Kompletnie nie rozumiał, co się dzieje. Nie wiedział, gdzie jest jego mamusia, co to za miejsce. Starał się być dzielny, ale nie wytrzymał i teraz pochlipywał sobie cicho, zbyt przerażony by robić cokolwiek innego. Przynajmniej jego rodzeństwo było razem z nim, co dodawało mu grama otuchy.
Jakiś obcy kocur zabrał go, Kolca i Szczurka nie wiadomo gdzie. Obecnie cała trójka kociąt leżała schowana za jakimś kamieniem, a ten cały… Pomrucznik? Pomurek? Nieważne. Nie obchodziło go, jak nazywa się ten kot. Ważne było, że zniknął im z zasięgu wzroku. Na początku Wawrzyn pomyślał, że to idealna okazja do ucieczki, ale szybko wybił sobie ten pomysł z głowy. Zresztą, był zbyt zmęczony, żeby gdziekolwiek uciekać. Mimo ogromnego strachu i łezek wciąż płynących mu z oczu, w końcu udało mu się zasnąć.
Jak się później okazało, nie na długo, bo po jakimś czasie on, a także jego bracia, zostali wybudzeni przez Pomurnika, a potem przekazani jakimś kompletnie obcym, dziwnie pachnącym kotom.
~~już po przybyciu do Klanu Wilka~~
Przez pierwsze kilkanaście wschodów słońca czuł się w nowym “domu” nawet dobrze. Mama nie wracała, ale jakaś inna kotka się nim zajęła i była całkiem miła. Nazywała się Cętkowany Liść, i mimo jej dobroci, Wawrzyn był zdania, że to potwornie dziwne imię. Zresztą, prawie wszystkie koty w tym miejscu miały jakieś pokręcone imiona, poza kociakami. Czasami Wawrzyn o tym myślał. Czy pewnego dnia końcu go zmuszą, żeby został jakimś Łaciatym Kamykiem albo Sosnowym Księżycem? Miał nadzieję, że nie. Lubił być Wawrzynem.
Oczywiście, oprócz Cętkowanego Liścia, w tym samym legowisku były inne koty, w tym jej dzieci, a także inne matki z własnymi kociętami. Wawrzynowi nawet udało się trochę zakolegować ze Skowronkiem i Sarenką, dwoma koteczkami.
Kocurek domyślił się już, że w tym miejscu mieszkają matki ze swoimi dziećmi, toteż był bardzo zdziwiony obecnością pewnego kota, który zdecydowanie nie był kotką. Był za to bardzo podobny do Szczurka. Podobno nazywał się Wilcze Serce i on też był bardzo miły dla Wawrzyna i jego rodzeństwa. Pamiętał, że kiedyś mama uczyła go jakiejś formułki, którą miał przekazać Wilczemu Sercu, jednak… nie zrobił tego. Po pierwsze, trochę bał się do niego podejść. Po drugie, najzwyczajniej w świecie zapomniał już, co miał dokładnie powiedzieć.
Mimo tego, że żyło mu się w miarę dobrze, to bardzo często płakał. Tęsknił za mamusią i chciał, żeby jak najszybciej wróciła. Nie znał dobrze tego miejsca i czuł się tu obco. Większość innych kociaków nie przypadła mu do gustu i się ich bał, zresztą one pewnie też go nie lubiły. Jego nosek nie mógł się przyzwyczaić do dziwnego, a niestety wszechobecnego zapachu, przez co zaczęła go aż boleć głowa.
A potem wszystko nagle się zmieniło. Z dnia na dzień w żłobku zaczęły pomieszkiwać cztery duże kocury, w tym Wilcze Serce. Natomiast mamusia Sarenki zabrała ją i jej rodzeństwo, po czym wyniosła się z legowiska i Wawrzyn więcej jej nie zobaczył. Nie rozumiał tego. Czy to była jakaś wymiana kotów? Czy w tej dziwnej społeczności takie rzeczy były na porządku dziennym?
Coś mu jednak podpowiadało, że to nie o to chodzi. Zapach strachu i krwi, a także namacalne wręcz napięcie utwierdzało go w przekonaniu, że dzieje się coś złego. Nie wiedział, o co chodzi, ale samo przeczucie wystarczało, żeby strasznie się bał.
Zaczął przez to płakać o wiele częściej niż dotychczas. Większość czasu siedział skulony gdzieś w kącie, w futro Cętkowanego Liścia albo w braci. Był tak bardzo, bardzo zdezorientowany i przestraszony. Chciał wrócić do mamusi.
<siema siema, ktoś może chce odpisać bardzo przestraszonemu i smutnemu Wawrzynkowi, który siedzi sobie gdzieś w kącie i cicho płacze? :^) >
Ja Kolcem! UwU
OdpowiedzUsuń