Nieprzytomnie wpatrywał się we własny łapy. Pogrążony w myślach nadal przeżywał tamtą noc. Obraz zawiedzionego nim Łabędziego Pluska nie wychodził mu z głowy. Jego pełne żalu ślipia nękały go co uderzenie serca, nie pozwalając zasnąć.
— Aroniowy Podmuchu! Halo! — ktoś zaczął nim potrząsać.
Zirytowany prychnął, rzucając osobnikowi wściekłe spojrzenie.
— Czego? — burknął.
Karasiowa Łuska uśmiechnęła się lekko, chcąc pokazać, że nie ma złych zamiarów.
— Pytałam z kim ja i Łososiowa Łapa idziemy na patrol — powtórzyła spokojnie. — Coś nieprzytomny bywasz ostatnio — stwierdziła, przyglądając się mu uważnie.
Aronia zignorował ten komentarz.
— Idziecie z Czaplą Łapą i Płotkowym Skokiem— zarządził.
Kremowy kocurek westchnął niezadowolony, a jego mentorka uśmiechnęła się z zakłoponaniem.
— A nie możemy z kimś innym? — zaproponowała delikatnie. — Przez ostatnie trzy wschody słońca z nimi chodzimy — sprostowała.
Aronia wywrócił ślipiami. Świetnie, może zaraz będzie musiał dobierać koty patrząc na relacje kto się lubi, a kto nie lubi.
— To idźcie z Wężowym Pyskiem, Czermieniową Łapą i Zawilcowym Deszczem — mruknął, odchodząc od tej namolnej dwójki.
— Ale oni już wyszli — miauknął Łososiowa Łapa.
Aroniowy Podmuch machnął ogonem.
— To ich dogońcie — syknął jedynie.
* * *
Kolejny wschód słońca nastał. Ostatnio wszystkie wyglądały tak samo. Niechętnie wyszedł z legowiska na zewnątrz. Powieki zapadały się mu sennie, a ustanie na łapach zdawało się takie trudne.
— Nie nazywaj mnie tak — usłyszał ostre syknięcie.
Zaciekawiony skierował uszy w stronę toczącej się kłótni. Widok dwóch biało-czarnych kotów ani trochę go nie zaskoczył.
— Bo co — warknął Borsuczy Warkot. — Naskarżysz mamusi? — zadrwił z Lisiaka.
Kotka syknęła na wojownika, jeżąc sierść na grzbiecie.
— Powiedział mamisynek — stwierdziła Uszatkowa Łapa, unosząc dumnie ogon.
Borsuk położył uszy. Najwidoczniej zabolał go ten komentarz.
— Lisie łajno — prychnął na nią, unosząc potężną łapę.
Zmęczony ich bezsensownymi krzykami Aronia zagrodził wojownikowi drogę.
— Podpadła ci, co? — mruknął, spoglądając na Borsuczy Warkot.
Kocur zjeżył się.
— Nie twoja sprawa — syknął, a jego łapa zadrżała, uderzając podwójnie o ziemię.
Wojownik odszedł pozostawiając ich na sam. Uszatkowa Łapa wpatrywała się niepewnie w zastępce wrogiego klanu, po czym nagle spoważniała.
— Nie potrzebuję twojej litość — miauknęła, mierząc wojownika ostrym spojrzeniem. — Więc, że Klan Lisa nigdy wam tego nie wybaczy — dodała, odchodząc.
Aroniowy Podmuch zmrużył ślipia. Nie rozumiał, jak coś co już nie istnieje miała mu zaszkodzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz