością pokonywali rzeczne prądy, Klan Burzy szybkością, żeby sprawnie łapali zające, a Klan Klifu skocznością, bowiem oni polują na gniazdujące wysoko ptaki. - wytłumaczyła. - Przechodząc do rzeczy - próbuj unikać moich ciosów.
Liliowa Łodyga z trudem wypowiedziała to ostatnie zdanie. Przełknęła ślinę, a następnie skoczyła w stronę Lawendowej Łapy, właściwie mając nadzieję, iż kotka szybko uniknie jej ataku, a sama mentorka trafi w ziemię.
<Lawendowa Łapo? ;3c >
Od Mysiego Nosa C.D Lamparciego Kroku
Od początku pierwszego mojego pisknięcia minęło wiele księżyców. Czas
uciekał nie ubłagalnie, a moje życie znało już dużo różnych scenariuszy
smutnych, jak i złych. Mimo deszczu i burz, które przeszły już niejeden
raz po drodze wojowniczki, terminatorki, kociaka i pieszczocha. Ale
mimo wszystko nadal na moim pysku widniał radosny uśmiech. Wyjątkiem nie
była też rozmowa z Rozmytym Pyłek, który posiadał tytuł jednego z
największych gburów Klanu Burzy, ale u mnie nadal wydawał się być
sympatycznym kocurem. Dlatego byłam strasznie zadowolona z tego, że...
oh, będzie miał kociaki! Nie czekając chwili dłużej, zaraz po usłyszeniu
plotki udałam się do Bladego Świtu, która już od dawna siedziała w
żłobku. Nie miałam jednak pojęcia, że to będą dzieci dzieci mojego
mentora, dlatego ostatnimi czasy zamiast odwiedzić królową,
przeznaczałam te chwile na polowanie. Tym razem wypełniła mnie zupełnie
nowa energia. Wskoczyłam z rozpędu do kociarni, a Blada spojrzała na
mnie z niejakim zdziwieniem, ale uśmiechnęła się delikatnie. Zaznaczając
tu słowo delikatnie, bo jej uśmiech nie równał się z moim wielkim
bananem na pyszczku. Podeszłam do niej i usiadłam niedaleko, witając ją
skinięciem głowy:
- Cześć.
- Widać Mysi Nosie, że musisz być naprawdę zadowolona z nowiny o kociętach - Powiedziała czarno-biała i liznęła swój brzuch. Ja pokiwałam na to entuzjastycznie głową i spojrzałam z troską na trochę większy niż zazwyczaj brzuch łaciatej. Już miałam podejść do niej bliżej, by się o coś spytać, gdy mój brat wpadł prawie, że na mnie, hamując z rozpędu. Mech poleciał na wszystkie strony, na co Blady Świt mlasnęła z niezadowoleniem i spytała się o stan zastępcy. Lamparci Krok spojrzał na nią i kiwnął głową na powitanie, a jednocześnie pożegnanie, ale pytanie zignorował, bo od razu wyprowadził mnie w kąt obozu.
- Coś zmalował?
To pierwsze co powiedziałam, robiąc minę dokańczającą moje myśli. Jak zrobiłeś coś głupiego, ja się w to nie mieszam. Na szczęście Lampartek miał dosyć poważną, aczkolwiek podekscytowaną minę, oznaczającą, że to raczej sytuacja wagi cięższej. Pokręcił głową z nutką satysfakcji w oczach i po krótku opowiedział mi o tym, że spotkał Nakrapiany Kwiat. Skrzywiłem się nieznacznie, jednak odetchnęłam, a w moich oczach zabłysła nuta ciekawości. Jednakże szybko odgadłam temat tej wymiany zdań i uśmiechnęłam się delikatnie. NIE, nigdy nie zgadnę o czym rozmawialiście. To za trudne. Kiedy jednak przypomniałam sobie o tym, jak z Lampartem przybyłyśmy na miejsce spotkania z Błękitną Burzą, a tam zastaliśmy tylko nocną ciszę oraz zapach choroby i krwi na mój pyszczek wkradł się smutek.
- Nie pomylę się, jeśli powiem, że o tacie?
- I o Czarnej Gwieździe.
Spojrzałam ze zmieszaniem na mojego brata. Nie wiedziałam czy czuć ciekawość czy raczej strach i gniew, więc po prostu stałam jak wryta i czekałam, aż coś jeszcze dopowie, jednak on milczał.
- I co ci powiedziała jego ukochana?
Spytałam i znowu zaczęłam dreptać w miejscu. Ten tylko zmrużył oczy i uśmiechnął się tajemniczo. Ja tylko przekrzywiłam łebek.
- Coś takiego, że nie uwierzysz. Nasza siostra żyje.
- CO?
- Cicho - Mruknął Lampart rozglądając się wokoło. Pokiwałam głową i odchrząknęłam:
- Musimy iść.
- CO?
- Nie wierzę, że na każde pytanie będziemy odpowiadać tym samym. Nie wiem jak ty, ale ja chcę ją spotkać.
Niebieskooki spojrzał na mnie, ze zdziwienia otwierając szerzej pyszczek. Zaraz potem jednak pokręcił głową.
- Ona...
Nie dokończył, bo Biała Gwiazda zawołała go. Spojrzałam na niego niemrawym wzrokiem, niepewna tego co oplatało teraz mój móżdżek. Mimo to jak zwykle dziarskim krokiem w kierunku wyjścia z obozu na polowanie, spoglądając przez ramę na mojego brata. Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.
<Lamparci Kroku?>
- Cześć.
- Widać Mysi Nosie, że musisz być naprawdę zadowolona z nowiny o kociętach - Powiedziała czarno-biała i liznęła swój brzuch. Ja pokiwałam na to entuzjastycznie głową i spojrzałam z troską na trochę większy niż zazwyczaj brzuch łaciatej. Już miałam podejść do niej bliżej, by się o coś spytać, gdy mój brat wpadł prawie, że na mnie, hamując z rozpędu. Mech poleciał na wszystkie strony, na co Blady Świt mlasnęła z niezadowoleniem i spytała się o stan zastępcy. Lamparci Krok spojrzał na nią i kiwnął głową na powitanie, a jednocześnie pożegnanie, ale pytanie zignorował, bo od razu wyprowadził mnie w kąt obozu.
- Coś zmalował?
To pierwsze co powiedziałam, robiąc minę dokańczającą moje myśli. Jak zrobiłeś coś głupiego, ja się w to nie mieszam. Na szczęście Lampartek miał dosyć poważną, aczkolwiek podekscytowaną minę, oznaczającą, że to raczej sytuacja wagi cięższej. Pokręcił głową z nutką satysfakcji w oczach i po krótku opowiedział mi o tym, że spotkał Nakrapiany Kwiat. Skrzywiłem się nieznacznie, jednak odetchnęłam, a w moich oczach zabłysła nuta ciekawości. Jednakże szybko odgadłam temat tej wymiany zdań i uśmiechnęłam się delikatnie. NIE, nigdy nie zgadnę o czym rozmawialiście. To za trudne. Kiedy jednak przypomniałam sobie o tym, jak z Lampartem przybyłyśmy na miejsce spotkania z Błękitną Burzą, a tam zastaliśmy tylko nocną ciszę oraz zapach choroby i krwi na mój pyszczek wkradł się smutek.
- Nie pomylę się, jeśli powiem, że o tacie?
- I o Czarnej Gwieździe.
Spojrzałam ze zmieszaniem na mojego brata. Nie wiedziałam czy czuć ciekawość czy raczej strach i gniew, więc po prostu stałam jak wryta i czekałam, aż coś jeszcze dopowie, jednak on milczał.
- I co ci powiedziała jego ukochana?
Spytałam i znowu zaczęłam dreptać w miejscu. Ten tylko zmrużył oczy i uśmiechnął się tajemniczo. Ja tylko przekrzywiłam łebek.
- Coś takiego, że nie uwierzysz. Nasza siostra żyje.
- CO?
- Cicho - Mruknął Lampart rozglądając się wokoło. Pokiwałam głową i odchrząknęłam:
- Musimy iść.
- CO?
- Nie wierzę, że na każde pytanie będziemy odpowiadać tym samym. Nie wiem jak ty, ale ja chcę ją spotkać.
Niebieskooki spojrzał na mnie, ze zdziwienia otwierając szerzej pyszczek. Zaraz potem jednak pokręcił głową.
- Ona...
Nie dokończył, bo Biała Gwiazda zawołała go. Spojrzałam na niego niemrawym wzrokiem, niepewna tego co oplatało teraz mój móżdżek. Mimo to jak zwykle dziarskim krokiem w kierunku wyjścia z obozu na polowanie, spoglądając przez ramę na mojego brata. Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.
<Lamparci Kroku?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)



