Noc była zimna i cicha. Nadzwyczaj cicha. Szum wodospadu, który zazwyczaj zagłuszał jej myśli i usypiał swoją rytmiczną melodią, wydawał się delikatniejszy, jak gdyby odchodził na drugi plan, zmuszając ją do skupienia się na czymś innym.
Uchyliła ślepia, obrzucając zmęczonym wzrokiem wnętrze jaskini. Blada poświata księżyca wdzierała się do środka. Wszystkie koty zdawały się już spać, otulone mrokiem, tylko nie…. Tylko nie pojedyncza, skrząca sylwetka, majacząca na środku obozowiska. Przemknęła spojrzeniem dalej, zatrzymując się na okrytym cieniem futrze brata, śpiącego obok, opierając podbródek o posłanie… Wróć. Jaka skrząca sylwetka?Raptownie podniosła głowę i wbiła spojrzenie w postać.
— Co do…
Życie jej nie oszczędzało. Nie oszczędzało całego Klanu Klifu, ale to... Czy to nie było już zbyt wiele? Wszyscy spali, wszystkich już dawno zmorzył głęboki sen, a ona... A Łuna musiała zmagać się z przewidzeniami? Czy tego właśnie chciał dla niej Klan Gwiazdy?
Przetarła łapą oko. To się nie działo.
Jasna, okrągła sylwetka sprawiła, że na myśl pierwsza przyszła jej Półślepy Świstak. Czy opiekunka jej się śniła, nawiedzała ją?
Pochylając głowę nad udekorowanym kopczykiem, odłożyła na nim wiązkę marnych kwiatów. Słońce chyliło się ku zachodowi, oświetlając grób wiecznej karmicielki ciepłym blaskiem.
— Niech mi Pani wybaczy — szepnęła, mrużąc ślipię. Jej gardło ścisnęło się z żalem, ze wstydem? Czemu tak długo czekała? Czemu nie spędzała z nią więcej czasu?
Przysiadła obok kopczyka, po paru uderzeniach serca pozwalając sobie osunąć się na ziemię. Oparła głowę na łapach, czując, jak po jej policzku spływają łzy. Dlaczego jej umysł był tak zaprzątnięty innymi rzeczami, że tego nie przewidziała?
Czy to dlatego, że nie spędziła z nią wystarczająco czasu przed jej odejściem? Nadal żałowała, że była zbyt… Zajęta własnymi sprawami, aby przejąć się jej śmiercią, i dopiero po paru wschodach słońca zdobyła się na odwiedzenie jej grobu… Ale Pani Świstak na pewno nie miałaby jej tego za złe, prawda?
Jednak na futerku zjawy rozmazywały się inne barwy niż zapamiętała. Po chwili doszła do wniosku, że nigdy takiego kota na oczy nie widziała, nawet… Nawet kiedy żył. Przełknęła ślinę, jeszcze raz rozglądając się po obozowisku. Wszyscy dookoła pozostali w krainie snów, nie uchylając nawet jednej powieki – kimkolwiek była dusza, którą widziała w okolicach stosu na zwierzynę, ukazała się wyłącznie jej. Czy więc była też całkowicie jej odpowiedzialnością?
Debatowała nad powrotem do snu. Obecność zjawy nie dawała jej jednak spokoju, i oka zmrużyć już nie potrafiła. Zrezygnowana, ale i nieco… Zaciekawiona podniosła się z posłania, niezgrabnie wyciągając wszystkie łapy z gniazda i stając obok. Potrząsnęła głową, odwracając od siebie resztki zmęczenia. Ze swojego miejsca na półce skalnej nie była w stanie dojrzeć mordki postaci; postąpiła parę kroków do przodu, starając się jak najciszej zeskoczyć po kamiennych schodkach. Przystanęła na ostatnim, odwracając wzrok na wodospad. Nie widziała kota, który miał tego wieczora pełnić przy wejściu wartę. Może i lepiej — pomyślała, zwracając się z powrotem w stronę duszy, pochylonej teraz nad czymś.
Zmrużyła ślipię. Zjawa zdawała być się zajęta lekko zranioną myszą, próbując włożyć w nią łapę. Mimo że rana nie stawała się większa, tak na białej, migoczącej łapce pozostała krew. Otworzyła pyszczek, marszcząc przy tym nos ze zmieszaniem – które tylko spotęgowało się, gdy dusza podniosła kończynę do pyska i zaczęła smarować się nią, tworząc wymyślne kształty.
Opuściła łapę na wyściełaną trawą posadzkę, robiąc krok do przodu… W momencie, w którym nadepnęła na gałązkę, żółte ślepia zjawy zwróciły się w jej kierunku.
Zastygła w miejscu. To zdecydowanie nie była Półślepy Świstak. Przedziwne zachowanie przypominało jej jednak kogoś; kogoś, kogo znała jedynie z historii przekazanych jej ponurymi wieczorami. W końcu Judaszowcowa Gwiazda opowiedział kiedyś dzieciom o swojej zaginionej, przedziwnej siostrze, Czyśćcowej Łapie…
Zmarła nie wyglądała na wystraszoną. Odwróciła się jedynie w stronę Łuny, bez słowa przyglądając się jej na moment. Wojowniczka przełknęła ślinę. Czy ona śniła? Czyściec wyciągnęła do przodu czerwoną łapę, machając lekko paluszkami, jak gdyby chciała zaproponować kocicy ten sam zabieg, który wykonała na sobie.
— Oh, nie — szepnęła, odruchowo cofając głowę do tyłu. Niechętnie spojrzała na zakrwawione paliczki, a później na pyszczek duszy. — Co… Co tu robisz?
Czyściec nie odpowiedziała. Przekręciła jedynie główkę w bok, jeszcze bardziej wyciągając łapkę do przodu, próbując gonić za wojowniczką, która odeszła parę kroków do tyłu.
— Czegoś potrzebujesz? — spróbowała jeszcze raz, bez skutku. Czy zmarła w ogóle ją słyszała? A może nie mogła jej odpowiedzieć? Nie była pewna, czy ojciec akurat przy tej opowieści wspominał o niemej kotce, czy mowa była o kimś innym…
Dusza, zdeterminowana, podeszła bliżej. Być może przytaknęła, potwierdzając słowa Łuny; może jednak była to jedynie gra światła i cieni na jej przezroczystej mordce? Jej łapy bezszelestnie poruszały się po podłożu, a iskierki z jej sierści mrugały pod światłem księżyca. Łuna pokręciła głową. Najpierw ciemna zjawa na zgromadzeniu, teraz to… Naderwane ucho zapiekło ją. Wchodzenie w interakcje ze zmarłymi nie było dobrym pomysłem. Nie potrzebowała kolejnego kazania od ojca, gdyby coś się stało.
Dlaczego Czyściec się jej pokazała? Czego od niej chciała? Zawsze wmawiano jej, że zmarli ukazują się kotom tylko, gdy mają coś ważnego do przekazania. A zmarła uczennica nie dość, że nie zdawała się mieć nic do powiedzenia, to jeszcze nie miała jak jej czegokolwiek powiedzieć. Czego, w takim razie, mogła potrzebować?
Odsunęła się jeszcze bardziej. Jej łapy napotkały krawędź skalnej półki; rzuciła spojrzenie do tyłu. Mogłaby czmychnąć do góry, do swojego posłania. Zostawić kotkę samą sobie. Może nie goniłaby za nią?
Jednak gdy oczy Czyśćcowej Łapy posmutniały, nie była w stanie postąpić kolejnego kroku. Nie wiedziała, kogo przypominało jej to spojrzenie – być może strachliwą Pchełkę, czy jeszcze innego kota – ale nie pozostawiło jej niewzruszonej. Niepewnie wychyliła pyszczek nieco do przodu, wychodząc duszy naprzeciw. Może nic złego się nie stanie? Ojciec nie mówił o Czyściec wielu dobrych słów, ale nie umiała sobie przypomnieć żadnego jej przewinienia. Poza tym, kiedy w ostatnim czasie tak naprawdę się go słuchała?
Czy jeżeli dałaby koteczce to, co chciała, ta pozostawiłaby ją w spokoju?
— No dobrze — wymamrotała, przyciskając ogon ciasno do swojego boku. Uspokajało ją to. — Możesz… Możesz zrobić, co chcesz.
Dusza nie czekała długo. Na jej okrągłą mordkę wstąpił osobliwy uśmiech, a łapa zbliżyła się do oblicza Łuny. Mokre paluszki poczuła najpierw na swoim policzku, później na czole; walcząc z obrzydzeniem, spuściła głowę nieco w dół, aby ułatwić Czyściec… Pracę. Nie przepadała za widokiem krwi – tym bardziej, jeśli wyobrażała sobie jej smugi zdobiące srebrzyste, nieskazitelne futro. Zmarła malowała wzory starannie, nie spiesząc się – i po chwili cisza wydawała się wojowniczce nie do zniesienia.
— Mój ojciec mi o tobie opowiadał — szepnęła w końcu, zwracając uwagę towarzyszki. Ta przekręciła lekko głowę, jak gdyby z zaciekawieniem, ale nie przerwała zajęcia. — Ale… Dużo nie wiem. Myślałam, że jeszcze- um, że jeszcze żyjesz. Gdzieś.
Czyśćcowa Łapa przerwała. Podniosła na nią wzrok, jednak w jej spojrzeniu nie była w stanie dojrzeć żadnej konkretnej emocji. Ponownie zanurzyła paluszki w mysiej krwi, aby ponownie unieść je do czoła Źródlanej Łuny i namalować ostatni, niewyraźny znaczek na jej czole.
Powoli uniosła głowę, czując, jak dotyk zniknął z jej pyszczka. Czyściec wydawała się zadowolona; wyszczerzyła ząbki w niezręcznym uśmiechu, a zanim wojowniczka zdążyła odwzajemnić gest, jak gdyby znikąd wyciągnęła pęczek jakiegoś ziela, pozostawiając je przed nią.
Gdy jej spojrzenie padło na zioło, zamarła. Parę zmarzniętych, niepozornych łodyżek szałwii spoczęło na kamiennej posadzce, skropione niemałą ilością krwi. Otworzyła pyszczek, jednak nie umiała wydusić z siebie żadnego słowa. Czy to miał być jakiś znak? Dobry, czy zły? Podniosła wzrok na Czyściec, jednak od niej wyjaśnienia nie dostała – dusza w ciszy odwróciła się, kierując swoje kroki w stronę wodospadu, aż jej sylwetka nie rozpłynęła się gdzieś w drodze na zewnątrz, mieszając z rozbryzgującymi się kropelkami wody.
Dusza Czyśćcowej Łapy zaznała spokoju...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz