"Czy to byli ci cali Gwiezdni, o których mówiła jej mama i reszta kotów? To oni serio istnieli? ONA MYŚLAŁA, ŻE TO TAKA BAJKA JAKAŚ???"
Stojąca przed nią kotka nie wydawała się mieć złych zamiarów, wyglądała dość... przyjaźnie, może nawet niepewnie. Prawdę mówiąc, niewiele co robiła. A kiedy w końcu się odezwała, niebieska uczennica wybałuszyła oczy, bo… usłyszała jej głos, ale starsza nie otworzyła pyszczka.
— Dawno mnie tu nie było... Znaczy... wokół kotów, którym kiedyś też byłam... Ja nie znam tej jaskini, ale znam ten klan — zaczęła tajemniczo, niezdecydowanie pobrzmiewało w jej cichym głosie... jakby bała się bardziej niż mała uczennica. — A-ale poczułam, że możesz mi pomóc, b-bo... bo coś nas łączy… — To było dziwne. Słyszeć czyjś głos jedynie w swojej własnej głowie, ale skoro kotka była częścią tych nieśmiertelnych kocich dusz, to raczej nie mogła mieć złych zamiarów. Nie?
— Yyyyyy, no tak, ten… — Drobnej, szczerze mówiąc, trochę zabrakło elokwencji, nie często rozmawiała z mistycznymi gwiezdnymi bytami, a tak właściwie to nigdy. — Uhm… to… jak masz na imię? I pomóc?... z czym dokładnie..? — dopytała zaraz, może gwiezdne koty objawiały się protektorom, żeby zobaczyć czy nadają się do tej roli? Z tego, co wiedziała, ich zadaniem było pomagać kotom z ich klanu, może to była próba? Nawet jeśli nie, nie zamierzała tego zawalić!
— Zguba — odpowiedziała cicho jej rozmówczyni, Drobna dalej nie przywykła do faktu, że czarno-biała odzywała się w jej głowie. — Należałam do tego klanu… jakiś czas temu… zapewne, wszystko wygląda inaczej. — No tak, kotka wspomniała, że otoczenie jest inne, a jej imię wydawało się adekwatne, wyglądała na zagubioną trochę, szczerze mówiąc. Może potrzebowała coś odnaleźć?
— To... z czym potrzebujesz pomocy? Powiedziałaś, też, że coś nas łączy? — dopytała, trochę pewniej się czując, lubiła pomagać.
Dusza Klifiaczki zawahała się przez moment, ale po chwili zaczęła snuć swoją opowieść, zacinała się, wracała do poprzednich zdań, żeby coś poprawić albo dodać.
— M-Miałam za rodzica jedynie mamę, nigdy nie poznałam swojego ojca i bardzo mnie ta myśl gnębiła. — To zdecydowanie wyjaśniało, co wspólnego miały kotki. — W przeciwieństwie do mojego rodzeństwa nie potrafiłam się pogodzić z tym, że nie… że nie wiem, kim on jest. Jak widzisz… nawet po śmierci nie mogę do końca odpuścić, wracam po tylu księżycach na tereny. Moja mama nigdy nie wyjawiła mi jego imienia, pomimo tego, że próbowałam to z niej wyciągnąć… Po pewnym czasie nie mogłam już tego znieść i opuściłam klan… mając nadzieję, że go znajdę. Nie udało mi się to… więc opuściłam swoją rodzinę na darmo i.. i mam żal do siebie o to, że ich zostawiłam. Bo moja cała wyprawa okazała się fiaskiem… m-może to było z mojej winy? Może nie włożyłam w to odpowiednio dużo wysiłku? J-jakbym postarała się bardziej, to może nawet poznałabym go i wróciła do swojego klanu, do rodziny. Ja… ja chciałam tylko go poznać…
Oooo… to była, smutna historia, Drobną Łapę bolało serduszko na samą myśl o czymś takim. Sama może nie rozumiała potrzeby odnalezienia koniecznie, kim jest jej drugi rodzic, ale postanowiła za wszelką cenę pomóc kotce.
—⊱༒︎ ✦ ༒︎⊰—
Jej pierwszą myślą było popytać się starszych. Najstarsza była Nocny Kwiat, ale niestety nawet ona nie była w stanie pomóc uczennicy, spytała się też reszty, ale otrzymała taką samą odpowiedź, co nie usatysfakcjonowało kotki w żadnym stopniu. Myślała też nad podejściem do lidera, bo wyglądał dość wiekowo... a w dodatku był liderem, więc może wiedział coś więcej o różnych sprawach, ale wąsaty kocur dalej był dla Drobnej zbyt straszną osobistością, więc koniec końców nie spytała go o nic, ba, nawet do niego nie podeszła. Usprawiedliwiając tę decyzję myśleniem, że przecież raczej na pewno o tym nic nie wie.
Zguba raczej przychodziła w nocy, co zabierało czas na sen, którego kotka i tak nie miała dużo, przez to jakie tempo sobie narzucała. Dużo też myślała o tej zabłąkanej duszy i czuła… dość spory ciężar obowiązku spoczywający na niej, ale nie miała najmniejszego zamiaru się poddać. Bardzo chciała pomóc dawnej Klifiaczce, szczególnie że rozumiała ją do pewnego stopnia, gdyż ona sama była odrobinę ciekawa, kim był jej ojciec, ale nie do tego stopnia, żeby porzucić klan, by go szukać. Szczerze mówiąc, uważała, że rodzina, która jest obecna, jest dużo ważniejsza od tej, której nie ma. Nawet jeśli tego powodem jest fakt, że drugi rodzic jest z innego klanu i wyjawienie tego na pewno wywołałoby skandal.
Kolejnym krokiem w jej poszukiwaniach było podpytanie Ćmiego Księżyca o dusze zmarłych kotów, próbując zrozumieć… co dokładnie ma znaleźć, skoro jej pomysły się skończyły porażką. Ślepa medyczka zdołała podnieść trochę Drobną Łapę na duchu, mówiąc, że dusze często czują inaczej, niż faktycznie żywe koty i mogą poczuć coś, co dla stąpającego po ziemi klanowicza jest niemożliwe. Czasami takie rzeczy mogą być związane z tym, czego szukają.
To poprowadziło kotkę do pomysłu, aby posnuć się po terytorium Klanu Klifu. Nawet jeśli kiedyś wyglądało ono inaczej, to jeśli przejdą obok miejsca, w którym matka i ojciec Zguby się spotykali… to może czarno-biała to poczuje? I jakoś się dowie? W sumie nie rozumiała do końca tej części. Jednak zdecydowała się zostawić ten problem na później i skupić się na znalezieniu… tego nieoczywistego czegoś.
Próbowała porozmawiać ze Zgubą trochę więcej, ale odniosła wrażenie, że ona też jest tym wszystkim zmartwiona i zestresowana, co trochę nie miało sensu, ale niebieska nie zamierzała tego kwestionować, przecież, nie po to tutaj była. A Zguba twierdziła, że powiedziała jej już wszystko, co mogłoby jej pomóc w odkryciu tożsamości jej ojca, więc postanowiła nie męczyć jej kolejnymi pytaniami. Co możliwe, że przedłużyło jej poszukiwania, ale zdecydowanie sprawiło, że Drobna Łapa czuła się mniej winna słabemu samopoczuciu duszy.
—⊱༒︎ ✦ ༒︎⊰—
Wlekła się dość leniwie, z winy zmęczenia i ogólnego wyczerpania, trochę się martwiła, że tak długo nie może pomóc potrzebującej kotce, ale wierzyła całym serduszkiem, że to już wkrótce i w końcu ich problemy zakończą się wielkim sukcesem albo chociaż satysfakcjonującym sukcesem. Przebierała łapami przez mokry śnieg, który nie był ani trochę przyjemny, jej futro było jeszcze mniej przyjemne, przez to, że się ciągnęło po tym smutnym, topiącym się opadzie, dodając jej dodatkowej wagi, która absolutnie nie była mile widziana.
Wiatr zahuczał dookoła, a z gałęzi nad nimi zerwał się jastrząb, Drobna czym prędzej wcisnęła się pod wystający korzeń drzewa, wpatrując się w niebo ze strachem… Ptak na szczęście nie wrócił, ale i tak nie była specjalnie chętna do pozostania w tym miejscu dłużej, gdyby nie fakt, że Zguba stała jak wryta, przed powoli opadającym w dół prążkowanym piórkiem, które opadło powoli na wilgotną ziemię.
— Już wiem… — szepnęła cicho, głos jej się trząsł z emocji… jakich emocji? Drobna nie była do końca pewna. — Wiem, kim on był… — dopowiedziała, a Drobna uśmiechnęła się lekko, ale ze zmęczeniem. — Dziękuję ci, Drobna Łapo. Za twoją pomoc, zostawiłam ci małą nagrodę w twoim legowisku. Bez ciebie na pewno bym nie dała rady.
A wraz z tym rozpłynęła się w powietrzu, zostawiając niebieską kotkę samą… Drobna Łapa westchnęła cicho, choć… była widocznie zadowolona i w jej oczach czaiła się ulga oraz radość… cieszyła się, że Zguba znalazła to, czego potrzebowała, że w końcu mogła odnaleźć spokój. Kiedy niebieska kotka wróciła do obozowiska, znalazła na swoim legowisku, dość sporą, bardzo puchatą ćmę w szaro-białych kolorach, nawet całkiem podobną do tego, jak wyglądała sama uczennica. Córka Strzępki uśmiechnęła się lekko, podziwiając mały upominek.
Dusza Zguby zaznała spokoju...
[1465 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz