Po mianowaniu Kurki… Zadziało się wiele. Gdy Kurka oficjalnie został zwiadowcą, Guziczek bardzo się cieszył, to chyba oczywiste! Znaczy, troszkę się stresował, no bo… Przecież ostatnio było źle z przyjacielem, co jeśli sam sobie nie poradzi? Jednak wierzył, że przyjaciel sobie poradzi, a zresztą, jak on teraz został zwiadowcą, to Guziczek też niedługo może się mianować. Miłostka i tak tego chciała. W każdym razie, w dniu mianowania Kurki, Guziczek stał najbardziej dumny i chociaż nie trwało to długo, to został do samego końca. Poczekał, aż reszta kotów złożyła mu gratulacje i podszedł do niego.— Kurka zwiadowca! — Przytulił się. — To brzmi cudownie!
— Ach no… Tak! Ale mianuj się szybko! Bo bez ciebie… jak ja mam spać w tym zimnie! — Odwzajemnił uścisk.
Porozmawiali tak jeszcze, Guziczek obiecał przyjacielowi, że też niedługo się mianuje. Musiał tylko porozmawiać o tym z Miłostką i wtedy… Zdać test. Ale skoro jego Kurka sobie poradził, to on też musi!
— Gratulacje Kurko — dodał na koniec.
— Dziękuję.
W ramach nagrody chciał musnąć jego policzek. Ostatnio bardzo często się tak witali, czy żegnali, czy po prostu tak robili. Ale przecież totalnie przyjacielsko! Na otuchę albo właśnie pożegnanie. Nic więcej, zwykły buziak w policzek i tyle. Tym razem jednak los z nimi zagrał i Kurka odwrócił się wtedy, gdy Guziczek chciał składać pocałunek. Buziak nie wylądował na policzku, tylko na ustach… Czarno-biały kocur się nastroszył. To już nie było przyjacielskie! Ale miłość? Nie, nie, nie, żadna miłość!
— Przepraszam, jejku, wybacz — mruczał Guziczek, mówił szybko i chaotycznie i gdyby mógł, to pewnie cały byłby czerwony.
Chociaż Kurka zarzucił coś, że to okay, to Guziczek szybko uciekł i schował się u ojca. Przez następne kilka dni unikał przyjaciela, wrócił do długotrwałych treningów, przygotowujących go przed testem. Ustalił też właśnie mianowanie z Miłostką. Wracał wieczorami i od razu kładł się spać, a gdy akurat musiał zostać przez coś w obozie, a Kurka też nie był akurat na patrolu, to nagle był czymś bardzo zajęty na drugim końcu obozu. Czarno-biały zauważył jednak, że liliowy znów zaczyna mieć wory pod oczami, a na posiłki przychodzi niechętnie, więc pewnego wolnego dnia wskoczył na legowisko zwiadowców i położył się obok przyjaciela.
— To był przypadek. — szepnął.
— Wiem. Nie jestem zły.
— Przepraszam… — westchnął i spojrzał w jego oczy. — Nie rozmawiajmy o tym, okej?
— Ale o czym? — zaśmiał się przyjaciel.
No i wszystko wróciło do tej dziwnej normy. Znów kocur spędzał wszystkie wolne chwile z liliowym, ale o pocałunku nigdy nie wspomnieli. Żyli w bańce, że są tylko przyjaciółmi. No bo na miłość byli za młodzi… Prawda?
Jednak nie na tym skończyły się złe rzeczy. Już pomijając wcześniejszą śmierć dawnej liderki, to teraz zaczęła rozprzestrzeniać się epidemia. Najpierw zachorowała starszyzna, ale zielony kaszel szybko zaczął przenosić się i na najmłodszych. Guziczek był tym przerażony, ale pozostawał zdrowy. Jednak niedane było dokończyć mu treningów, bo Miłostka, jego mentorka, zaatakowała Jaśminowiec i tym sposobem przestał mieć ją jako mentorkę. Z chaosem z epidemią nie wiedział co zrobić, więc zgłosił się do jedynego zwiadowcy, którego znał, domyślając się, że Kurka tu nie pomoże.
— Chciałbym mianować się na zwiadowcę — miauknął do Czerwca, gdy wreszcie go odnalazł.
Od kiedy wiadomo było, że Miodunka jest w ciąży, to czekoladowy chodził jak w skowronkach… Był nawet podejrzanie miły do czarno-białego kocura! Ta cała miłość chyba naprawdę potrafiła zmienić koty…
— I czemu przychodzisz z tym do mnie?
— Bo Miłostka już się mną nie zajmuje — prychnął, jakby było to oczywiste. — Chciałbym, tylko żebyś przeprowadził mi test. I tyle.
— Tylko test?
— A potem będę pomagać przy epidemii, Pieczarka potrzebuje nowych zwiadowców. — Wypiął dumnie pierś. — Więc tylko test.
— W porządku. Jutro o świcie.
Więc czekał, zjadł porządną kolację i zasnął, totalnym przypadkiem już na legowiskach zwiadowcy, zaraz obok Kurki. O świcie czekał na dole drzewa, zwarty i gotowy, chociaż trochę zestresowany… Może Czerwiec zemści się za te wszystkie razy, gdy kocur mu dokuczał? Miał szczerą nadzieję, że zwiadowca jednak jest szczery w swoich intencjach i przeprowadzi sprawdzian tak, jak powinien. Czekoladowy też wreszcie zszedł z drzewa i spojrzał na, jeszcze, ucznia. Nie odezwał się ani słowem, tylko ruszył w stronę wyjścia z obozu, a Guziczek ruszył zaraz za nim. Szli przez kałuże, brudząc swoje łapy, zimny wiatr atakował ich z każdej strony, chociaż Czerwiec nie wydawał się tym przejmować tak bardzo, jak Guziczek. Doszli do Dębowej Ostoi i wreszcie stanęli.
— Dobra, w jak najkrótszym czasie musisz przeskoczyć wszystkie te drzewa, ale tak, żebym cię stąd ani nie usłyszał, ani nie zobaczył. A jak coś przy okazji złapiesz to punkt dodatkowy.
— To… Zaskakująco łatwe? — Spojrzał na niego podejrzliwie.
— Mamy epidemie. Zobaczymy, co potrafisz w praktyce. — Wzruszył ramionami. — Gotowy?
— Gotowy!
Czerwiec zaczął odliczanie, a Guziczek szybko zmusił swoje zmarznięte mięśnie do ruchu. Skupił się na zadaniu, a nie na chłodzie, który na wysokim drzewie zaatakował go jeszcze bardziej. Znajdź najdalszą gałąź, skocz, złap się w dobrym momencie — nakazywał sobie, przeskakując z korony na koronę. Adrenalina i ruch sprawiały, że nagle było mu zaskakująco ciepło. Jest ślisko, jest zimno — powtarzał w głowie — duże gałęzie, pewne skoki. Nawet nie był pewien, kiedy skoczył na ostatnie drzewo z wiewiórką w pysku. Cała ta podróż była jednym wielkim zamazanym wspomnieniem. Korona jednego drzewa, korona drugiego drzewa, gałęzie, skoki, zachowanie ciszy — tylko tyle go interesowało. Ale teraz zeskoczył z góry, na cztery łapy, tak jak powinien prawdziwy zwiadowca! Z mocno bijącym sercem i dumą podbiegł do Czerwca i rzucił mu wiewiórkę pod łapy.
— No, no. Nawet nieźle — mruknął tylko zwiadowca, chociaż Guziczek mógł przysiąc, że widział dumę w jego żółtych oczach.
Wrócili do obozu, czarno-biały rzucił zdobycz na stos jedzenia i odprowadził czekoladowego wzrokiem. Pewnie poszedł rozmawiać z Pieczarką o jego mianowaniu… Miał nadzieję, że zdał test, bo naprawdę chciał pomóc kotom w tej strasznej chorobie. Ale mógł tylko czekać, a nie chciał być w tym sam, więc szybko odnalazł przyjaciela i wtulił się w jego futro. Był tak przyjemnie ciepły.
— Chyba zdałem dziś test — wymruczał.
— Gratulacje! — Kurka musnął jego policzek.
Ceremonia odbyła się wieczorem, chociaż… Tak naprawdę, nie można było nazwać tego ceremonią. Wszyscy wyglądali na dość… Smutnych. Jasne, widział dumę w oczach rodziny i przyjaciół. Nawet Czerwiec dumnie się uśmiechał! Jednak no działo się to wszystko, te wszystkie śmierci, epidemia… Więc nawet Pieczarka, chociaż równie dumna, stała z przygaszonym uśmiechem.
— Guziczku, zapraszam tu do mnie.
Kocur wskoczył na miejsce zaraz obok niej i skłamałby, gdyby powiedział, że wtedy nie zjadł go stres. Zazwyczaj czarno-biały był pewnym siebie kocurem, może trochę zbyt pewnym siebie i nierozważnym, ale nadal. Teraz jednak czuł, jak jego łapy się trzęsą, jednak z dumnie wypiętą piersią stał obok białej kotki.
— Ja, Pieczarka, przywódczyni Owocowego Lasu, wzywam swoich uczniów, aby spojrzeli na tego ucznia. — Formuła brzmiała niepewnie i mówiona była szybko. — Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego zwiadowcę. Guziczku — zwróciła się do kocura. — Czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój obóz nawet za cenę życia?
— Przysięgam — odpowiedział z dumą i pewnością siebie, której wcale nie miał.
— Mocą Wszechmatki mianuję cię na zwiadowcę. Wszechmatka ceni twoją energiczność i pewność siebie oraz wita cię jako nowego zwiadowcę Owocowego Lasu. — Uśmiechnęła się. — Chcesz zacięcie, na swoją rangę?
— Oczywiście!
— To jutro. Wybacz — westchnęła.— Witaj w szeregach zwiadowcy Guziczku.
Kocur pokiwał głową i odszedł, aby zebrać gratulację od wszystkich. Ostatnim z kotów był Kruka, który zaraz po przekazaniu dobrych wieści, zaproponował chwilowy spacer wśród owocowego lasku, a gdy z niego wrócili, zasnęli wtuleni w siebie. Teraz przynajmniej Guziczek nie będzie musiał wypraszać innych kotów, żeby móc spać na drzewie zwiadowcy wraz z przyjacielem. I znów będzie mu ciepło! Bo przecież tylko o to chodziło…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz