BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

07 sierpnia 2026

Od Łabędziej Łapy do Narwanej Łapy

Ciąg dalszy opowiadania do Nurowej Łapy, ślub Szafirki i Kasztana

Naprawdę nie chciała iść na ten ślub. Głównie dlatego, że nie miała dobrego zdania o pannie młodej. Nie chciała być jakkolwiek kojarzona z tym wydarzeniem. Niestety jako młoda namiestniczka musiała godnie reprezentować rodzinę i tym samym pojawić się na uroczystości. Spodziewała się nudnej nocy pełnej siedzenia w miejscu i uśmiechania się do kotów, których nie darzyła sympatią. No właśnie. Najgorsze w tym wszystkim był brak ciekawego towarzystwa. Pan Książę Rogaty Flaming nie został zaproszony, chociaż pewnie i tak by nie przyszedł. Niestety to tylko stawiało ją w niekomfortowej sytuacji, z której prawdopodobnie będzie musiała się przed nim wytłumaczyć. Weszła na świetlikową wyspę, krocząc obok brata za rodzicami. Oni trzymali prezent dla pary młodej (jej zdaniem był on zupełnie zbędny i najlepiej by się pod nim w ogóle nie podpisywała). Nawet pomimo braku chęci przebywania w tym miejscu musiała się dobrze prezentować. Przed przyjściem ładnie zakręciła sobie grzywkę, ułożyła kryzę i założyła za ucho ozdobę z muszli, którą pożyczyła od brata na czas ślubu (najchętniej by jej nie oddawała, ale niestety musiała). Cała rodzinka namiestników usiadła w odpowiednim miejscu i wyprostowała się, by wyglądać jeszcze lepiej. Łabędzia Łapa cieszyła się, że siedzi przed rodzicami, bo nawet nie chciała na nich w tej chwili patrzeć, szczególnie na matkę. Nadal nie wybaczyła jej tych wszystkich odwiedzin u Lilii w żłobku, kiedy oni już zostali uczniami. Zachowywała się, jakby on był jej dzieckiem, a co za tym idzie, Niezapominajkowa Nadzieja jej partnerką! To było oburzające, ale nadal nie zdecydowała się na poinformowanie o tym taty. Chociaż już powoli zaczęła się poważnie zastanawiać. Rozglądała się po wyspie. Niestety nic ciekawego się nie działo. Koty zajmowały miejsca, rozmawiały i ogólnie panował rozgardiasz. Przesunęła wzrok w kierunku ołtarza i zatrzymała go na przywódczyni. Bardziej interesującej persony tu raczej nie znajdzie. Wtedy do ołtarza zaczęła kroczyć para młoda. Szepty cichły powoli, aż w końcu zamieniły się w ciszę, kiedy stanęli przed Mandarynkową Gwiazdą.
— Zebraliśmy się tu dzisiaj, żeby uczcić miłość Urodziwego Szafirka i Przypalonego Kasztana oraz przypieczętować ją oficjalną więzią! — ogłosiła. Wtedy przerwała na chwilę. Uczennica miała ochotę wywrócić oczami na dźwięk imion pary młodej, ale nie wypadało tego robić, teraz kiedy miała formalnie reprezentować swoją rodzinę. Aczkolwiek bardzo ją kusiło. No bo kto to widział czarno-białego kota biorącego ślub z obrończynią kotów czekoladowych?
— Jeśli ktoś chce wyrazić sprzeciw, niech zrobi to teraz — usłyszała. Niestety cisza jak trwała, tak nie przestawała. Czemu na ich ślubie miało być spokojnie, kiedy podczas ceremonii jej rodziców Niezapominajkowa Nadzieja wszystko zepsuła?! Po dłuższej chwili Liliowa Pieśń powiedziała do przywódczyni:
— Nie ma nikogo, monarchini.
Teraz to była już zbulwersowana. Czyli tylko jej rodzina miała mieć tę skazę na honorze?! Nie dość, że tamten ślub został przerwany, to nawet po ceremonii dymna nie potrafiła sobie odpuścić! Jej wściekłość dodatkowo spotęgował głos liliowej wojowniczki. Zakała klanowa numer dwa ma czelność odzywać się do przywódczyni?! Jeśli tak to wszystko miało dalej iść, to mógł to być jej ostatni dzień jako namiestniczka. Nieporuszona księżniczka skinęła Liliowej Pieśni głową, po czym kontynuowała.
— Urodziwy Szafirku, Przypalony Kasztanie, czy w obliczu wszystkich zebranych tu kotów przysięgacie sobie miłość, wierność, uczciwość i wspólne dzielenie łowów nawet po śmierci?
Dwójka kotów popatrzyła sobie głęboko w oczy.
— Przysięgam — rzekła uroczyście szylkretka.
— Przysięgam — powiedział po niej jej partner, uśmiechając się nieśmiało.
— Zatem mocą nadaną mi przez Klan Gwiazdy ogłaszam was mężem i żoną! Niech wasza miłość trwa mimo wszystko niczym igły sosen Porą Nagich Drzew!
Nie skandowała imion nowożenców jak wszyscy. Zamiast tego odwróciła głowę od wszystkich i wywróciła oczami. Oby jednak życzenia srebrnej się nie spełniły. Kiedy wiwaty ucichły, a niektórzy zaczęli ustawiać się w kolejce, by sprezentować coś nowożeńcom, ona nadal siedziała w bezruchu, czekając tylko, aż to wszystko wreszcie się skończy. Drugiego takiego ślubu nie wytrzyma. Jeszcze tylko brakowało, żeby ta druga maszkara sobie taki sprawiła. No właśnie! Liliowa Pieśń (zaczynała już podejrzewać, że człon Lilia mógł nieść za sobą negatywne cechy charakteru) przez cały ślub przyklejała się do Ulewnego Szkwału. A z tego, co kojarzyła, był to dość szanowany wojownik. Nie mogła pozwolić, żeby tak sobie zepsuł reputację! Może nie wiedział? Musiała go uratować. Przecież jako namiestniczka ma obowiązek dbać o klan… i o własne interesy. No a poza tym… na ślubie przecież się bawi! Co z tego, że dla niej frajdą byłaby afera pomiędzy tą parą?
– Zawołajcie mnie, kiedy będzie nasza kolej na danie prezentu — rzuciła do rodziny i z uśmiechem wyruszyła na swoją misję. Akurat złapała kocura, kiedy partnerka na chwilę go opuściła.
— Dzień dobry, Ulewny Szkwale — przywitała się oficjalnie, jednak bez ukłonu. Nie czuła takiej potrzeby. W końcu była od niego wyższa tytułem. No a on chyba nie powinien mieć jej tego za złe. W końcu ratowała go od spadku w hierarchii klanowej! Kocur obrócił się do niej.
— Dzień Dobry, namiestniczko — ukłonił się. — Jak damie się tu podoba? Przyszłaś może złożyć życzenia parze młodej?
Już widziała, czemu koty z rodu go lubiły. Tym bardziej musiała mu pomóc. Szkoda by było, gdyby taki miły kot zaprzepaścił wszelkie szanse przez niewiedzę.
— Jest… w porządku — skłamała, siląc się na uśmiech. — Nie, nie o to chodzi. Rodzice jeszcze nie podeszli. Chciałabym… zamienić z tobą słowo… najlepiej trochę dalej stąd — szepnęła, patrząc ukradkiem na Liliową Pieśń.
— Jasne, namiestniczko, to nie będzie dla mnie problemem.
Wtedy ich rozmowę przerwała kotka, która stanęła właśnie za jej plecami.
— Łabędzia Łapo, idziemy wręczyć prezent parze młodej. Możesz wrócić do rozmowy z Ulewnym Szkwałem potem — miauknęła jej matka. Niechętnie podniosła się z miejsca. Fińczyk skinął jej głową na chwilowe pożegnanie, a ona razem z resztą namiestników podeszła do Urodziwego Szafirka i Przypalonego Kasztana. Trzcinowy Szmer skinęła im głową. Według niej było to niedorzeczne. Jej matka nie powinna tak robić przed plebsem! Chyba naprawdę było z nią coraz gorzej.
— Przynieśliśmy wam prezent. Wydaje się skromny, jak na rodzinę namiestników, jednak muszę przyznać, że zostały one dobrane i pozyskiwane spod lodu, która skuła naszą rzekę. — Szylkretka wzięła od Żmijowcowej Wici zawiniątko i delikatnie rozwinęła je, ukazując prezent. — Oto biżuteria, składająca się z najładniejszych i najbardziej świecących łusek oraz zębów drapieżnych ryb, jakie udało mi się znaleźć podczas nurkowania. Niestety przez Porę Nagich Liści nie mogłam zbyt daleko nurkować, bo nie znalazłabym wyjścia spod lodu. Mam nadzieję, że wybaczycie nam te niedogodności.
Powiedziała formalnie, podsuwając bliżej nich prezent. Łuski i kły drapieżnych rzecznych potworów błyszczały od odbijającego się światła.
— Mam nadzieję, że wam się podoba — zamruczała. Chociaż ona sama nie przepadała za zębami ryb i uznawała je za obrzydliwe, to musiała przyznać, że bardzo ładnie się mieniły. Dlatego nie powinny zostać podarkiem dla tych zakał! Ona by im dała najwyżej patyk! Nie okazała jednak po sobie irytacji i zamiast tego uśmiechnęła się szeroko do dwójki.
Urodziwy Szafirek uśmiechnęła się do nich. Musnęła łapą podarek, przedłużając tę chwilę, co tylko bardziej ją irytowało.
— Bardzo wam dziękujemy, Trzcinowy Szmerze i Żmijowcowa Wici. Z dumą będziemy to nosić — wymruczała. Mała namiestniczka zmrużyła oczy w szparki. Czy pominęła ich specjalnie? A to pchli móżdżek! Kiedy tylko jej rodzina powróciła na poprzednie miejsce, ona postanowiła ponownie odszukać Ulewny Szkwał. Oboje odeszli trochę dalej od jego partnerki.
— Usłyszałam ostatnio bardzo niepokojące informacje o Liliowej Pieśni. Podobno wspiera koty czekoladowe i nie szanuje członków rodu królewskiego — mówiła, udając bardzo zmartwioną. W rzeczywistości uważała, że skoro taka paskuda robiła takie rzeczy, to zasługiwała na pozostanie samotną.
— To okropne. Postaram się coś z tym zrobić. Nie ma miejsca w końcu w naszym klanie na takie coś — odmiauknął niebieski, brzmiąc, jakby zaczął poważnie zastanawiać się nad zerwaniem związku. Udało się! Pan Książę Rogaty Flaming będzie z niej dumny… chociaż może lepiej, żeby mu o tym nie mówiła.
— To dobrze. W końcu powiedział mi to sam Pan Książę Rogaty Flaming, a on raczej nie zniżałby się do narzekania o rzeczach małej wagi — dorzuciła jeszcze dla większej wiarygodności.
— Dziękuję za tę informację, namiestniczko, życzę udanej imprezy — pożegnał się, kłaniając się jej na odchodne. I poszedł gdzieś, prawdopodobnie szukać swojej (pewnie za niedługo byłej) partnerki. Ona wtedy wróciła do swojej rodzinki i ponownie zajęła swoje miejsce, zastygając w eleganckiej pozycji niczym jakiś posąg. Był czas na rzut żabą. Ona osobiście uważała to za obrzydliwą tradycję. Bo kto by chciał dotykać żab? Na jej ślubie na pewno czegoś takiego nie będzie. Urodziwy Szafirek zamachnęła się i rzuciła zwierzęciem. A złapał ją Narcyzowa Łapa. Wtedy nagle zdarzenia obrały szybki i niespodziewany kierunek.
— Głupie płazy, kłamią! — miauknęła donośnym głosem Narwana Łapa, obrzucając zaskoczonego Narcyza sztucznie zrozpaczonym spojrzeniem. — Kłamią i nie widzą prawdziwej miłości... Prawda, Lawendo?
Z tymi słowy przechyliła się w stronę stojącej obok kotki i przysunęła swój pysk do tego liliowego. Zmrużyła ślipia, uśmiechając się, po czym polizała ją romantycznym gestem po nosie. Łabędzia Łapa patrzyła na to wszystko w zadziwieniu. Spotęgował to uczucie fakt, że kiedy Lawendowa Rozkosz popatrzyła na szylkretkę, wcale nie wyglądała na zdziwioną czy oburzoną. Zamiast tego po prostu się uśmiechnęła.
— Och tak, droga Narwanko. Łżą jak wydry. Paskudniki — odparła z niechęcią. Gdy kocica ją polizała, Lawenda zakryła pyszczek jakby zarumieniona. — Ależ moja miła, ile razy ci mówiłam, że wolę być pierwsza? — mruknęła, odsuwając łapę od pyszczka. Przewróciła lekko koteczkę i stanęła nad nią. — I co ja mam z tobą zrobić hm? — mruknęła, chyląc pysk i liżąc ciemną w nosek. Vanka zakryła łapką pyszczek na taki widok. Nie wiedziała nawet, czy z oburzenia, zaskoczenia, czy po prostu dlatego, że była to sensacja. Chyba kotki nie powinny robić takich rzeczy publicznie, a już na pewno nie na czyimś ślubie, ale przynajmniej nie było nudno… No i będzie o czym później opowiadać! Po paru uderzeniach serca Narwana Łapa wydobyła z siebie parę dźwięków:
— Ja- Mhm — wydusiła z siebie. Położyła łapę na piersi drugiej kotki, delikatnie odpychając ją do tyłu. — Może- Może później mi powiesz, co, Lawendo? — miauknęła w końcu, już niedrżącym głosem. Uśmiechnęła się cwanie i dotknęła nosem tego wojowniczki. — Chyba że już nie będziesz taka śmiała?
Ta jednak uśmiechała się z wyraźnym triumfem w oczach.
— Och, moja droga, nie udawaj, że to cię tak zaskoczyło, bo pomyślę, że nie chcesz mnie obok — mruknęła, a jej pyszczek wyrażał smutek, by po chwili cicho się zaśmiać. — No? Co mi teraz powiesz? — przechyliła lekko łebek, wpatrując się głęboko w jej oczy. Po dotknięciu się nosami z Narwaną Łapą zarumieniła się lekko, po czym coś do niej szepnęła chyba o jakimś spacerze. Łabądek przeniosła wzrok na Narcyzową Łapę, który gdyby jego futro na to pozwalało, byłby właśnie blady jak śnieg. Całkiem zapomniał już o żabie; zamiast tego drgnął i zerwał się na równe łapy.
— Yy... Protestuję! — rzucił desperacko. Liliowa przewróciła oczami.
— Och proszę cię — zaczęła, opuszczając kotkę i ocierając się o Narcyza, by zatrzymać się przy jego uchu. Jemu również coś szepnęła, na ucho, po czym wróciła do Narwanej Łapy.
— Czyż to nie jest decyzja tej piękności? — uśmiechnęła się niewinnie, choć w oczach miała iskrę chłodu. “Ta piękność” powoli uniosła się, podpierając się łapami. Zerkała na brata kątem oka. Odezwała się jednak do Lawendy:
— Oczywiście — odparła, unosząc kąciki pyska. Wstała i stanęła obok kotki, ignorując wszystkich dookoła i wpatrując się w jej pysk. W jej oczach zaczęło błyszczeć zainteresowanie. — Tam będziesz mogła sobie nade mną stać bez szansy na to, że ktoś nam przeszkodzi...
— Taka jesteś! — zawołał czarno-biały z wyrzutem w ostatnim akcie desperacji, zarzucając ogonem.
— Bardzo dobra decyzja, moja piękna Narwanko — wymruczała, muskając bok kotki ogonem i kierując pysk w jej stronę. — Znajdę ci najwygodniejsze miejsce na leżenie, obiecuję ci to — wymruczała uroczo, przenosząc wzrok na Narcyza. — Och, Narcyzku, nie złość się, bo ci serce stanie i co wtedy?
Szylkretka przytaknęła Lawendzie, po czym przyklejając do niej swój bok, odwróciła pysk do Narcyza.
— Wybacz — wzruszyła ramionami. — Nie moja wina, że nie umiesz sobie nikogo znaleźć! — Wytknęła mu język, uśmiechając się. — Może na naszym ślubie znowu złapiesz tę żabę i tym razem ci się poszczęści!
Liliowa otuliła kotkę ogonem, by trzymać ją blisko siebie.
— Och, cudowny promyku, nie bądź taka dla braciszka. Los nie jest dla niego litościwy — wymruczała z troską, po czym zacieśniła ogon na boku Narwanej Łapy. Narcyz wpatrywał się w obie kotki szeroko otwartymi oczami.
— ...Nie moja wina, że wszyscy są głupi! — wydusił w końcu, ale głos mu się nieco załamał. Zerknął na Werwę.
— Ty... ty też jesteś głupia! Idź sobie z tą Lawendą, gdzie chcesz, byle daleko. Niedobrze mi się od was robi!
Lawendowa Rozkosz zmrużyła oczy na słowa kocura.
— Och, doprawdy? Głupcy? Mało oryginalne nazewnictwo — prychnęła. — Chodźmy, Narwanko, nie marnujmy czasu na... takie bezsensowne paplanie — mruknęła.
— Narcyz... — zaczęła “Narwanka”. — Narcyz, no weź...
Potem dała się odciągnąć kotce na bok. Czyli jednak nie skończyło się tak nudno, jak myślała. Niech no tylko wszyscy o tym usłyszą!

***

Kilka wschodów słońca później

Tak… być może rozpowiedziała trochę naciąganą plotkę na temat jej znajomych z legowiska oraz Lawendowej Rozkoszy. I tak… być może ta plotka mogłaby komuś potencjalnie zaszkodzić lub go poniżyć. No i teoretycznie takie zachowanie nie przystało namiestniczce… Ale na Klan Gwiazdy, jaka to była świetna zabawa! Ledwo powstrzymywała uśmiech dumy za każdym razem, kiedy ktoś spekulował nad datą ślubu dwóch kotek albo kiedy słyszała o kolejnym kandydacie na temat nowego partnera Narcyza. Oczywiście jakby ktoś pytał, ona tylko usłyszała to, chodząc po obozie. A jakby się ktoś dowiedział, że to ona to… zrobiła to, żeby odwrócić uwagę od tych paskudnych wymysłów na temat pokrewieństwa dzieci Fląderki z jej babcią – Wężynowym Kłem! Właśnie! Bo co złego to nie ona! Zawsze miała dobre intencje! Siedziała właśnie na swoim posłaniu, obracając w palcach jeden ze swoich kolorowych kamyczków i słuchała przyciszonych szeptów kolegów z legowiska. Najbardziej interesowała ją aktualnie rozmowa Ropuszej Łapy z Liliową Łapą.
— Podobno on i Ulewny Szkwał czują coś do siebie, ale obaj boją się, że drugi nie czuje tego samego. To takie smutne… ale słodkie! — entuzjazmowała się starsza. Łabądek aż zadrżały wąsy z rozbawienia. W sumie może to nawet na lepsze by im wyszło? Dla fińczyka chyba każda opcja byłaby lepsza niż ta jego aktualna paskuda. Nagle szepty zaczęły cichnąć, a w legowisku uczniów rozległy się kroki. Dźwięk zatrzymał się dopiero kilka długości wąsa od niej, a cień smukłej kotki padł na ziemię przed nią. Obróciła się w kierunku kotki i usiadła. Na jej pysk wkradł się uśmiech, w którym można było zobaczyć nutkę wyzwania. No kogo jej oczy widziały? “Narwanka” we własnej osobie! Szylkretka jednak nie wyglądała na zbyt zadowoloną. Bardziej jakby przez cały poranek podgryzały ją pchły. Może złapała jakieś na tym spacerze ze swoją ukochaną?

<”Narwanka”?>

[2353 słowa]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz